Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Słynne zespoły, w których nie znajdziemy już nikogo z pierwotnego składu

79 700  
155   28  
Przyzwyczailiśmy się, że w jogurcie brzoskwiniowym nie ma ani grama brzoskwiń i że w parówkach próżno szukać mięsa. Kto by jednak pomyślał, że kilka znanych zespołów muzycznych w swoim składzie nie posiada ani jednego oryginalnego członka? Czy taki twór w ogóle powinien posługiwać się swoją pierwotną nazwą?

Thin Lizzy

Jeśli pamiętasz przebój „The Boys Are Back in Town”, to prawdopodobnie jesteś cholernie stary, bo kawałek ten nagrany został przez zespół Thin Lizzy w 1976 roku. Dokładnie siedem lat po założeniu grupy. W jej skład początkowo wchodzili Brian Downey i Phil Lynott wraz z Erickiem Bellem i Erickiem Wrixonem, którzy wcześniej współtworzyli Them - kapelę Van Morrisona. Ci ostatni opuścili skład grupy tuż przed komercyjnym sukcesem Thin Lizzy w połowie lat 70. Ich miejsce zajęli dwaj gitarzyści - Brian Robertson i Scott Gorham. Ten pierwszy szybko jednak zastąpiony został przez legendarnego szarpidruta - Gary’ego Moore’a. W kolejnych latach miały miejsce nieustające roszady w zespole.



W 1983 roku formacja rozpadła się, a trzy lata później, pogrążony w alkoholowo-narkotycznym bagnie, zmarł Phil Lynott. Kiedy grupa wznowiła swoją działalność w 1994 roku, przez krótki czas za perkusją siedział ostatni z oryginalnych członków formacji – Brian Downey, jednak już trzy lata później ostatecznie pożegnał się z Thin Lizzy. Obecnie w zespole nie ma ani jednego artysty, który grał w składzie tej grupy od samego początku.



In Flames

Ta kapela miała być tylko pobocznym projektem szwedzkiego perkusisty Jespera Strömblada, który w 1990 roku zapragnął przemycić do dość monotonnego death metalu szczyptę melodii. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę, a In Flames stał się jedną z pierwszych grup tworzących muzykę zwaną melodic death metalem. Pierwotny skład zespołu, oprócz Strömblada, który oprócz tłuczenia w bębny grał też na klawiszach, tworzyli gitarzysta Glenn Ljungström oraz Johan Larsson na basie. Pierwsza płyta In Flames, czyli „Lunar Strain”, powstała z gościnnym udziałem Mikaela Stanne’a, wokalisty innej legendarnej szwedzkiej grupy – Dark Tranquility. Dopiero w 1995 roku do formacji dołączył pełnoetatowy zdzieracz gardła Anders Fridén, który jest z zespołem do dziś.



W ciągu kolejnych lat muzycy zmieniali się i jedynym oryginalnym członkiem do 2010 roku był Strömblad. Jego decyzja o opuszczeniu składu swojej macierzystej kapeli podyktowana była problemami zdrowotnymi i „walką z osobistymi demonami”. Artysta dał jednak błogosławieństwo pozostałym muzykom, którzy od tego czasu tworzą In Flames bez wsparcia żadnego z pierwotnych członków zespołu.



Napalm Death

Ten brytyjski zespół to prawdziwa legenda muzyki ekstremalnej. Kapela zaczynała grając hardcore punk, aby w kolejnych latach kariery zahaczyć o grindcore i death metal. Mimo że Napalm Death gra nieprzerwanie od 38 lat i ma na koncie piętnaście pełnych albumów, niezliczoną ilość singli, składanek, płyt koncertowych oraz mini-wydawnictw, to obecny skład formacji nie ma ani jednego artysty, który z grupą jest od samego początku jej istnienia.



W tej chwili najdłużej, bo już 32 lata, z Napalm Death gra basista Shane Embury. Natomiast od trzech dekad do mikrofonu drze się Mark "Barney" Greenway, którego charakterystyczny głos usłyszeć mogliśmy dopiero na trzeciej płycie Napalm Death.



GWAR

Ci goście nosili maski zanim to stało się modne! Grupa GWAR powstała w 1985 roku i od samego początku swojej działalności jej członkowie występowali w kostiumach wykonanych z pianki lateksowej, wodorostów i wszelkiej maści cieczy, która obficie sączy się z otworów w strojach. Można by odnieść wrażenie, że mamy do czynienia ciągle z tymi samymi muzykami, jednak prawda jest taka, że przez tę formację przetoczyło się już prawie 20 różnych artystów, a jedynym stałym członkiem składu był założyciel kapeli - Dave Brockie występujący pod pseudonimem Oderus Urungus.



Niestety w 2014 roku Dave’a znaleziono martwego, siedzącego na krześle w swoim domu. Muzyk przedawkował heroinę. Wyprawiono mu pogrzeb wzorowany na ceremoniach pochówkowych wikingów. Mimo śmierci głównego filaru grupy, GWAR ciągle istnieje, a rolę wokalisty przejął długoletni członek formacji – Michael Bishop.



Sepultura

Sepultura to brazylijski zespół założony w 1984 roku przez braci Igora i Maxa. Po dwunastu latach istnienia kapeli doszło do poważnego rozłamu w grupie. Wokalista Max Cavalera, który wkurzył się, że reszta członków grupy chce zmienić menadżera, obraził się i opuścił Sepulturę.



Według reszty artystów Gloria Bujnowski, prywatnie żona wokalisty, nie mogła podołać pełnieniu obowiązków organizacyjnych po tym, jak formacja odniosła światowy sukces. Ponadto miała ona zbytnio skupiać się na promocji własnego męża, pomijając resztę składu Sepultury. Od tego czasu muzycy przy każdej możliwej okazji serwują dziennikarzom osobisty „ból dupy” na temat wydarzeń, które miały miejsce ćwierć wieku temu. Grupa nie przestała jednak istnieć, a miejsce Maxa zajął amerykański wokalista Derrick Green.



Ostatecznie bracia pogodzili się i założyli wspólny projekt - Cavalera Conspiracy. Tymczasem Igor w 2006 roku opuścił Sepulturę. Zgodnie z niektórymi biografiami zespołu, jedynym członkiem, który gra od samego początku jego istnienia jest basista Paulo Jr. Nie jest to jednak prawdą. Artysta ten wprawdzie występuje z zespołem od 1984 roku, ale wszedł on na miejsce innego muzyka – Roberto Raffana, który – jak widać – nie zagrzał zbyt długo miejsca w tej formacji…



Captain Jack

Moglibyśmy tu napisać jeszcze o takich tuzach muzyki rockowej, jak Velvet Underground, Iron Butterfly, Canned Heat, Yes czy Quiet Riot, ale na koniec zostawimy coś bliższego sercu każdego współczesnego 30-latka, czyli zespół, który gwałcił nasze uszy w epoce, kiedy eurodance królował zarówno w dyskotekach, jak i śmierdzących spaliną PKS-ach jadących na trasie Sulejów - Małe Końskie. Mowa o Kapitanie Jacku. Ta niemiecka grupa ubarwiała swoje skoczne, nawiązujące do treningowych przyśpiewek amerykańskich kadetów utwory teledyskami, które to delikatnie ocierały się tyłkiem o typowy dla kina pornograficznego kicz lat 90.



Na początku działalności kapeli (czyli od 1995 do 1996 roku) tworzył ją pierwszy „kapitan” - Sharky Durban oraz wokalistka o portugalsko-indyjskich korzeniach - Liza da Costa. W 1996 roku Sharky zastąpiony został przez Francisco Alejandro Gutierreza, znanego również, jako Franky Gee. Ten muzyk także miał ciekawe pochodzenie, bo był urodzonym na Kubie Amerykaninem, który swoją służbę wojskową odbył w Niemczech. Po jej zakończeniu nie wrócił jednak do USA. Rozpoczął karierę muzycznego prezentera radiowego, a z czasem został nowym „kapitanem”. Po paru latach wspólnych występów Liza da Costa opuściła zespół, a jej miejsce zajęła… hiszpańsko-filipińska wokalistka - Maria Lucia Moreno Lozañes. Już w tym momencie żaden z członków kapeli nie współtworzył jej pierwotnego składu.



To jednak nie był koniec personalnych roszad w tym eurodance’owym koszmarku. Zanim formacja zawiesiła działalność, u boku Fanky’ego Gee występowała jeszcze Ilka Anna Antonia Traue. Niestety w 2005 roku „kapitan” dostał wylewu krwi do mózgu i zmarł po pięciu dniach przebywania w śpiączce. Trzy lata później Captain Jack powstał z popiołów. Nowym liderem został Bruce Lacy, który jak dotąd miał już trzy różne pomocniczki.



Co zaskakujące – mimo że epoka eurodance’u minęła w podobnym czasie, kiedy spod chińskich rączek wyszedł ostatni Tamagotchi, to kapitan Jacek i jego laski ciągle występują. Ostatnio widziano go na Juwenaliach w Jeleniej Górze oraz na… Dniach Sosnowca.

33

Oglądany: 79700x | Komentarzy: 28 | Okejek: 155 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

16.10

15.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało