Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

A miało być tak pięknie... - oto kilka kolejnych produktów Apple, które ssą po całości

71 244  
166   25  
Intencje zazwyczaj bywają dobre: dajmy klientom coś nowego, świeżego, coś tak rewolucyjnego, że ci z radością sprzedadzą nerkę, zastawią dom i wezmą kredyt u lichwiarza. Tylko po to, aby zdobyć wystarczającą ilość kasy na zakup, jak się okazuje, całkiem przeciętnego telefonu komórkowego. Apple – firma, która ma tyluż fanów, co zagorzałych hejterów, niejednokrotnie zaliczyła dość poważne marketingowe wtopy. Cóż, potknięcia zdarzają się nawet najlepszym [zobacz poprzedni odcinek].

Kolejne kompromitacje, o których Apple wolałoby zapomnieć

20th Anniversary Mac

W 1997 roku, w ramach celebracji dwudziestu lat istnienia firmy, Apple wypuściło na rynek limitowaną ilość komputerów nazwanych 20th Anniversary Mac. Wyprodukowano łącznie 12 tysięcy takich jednostek, z czego 11 601 trafiło na sklepowe półki, a reszta została skazana na los „dawców organów”. Był to pierwszy w historii marki sprzęt z płaskim monitorem LCD, a sam wygląd urządzenia w tamtych czasach mógł robić wrażenie. Podobnie jak cena. Za ten komputer trzeba było zapłacić (uwaga…) prawie 7 i pół tysiąca dolarów! Taka kwota była zdecydowanie zbyt wygórowana, nawet dla najwierniejszych fanów Apple. Jubileuszowe Maki sprzedawały się jak czerstwe bułeczki, więc w akcie desperacji zdecydowano się zniżyć ich cenę do 3500 dolców.


W tym samym roku do firmy wrócił Steve Jobs i z miejsca uznał, że jego „dziecko” podąża w złym kierunku. Zaczął więc robić porządki. Przede wszystkim usunął z rynku Newtona - feralnego palmtopa z koszmarnym wręcz systemem rozpoznawania pisma. Niedługo potem Jobs kazał kolejny raz obniżyć cenę limitowanej edycji Maca i jak najszybciej pozbyć się go ze sklepów. Teraz za ten komputer wystarczyło zapłacić 1995 dolarów, a wkurzeni klienci, którzy nabyli ten sprzęt za prawie czterokrotnie większą sumę, dostali od firmy po darmowym PowerBooku.

PowerBook 5300

A skoro mowa o tych przenośnych urządzeniach, to grzechem by było nie wspomnieć o PowerBooku 5300, którego premiera miała miejsce w 1995 roku. Komputer zapowiadał się naprawdę dobrze – na swoim pokładzie miał całkiem dobry, świeżutki procesor PowerPC, a prawdziwą nowością w świecie tego typu jednostek była możliwość łatwiej wymiany poszczególnych modułów.

Niestety komputer wkrótce dał się poznać z bardzo złej strony. Pierwsi klienci szybko zorientowali się z jak lichego materiału zrobiona jest obudowa. Ta notorycznie pękała i była podatna na zarysowania. Ponadto szybko okazało się, że zawiasy są wyjątkowo lichej jakości i po krótkim czasie użytkowania zaczynały się rozsypywać. Podobnie zresztą jak ukryte w ich wnętrzu kable taśmowe. Tymczasem zachwalany przez firmę PowerPC nie mógł pokazać pełni swych możliwości, bo PowerBookowi 5300 brakowało pamięci podręcznej L2, co znacznie ograniczało działanie procka.


Prawdziwym zaś gwoździem do trumny okazały się baterie, które ni z gruchy, ni z pietruchy potrafiły stanąć w płomieniach! Okazało się, że ten produkowany przez Sony podzespół miał tendencje do przegrzewania się podczas ładowania. Apple zabrało się więc za ratowanie urządzeń, które jeszcze nie trafiły do klientów. W PowerBookach wymieniono baterie na takie, które nie powodują poparzeń trzeciego stopnia i pożarów w domach. Za to miały o 30% mniejszą pojemność niż te wcześniejsze.

Lisa

Tutaj należy ściągnąć berety z głów. Wyprodukowana w 1983 roku Lisa, komputer z procesorem o częstotliwości pracy 5 MHz i pamięcią 1 MB RAM-u, była prawdziwym przełomem. Tym bardziej że jako jedno z pierwszych osobistych urządzeń tego typu posiadała graficzny interfejs oraz myszkę! Był to też komputer wielofunkcyjny zaopatrzony w monitor o bardzo wysokiej, jak na tamte czasy, rozdzielczości. Ta ostatnia zaleta była też i wadą – Lisie brakowało stabilnego układu generującego grafikę w pełnej palecie barw. W rezultacie dochodziło do częstych konfliktów z procesorem.


Czemu więc Lisa okazała się największą jabłuszkową kupą od czasów Apple III? Ano, jak zwykle – zaważyła tu cena. Firma usiłowała zawojować zdominowany przez IBM-y rynek za pomocą sprzętu, który mimo swych niewątpliwych zalet był tak kur#wsko drogi, że na zakup Lisy nie było stać nawet najzamożniejszych miłośników tej marki. Za ten komputer trzeba było zapłacić prawie 10 tysięcy dolarów (biorąc pod uwagę inflację, dziś byłaby to kwota rzędu 25 tysięcy dolców!).

W 1984 roku Apple zaprezentowało Lisę 2, a 2700 niesprzedanych urządzeń poprzedniej generacji zostało zakopanych na pustyni w Utah.

Hockey Puck Mouse

Wypuszczona na rynek w 1998 roku okrągła mysz od Apple miała dość krótki żywot. Nie do końca wiadomo czemu właściwie producent postanowił zastąpić standardowe urządzenie czymś, co przypominało krążek hokejowy, było niewygodne w obsłudze i brakowało mu precyzji. To akcesorium odbiegało też wielkością od dotychczasowych, „nudnych” myszek. Było stosunkowo małe i po dłuższej pracy niejeden posiadacz tego cudeńka dostawał skurczu dłoni. Dodatkowo jabłkowa myszka miała wyjątkowo krótki kabel, co doprowadzało do szału najbardziej nawet wyrozumiałych fanów Jabłka.


Album U2, którego nikt nie chciał

Na koniec wpadka z 2014 roku, zupełnie niezwiązana ani z wadliwym działaniem sprzętu, ani z jego ceną. Ba! W tym wypadku produkt został oddany w ręce posiadaczy urządzeń Apple’a całkowicie bezpłatnie! "Songs of Innocence" - trzynasty, studyjny album grupy U2 został, zupełnie bez jakiejkolwiek zapowiedzi, bezceremonialnie dodany do biblioteki kompozycji wszystkich 500 milionów posiadaczy kont w iTunes. Niezależnie, czy ci się podobała muzyka tego irlandzkiego zespołu, czy od wycia Bono wolałeś pijacką piosenkę turystyczną – nowy materiał U2 wylądował w zbiorze twoich ulubionych kompozycji.


Ten zabieg z miejsca wywołał olbrzymi hejt. Firmie dostało się za przekraczanie granicy prywatności posiadaczy iTunes, a na sam zespół wylały się przykre dość komentarze sugerujące, że ich kawałki są kiepskie i że jedyną drogą do desperackiego promowania swej muzyki jest wciskanie jej ludziom na siłę i za darmo, niczym jakiś najgorszy spam. Lider zespołu oficjalnie przeprosił za tę sytuację, natomiast Apple zmuszone zostało do wprowadzenia narzędzia umożliwiającego trwałe usunięcie niechcianego albumu z kont rozwścieczonych internautów. Niesmak jednak pozostał...