Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Jak działają portale agregujące treści w internecie - od pomysłu, przez realizację do wyników

40 475  
121   30  
Chcesz wiedzieć, jak działa internet od podszewki? Dziś zaczynamy tę historię i pokazujemy, z czym tak naprawdę trzeba się mierzyć.


Agregacja to z ogólnej definicji łączenie mniejszych elementów w jedną całość. Na płaszczyźnie przekazywania treści w internecie ograniczamy to pojęcie do zbierania zasobów z różnych źródeł w jednym miejscu. Prosty przykład: na swojej prywatnej stronie publikujemy wpis ze zbiorem 10 najciekawszych naszym zdaniem stron ze śmiesznymi obrazkami w internecie. Tym sposobem agregowaliśmy w jednym miejscu zbiór 10 portali. Możemy też poświęcić nieco swojego czasu na przebadanie internetu i stworzyć np. zbiór najśmieszniejszych memów z nosaczem sundajskim, zatytułować go "zbiór najlepszych memów z nosaczem sundajskim" i opublikować w formie wpisu na naszej stronie czy nawet jako post na Facebooku.

Na tym polega agregacja. Stąd można ją rozszerzyć i to w wielu różnych kierunkach.

Tworzymy swój pierwszy agregator

Wiele, zaufajcie nam, naprawdę wiele osób, które zaczynają swoją przygodę z tworzeniem internetu wpada na ten sam, doskonały pomysł: zrobię stronę, na którą treści skopiuję z innych stron i będę zarabiał na wyświetleniach reklam. Trafiamy tutaj na oczywistą barierę - nie wolno nam przecież używać cudzej pracy jako swojej, więc żeby nie łamać prawa, używamy tego, co w internecie jest darmowe. Najprostszą rzeczą będą np. copypasty, czyli teksty, które kopiuje się bez pamięci i wkleja w przeróżnych miejscach internetu.
Wiemy, co będziemy agregować, więc wykupujemy domenę z rodzaju najlepsze-pasty-w-internecie-prosto-od-wojtasa kropka com, opłacamy hosting, uruchamiamy na nim CMS (system zarządzania treścią), taki jak Wordpress (wszystko wymaga dosłownie kilku kliknięć), a następnie wklejamy na swoją stronę wszystkie pastowe teksty, jakie znajdziemy w internecie (jak choćby ten, ten czy ten).

Na dokładnie ten sam pomysł wpadły już setki, jeśli nie tysiące osób, więc w internecie jest cała masa podobnych stron. Żeby odnieść sukces, nasza musi być lepsza, więc wprowadzamy system wyszukiwania po tagach, system podpowiadania podobnych past itd. Samo zebranie, zatytułowanie i wklejenie tysiąca past okazuje się już jednak niesamowicie czasochłonnym zajęciem. Pomimo tego, że sami nie tworzymy nic i nasz "biznes" opieramy na cudzej treści, to wciąż wymaga to od nas kilkunastu, a może nawet kilkudziesięciu godzin pracy. Przeczytanie tego wszystkiego i dopisanie do każdego tekstu kilku tagów według spójnej polityki tagów, którą sobie wymyślimy, to kolejne dziesiątki godzin pracy.

Sporo pracy, a ile można na tym zyskać? Przy odrobinie szczęścia po roku wystarczy nam na opłacenie domeny i serwera. Tak to się kończy najczęściej.

Jak widać, przepis na sukces jest niezwykle prosty, ale wymaga więcej pracy, niż by się mogło na początku wydawać, profity są niewielkie, a w dodatku w przyszłości będzie to od nas wymagało dodatkowej regularnej pracy nad bieżącym śledzeniem najlepszych pastowych nowości w internecie. Musimy często publikować coś świeżego, żeby być jak najwyżej w wyszukiwaniach Google. Strona pozostawiona sama sobie nigdy nie będzie dobrze funkcjonować.

Wprowadzamy nasz agregator na wyższy poziom

W tym miejscu dociera do nas, że nasz genialny pomysł na łatwe pieniądze wymaga pracy, która w prostym przeliczeniu nie przynosi nam więcej niż 1 zł zarobku na godzinę pracy. A miało być tak pięknie. Kolejnym genialnym pomysłem będzie więc "zatrudnienie" ludzi, którzy będą pracować za nas i to całkiem za darmo. "Hej, masz fajną, nową pastę? Wrzuć ją na stronę najlepsze-pasty-w-internecie-prosto-od-wojtasa kropka com".

Pomysł jest genialnie prosty w zamyśle, jednak szalenie trudny w realizacji. Nawet jeśli jakimś cudem udało nam się stworzyć wokół naszej strony społeczność stałych odbiorców i nawet jeśli jeszcze większym cudem część z nich rzeczywiście zacznie być aktywna na naszej stronie, to już w pierwszych dniach dotrze do nas, że jeśli zostawimy im wolną rękę, to całkowicie zniszczą nasz portal jakością swojej pracy. Wrzucą treści, które już były, dadzą złe tagi, a najważniejsze, że zdecydowana większość wstawianych przez użytkowników rzeczy będzie miała zerową wartość. Zaczną wrzucać rzeczy, które pastami nie są, swoją twórczość, która nigdzie indziej się nie przyjęła, a 95% dodanych treści to będzie po prostu spam.
Tutaj potrzebny jest albo moderator, któremu naprawdę się zapłaci za jego pracę, albo robimy to sami i tym sposobem dokładamy sobie jeszcze więcej pracy, niż mieliśmy wcześniej, przy jeszcze mniejszym przełożeniu dupogodzin na pieniądze.

Idealny przypadek, w którym użytkownicy agregatora rzeczywiście pracują nad jego treścią, nawzajem się pilnują, dbają o jakość portalu i nie biorą za to pieniędzy znamy jeden i jest to:

Przykłady agregatorów: Wikipedia

Podpięcie samej Wikipedii pod definicję internetowego agregatora treści jest dość fantazyjne, ponieważ mamy tu do czynienia, mówiąc wprost: z encyklopedią. Nie jest ona jednak niczym innym jak zbiorem danych, które pojawiają się w innych źródłach. To co różni ją od standardowego przedstawiciela internetowej definicji to fakt, że jej użytkownicy tak naprawdę tworzą nowe treści na podstawie źródeł, a nie kopiują treści ze źródeł, ani też nie bazują jedynie na tym, aby podać link do źródła. To zupełnie inna liga na naszym internetowym podwórku i sytuacja w skali światowej niespotykana. Dlatego możemy potraktować ją jedynie jako niedościgniony wzór, którego nikomu nie uda się odtworzyć

Zauważmy też, że Wikipedia nie generuje przychodów. Taki mały zawód dla potencjalnych internetowych biznesmenów (choć "na Wikipedii" rzeczywiście można czasem zarobić link).

Spam na agregatorach

Są jednak osoby, które na Wiki chcą zarobić.

Pierwszy lepszy przykład: przy okazji pisania tego satyrycznego tekstu natrafiliśmy na artykuł Wikipedii na temat olejku arganowego. Było to o tyle ważne, że nie udało się znaleźć żadnych poważnych źródeł, które potwierdzałyby jednoznacznie, że taki olejek ma jakiekolwiek właściwości kosmetyczne. Cóż, ciężko w dwóch niezależnych źródłach potwierdzić, że taki olejek w ogóle istniał przed rozreklamowaniem go na rynkach kosmetycznych.
Na Wiki olejek jednak istnieje i opisano tam jego kosmetyczne właściwości. Spójrzmy jednak w przypisy:



Przypis 1) to treść artykułu w czasopiśmie, 2) prowadzi do materiału promocyjnego, który już jest niedostępny, 3) to link do materiału promocyjnego na stronie sklepu, który sprzedaje m.in. olejek arganowy 4) link do podobnego sklepu - już nieczynnego.

Linki do sklepów zostały dodane przez użytkowników, którzy nie mieli żadnej innej aktywności na Wikipedii.

W historii edycji wyróżnia się za to użytkownik Ajs233, który edytował 3 artykuły, w każdym z nich dodając link do (też już nieistniejącego) sklepu:



Podobnej edycji dokonał użytkownik o nicku Ajs22 - ten nick to nie przypadek.
Mamy tutaj do czynienia ze spamerami, którzy chcą zarobić pieniądze na obcym portalu i to ze spamerami najwyższego lotu, ponieważ ich działania wydają się zupełnie naturalne. Do tego stopnia, że przechodzą przez sito moderacyjne.

Wypada zrozumieć, jak wielkiej wagi jest to przewinienie, ponieważ celowo wpływa na świadomość osób, które są odbiorcami. W efekcie ludzie mają wierzyć w rzeczy, które nie są potwierdzone, a w dodatku reklamuje to produkt, na którym zarabia się pieniądze.
Każdy właściciel agregatora treści będzie się musiał z takimi "atakami" zmagać i, jak widać, nawet najlepsi czasem nie są w stanie tego upilnować.

Zorganizowana grupa jako zagrożenie dla agregatora

Kolejnym niebezpieczeństwem związanym z oddaniem władzy nad treścią portalu w ręce użytkowników są tworzące się nienaturalnie grupy spamerów.

Wcześniej dowiedzieliśmy się, że jeśli pozwolimy użytkownikom dodawać treści, to zasypią nas spamem. Dowiedzieliśmy się też, że żeby temu zapobiec, potrzebujemy kogoś, kto będzie nad tym panował - moderatora. Możemy jednak zastąpić moderatora innymi użytkownikami, którzy będą po prostu oceniać, czy dana treść nadaje się do wyświetlenia na stronie głównej naszego portalu.

To wydaje się dość proste - jeśli ktoś będzie namiętnie wrzucał linki do swojego sklepu, to inni użytkownicy po prostu ich nie przepuszczą, bo uznają je za spam czy treści, które ich nie interesują. W efekcie wrzucony link nie będzie miał wystarczająco dobrej oceny, aby trafić na stronę główną. Tu potrzebna jest większa grupa kont.

Za przykład posłuży nam:

Przykłady agregatorów: Wykop

Ten agregator treści działa dokładnie według opisanego schematu i posiada prosty algorytm, który automatycznie dodaje na stronę główną tylko te treści, które są najwyżej oceniane przez innych użytkowników. Dodawanymi treściami są linki do innych stron internetowych, przeważnie są to aktualności ze świata, ciekawostki i rozrywka.

Każda z dodanych linków trafia najpierw do "poczekalni", a na stronę główną trafiają tylko te najlepsze.

Użytkownicy zdają sobie z tego sprawę, więc raz na jakiś czas pojawia się grupa osób lub grupa kont kierowanych przez jedną osobę, która korzystając ze znajomości algorytmu próbuje go przechytrzyć i wywindować swoje treści na stronę główną.

Brak rzeczywistego moderatora powoduje, że jeśli grupa wpływu będzie wystarczająco duża, to bez problemu przepchnie każdą treść na stronę główną. Zauważmy tutaj, że przez działania 20, 50 czy 100 osób treść będąca spamem może trafić nawet do kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy odbiorców portalu.

Doskonałym przykładem są przeróżne afery (jak afera zbożowa), w których przebiegu użytkownicy zwracają się przeciwko twórcom portalu. W tym przypadku cała strona główna została po prostu zapełniona treściami związanymi ze zbożem, więc był to raczej humorystyczny "atak", ale wciąż przeprowadzony przez niewielką grupę użytkowników, ze szkodą dla ogółu odbiorców.

Grupy wpływów na agregatorach

Te grupy potrafią przejąć władzę nad całym kierunkiem, w którym podąża portal. W tym miejscu to może wydawać się trochę zabawne, bo to w końcu tylko linki czy śmieszne obrazki w internecie, ale pamiętajmy o tym, że właśnie przez prezentowanie określonych treści kreuje się opinię publiczną.

Przykłady agregatorów: strony ze śmiesznymi obrazkami

W internecie istnieje cały szereg stron z memami i śmiesznymi obrazkami, które spełniają naszą definicję agregatora treści. Są to takie portale takie jak Kwejk, Jeja, Wiocha czy Jbzdy.
Wszystkie z nich korzystają z tego samego schematu. Użytkownicy mogą wysyłać swoje treści, te trafiają do poczekalni, zostają oceniane, a następnie najlepsze trafiają na stronę główną. Schemat już nam znany. Są jednak moderowane i nawet zorganizowani użytkownicy nie są w stanie zawładnąć w pełni ich treścią.

Według tego samego schematu działają nasze Demotywatory czy choćby Mistrzowie, jednak choć mechanizm jest ten sam, to nie polegają na zbieraniu po prostu wszystkich obrazków z internetu i mają bardziej sprecyzowane przeznaczenie, ciężko więc nazwać je w pełni agregatorami.

Bez względu jednak na przeznaczenie, każdy z takich portali może borykać się z grupami wpływów, a gra jest o naprawdę wysoką stawkę, ponieważ takie grupy przeważnie skupione są wokół konkretnej opcji politycznej.

Wyobraźmy sobie więc, co by się stało, gdyby te portale nie były moderowane. Wystarczyłaby stuosobowa grupa sympatyków partii rządzącej czy którejś z partii z opozycji, aby wszystkie treści, które odpowiadają ich opcji politycznej, były windowane w górę, a w niebyt spadałyby te, które im nie odpowiadają.

Sytuacja wydaje się czysto hipotetyczna, jednak w dzisiejszym internecie jest zupełnie realna i zdarza się bardzo często. Moderatorzy każdego dnia usuwają politycznych spamerów czy przesiewają zbyt mocno zaangażowane politycznie treści, które ktoś siłowo chce przepchnąć np. na portal ze śmiesznymi obrazkami.

Grupy wpływów najczęściej dotyczą kwestii związanych ze światopoglądem, czyli wspomnianej polityki, ogólnego podziału na lewicę i prawicę oraz kwestii związanych z religią czy korzystaniem z narkotyków. I prawda jest taka, że każdy właściciel większego portalu, który pozwala użytkownikom na przesyłanie i ocenianie treści, będzie zmagał się z tym problemem.

Oczywiście bez względu na działania właściciela i moderatorów zawsze znajdzie się ktoś, kto oceni dany portal jako "prawicowy/lewicowy", a moderatorów nazwie tyranami, którzy przepychają swoja opcję ideologiczną.

Cóż, chyba każdy moderator został choć raz nazwany "lewakiem" i choć raz "prawakiem". Na tym polega działanie grup, które chcą oskarżyć "tych z góry" o to, że reprezentują opcję, która nie odpowiada ich światopoglądowi i to tylko dlatego, że właśnie nie odpowiada ich światopoglądowi. Moderatorzy i właściciele - bez względu na to co dopuszczą do publikacji - muszą się z tym liczyć. To cena wkalkulowana w ten "biznes".

***

Jeśli więc kiedykolwiek myślałaś/myślałeś o założeniu podobnego portalu, to już wiesz, z czym musisz się mierzyć, a jeśli po prostu używasz internetu dla rozrywki czy poszerzania wiedzy, to wiesz, na czym to wszystko polega i jak wygląda od podszewki. O tym, jak angażować użytkowników do pracy nad portalem i jak zmienić go w kopalnię złota przeczytasz w kolejnych odcinkach.
5

Oglądany: 40475x | Komentarzy: 30 | Okejek: 121 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

05.03

04.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało