Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Po katastrofie elektrowni jądrowej nawet do 200 tysięcy Europejek poddało się aborcji... - tych faktów o Czarnobylu mogłeś nie znać

57 896  
238   42  
Bez wątpienia „Czarnobyl” był jednym z lepszych telewizyjnych hitów, które w ostatnim czasie podbiły serca widzów na całym świecie. Efektem ubocznym popularności tego serialu są obecnie prawdziwe watahy turystów, które odwiedzają Prypeć, aby na własne oczy zobaczyć znane z ekranu miejsca. My tymczasem opowiemy wam o kilku czarnobylskich ciekawostkach, których prawdopodobnie nie znaliście
Szwedzi pierwsi zorientowali się, że coś jest nie tak

Rankiem, 28 kwietnia 1986 roku, czyli niecałe dwie doby od katastrofy na Ukrainie, pracownicy Forsmark, oddalonej o 1100 kilometrów drugiej co do wielkości elektrowni jądrowej w Szwecji, usłyszeli dźwięk alarmu. Poziom niebezpiecznego promieniowania przekroczył normę. Niektórzy wpadli wówczas w panikę, przekonani, że to w ich zakładzie doszło do jakiejś awarii.

Szybko jednak zorientowano się, że skażenie dotarło ze Związku Radzieckiego za sprawą dość silnego południowo-wschodniego wiatru. Szwedzkie władze wiedziały o zagrożeniu parę ładnych godzin przed tym, zanim władze ZSRR, tego samego dnia, wieczorem, wydały oficjalny komunikat z informacją o katastrofie w Czarnobylu.



Zwłoki Wasilija Ignatenki były tak zdeformowane, że nie dało się go ubrać do pogrzebu


Wasilij Iwanowicz Ignatenko był 25-letnim strażakiem, który wraz ze swoim oddziałem jako pierwszy przybył na miejsce katastrofy. Prawdopodobnie mężczyzna ten przyjął dawkę promieniowania jonizującego o wysokości 1600 remów. Uznaje się, że przyjęcie 400 jednostek prowadzi do choroby popromiennej nierzadko zakończonej śmiercią. W przypadku Ignatenki pierwsze symptomy choroby zaobserwowano już parę godzin po akcji gaszenia elektrowni, a dzień później strażak trafił na oddział radiologiczny szpitala w Moskwie, gdzie przeszczepiono mu szpik kostny od jego siostry.



Niestety stan zdrowia Wasilija pogarszał się z godziny na godzinę. W ostatnim etapie życia nieszczęśnik wykasływał fragmenty własnych organów wewnętrznych. Ignatenko zmarł nieco ponad dwa tygodnie po tym, jak wezwany został na akcję gaśniczą. Jego zwłoki były tak bardzo napuchnięte, że nie dało się założyć na nie ubrania. Ostatecznie trzeba było je ponacinać. Problemem okazało się też znalezienie odpowiednio dużych butów…

Krótko po katastrofie w Europie wykonano nawet do 200 tysięcy aborcji!

Po tym, jak wieść o ukraińskiej tragedii obiegła świat, w Europie zapanowała tzw. radiofobia, czyli silny lęk przed promieniowaniem. Niekiedy dość irracjonalny. W krajach, gdzie zabieg aborcji był legalny, wiele kobiet decydowało się na zabijanie zazwyczaj zdrowych, normalnie rozwijających się płodów.

W Danii, gdzie szkodliwe promieniowanie dotarło w formie szczątkowej, dzięki publicznym debatom i medialnemu szumowi wykonano więcej zabiegów przerywania ciąż niż wynosiła faktyczna ilość ofiar katastrofy! Podobnie sytuacja wyglądała w Grecji, gdzie w obieg poszło sporo fałszywych plotek, przez które często sami lekarze sugerowali swoim pacjentkom poddanie się aborcji. W rzeczywistości promieniowanie było tam zdecydowanie za niskie, aby w jakikolwiek sposób wpłynąć na rozwój płodu. Według Live Science, krótko po awarii elektrowni w Czarnobylu zabiegowi przerwania ciąży mogło się poddać od 100 tysięcy do nawet 200 tysięcy Europejek!



Legenda o Czarnym Ptaku z Czarnobyla

Na krótko przed wydarzeniami z kwietnia 1986 roku, niektórzy mieszkańcy okolicznych, ukraińskich wsi mieli widzieć tajemniczą, latającą istotę, która przypominała człowieka bez głowy o czarnych, szerokich na sześć metrów skrzydłach i świecących w ciemności, czerwonych oczach. W dniu tragedii znalazło się nawet kilku świadków, którzy przysięgali, że ten posępny stwór kręcił się koło reaktora…



Znawcy takich historii znaleźli duże podobieństwo pomiędzy Czarnym Ptakiem a jego amerykańskim odpowiednikiem, czyli tzw. Człowiekiem-ćmą. Ta przerażająca istota miała pojawić się w okolicach mostu Silver Bridge w Zachodniej Virginii na chwilę przed tym, jak ten runął zabijając 46 osób. Być może miejska legenda z USA jakimś cudem dotarła do Związku Radzieckiego?

W tzw. Strefie Wykluczenia nie wolno mieszkać. Nie wszyscy jednak się tym zakazem przejmują

W krótkim czasie po zajściach z kwietnia 1986 roku z Czarnobyla ewakuowano 115 tysięcy osób, a w ciągu kolejnych czterech miesięcy ze swoich domów wyprowadzić się musiało 234 tysiące ukraińskich obywateli. Tak zwana Strefa Wykluczenia rozciąga się na obszarze ok. 30 kilometrów, a jedynymi ludźmi w niej przebywającymi mieli być pracownicy zabezpieczający elektrownię oraz członkowie służb odpowiedzialnych za monitorowanie poziomu promieniowania i zabezpieczanie strefy.



Mimo że władze państwa zakazały mieszkania na tym terenie, już w 1987 roku do swoich opuszczonych domów wróciło 1200 osób. Część zamieszkała w Czarnobylu, inni w pobliskich wsiach, gdzie bez strachu o swoje życie zabrali się za uprawianie pól. Osadnicy ci żyją w tzw. zonie do dziś – często bez dostępu do wody i elektryczności. Zimą temperatura spada tam nawet do -20 stopni. Szacuje się, że obecnie większość z tzw. samosiołów zmarła i w Strefie Wykluczenia mieszka już nie więcej niż 150 osób, jednak od kilku lat obserwuje się proces napływu nowych przybyszów.

Psy z Czarnobyla

Podczas ewakuacji mieszkańcom późniejszej Strefy Wykluczenia zabroniono zabierać ze sobą swoich zwierzęcych pupilów, które z czasem, pozostawione na pastwę losu, musiały się nauczyć życia bez człowieka. Początkowo rozpaczliwie skowycząc biegały za autobusami opuszczającymi miasta i wsie, licząc na to, że ich właściciele zdecydują się jednak wziąć je ze sobą. Przez lata każde pojawienie się jakiegokolwiek pojazdu sprawiało, że porzucone czworonogi przypominały sobie o swoim dawnym życiu i desperacko próbowały wrócić do ludzkich łask. Aby nie dopuścić do powstania dzikich watah, żołnierze dostali rozkaz zabijania wszystkich psów. Niektórzy właściciele licząc na litość pracowników tych służb przypinali do obroży swych pociech plakietki z prośbą o oszczędzenia im życia. Mimo psiej „czystki” wiele tych zwierząt przeżyło i zaczęło się rozmnażać. Sporo psów, z racji łażenia po całej strefie, zdążyło się dość solidnie napromieniować, a rzadko który czworonóg dożywa szóstego roku życia.


Autor zdjęcia: Michał Mierzejewski

Jako że turystyka w Prypeci od lat się rozwija, strażnicy zdołali oswoić niektóre z psiaków, a nawet nadać im imiona i postawić budy. Obecnie żyją tam setki tych zwierząt – wiele z nich w gęstych lasach otaczających, kiedyś tętniące życiem, dawne ludzkie siedliska.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8