Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Raz na wozie, raz w nawozie - list byłego niewolnika do jego dawnego pana

53 345  
291   37  
List byłego niewolnika, Jordana Andersona (Jourdana Andersona), do jego byłego właściciela. Jak w ogóle do tego doszło, że były niewolnik napisał do swego byłego pana?
Jordan Anderson urodził się w 1825 roku w Tennessee. Siedmioletni chłopiec został sprzedany generałowi Pauldingowi Andersonowi, plantatorowi w tym samym stanie. Początkowo służył synowi generała, Patrickowi Henry'emu Andersonowi; dzieci były w tym samym wieku. Ale z biegiem lat Jordan stał się jednym z najbardziej niezawodnych i sprawnych niewolników na plantacji. Ożenił się w 1848 r., a w 1864 r., kiedy żołnierze Armii Unii uwolnili niewolników należących do Andersona, on i jego żona Amanda mieli 11 dzieci.

Jordan postanowił natychmiast opuścić plantację wraz z całą rodziną. Jego ex-właściciel, wówczas był nim już Patrick Henry, był tak wściekły, że próbował zastrzelić Jordana. Na szczęście sąsiad Patricka odebrał mu broń. Patrick Henry poprzysiągł, że zabije Jordana, jeśli kiedykolwiek ten wejdzie mu w drogę.

Kliknij i zobacz więcej!
Jordan Anderson i Valentine Winters

Jordan dostał pracę w szpitalu wojskowym Cumberland w Nashville, gdzie zaprzyjaźnił się z chirurgiem Clarkiem McDermontem. Kiedy w 1865 roku wojna zakończyła się, McDermont wysłał Jordana i jego rodzinę do swojego teścia, Valentine Wintersa, w Dayton, Ohio, który pomógł Jordanowi znaleźć pracę w mieście.

Kliknij i zobacz więcej!

W lipcu tego samego roku Jordan otrzymał list od byłego właściciela. Ponieważ Jordan był niepiśmienny, poprosił Wintersa o przeczytanie mu listu. Patrick Henry donosił, że plantacja i majątek całkowicie popadły w ruinę i nie mógł już ich utrzymać, straciwszy wszystkich swoich niewolników. Anderson prosił Jordana o pomoc, obiecując, że będzie traktował go jak wolnego człowieka i zapłaci za jego pracę.

Kliknij i zobacz więcej!
List Jordana Andersona wydrukowany w New York Daily Tribune

Kilka tygodni później Jordan postanowił odpowiedzieć Andersonowi, dyktując list Wintersowi.

Dayton, stan Ohio,
7 sierpnia 1865.

Do mojego byłego gospodarza, pułkownika P. H. Andersona, Big Spring, stan Tennessee.

Sir,
Otrzymałem pański list i ucieszyłem się, że nie zapomniał pan o Jordanie i chciałby, żebym wrócił i zamieszkał z panem ponownie, obiecując zrobić wszystko, aby było mi z panem lepiej niż gdzie indziej. Często martwiłem się o pana. Obawiałem się, że Jankesi już dawno powiesili pana za ukrywanie buntowników, których u pana znaleźli.
Najwyraźniej nie mieli pojęcia o tym zdarzeniu, kiedy poszedł pan do pułkownika Martina, by zabić żołnierza Północy, którego pozostawił tam w stajni jego oddział. Chociaż strzelał pan do mnie dwa razy, zanim wyjechałem, nie życzyłem panu krzywdy i cieszę się, że wciąż pan żyje. Miło byłoby wrócić do mojego starego dobrego domu, zobaczyć pannę Mary i pannę Marthę, a także Allena, Esther, Green i Lee. Proszę im przekazać, że ich kocham i mam nadzieję spotkać ich w lepszym świecie, jeśli nie w tym.
Chętnie odwiedziłbym was wszystkich, kiedy pracowałem w szpitalu w Nashville, ale jeden z sąsiadów powiedział mi, że Henry planuje mnie zastrzelić, jeśli tylko będzie miał taką szansę.

Kliknij i zobacz więcej!
Jordan Anderson w spisie ludności Dayton

Chciałbym w szczególności zrozumieć, cóż to za dobre warunki mi pan oferuje. Urządziłem się tutaj całkiem dobrze. Dostaję dwadzieścia pięć dolarów miesięcznie, jedzenie i odzież. Mam wygodny dom dla Mandy (nazywają ją tutaj panią Anderson), a dzieci - Millie, Jane i Grandi - chodzą do szkoły i dobrze się uczą. Nauczyciel mówi, że Grandi ma zadatki na księdza. Chodzą do szkoły niedzielnej, a ja i Mandy regularnie chodzimy do kościoła.

Jesteśmy tu dobrze traktowani. Czasami słyszymy, jak mówią: „Ci kolorowi byli niewolnikami w Tennessee”. Dzieci obrażają się, gdy słyszą takie rzeczy, ale mówię im, że w Tennessee należeć do pułkownika Andersona nie było niczym wstydliwym. Wielu Czarnych, takich jak ja, byłoby zaszczyconych, by nazywać pana "swoim panem". Gdyby napisał mi pan, ile byłby mi pan w stanie zapłacić, łatwiej byłoby mi oszacować, czy powrót byłby dla mnie opłacalny.

Co zaś tyczy wolności, z której, jak pan mówi, mogę korzystać, żadna to łaska, ponieważ otrzymałem moje dokumenty o wyzwoleniu w 1864 r. od szefa żandarmerii w Nashville. Mandy mówi, że bałaby się wracać bez gwarancji, że potraktuje nas pan sprawiedliwie i życzliwie. Postanowiliśmy przetestować pańskie dobre intencje, prosząc o przesłanie nam zapłaty za czas, w którym panu służyliśmy. To pozwoli nam zapomnieć i wybaczyć stare rachunki, a także mieć nadzieję na pańską sprawiedliwość i przyjaźń w przyszłości. Służyłem panu wiernie przez trzydzieści dwa lata, a Mandy przez dwadzieścia lat. Licząc dwadzieścia pięć dolarów miesięcznie dla mnie i dwa dolary tygodniowo dla Mandy, nasze zarobki wyniosłyby jedenaście tysięcy sześćset osiemdziesiąt dolarów. Do tego należy doliczyć odsetki za czas, gdy płatność za naszą pracę została opóźniona; Powinien pan również odliczyć swoje wydatki na nasze ubrania, trzy wizyty lekarza do mnie i usunięcie zęba Mandy. Tak wyliczona kwota jest tym, co jest pan nam winien po sprawiedliwości.

Kliknij i zobacz więcej!
Grupa wyzwolonych niewolników

Pieniądze proszę przesłać przez Adams Express do W. Wintersa, Esq., Dayton, Ohio. Dopóki nie zapłaci pan za naszą wierną służbę w przeszłości, trudno nam będzie uwierzyć w pańskie obietnice na przyszłość.
Mamy nadzieję, że Stwórca otworzył panu oczy na wszystkie niesprawiedliwości, których pan i pańscy przodkowie dopuściliście się wobec mnie i moich przodków, zmuszając nas przez pokolenia do pracy dla was bez żadnego wynagrodzenia.
Tu co tydzień otrzymuję rozliczenie, podczas gdy w Tennessee Czarni nie mieli dni wypłaty - zupełnie jak konie czy krowy. Z pewnością kiedyś nadejdzie dzień rozliczenia dla tych, którzy oszukiwali swoich pracowników.
Kiedy będzie pan odpowiadać na ten list, proszę nas poinformować, czy jest pan w stanie zapewnić bezpieczeństwo moim córkom Millie i Jane, które dorosły i stały się pięknymi dziewczynami. Pamięta pan zapewne, co stało się z biedną Matyldą i Catherine. Wolałbym zostać tutaj i umrzeć z głodu, jeśli miałoby do tego dojść, niż wystawić moje dziewczęta na wstyd z powodu przemocy i nieobyczajności ze strony młodych dżentelmenów.

Proszę również nas poinformować, czy w waszych stronach otwarto szkoły dla kolorowych dzieci. Moim największym pragnieniem jest teraz zapewnić moim dzieciom wykształcenie i wychowywać je w cnocie.

Proszę pozdrowić George'a Cartera i przekazać mu podziękowanie za to, że wyrwał panu z rąk pistolet, kiedy próbował mnie pan zastrzelić -

- od pańskiego byłego sługi
Jordana Andersona

Kliknij i zobacz więcej!
Rodzina: Jewell Wilson, prawnuk byłego niewolnika, Jordana Andersona ze swym synem Jewellem Wilsonem Jr., (z lewej), i bratankiem Barrym Mumfordem Wilsonem


Winters opublikował list Jordana w lokalnej gazecie Cincinnati Commercial, a 22 sierpnia 1865 r. został przedrukowany w New York Daily Tribune, jednej z najpopularniejszych gazet codziennych. Zatytułował go „List wyzwolonego niewolnika do jego byłego pana”.

Pułkownikowi Andersonowi nie udało się przyciągnąć dawnych niewolników. Sprzedał ziemię za grosze, by spróbować wydostać się z długów. Dwa lata później zmarł w wieku 44 lat. Około 2006 roku historyk Raymond Winbush wytropił żyjących krewnych pułkownika w Big Spring i dowiedział się, że „nadal są źli na Jordana za to, że nie wrócił, wiedząc, że plantacja była poważnie zniszczona po wojnie".

Jordan Anderson zmarł w Dayton 15 kwietnia 1907 r., w wieku 81 lat i został pochowany na cmentarzu Woodland. Amanda zmarła 12 kwietnia 1913 r. i jest pochowana obok niego.
11

Oglądany: 53345x | Komentarzy: 37 | Okejek: 291 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.10

20.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało