Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Nigdy nie wierzcie w "fakty" przedstawione w amerykańskich filmach "historycznych"!

89 452  
298   94  
Zabierając się do seansu filmu biograficznego, oczekujemy, że dostaniemy solidną porcję faktów i rzetelnej wiedzy. Tymczasem coraz częściej okazuje się, że taka produkcja jest niczym innym, jak fikcyjną opowiastką z niewielkimi nawiązaniami do autentycznych wydarzeń. Często wręcz mamy do czynienia z ewidentnymi kłamstwami i bezczelnym przekręcaniem historii w imię tworzenia kina zgodnego z hollywoodzkim krojem.


Pocahontas

Ckliwa historyjka wypluta z trzewi disnejowskiej machiny miała w sobie wszystko, aby poruszyć emocje widza – przygodę, dziewicze zakamarki deszczowych lasów, walecznych wojowników oraz, co najważniejsze, miłość, która łamie granice między dwoma odległymi od siebie światami. Romans pomiędzy Indianką Pocahontas a angielskim podróżnikiem Johnem Smithem od początku skazany był na porażkę. Obie grupy darzyły się przecież wzajemną nienawiścią i dopiero zdecydowany gest tytułowej bohaterki zapobiegł przelewowi krwi oraz uchronił Smitha przed śmiercią z rąk jej ojca.



Zarówno Pocahontas, jak i Smith byli prawdziwymi postaciami, jednak ich historia różniła się od tego, co ujrzeliśmy w filmie. Faktem natomiast jest to, że dziewczyna zdradziła swój lud, regularnie odwiedzając obóz Anglików i informując ich o atakach Indian. Z czasem musiała przenieść się do plemienia, które bardziej skłaniało się ku współpracy z najeźdźcą. Prawdopodobnie Pocahontas nigdy też nie miała romansu z Johnem Smithem. W chwili gdy biały przybysz dotarł na tereny współczesnej Virginii, dziewczyna liczyła sobie zaledwie 11 lat!

Z czasem przeszła na chrześcijaństwo, rzuciła swojego indiańskiego chłopaka i wzięła ślub z majętnym plantatorem tytoniu, co doprowadziło do czasowego rozejmu pomiędzy niektórymi grupami rdzennej ludności i białymi kolonistami. Pod koniec swojego życia Indianka razem ze swoim małżonkiem pojechała do Anglii, aby zbierać pieniądze na budowę kościelnej szkoły dla małoletnich, czerwonoskórych "dzikusów". Do swej ojczyzny nigdy nie wróciła. Na Starym Kontynencie zabiła ją czarna ospa.



Amadeusz

Oparty na sztuce Petera Shaffera film Milosa Formana skupia się na trudnych relacjach między dwoma kompozytorami – Wolfgangiem Amadeuszem Mozartem oraz Antonio Salierim. Ten ostatni z jednej strony podziwia swego rywala za jego geniusz, a z drugiej strony dogłębnie nim pogardza, uważając go za prostaka, chama i człowieka pozbawionego podstawowych dworskich manier.



Antonio przedstawiony jest jako zakompleksiony drań trawiony własnym jadem i skazany na wieczną samotność. Prawda jest taka, że Salieri był szczęśliwie żonaty i miał dzieci, a jego kontakt z Mozartem wyglądał znacznie lepiej, niż opowiedział to Forman. Obaj panowie współpracowali nawet ze sobą. Ich wspólnym dziełem jest “Per la Ricuperata Salute di Ofelia” - utwór na fortepian i sopran z 1785 roku.
Trudno też oczekiwać, żeby kompozytorzy prowadzili zaciekłą walkę, skoro Mozart był twórcą muzyki instrumentalnej, a Salieri specjalizował się w tworach operowych.
Zaskakujący jest jednak jeden fakt – Antonio na łożu śmierci przyznał się do… zabicia Amadeusza! Nie należy jednak brać tego wyznania na poważnie – pod koniec życia kompozytor ten cierpiał na demencję i gadał sporo głupot.

https://www.youtube.com/watch?v=cVikZ8Oe_XA
Waleczne Serce

Ten film to prawdziwa klasyka kina pompatycznego! To także jeden wielki historyczny bełkot. Przeinaczanie faktów zaczyna się tu od najbardziej podstawowych kwestii. Przede wszystkim XIII-wieczni Szkoci nie nosili kiltów! Ponadto tytułowy bohater William Wallace był człowiekiem wysoko urodzonym, a głównym powodem, dla którego stanął na czele powstania, wcale nie była chęć pomszczenia swej martwej żony, ale bunt przeciw Anglikom notorycznie wpychającym nos w wewnętrzne sprawy Szkocji.



Trzeba także wspomnieć o przedstawionym na ekranie romansie pomiędzy szkockim przywódcą a synową króla Anglii – księżniczką Izabelą. Do namiętnych spotkań między tą parą prawdopodobnie nigdy nie doszło, bo Izabela, zwana też Wilczycą z Francji, przebywała wówczas w Paryżu, a do Anglii przybyła dopiero trzy lata po śmierci Wallace’a. Miała wówczas 14 lat.
Inaczej niż przedstawił to Mel Gibson, jego bohater w rzeczywistości został stracony przez powieszenie, a następnie poćwiartowanie.



Ach, no i wypadałoby też nadmienić, że to nie William był „Walecznym Sercem”. Taki przydomek nosił Robert I Bruce – ówczesny król Szkocji, który nie popierał powstania Wallace’a. W tym czasie prawdopodobnie pertraktował ze stroną angielską. Dopiero po upadku przedstawionego w filmie zbrojnego wystąpienia koronował się (wcześniej ukatrupiwszy swego rywala do tronu) i otwarcie wystąpił przeciw Anglikom.

300

Trudno oczekiwać rzetelności po filmie opartym na komiksie, który to luźno inspirowany był historią dzielnych Spartan. Tytułowych bohaterów faktycznie były trzy setki, jednak dzięki wsparciu ze strony innych greckich miast, łączna ilość wojsk stających do walki z Persami była nieco większa. Prawdopodobnie mogło to być ok. 7 tysięcy żołnierzy.



Mimo że naoliwione sześciopaki ładnie prezentowały się w obiektywie kamery, prawdziwi Spartanie woleli poświęcić swój muskularny wizerunek na rzecz bardziej praktycznych kwestii. Nosili więc zbroje, które skutecznie osłaniały ich ciała przed bronią wroga. Oczywiście Kserkses raczej nie przypominał gigantycznego, łysego miłośnika piercingu. Perska religia zabraniała im też posiadać niewolników. O ironio – takiego problemu nie mieli Spartanie. To oni spośród wszystkich greckich polis byli największymi ciemiężcami. Ponadto wytykanie Ateńczykom sodomizowania młodych mężczyzn również jest nieco nie na miejscu, biorąc pod uwagę fakt, że kwestia homoseksualnych kontaktów w spartańskiej armii nie była nigdy tematem tabu.

Apocalypto

Drugi w zestawieniu film Mela Gibsona również zawiera kilka kardynalnych błędów. To historia grupy „dobrych” Indian, którzy trafiają do niewoli Majów - okrutnych, żądnych krwi z ludzkich ofiar sadystów. Historia rozgrywa się dosłownie w przeddzień hiszpańskiej inwazji na Jukatan.



Największym problemem z „Apocalypto” jest całkowita ignorancja Gibsona w kwestii historycznych faktów. W chwili przybycia Hiszpanów cywilizacja Majów miała swój najwspanialszy okres już dawno za sobą. Państwo cierpiało z powodu wewnętrznych wojen i politycznych przepychanek. Mimo kryzysu i zaawansowanego rozpadu imperium, jego mieszkańcy bardzo rzadko zajmowali się składaniem ofiar. No, dobra – czasem ukatrupili kogoś w ramach rytuału, ale zazwyczaj pod nóż trafiali przywódcy wrogich plemion albo zdrajcy, a nie Bogu ducha winni ufajdani błotem przedstawiciele lokalnych, pokojowo nastawionych plemion. Majom daleko było do sadystów. Znali oni pismo, tworzyli poezję. Mieli też świetnych architektów i astronomów.



Wygląda na to, że jeśli chodzi o barbarzyństwo i zew krwi, Gibsonowi pomylili się Majowie z Aztekami. Obraz masowych egzekucji przedstawiony w filmie znacznie bardziej przypomina bowiem azteckie obrzędy ofiarne ku czci boga Xiuhtecuhtli. W ten sposób żywot kończyli jeńcy wojenni. Ilość trafiających pod nóż nieszczęśników mogła wynosić nawet i 20 tysięcy rocznie!