Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Strefa 51 skrywa wiele tajemnic. Prawdopodobnie jednak nie są one pozaziemskiego pochodzenia

59 089  
180   30  
Prawie półtora miliona osób za pośrednictwem mediów społecznościowych wyraziło chęć dokonania „szturmu” na bazę wojskową w Nevadzie. W tym momencie to już liczba większa niż ilość żołnierzy w całej amerykańskiej armii! Pielgrzymi chcą za wszelką cenę wedrzeć się do legendarnej Strefy 51 i strzelić sobie samojebkę z Alfem.
Niestety, nawet gdyby udało im się dostać do tego miejsca, to szanse zetknięcia się z jakimkolwiek bytem lub przedmiotem pozaziemskiego pochodzenia są dość marne.

Opowieści o sekretach Strefy 51, czyli Centrum Egzaminacyjnego Lotów Sił Powietrznych (oddział numer 3), to takie amerykańskie historyjki porównywalne do naszych legend o Borucie. Tyle że trochę bardziej współczesne. No i mające w sobie znacznie więcej prawdy, bo jak by nie patrzeć, mowa tu o bazie wojskowej, która faktycznie istnieje, jest pilnie strzeżona i najwyraźniej – jest tam coś, czego wojsko pokazywać nie chce.
Ośrodek, który początkowo był zwykłym poligonem, zbudowany został w 1951 roku w okolicach zaschniętego, słonego jeziora Groom i przez pół wieku oficjalnie…
nie istniał! Informację o bazie do wiadomości podał w 2001 roku George Bush, wywołując u milionów głosicieli teorii spiskowych prawdziwą euforię.


O tym miejscu mówiono przecież od wielu dekad. To przecież tam znajduje się hangar, w którym stoją szczątki latającego spodka, który w 1947 roku rozbił się w Roswell i to tam też znajdują się zwłoki kosmitów, które z tego pojazdu wyciągnięto. Sprawa ta stała się szczególnie głośna w latach 80., kiedy to historię tego incydentu opowiedział Robert Lazar - były pracownik Strefy 51, który z dużymi szczegółami opisał m.in. prace nad poskładaniem wraku do kupy i oblatanie tej maszyny przez człowieka.
Legenda rozrosła się do wielkich rozmiarów i nie przeszkodził jej szybko odkryty fakt, że rzekomy pracownik tajnej bazy był zwykłym oszustem i mitomanem, który nigdy w Strefie 51 nie przebywał, ale i także naściemniał na temat swojego wykształcenia oraz miejsc, w których miał wcześniej pracować.
Coś tu jednak wyraźnie śmierdziało. Przecież w 1947 roku gazeta Roswell Daily Record's na swojej pierwszej stronie opublikowała informację o przejęciu przez siły powietrzne amerykańskiej armii szczątków latającego spodka, który to miał rozbić się na pustyni w Nowym Meksyku!


Sensacja ta szybko została zdementowana, a wojskowi oficjele twierdzili, że tajemniczym wrakiem był balon meteorologiczny. Kłamali...
We wrześniu 1994 roku upubliczniono bardziej szczegółowy raport z tamtego wydarzenia. Okazało się, że sprawa wyglądała trochę inaczej – armia testowała wówczas urządzenie, które będąc na dużej wysokości potrafiłoby wykryć odbywające się w promieniu setek kilometrów testy nuklearne.
Wraki latających spodków i truchła kosmitów to jednak nie jedyny mit związany ze słynną bazą wojskową. W wydanym w 1974 roku bestsellerze pt. „Nigdy nie byliśmy na Księżycu – Amerykański szwindel za 30 miliardów dolarów” niejaki Bill Kaysing dowodził, że astronauci nigdy nie opuścili Ziemi, a lądowanie na naszym naturalnym satelicie oraz księżycowy spacer Neila Armstronga i Buzza Aldrina nakręcone zostały w specjalnie zaaranżowanym hangarze Strefy 51.


Oficjalnie Centrum Egzaminacyjnego Lotów Sił Powietrznych to największa na świecie połączona przestrzeń powietrzna i naziemna służąca do przeprowadzania operacji wojskowych w okresie pokoju. Teren ten zajmuje 1,2 miliona hektarów oraz prawie 13 tysięcy kilometrów kwadratowych ograniczonej przestrzeni powietrznej! Według satelitarnych zdjęć znajduje się tam też najdłuższy na świecie pas startowy o długości prawie 10 kilometrów. A więc cóż może być testowane w Strefie 51, jeśli nie latające spodki i międzygalaktyczne teleportery? Ano na przykład cała masa tajnych pojazdów i urządzeń wojskowych.

To tam w 1955 roku po raz pierwszy wypróbowano słynny, zbudowany na zlecenie CIA, szpiegowski samolot Lockheed U-2. Była to maszyna wykonana z duraluminium, naszpikowana urządzeniami fotograficznymi i radiolokacyjnymi. Dzięki tym pojazdom Amerykanom w 1957 roku udało się potwierdzić istnienie położonego na terenie Kazachstanu kosmodromu Bajkonur, a niedługo potem - zlokalizować usytuowanie wyrzutni rakiet podczas Kryzysu Kubańskiego, a także namierzyć wiele strategicznych punktów na terenie Chin.


Dziś już wiadomo, że testowane na terenie należącym do Strefy 51 maszyny U-2 często mylone były z UFO. Podobnie zresztą jak balony zwiadowcze oraz maszyny związane z projektem OXCART, którego celem było zbudowanie nowoczesnego samolotu, którego nie dałoby się wykryć przez ówczesne radary. Ostatecznie przedsięwzięcie to zostało zamknięte, ale pomysły i rozwiązania konstrukcyjne wykorzystano podczas budowy prototypowego samolotu A-12, który to 1962 roku został oblatany nad Strefą 51. Ten pojazd dał podwaliny pod konstrukcję legendarnego Lockheeda SR-71 Blackbird – najszybszego samolotu, jaki kiedykolwiek wprowadzony został do czynnej służby. Ten potwór rozpędzał się do 3540 kmh/h!


To oczywiście nie jedyne samoloty, które testowano w Strefie 51. Nad jeziorem Groom latały też prototypy odrzutowców bombowych - F-117 Nighthawk, a także bezzałogowe pojazdy Lockheed D-21.
Wygląda jednak na to, że oprócz prób lotniczych perełek amerykańskiej aeronautyki w Strefie 51 znalazło się parę pojazdów obcego pochodzenia. Tak w każdym razie wynika z upublicznionych w 2013 roku dokumentów! Na przełomie lat 70. i 80. do Centrum Egzaminacyjnego Lotów Sił Powietrznych trafiły przejęte przez armię Stanów Zjednoczonych radzieckie samoloty MiG-21 i MiG-17. Liczący sobie 300 stron raport na temat tego wykradzionego sprzętu nazwano „Mamy pączka!”.




Wypadałoby teraz odpowiedzieć sobie na pytanie, co czeka osoby biorące udział w masowym najeździe na Strefę 51? Baza nie jest otoczona zbyt wieloma ogrodzeniami, a za jej ochronę odpowiadają żołnierze, którzy od lat już wyłapują turystów usiłujących poznać tajemnice tego miejsca. Karą za wtargnięcie na teren strefy jest do 1000 dolarów grzywny i pół roku pobytu w pierdlu. Warto też dodać, że tzw. „camo dudes” (tak nazywa się ubranych w maskujące uniformy wojskowych pilnujących tego terenu) mają prawo do użycia ostrej amunicji, jeśli uznają, że intruzi stanowią zagrożenie bezpieczeństwa tajemnic armii Stanów Zjednoczonych. Jeśli więc w tym szalonym przedsięwzięciu wezmą udział wszystkie osoby deklarujące chęć inwazji na Strefę 51, pewne jest jedno: potrzeba będzie sporo amunicji. No, chyba że na miejscu jest jakaś nowa broń do przetestowania – wówczas ta gromadna wizyta może się na coś przydać…
Na szczęście masowy plan odwiedzin najbardziej tajemniczej, wojskowe bazy od początku był jedynie internetowym zgrywem, więc jest szansa, że tylko kilku świrów potraktuje to poważnie.

Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 59089x | Komentarzy: 30 | Okejek: 180 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.08

19.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało