Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Kiedy rzeczywistość jest bardziej przerażająca niż filmowa fikcja - upiorne wydarzenia z planów słynnych horrorów

71 786  
194   9  
Czasem znacznie bardziej intrygujące i straszniejsze od samego horroru są kulisy jego powstawania. Niekiedy są to tajemnice pomysłowego nakręcenia kluczowych efektów specjalnych, a innym razem obecność na planie… masowego mordercy, o którym nikt z ekipy nie wiedział.
Poltergeist – prawdziwe trupy są tańsze niż rekwizyty filmowe

„Poltergeist” to znakomity, nieco już zapomniany, film grozy, który wyszedł spod ręki Tobe’a Hoopera. Autorem pomysłu, współscenarzystą i producentem tego horroru był sam Steven Spielberg – człowiek słynący z przykładania wielkiej wagi do sugestywnych efektów specjalnych i realistycznych scen grozy. To on podejmował większość decyzji na planie.



W jednej ze scen bohaterka ląduje w wypełnionym błotem dole, w którym to pływają trumny oraz kościotrupy. Dziewczyna wpada w panikę i drze się, desperacko próbując wydostać się z pułapki. Najprawdopodobniej wrażenie zrobiły na niej wspomniane szkielety. Były one autentycznymi, ludzkimi zwłokami. Tańsze okazało się wynajęcie tych rekwizytów z firmy zajmującej się dostarczaniem m.in. pomocy naukowych dla uczelni medycznych, niż wykorzystanie plastikowych truposzy.



W innej scenie postać grana przez Olivera Robbinsa jest duszona przez zabawkowego klauna. Wygląda to naprawdę przekonująco. Pewnie dlatego, że artysta naprawdę walczył o życie, o czym ekipa przekonała się dopiero wówczas, gdy twarz aktora zrobiła się purpurowa.

Omen – „terapia” Gregory’ego Pecka

Co tak znakomity aktor robi w B-klasowym horrorze? Ano przechodzi „terapię”. Niedługo przed rozpoczęciem zdjęć do tego filmu, syn Pecka popełnił samobójstwo. Obwiniający się za tę stratę artysta rozpaczliwie próbował uciec od popadnięcia w depresję. Imał się więc każdego, możliwego zajęcia. To jedyny powód, dla którego zdecydował się zagrać postać ambasadora Thorna – ojca dziecka, które okazuje się antychrystem.
Dość makabryczną ironią jest tu też fakt, że w ostatnich scenach „Omenu”, bohater grany przez Pecka usiłuje zabić swojego filmowego syna…



Candyman – pszczoły były prawdziwe

Jeśli staniesz przed lustrem i parę razy powtórzysz słowo „Candyman”, to w odwiedziny do ciebie wpadnie rosły Murzyn z hakiem zamiast dłoni i gębą wypełnioną pszczołami. Tak dziwaczny pomysł mógł narodzić się w głowie chyba tylko Clive’a Barkera – angielskiego pisarza i scenarzysty, który z najbardziej niedorzecznych historii potrafi stworzyć naprawdę mrożące krew w żyłach opowiadania. Zrealizowany na podstawie jednego z nich film „Candyman” pamięta pewnie niejeden z bojowników, którzy sporą część dzieciństwa spędził na szwendaniu się między półkami wypożyczalni kaset video.



W jednej ze scen tytułowy bohater otwiera usta, a z nich wylatuje rój żywych pszczół. Mimo że w 1992 roku możliwe już było sięgnięcie po cyfrowe efekty specjalne, to budżet „Candymana” był zbyt niski, aby w ogóle takie rozwiązania rozważać. Dlatego też Tony Todd naprawdę włożył sobie do buzi żywe owady! Gdyby były to dorosłe osobniki, to aktor prawdopodobnie mógłby przypłacić taki wyczyn życiem. Na szczęście ktoś miał głowę na karku i dostarczył na plan bardzo młode pszczoły, których żądła nie były jeszcze na tyle wykształcone, aby móc zrobić Toddowi krzywdę. Teoretycznie. Tak czy inaczej – trzeba mieć jaja ze stali, aby w takiej sytuacji zachować zimną krew.

Teksańska Masakra Piłą Mechaniczną – morderca wpadł w szał, podobnie zresztą jak grający go aktor


Duża część tego legendarnego horroru kręcona była w jednym, niewielkim pomieszczeniu, które wypełnione było martwymi zwierzętami i ochłapami mięsa. Wprawdzie „rekwizyty” te były nasączone formaliną, jednak upiornie wysoka temperatura przekraczająca niekiedy nawet i 40 stopni Celsjusza sprawiała, że padlina mimo wszystko rozkładała się, a jej duszący zapach powodował u wszystkich odruchy mdłości. Nie były to jedyne wrażenia zapachowe zaserwowane artystom na planie. Aktorom kazano nosić te same ubrania przez pięć tygodni zdjęć. Swąd był ponoć nie do zniesienia.



Z „Teksańską Masakrą Piłą Mechaniczną” związana jest jeszcze jedna upiorna historia. Pod koniec filmu ostatnia, ocalała z rzezi, bohaterka usiłuje uciec goniącemu ją szaleńcowi wściekle wymachującemu łańcuchową piłą. Aktorka grająca przerażoną dziewczynę wiedziała oczywiście, że pod maską zabójcy kryje się jej kolega z planu - Gunnar Hansen. Wiedziała jednak też to, że był on kompletnie naćpany. Któryś z filmowców przyniósł na plan ciasteczka z marihuaną, a głodny po wielu godzinach pracy w straszliwym upale, Hansen postanowił spałaszować sporą ich ilość. Potężna faza „weszła”, gdy aktor był już przed kamerą trzymając w dłoniach włączoną piłę i mając na głowie maskę, przez którą ledwo co widać.



Wywiad z wampirem – dla uzyskania lepszego efektu, aktorzy byli wieszani…


Charakteryzacja krwiopijców z „Wywiadu z wampirem” robi wrażenie. Głównie dlatego, że jest ona bardzo subtelna. Postaci wampirów są blade, a ich skóra pokryta jest siecią przebijających się przez pergaminową, jasną skórę, cieniutkich naczyń krwionośnych. Efekt jest piorunujący i znacznie lepszy, niż gdyby bohaterowie obsypani byli brokatem, paradowali w powłóczystych płaszczach i szczerzyli przesadnie długie kły.



Aby uzyskać taki „niezdrowy” wygląd swoich postaci, aktorzy musieli trochę się pomęczyć. Specjaliści od make-upu domagali się, aby artyści wieszani byli za nogi i w takiej pozycji spędzali ok. 30 minut przed trafieniem na charakteryzatorskie fotele. W ten sposób krew napływała im do głów i na wierzch wychodziły wszystkie żyły. Dzięki temu można było „odrysować” na skórze wszystkie naczyńka krwionośne zgodnie z ich anatomicznym rozmieszczeniem.

Egzorcysta – prawdziwy morderca na planie

Pod koniec 1972 roku reżyser William Friedkin odwiedził Nowojorskie Uniwersyteckie Centrum Medyczne, aby z bliska obejrzeć sobie operacje chirurgiczne. Pragnął on wykorzystać kilka takich scen w swoim nowym filmie pt. „Egzorcysta”. Szukał także paru specjalistów, którzy zgodziliby się pojawić w tej produkcji jako statyści. Z pomocą przyszedł mu doktor Barton Lane, który na oczach filmowca, w otoczeniu swych pomocników, wykonał zabieg angiografii mózgu. Friedkin był zachwycony i namówił lekarza, aby razem z pielęgniarką oraz technikiem – Paulem Batesonem zagrali w „Egzorcyście”. Ten ostatni dostał całkiem sporo czasu ekranowego, a nawet musiał wypowiedzieć przed kamerą sporo kwestii.



Sześć lat po premierze filmu Bateson trafił za kratki. Zatłukł on pewnego dziennikarza na śmierć oraz zadał mu kilka ciosów nożem. Później Paula powiązano jeszcze z kilkoma morderstwami. Mężczyzna miał odwiedzać pewien gejowski bar w Nowym Jorku, zabierać ich w ustronne miejsce, brutalnie zabijać, ciąć zwłoki na kawałki i wrzucać je w workach do rzeki Hudson. Mimo wielu poszlak wskazujących, że Bateson powiązany był z tymi zabójstwami, nie było na to wystarczająco "twardych" dowodów. Paul odpowiedział tylko za jedno morderstwo i trafił za kratki na 24 lata.



Źródła: 1, 2, 3, 4
8

Oglądany: 71786x | Komentarzy: 9 | Okejek: 194 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.09

20.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało