Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Uroki pracy nauczyciela, zagorzała feministka i inne anonimowe opowieści

64 659  
250   41  
Dziś przeczytacie także m.in. o piciu wody z górskiego potoku, próbie wkręcenia nieznajomego, dziecku, które nauczyło się korzystać z klamek i determinacji, która przyniosła sukces.

Jestem przewodnikiem turystycznym. Do dziś pamiętam pierwszą wycieczkę, którą to samodzielnie oprowadziłem po pewnym górskim szlaku. Chciałem, aby ta wyprawa nie była tylko nudnym emeryckim spacerem, więc starałem się ten wypad wzbogacić o jakieś dodatkowe atrakcje zahaczające o podstawy survivalu.

Kiedy nadarzyła się okazja, wyprowadziłem moją ekipę z głównego szlaku w stronę rwącego potoku. Nabierając wody w dłonie wygłosiłem długą, natchnioną przemowę o tym, że górskie źródła są krystalicznie czyste i że każdy śmiało może odświeżyć się w tym miejscu oraz ugasić tam swoje pragnienie. Członkowie mojej wycieczki patrzyli na mnie z rozdziawionymi buziami, więc na zachętę pociągnąłem z dłoni kilka potężnych haustów. Nie przekonało ich to – mieli dość zdegustowane miny.

Dopiero po chwili zorientowałem się, że dosłownie pół metra od miejsca, z którego czerpałem wodę, między dwoma kamieniami leżała zdechła wiewiórka w dość zaawansowanym stanie rozkładu...

* * * * *

Przez to, że w ostatnich dniach jest bardzo gorąco, to nie chciałam siedzieć w domu, poszłam do kawiarni. Siedziałam na zewnątrz przy stoliku, a obok siedziała grupka młodych ludzi w podobnym do mnie wieku.

Usłyszałam, jak jedna dziewczyna chciała zrobić żart i podejść do kogoś innego udawać, że się z tą osobą znają, żeby wprawić ją w zakłopotanie. Kiedy słuchałam dalej ich rozmowy dowiedziałam się, że dziewczyna ma na imię Ola, a jej chłopak ma na imię Michał (domyśliłam się, bo się całowali).

Potem poszłam do sklepu. Kiedy chodziłam i oglądałam jakieś ubrania, podeszła do mnie ta dziewczyna i od razu ją rozpoznałam. Jej grupka znajomych stała obok przymierzalni i się przyglądała.

Dialog wyglądał tak:
Ona: O matko! Cześć! Ale się długo nie widziałyśmy!
Ja: Olka!! Cześć!!!
Dziewczyna stanęła jak wryta i zrobiła oczy jak pięć złotych.
Ja: Co u ciebie?! Podobno teraz chodzisz z Michałem!
Przestraszyła się jeszcze bardziej. Jej znajomi też się bardzo zdziwili.
Ona: (z udawanym uśmiechem) Eeeee... tak, już od dłuższego czasu... a co u ciebie... eee... kochana?
Ja: A wszystko spoko. Ooo!! Michał też z tobą jest! Może wyskoczymy gdzieś razem?
Ona: (Przestraszona jak nie wiem, aż cała zbladła) Eeeee... wiesz co, może innym razem... he, he... no bo ja... znaczy my się teraz spieszymy.
Ja: A, no dobra, to się jeszcze Olka zgadamy.
Ona: Tak... jasne. To do zobaczenia! Cześć!

Uciekła szybko w drugą część sklepu i patrzyła jeszcze przez kilka minut z przerażeniem w oczach, czy nadal tam stoję.

* * * * *

Byłam w ciąży. Dość niespodziewanej, ale narzeczony się cieszył, zaplanowaliśmy pokoik dziecięcy, wybraliśmy imiona...
Po kilku miesiącach poroniłam.

Taka jest wersja dla świata.

Wersja prawdziwa to ciężkie wady dziecka. Zrobiłam aborcję farmakologiczną. Wiem, że można legalnie usunąć ciążę z ciężkimi wadami, ale to był już 4 miesiąc, ginekolog o wadach dziecka milczał do 12 tygodnia i już nic w majestacie prawa zrobić nie mogłam.

Nie chciałam żyć ze świadomością, że rośnie we mnie chore dziecko. Nie chciałam sprowadzać na świat cierpiącej istoty, która być może umarłaby kilka chwil po porodzie. Nie chciałam łamać sobie życia dla zajmowania się chorym dzieckiem.
Wolę, by wszyscy się nade mną użalali po "poronieniu", niż wyzywali od wygodnickich i morderczyń po aborcji.

* * * * *

Mam dwuletnią córkę, która właśnie jest na etapie eksperymentowania ze wszystkimi rzeczami, które da się otworzyć lub zamknąć. Absolutnie zafascynowana tymi częściami wyposażenia domu, ma w zwyczaju bawić się klamkami, otwierać wrota, zamykać wrota, rozszczelniać okna itp.
Parę dni temu, gdy moja żona była w pracy, ubrany w same majtki (gorąco…) wyszedłem na balkon, aby wywiesić pranie.
Kiedy usłyszałem za sobą dźwięk zamykanych drzwi, już wiedziałem co się stało. I nie myliłem się. Moje dziecię postanowiło uwięzić mnie. Klamkę zacisnęło na dół, więc nie dało się drzwi otworzyć z zewnątrz. Początkowo szczyl patrzył z uśmiechem na twarzy, jak walę w szybę i wściekle macham łapami. Po paru minutach znudziło mu się i podreptał do drugiego pokoju oglądać bajkę.

Ja tymczasem zacząłem czuć pieczenie skóry. Słońce grzało niemiłosiernie. Na dole pod blokiem zebrała się grupka gapiów zaalarmowanych moimi wrzaskami i głośnym tłuczeniem w okno.
„Wejdź pan na balkon sąsiada!” - krzyknął jakiś menel z dołu. Uznałem, że to nie jest zły pomysł. I tak też zafundowałem widzom spektakl pod nazwą „Gruby facet w samych gaciach uprawia parkour na dużej wysokości”. Sąsiadka-starowinka zdziwiła się nieco widząc mnie na swoim balkonie, ale wpuściła mnie do mieszkania. Na szczęście drzwi do mojego domu były otwarte. Byłem uratowany! Dziecię nie wyraziło skruchy za swój występek. Ja natomiast zyskałem nową ksywkę wśród osiedlowej dzieciarni. Jak mnie widzą, to krzyczą: „Spidermaaaaan!”.

* * * * *

Kilka lat temu odwiedziłem brata i szwagierkę, którzy mieszkają w innym mieście niż ja. Plan był taki, że najpierw posiedzimy trochę u nich, napijemy się jakiegoś drinka, a później przemieścimy się do centrum miasta do jakiejś knajpy, może klubu.

Zamówiliśmy taksówkę pod ich blok, ja wsiadłem do przodu, patrzę na kierowcę i widzę przepiękną kobietę. Aż ciężko mi było uwierzyć, bo jak kilka razy w życiu zdarzyło mi się jechać z kobietą taksówkarzem, ale z reguły była to jakaś starsza, kobieca wersja typowego złotówy. Jechaliśmy 15 minut, a ja miałem wrażenie jakby to wszystko trwało 30 sekund. Patrzyłem na nią jak zaczarowany. Poza tym, że była piękna, była wygadana, z poczuciem humoru i słuchała mojego ulubionego zespołu. I świetnie prowadziła samochód. Odwiozła nas do celu, a ja dopiero po wyjściu z auta zostałem oświecony, że mogłem ją poprosić o numer, ale jak ostatni idiota tego nie zrobiłem.

Przez resztę wieczoru i nocy bez przerwy o niej myślałem, a kiedy zamawialiśmy taksówkę powrotną, miałem szczerą nadzieję, że ta piękna kobieta znowu po nas przyjedzie. Niestety, zbyt duże miasto i zbyt małe prawdopodobieństwo. Od taksówkarza z którym wracaliśmy udało mi się dowiedzieć, że w ich korporacji jeździ ok. 80 taksówek - sporo. Jednak za cel postawiłem sobie odnalezienie tej dziewczyny.

Za każdym razem, kiedy byłem u brata, zamawiałem taksówkę (specjalnie zacząłem jeździć do niego pociągiem, żeby mieć pretekst, żeby zamówić taksówkę z dworca) z nadzieją, że w końcu ona po mnie przyjedzie. Jakieś 3 miesiące po tym, jak ją poznałem, udało się. Wyszedłem z dworca, ona w tym czasie stała na postoju taxi i rozmawiała z innym taksówkarzem. Cały w skowronkach, z miękkimi kolanami podszedłem do niej, wsiedliśmy do auta i poprosiłem o odwiezienie pod adres mojego brata. Jak już jechaliśmy dłuższą chwilę, spojrzała na mnie i powiedziała - "ja cię kojarzę, ty już kiedyś ze mną jechałeś, rozmawialiśmy o Wu-Tang Clanie". Uśmiechnęła się i puściła jeden z moich ulubionych kawałków tego zespołu. Wtedy w końcu zebrałem się na odwagę i zapytałem, czy nie miałaby ochoty pogadać o Wu i innych zespołach gdzieś indziej, np. w kawiarni. Była w szoku, ale widziałem, że się oblała rumieńcem i zgodziła się.

Jest happy end, 3 lata jesteśmy razem, jednak ona do dzisiaj nie wie, jak bardzo byłem zdeterminowany, żeby ją odnaleźć.

* * * * *

Moja dziewczyna wpadła w towarzystwo zagorzałych feministek. Ale nie takich, które chcą zmieniać świat na lepsze, tylko takich, które plują jadem na wszystko.

Zaczęło się od wyjść na miasto z koleżankami, skończyło na pretensjach do mnie, czemu dwa razy w tygodniu ona ma gotować obiad (ona codziennie kończy pracę o 16, ja dwa razy o 17, trzy dni pracuję w domu, w weekendy gotujemy razem). Wszędzie widziała dyskryminację kobiet, na przykład fakt, że kobieta po 30 nie dostanie kredytu na mieszkanie na 30 lat, a facet tak. Przecież dłuższy kredyt to niższa rata, czyli systemowe ułatwienie dla mężczyzn. Nieważne, że jeśli wiek emerytalny kobiet jest do 60, bank nie da samotnej kobiecie kredytu mieszkaniowego, który musiałaby spłacać na emeryturze.

W końcu na cel obrała sobie firmę, w której pracuje. Zaczęła pisać na różnych stronach dotyczących opinii o pracodawcy, że nie poleca, bo faceci dostają podwyżki i awanse dużo częściej niż kobiety. Opisywała to też na różnych feministycznych grupach facebookowych i na swojej tablicy. Wieść o tym dotarła do jej szefostwa. Została wezwana na rozmowę i jej dyrektor postawił sprawę jasno. Albo publicznie komentuje, że podwyżka nie zależy od płci, tylko od dobrowolnych szkoleń i za każdy nowy certyfikat jest uprawnienie, a awans dostają ci, którzy najbardziej podnieśli kwalifikacje, albo wylatuje dyscyplinarnie, a sprawa trafia do sądu.

Gdy zaczęła prostować to na Facebooku, wyrzucili ją z grup, do których należała, a jej koleżanki się na nią obraziły, że się ugięła. Bo przecież one pomogłyby jej znaleźć nową pracę. Dopiero wtedy się otrząsnęła, że w sumie przez dwa lata nie dostała podwyżki, bo nie robiła żadnych kursów. Doszła do wniosku, że trzeba zmienić towarzystwo i że w sumie dzielenie obowiązków na pół to dobre rozwiązanie.

Nigdy się jej nie przyznam, że to ja zrobiłem screeny i na nią doniosłem.

* * * * *

Jestem, a raczej byłam nauczycielką, taką prawdziwą, z powołania. Od dziecka wiedziałam, że będę uczyć, a gdy kończyłam szkołę i każdy rozpaczał, że to koniec, to ja uśmiechałam się mówiąc, że "jeszcze tu wrócę".

Skończyłam studia, zrobiłam praktyki i dostałam wymarzony papier.
Choć na początku było ciężko znaleźć pracę, to udało mi się i to nawet w tej samej szkole, do której chodziłam jako mały szkrab, wszystko zapowiadało się pięknie. Byłam wręcz zachwycona. Tak, byłam... przez pierwsze cztery, może pięć lat.

Na początku było fajnie, dzieci do mnie lgnęły, chętnie przychodziły na moje zajęcia, a ja nie narzekałam na tonę kartkówek i sprawdzianów, więc chętnie sprawdzałam je po nocach.

Dlaczego odeszłam, czy przez dzieci? Nie.
Przez rodziców, głównie madki Karyny czy panów Sebastianów, co wpadkę zaliczyli i w dresiku na wywiadówki przychodzili.
Nie chcę wsadzać wszystkich do jednego worka, bo spora część rodziców była normalna, ale reszta...
Pielgrzymki na przerwach i wywiadówkach. Robienie awantur, bo "postawiła pani jedynkę Michasiowi". Ano postawiłam, skoro oddał pustą kartkę. Albo "Brajanek ma tyle uwag, pani się uwzięła!". Ja się uwzięłam? Naprawdę? Nie, ja po prostu miałam dość jego ciągłego siedzenia w telefonie (raz zabrałam mu komórkę, oj... najpierw pisk Brajanka, później Karyny... do tej pory na samo wspomnienie dźwięczy mi w uszach). O wszystko byłam obwiniana ja. Jedynki, uwagi - wszystko przez moją niekompetencję. Próby dyskusji z rodzicami? "Ty gówniaro masz jeszcze mleko pod nosem, nie będziesz mi mówić, jak mam dziecko wychowywać". Ręce opadały, ale to nie koniec absurdów!

Ponieważ mieszkam na wsi i tu jest szkoła, w której uczyłam, to wiadomo, każdy każdego zna. Wyobrażacie sobie, że rodzice potrafili przyjść do mnie do mojego domu i robić mi wyrzuty? Hitem było, jak na podwórku zobaczyłam stojące zapłakane dziecko, które madka podrzuciła mi "na korepetycje". Nie umawiałam się z nią, nie udzielałam korepetycji. Po prostu zostawiła mi małego pod drzwiami jak psa.

Zaczęłam się wypalać, tracić chęci do tego wszystkiego, chodziłam zdenerwowana do tego stopnia, że bałam się pójść do wiejskiego sklepu w obawie, że na kasie spotkam Karynę madkę i znów będę musiała słuchać o tym, że jestem niepoważna i ja sobie zakupy robię, a dziecko biedne siedzi i lekcje odrabia, zamiast się bawić czy grać na komputerze.

Któregoś dnia wróciłam, usiadłam w salonie i się rozpłakałam.
Naprawdę nerwowo mnie to wszystko zaczęło wykańczać. I wtedy mąż usiadł koło mnie i powiedział "A daj sobie spokój, nie męcz się, nie warto". No i miał rację, odpuściłam, dyrekcję powiadomiłam, że po zakończeniu roku odchodzę.
Dziś mam ciepłą posadkę w korpo, co prawda dojeżdżam dosyć spory kawałek, ale pracuję od do i w końcu mam święty spokój.
16

Oglądany: 64659x | Komentarzy: 41 | Okejek: 250 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.10

19.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało