Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Bezstresowe wychowanie, podryw w klubie i inne anonimowe opowieści

66 069  
274   42  
Dziś przeczytacie także m.in. o pikantnym sosie, przedszkolnej rymowance, sposobie na bezsenność i uświadamianiu młodego człowieka.

Dostałem w prezencie butelkę ostrego sosu z jakichś meksykańskich papryczek chilli. Kiedy próbowałem nalać sobie trochę tego specyfiku na łyżeczkę, parę kropel ufajdało mi palce. Nie przejąłem się za bardzo. Faktycznie – sos był piekielnie ostry. Od razu przyssałem się do kranu i wypiłem chyba z litr zimnej wody, która wprawdzie złagodziła ogień w mojej twarzy, ale nie powstrzymała smarkania i łez. Otarłem oczy dłońmi. Wtedy poczułem niewyobrażalny ból. No, tak – właśnie wpakowałem sobie pod powieki wspomniane wcześniej kropelki piekielnego sosu.

Wrzeszcząc i miotając się w agonalnym cierpieniu, odbijając się od ścian i wywracając meble, pobiegłem do łazienki. Tak, jak stałem, w ubraniu wszedłem pod prysznic. Musiało minąć z dwadzieścia minut zanim zimna woda opłukała moje oczy. Wzrok był uratowany! Ciągle piekło, ale mogłem już jakoś funkcjonować. Kiedy wychodziłem z kabiny, poślizgnąłem się wyrżnąłem głową w kant pralki...

Właśnie wróciłem do domu. Byłem na pogotowiu. Mam pięć szwów na samym środku czoła. Podobno blizna zostanie mi na całe życie.
Pikantne żarcie? Odradzam!

* * * * *

Pracuję w przedszkolu i ostatnio bawiliśmy się i mówiliśmy różne rymowanki. Każdy chyba kojarzy rymowankę "Kipi kasza, kipi groch, lepsza kasza niż ten groch, bo od grochu boli brzuch, a po kaszy człowiek zdrów". Opowiedziałam ją dzieciom.
Dwa dni później zostałam wezwana do dyrekcji, bo wpłynęła na mnie skarga, ponieważ "propaguję nieprawdę zagrażającą zdrowiu i życiu dzieci". Zdziwiło mnie to, ale musiałam się stawić w gabinecie. Tam czekała już pani dyrektor i mama chłopca z mojej grupy. Zanim ja i dyrektorka zdążyłyśmy cokolwiek powiedzieć, mama zaczęła wykrzykiwać jakim prawem ja jej dziecku wmawiam, że kasza jest zdrowa, że jak chcę się truć, to mam sama jeść sobie bulgur i kuskus z glutenem, ale jej dziecko nie będzie! Ja jako osoba, która ma dość luźne podejście do swojej pracy, gdy mama już skończyła swoją antyglutenową litanię, powiedziałam jej tylko, że wolę jęczmienną. Wyszła wściekła.
Na szczęście dyrektorka jest normalna i skarga została uznana za niebyłą.

* * * * *

Cierpiałam na bezsenność. Jej powodem była trauma - byłam wielokrotnie molestowana w dzieciństwie. Chodziłam do kilku terapeutów, brałam leki nasenne, uprawiałam sport do wycieńczenia, ale nic nie pomagało mi zasypiać.

Pewnego dnia mój mąż przesunął łóżko do ściany, u nóg postawił szafę, a sam położył się od zewnątrz. Od kiedy łóżko jest zagrodzone z każdej strony, śpię jak niemowlę.

Tyle lat męczyłam się z tą przypadłością, a tak banalne rozwiązanie, którego nie był w stanie zaproponować żaden terapeuta, okazało się rozwiązaniem problemu.

* * * * *

W okresie mojego dojrzewania ojczym (którego poznałem oficjalnie kilka miesięcy wcześniej) dostał zadanie od mamy, żeby mnie uświadomić o seksie i ciele dojrzewającego chłopca.
Chłop tak się tym przejął, że przez godzinę opowiadał mi o miesiączkowaniu i pozycjach seksualnych, posiłkując się informacjami z Wikipedii. Nie wiem, kto był bardziej zażenowany.
Jeszcze długi czas później mnie unikał.

* * * * *

O tym, jak odbiłam męża z rąk kochanki...

Zawsze byliśmy zgodnym małżeństwem, uzgadnianie razem decyzji, dzielenie obowiązków, wspólne wychowywanie syna zawsze nam towarzyszyło. Informacja, że mój mąż się zakochał i się wyprowadza była tak wielkim szokiem, że nawet dobrze nie pamiętam tej rozmowy. Wypłakałam tyle łez ile miałam i zebrałam się do kupy, w końcu mam syna, który też cierpi i potrzebuje normalnie funkcjonującego domu.

Po paru miesiącach mąż przypomniał sobie, że ma dziecko i zaczął młodego zabierać na lody, pizze, w końcu zaczął go zabierać na całe weekendy do siebie. Na początku syn był szczęśliwy, ale po jakimś czasie wracał smutny. Zapytany o powód powiedział, że nowa dziewczyna taty krzyczy na niego, a tatę wyzywa i bije! Krew mi się zagotowała, że moje dziecko coś takiego oglądało. Przy następnej wizycie młody nagrał taką sytuację i mi przysłał filmik. Szmata zwyzywała mojego syna od bękartów, które powinny zdechnąć, a męża biła po twarzy i krzyczała, że ma dać jej kasę na imprezę i więcej młodego nie przywozić.

Kiedy wyszła na miasto, wzięłam dwie walizki i pojechałam. Mąż na mój widok zdębiał, powiedziałam krótko "pakuj się". Dalej patrzył ze strachem w oczach, więc powiedziałam, że jak chce z nią zostać, to dam mu spokój. Pakował się, aż się kurzyło. Ja w tym czasie nasikałam jej na ręcznik i dywanik w łazience, przetarłam rowek szczoteczką do zębów, naplułam do wszystkich produktów w lodówce, polałam mlekiem ubrania, ręczniki i pościel w szafie, wywaliłam puszkę kociej karmy pod kanapę i wlałam krem do depilacji do szamponu.

Mąż śpi na kanapie, długa pokuta przed nim, miedzy innymi musi zrobić badania na choroby weneryczne i zaczynamy związek od zera, czyli od randkowania i jego zabiegania o mnie. Nigdy nie myślałam, że wybaczę zdradę, ale zwyczajnie lepiej mi się opłaca mieć męża z powrotem, a mój syn jest szczęśliwy, że odzyskał tatę. Mam poczucie, że wygrałam, syn zadowolony, mąż nosi mnie na rękach, no i nigdy alimenty nie byłyby tak duże, jak cała wypłata męża do dyspozycji. Nie wykorzystuję tego, że go przyjęłam z powrotem, ale świadomość, że mam przewagę jest miła.

* * * * *

Kiedy rodzice budowali dom, praktycznie mieszkałam u babci. Miałam wtedy jakieś 5-6 lat. Umiałam już jako tako czytać, a babcia miała całkiem sporo książek dla dzieci z lat 50. Czytałam jedną po drugiej, bo w okolicy nie było żadnych dzieci, z którymi mogłabym się bawić.

O tym, że nie żyjemy już w Polskiej Republice Ludowej i że raczej nigdy nie zostanę przodownikiem pracy w kopalni, dowiedziałam się dopiero w szkole.

* * * * *

Jestem gadżeciarzem. Uwielbiam wszelkiej maści nowinki techniczne i zupełnie bezużyteczne buble. Parę dni temu kupiłem od chińskich „przyjaciół” kamerę dla kota. Serio. To takie małe ustrojstwo, które zaczepia się na kociej obróżce. Dzięki temu można wcielić się w rolę czworonoga i zobaczyć, jak wygląda jego dzień.

Przekonałem się, że mój sierściuch dokarmia się u sąsiada i że notorycznie wypróżnia się do naszego ogródka z pomidorami. Okazało się, że to on niszczy gniazda ptaków w pobliskim lesie i że pogoniony przez psa potrafi wejść na drzewo szybciej niż wiewiórka.

Przy okazji dowiedziałem się też, że moje kocisko bardzo lubi patrzeć, jak moja żona zdradza mnie z mężem swojej siostry, który regularnie wpada do nas z kurtuazyjną wizytą, gdy ja jestem w pracy...

* * * * *

Niedawno byłam z dwoma koleżankami w klubie. Chociaż wszystkie wystroiłyśmy się w fajne ciuchy i zrobiłyśmy sobie precyzyjny makijaż, to jednak one zdecydowanie wyróżniały się w tłumie. Nie musiały długo czekać, aż w naszym pobliżu pojawił się najpierw jeden, potem drugi facet. Każdy chciał z nimi zatańczyć, wypić drinka. A. i K. były tym bardzo ucieszone, ja mniej, bo z racji tego, że non stop ktoś je brał na parkiet i zagadywał, mi przypadł zaszczyt grzania ławy, pilnowania napojów i torebek. Po paru godzinach poczułam na sobie czyjś wzrok - fajny mężczyzna, na oko niewiele starszy ode mnie, siedział przy barze z piwem w ręku.

Po chwili wstał, podszedł do mnie i zapytał, czy może się dosiąść. Byłam w siódmym niebie. Miałam ochotę krzyknąć do dziewczyn "patrzcie, nie jestem aż takim pasztetem, ktoś jednak chce ze mną pogadać!". Przedstawił się jako Krzysiek i zaproponował, żebyśmy wspólnie napili się wódki. Uśmiechnęłam się nieśmiało i powiedziałam, że wolę nie pić czystej i czy nie weźmiemy sobie czegoś łagodniejszego. Na co Krzysiek odpowiedział - "wtedy będę za trzeźwy, ta operacja wymaga większego kalibru".

Cóż, jak sobie o tym pomyślę, to sama nabieram ochoty na coś mocniejszego...

* * * * *

Mojemu koledze urodził się jakiś czas temu syn, aktualnie wiek 5 lat. Aby być dokładniejszym, to jest to syn tylko z nazwy, większość znajomych uważa, że to antychryst, belzebub, kur.ie wcielone, istny szatan, albo jak kto woli, dziecko wychowane kompletnie bezstresowo.
Oficjalna wersja rodziny mówi, że Olafek, tak nazwijmy ten pomiot szatana, jest dzieckiem bardzo energicznym i dynamicznym, pewnie dlatego nikt z rodziny nie daje mu głośnych zabawek. Nic co strzela, gwiżdże, stuka, puka albo wydaje samo z siebie dźwięki nie może być prezentem dla Olafka, bo inaczej jest tragedia. Przed dzieciakiem uciekają też wszystkie okoliczne zwierzęta, a właściciele domów zabezpieczyli dzwonki do posesji.

Jakiś czas temu wpadłem na szatański pomysł i kupiłem 200 gwizdków. Każdorazowo gdy idę do kolegi w odwiedziny, staram się mieć przy sobie kilka i lokować je w różnych miejscach. Maksymalnie po 10 i wciskam je pod kanapę, fotel, w ogrodzie, tak aby Olafek je znajdował pojedynczo.

Ostatnio dowiedziałem się, że kolega i jego żona źle sypiają, bo młody co rusz znajduje te niespodzianki i używa ich zgodnie z przeznaczeniem, ale najczęściej w środku nocy. Znajomi przeszukali już kilka razy dom i nadal nie wiedzą skąd ten gnojek je bierze. Odkryłem też, że kończy mi się już zapas gwizdków i teraz moje pytanie. Czy będę bardzo złym człowiekiem, gdy zamówię jeszcze 200, czy dać już sobie spokój?

Lubię kolegę i jego żonę, ale naprawdę rozpuścili dzieciaka jak dziadowski bicz. Uważam, że powinni iść do specjalisty, który nauczy ich prawidłowego wychowywania dzieci. Wszelkie próby krytyki zachowania Olafka są przyjmowane gorzej niż atak na pedofilów w K.K., więc próby negocjacji są już dawno temu za mną.

Odwiedź też nasz profil na Instagramie


Oglądany: 66069x | Komentarzy: 42 | Okejek: 274 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

15.07

14.07

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało