Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Amerykanie stworzyli cyber-kota, który jako szpieg miał przyłożyć łapę do walki z komunistami

20 734  
71   9  
Kto by pomyślał, że o mały włos znaczące miejsce w historii tzw. zimnej wojny odegrałby pewien amerykański szpieg, który to naszpikowany kosztowną aparaturą miał niepostrzeżenie zakraść się do budynku ambasady Związku Radzieckiego i zarejestrować poufne rozmowy pomiędzy komunistami. Projekt ten pewnie nie różniłby się od setek innych tego typu przedsięwzięć, gdyby nie to, że głównym bohaterem tej historii był stworzony i wytrenowany przez amerykański wywiad kot-cyborg!
Koty nie należą do posłusznych czworonogów, a ich reakcje są czasem trudne do przewidzenia. Mimo to pomysł wykorzystania tego zwierzęcia do celów militarnych wprowadzony został w życie w okresie II wojny światowej. Z dość marnym skutkiem. Amerykańskie wojsko, zainspirowane kocią nienawiścią do wodnych kąpieli, usiłowało zrobić z tych sierściuchów rodzaj żywej torpedy, która by zawsze bezbłędnie trafiała w na okręt nieprzyjaciela. Do kotów przyczepiano ładunki wybuchowe, a następnie zrzucano zwierzaki do wody w pobliżu jednostek nieprzyjaciela. Zgodnie z oczekiwaniem pomysłodawców tego projektu, czworonogi powinny czym prędzej dopływać do najbliższego suchego miejsca, czyli wrogiego okrętu, gdzie drogą radiową odpalano by bombę. Niestety, większość kotów mdlała podczas zrzucania ich z samolotu, więc nie było sensu dalej prowadzić tego feralnego projektu.


Nieco ponad dwie dekady później Amerykanie postanowili po raz kolejny zatrudnić kota do służby u wujka Sama. Tym jednak razem, nauczeni doświadczeniem armii, pracownicy CIA doszli do wniosku, że zwierzak ten znacznie lepiej poradziłby sobie jako szpieg niż jako samobójczy komandos ze stalowymi jajami. Wąsacz może i jest dość oporny w kwestiach tresowania, ale posiada cechę, która znakomicie pasuje do szpiega – jest wyjątkowo ciekawski, a przy tym nie zwraca na siebie uwagi człowieka.
Zainicjowany przez CIA projekt o nazwie „Akustyczny Kotek” rozwijał się przez długie pięć lat, pożerając przy tym niemało kasy z państwowego budżetu. Ideą było tu wszczepienie czworonogowi specjalnej aparatury, za pomocą której można by rejestrować wszystkie dźwięki w zasięgu kilku metrów od niego. Kiedy opracowano już odpowiednią technologię, wybrany przez komisję koci „ochotnik” trafił na operacyjny stół. Agencja zatrudniła sztab najlepszych weterynarzy, którzy przez długie godziny, z wielkim skupieniem, umieszczali w ciele zwierzęcia wszystkie implanty.
U podstawy kociej czaszki zainstalowano liczący sobie 2 centymetry nadajnik. Początkowo nie za bardzo wiedziano, gdzie umieścić mikrofon, jednak tu najlepszym i chyba najbardziej logicznym miejscem był koci przewód słuchowy. Koncepcja projektu polegała na tym, że w przeciwieństwie do mechanicznego urządzenia podsłuchowego, kocie ucho, podobnie jak ludzkie, miało ślimak, który mogłyby filtrować odebrane impulsy.


Warto tu dodać, że tego typu eksperymenty były już kiedyś przeprowadzane. W 1929 roku dwóch amerykańskich uczonych - Ernest Glen Wever i Charles Bray - przytwierdziło do kociego nerwu słuchowego elektrodę połączoną z długim na 18 metrów kablem ciągnącym się do dźwiękoszczelnego pomieszczenia, w którym to znajdował się podłączony do przewodu głośnik. W ten sposób naukowcy zrobili z kota coś na kształt telefonu. Kiedy jeden z nich przemawiał mruczkowi do ucha, drugi odbierał wiadomość kawałek dalej.


W tym jednak wypadku mówimy o nawiązaniu z kotem łączności radiowej. Tu pomocny okazał się… ogon. Ta część kociego ciała z umieszczonym w niej drutem posłużyła za antenę. Pewnym problemem okazały się rozmiary baterii, jednak po kilku próbach udało się dobrać odpowiednio niewielkie źródło zasilania. Zabieg włożenia w kota całej tej aparatury udał się i był, jak na tamte czasy, operacją przełomową! Wszystko działało bez większych problemów.
Wiele wysiłków kosztowało pracowników CIA wytresowanie tego cyber-szpiega. Koty, jak wiadomo, są z natury nieposłuszne, a nauczenie tego zwierzęcia wykonywania najprostszych poleceń graniczy z cudem. Wie o tym każdy, kto usiłował nakłonić to podłe zwierzę do zaniechania niszczenia kanapy na rzecz „cywilizowanego” korzystania ze specjalnego drapaka. Uwierzcie lub nie – koci szpieg okazał się jednak pojętnym uczniem i dał się naprawdę nieźle wytresować. Zwierzę szło w określone miejsca, siadało, a następnie zmieniało swoje położenie zgodnie z opracowanym przez agentów CIA planem.


Wszystko wyglądało bardzo dobrze do momentu, gdy kot był w otoczeniu swoich trenerów. Gdy jednak opuszczał laboratorium, nagle włączały się u niego bardzo „kocie” instynkty. Znudzony sierściuch błąkał się w te i nazad. Szybko też głodniał, więc po krótkim czasie wałęsania się ruszał na poszukiwania jakiegoś posiłku. Nie można było doprowadzić do tego, aby w połowie misji, wiedziony chęcią zjedzenia konserwy z kurczakiem, super-szpieg porzucał swoje zadanie i oddalał się w kierunku najbliższego śmietnika.
Zwierzak trafił więc kolejny raz na stół operacyjny, gdzie po wykonaniu operacji mózgu udało się skutecznie uśpić jego apetyt. Po tym, jak mruczek doszedł do siebie po zabiegu i odbył szereg kolejnych szkoleń, gotowy był na test w terenie. A ten był dość prosty – chodziło o „podsłuchanie” rozmowy dwóch mężczyzn przed ambasadą Związku Radzieckiego w Waszyngtonie.


Agenci CIA zatrzymali furgonetkę naszpikowaną aparaturą do odbierania i nagrywania zarejestrowanych przez kota dźwięków w pobliżu parku, w którym miało dojść do spotkania Rosjan. Kot wysłuchał poleceń swoich trenerów - „Przejdź na drugą stronę ulicy, wejdź do parku, usiądź na ławce koło tych dwóch facetów. Zrozumiano?”. „Bułka z masłem!” - odrzekł sierściuch. Po chwili drzwi pojazdu otworzyły się i szpieg ruszył na swoją pierwszą misję. Daleko jednak nie zaszedł. Po kocie przejechała taksówka, rozpłaszczając go na asfalcie i zabijając na miejscu. Pięć lat pracy, sztab technologów, weterynarzy, treserów oraz prawie 20 milionów dolarów wydanych na ten wielce obiecujący projekt – wszystko to szlag trafił...

Oglądany: 20734x | Komentarzy: 9 | Okejek: 71 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

22.08

21.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało