Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

O sprytnej sowieckiej manipulacji, która dopiero teraz wyszła na jaw

66 622  
265   25  
Jakiś czas temu opublikowałem artykuł o jednej z najbardziej nietrafionych inwestycji III Rzeszy. Pisałem tam o kosztach samej budowy tych fortyfikacji i znikomej wartości bojowej, jaką przedstawiła w 1945 roku. Jednak niedawno wyszły na jaw dodatkowe dokumenty, które sprawiły, że historię tego miejsca trzeba napisać na nowo.

Jak wiemy, historię piszą zwycięzcy i tak było w tym przypadku. Według jedynej słusznej (do niedawna) narracji Sowieci pod koniec wojny z łatwością zdobyli Międzyrzecki Rejon Umocniony, a zdobycie tego pasa umocnień zajęło im tylko 72 godziny. Jak się niedawno okazało (z ich własnych dokumentów), spędzili tam cały miesiąc, a dotychczasowa wersja to tylko wycinek z prawdziwej historii, który najlepiej nadawał się do celów propagandowych.

Zainteresowanych historią budowy Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego i bardziej szczegółowym opisem odsyłam do mojego poprzedniego artykułu.

Co wiemy o zdobyciu tych umocnień?

29 stycznia 1945 roku około godziny 20 pierwsze sowieckie jednostki dotarły do szosy Świebodzin-Międzyrzecz. Na wysokości miejscowości Kaława Sowietów przywitał grad pocisków moździerzowych, a zwiadowcy raportowali o bardzo silnych umocnieniach na zachód od ich pozycji. Informowali o ciągłej zaporze przeciwpancernej biegnącej z północy na południe, której końców nie udało się im zlokalizować. Po uporaniu się ze stanowiskami moździerzy kolumna pancerna ruszyła na zachód. Po dwóch kilometrach, około godziny 22:00 dotarli do zapory pancernej, zwanej Zębami Smoka.

Naprzeciwko kilkudziesięciu czołgów i dział pancernych znajdowały się umocnienia, z których nikt do nich nie strzelał, a wszędzie wokół znajdowały się świeżo wykopane puste okopy. Dowodzący kolumną pułkownik Gusakowski podejrzewał zasadzkę - przejazd przed nim blokowały szyny kolejowe wsunięte w specjalne otwory w drodze. Saperzy sprawdzili to miejsce i zameldowali, że nie jest zaminowane i że korzystając z osłony nocy można spróbować usunąć tę przeszkodę. Sowieci nie wiedzieli jednak, że cały czas są obserwowani przez peryskopy pobliskiego panzerwerka 717. Z nieznanych do dzisiaj przyczyn obrońcy nie otworzyli ognia. Najprawdopodobniej z powodu ciemności i zamieci śnieżnej uznali widocznych żołnierzy za swój oddział.

Widok na Zęby Smoka oraz budynki muzeum z miejsca, w którym kiedyś stała zapora drogowa. Po prawej w oddali kopuły schronu 717.

Gusakowski zdecydował się nie czekać i przejść do działania. Po usunięciu szyn z zapory, ustawił swoich saperów tyłem do kierunku zagrożenia, aby za pomocą latarek zawieszonych na pasach umożliwić przejazd ciężkiego sprzętu.

Kilkadziesiąt czołgów, dział i ciężarówek bardzo sprawnie przeprawiło się na drugą stronę Zębów Smoka i ruszyło dalej w kierunku miejscowości Wysoka. Około godziny 23 padły tam pierwsze strzały. Wizytowany kilka lat wcześniej przez samego Hitlera panzerwerk 755 otworzył silny ogień. Sowieci zajęli pozycje i rozpoczęli ostrzał, celując w miejsca, z których dochodziły rozbłyski pocisków. Ich 85-milimetrowe pociski nie mogły jednak przebić pancerzy i mimo prawie godzinnego precyzyjnego ostrzału obiekt ciągle zaciekle się bronił. Wreszcie około północy pociski zablokowały otwory strzelnicze i obiekt zamilkł, ale nie poddał się. Po obrzuceniu kopuł pancernych ładunkami wybuchowymi i ogłuszeniu załogi, ta prawdopodobnie wysadziła się w powietrze.

Panzerwerk 775 od strony zapola. Obiekt po wojnie pozbawiono praktycznie wszystkich pancerzy i kopuł.

Gusakowski wraz ze swoimi oddziałami ruszył dalej na zachód. Był przekonany, że zaraz za nim posuwają się główne siły sowieckie - tak jednak nie było. Główne siły sowieckie utknęły pod Kaławą, gdzie zapora przeciwpancerna okazała się być ponownie zamknięta, a pobliskie obiekty otworzyły silny ogień w kierunku atakujących. Siły Gusakowskiego znajdowały się wtedy około 30 kilometrów dalej i ze względu na ten dystans nie udało się nawiązać łączności. Zdezorientowany dowódca, świadom kończących się zapasów paliwa, zarządził obronę okrężną. Zaskoczone dowództwo namierzyło go dopiero dwa dni później - nikt nie mógł uwierzyć, że Niemcy nie zauważyli na swoich tyłach ponad 100 czołgów i dział pancernych.

Dwa dni później, z dniem 31 stycznia, Sowieci zdobyli ostatnie panzerwerki i tę datę uznaje się za koniec obrony MRU. W większości źródeł początek całej operacji jest bardzo szczegółowo opisany, natomiast im później, tym mniej informacji o jakichkolwiek działaniach wojennych. Teraz, po latach, wiemy, że był to zabieg celowy - wybrano najbardziej spektakularną akcję podczas walk, opisano ją bardzo obszernie, wysławiając legendarny heroizm Gusakowskiego (uhonorowanego wieloma odznaczeniami, późniejszego generała) i pomijając tym samym wiele innych, mniej wygodnych dla Sowietów szczegółów.


Iosif Iraklijewicz Gusakowski - to on dowodził "zgubioną" brygadą. Zmarł dopiero w 1995 roku w wieku 91 lat.

Czego dowiedzieliśmy się teraz?

Według niedawno odkrytych sowieckich dokumentów cała operacja była zdecydowanie bardziej skomplikowana i nie trwała 72 godziny, a aż cały miesiąc. Okazało się, że załogi schronów wcale nie były tak źle przygotowane i zdemoralizowane, jak przedstawiali to Sowieci. Zdecydowana większość schronów obiektu centralnego broniła się jeszcze przez cały luty. Warto tutaj wspomnieć, że każdy schron był dziełem obronnym przystosowanym do długotrwałej obrony okrężnej, a zapasy w nim zgromadzone (przynajmniej w teorii) miały wystarczać na 60 dni walki. Bunkry mają jednak jedną zasadniczą wadę - nie da się ich przenieść i bardzo łatwo było je ominąć. Tak właśnie zrobili Sowieci z problematycznymi obiektami i już 31 stycznia dotarli do przedmieść Kostrzyna - miasta położonego około 70 km za linią umocnień. Na dalekich tyłach zdecydowano się biernie blokować schrony, gdyż ich zdobycie nie było takie łatwe. Ze względu na brak artylerii były one niebezpieczne tylko w promieniu kilkuset metrów, a ich nieliczne załogi nie były w stanie zaszkodzić atakującym - bierna blokada wydawała się więc jedyną możliwą opcją.

Sowiecka mapa przedstawiająca stan z 23 lutego. Według niej ciągle aktywne jest ponad 20 schronów, 4 ostrzelano, a jeden skapitulował profilaktycznie.

Sowiecka mapa przedstawiająca stan z 25 lutego. Różowym kolorem zaznaczono obiekty walczące, na granatowo obiekty milczące. Czerwono-żółtymi liniami zaznaczono pozycje oddziałów blokujących MRU.

Schronów nie można było jednak blokować w nieskończoność - Sowieci podejmowali liczne nieudane próby likwidacji walczących obiektów. Jednak te wybudowane jeszcze przed wojną fortyfikacje okazały się zaskakująco odporne na pociski. Panzerwerki mimo setek trafień ciągle broniły się, a atakujący wobec braku możliwości przebicia pancerzy sprowadzili dywizjon ciężkich dział kalibru 203 mm. Były to działa o zasięgu nawet 18 kilometrów, a do ostrzału tych bunkrów ustawiono je tylko 400 metrów od schronów. Skutki ostrzału przedstawiono na zdjęciach.



Poniżej przybliżenia z opisami.



Oba zdjęcia przedstawiają ten sam obiekt - Panzerwerk 717, w którym do dzisiaj funkcjonuje Muzeum Fortyfikacji i Nietoperzy w Pniewie.



Ponownie 717 w 1945 roku i dziś. Od lewej: 6-strzelnicowa kopuła, kopuła wentylacyjna, kopuła obserwacyjna, 6-strzelnicowa kopuła.



Zdjęcia przedstawiające obiekt 772 (na pierwszej mapie zaznaczony zieloną kropką) - to ten schron skapitulował "profilaktycznie". Po wojnie widoczne na zdjęciu kopuły wydobyto na złom.

Mimo upływu prawie 10 lat od budowy panzerwerki okazały się być odporne na amunicję używaną pod koniec wojny. Na zdjęciach nie widać ani jednego bezpośredniego przebicia kopuły czy ściany schronu. Wynika to z faktu, że schron otoczono zbrojonym żelbetem o grubości 150 cm, a kopuły wykonano ze specjalnego stopu chromowo-molibdenowego o grubości od 25 do 32 centymetrów. Ten stop wytrzymywał ogromny nacisk, i nie pękał, tylko odkształcał się pod wpływem uderzenia. Oczywiście po trafieniu pociskiem w stalową kopułę, wewnątrz której znajdowali się żołnierze, w najlepszym wypadku tracili oni przytomność, a w najgorszym bębenki w uszach. Sprytni Sowieci wykorzystali ten fakt. Po oddaniu pierwszej salwy czekali kilkanaście minut, aż ranni żołnierze zostaną zmienieni na stanowiskach przez kolejną zmianę. Następnie ponownie ostrzeliwali kopuły, ogłuszając żołnierzy. Po 3 salwach i zmianach załóg nie było już komu stanąć na stanowiskach bojowych, a prawdopodobieństwo, że załoga się podda znacznie rosło.

Wedle sowieckich materiałów ostatnie schrony skapitulowały 28 lutego 1945 roku, chociaż nie jest to wersja ostateczna, gdyż ciągle pojawiają się nowe dokumenty.

Podsumowanie

Dotychczasowa narracja stawiała te fortyfikacje i ich obrońców w bardzo złym świetle. Podobno załogi schronów były złożone z Volkssturmu i niewyszkolonych oddziałów, które nawet nie wiedziały w jaki sposób używać skomplikowanych urządzeń wewnątrz schronów. Sama inwestycja została (nawet przeze mnie) nazwana nieudaną, gdyż lata budowy i miliony wydanych monet sprowadziły się do co najwyżej kilkudziesięciogodzinnego opóźnienia sowieckiego marszu na zachód.

Po lekturze powyższych dokumentów wypadałoby jednak zmienić trochę postrzeganie tych fortyfikacji i ich załóg. Załogi wcale nie były tak nieprzygotowane i zdemoralizowane, jak to się do dzisiaj mówiło - w końcu spędzić miesiąc często pod ostrzałem w zimnym i wilgotnym schronie to nie lada osiągnięcie. Same fortyfikacje wcale nie okazały się być tak przestarzałe i nieprzygotowane do walki, jak myśleliśmy do dzisiaj. Schrony zbudowane przed wojną okazały się być bardzo trudne do zdobycia nawet 10 lat później, co świadczy o bardzo przemyślanej konstrukcji, która zdecydowanie wyprzedzała swoje czasy. Warto też wspomnieć, że tak długa obrona była możliwa mimo braku jakiejkolwiek broni przeciwpancernej na całej linii umocnień.

Sowieci chcieli, żebyśmy myśleli, że przeszli przez ten front jak przez łąkę i że ich armia jest największą i najlepszą armią na świecie, pełną heroicznych i legendarnych przypadków. Dziś wiemy już, że ekspresowe zdobycie MRU to kolejne kłamstwo historii.

To ja na schronie, bo w sumie to gdzie miałbym być.

Chcesz zobaczyć to wszystko na własne oczy? Chodź ze mną!

Umocnienia MRU to miejsce, w którym podczas pierwszej wizyty w 2012 roku zrozumiałem, że szlajanie się po bunkrach i podziemiach to coś, co chcę robić przez resztę mojego życia. To dzięki tej pasji powstał mój kanał na YT, na którym opublikowałem 4-odcinkową serię o MRU, której stworzenie zajęło mi prawie rok pracy. Dzisiaj po kilkudziesięciu wizytach w MRU i setkach godzin poświęconych na zdobywanie wiedzy mógłbym godzinami opowiadać o każdym fragmencie tej fortyfikacji. Tam, gdzie większość ludzi widzi beton, ja widzę zmyślne rozwiązania techniczne, kunszt budowniczych i historię tego miejsca. Tym bardziej miło mi pochwalić się, że współpracuję z Muzeum Fortyfikacji i Nietoperzy w Pniewie i legalnie oprowadzam po tych wspaniałych fortyfikacjach.

W dniach 30.08 - 1.09 organizuję kolejny wyjazd do MRU, podczas którego postaram się zarazić jego uczestników bunkrową pasją.

Zobacz, jak wyglądała zorganizowana przeze mnie bunkrowa majówka, w której wzięło udział aż 17 osób.

https://youtu.be/za6HhIEy9B0
Aby wziąć udział w tym lub w innych wyjazdach, które organizuję (np. do podziemnej fabryki w Falkenhagen, dołącz do mojej grupy na Facebooku - udostępniam tam wszystkie informacje i szczegóły. Jeśli nie chcesz korzystać z Facebooka - wystarczy napisać mi maila: kawiakpiotr@gmail.com - w mailu zwrotnym udzielę wszystkich informacji i szczegółów.

Specjalnie dla czytelników portalu przygotowaliśmy z Joe Monsterem 5% zniżki na organizowane przeze mnie wyjazdy- napisz mi po prostu "jestem z Joe Monstera" i wszystko będzie jasne!

Specjalnie podziękowania dla pana Jacka Biesiadki i pracowni JB72 z Poznania za opisanie oraz zgodę na udostępnienie materiałów zamieszczonych na jego stronie, oraz dla Pana Piotra Mściwojewskiego (z portalu Kazamata) za wydobycie dokumentów z rosyjskiego archiwum.


Lektury, z których korzystałem pisząc ten artykuł:
Andrzej Toczewski - Międzyrzecki Rejon Umocniony
Janusz Miniewicz, Bogusław Perzyk - Międzyrzecki Rejon Umocniony 1934-1945

Oglądany: 66622x | Komentarzy: 25 | Okejek: 265 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało