Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Incydent w Demmin - największe masowe samobójstwo w historii Niemiec

68 611  
347   99  
Kiedy II Wojna Światowa zbliżała się ku końcowi, a wieści o barbarzyństwie sowieckich żołnierzy dotarły do niemieckich obywateli, wiele osób zaczęło rozważać sięgnięcie po jedyną, sensowną metodę uniknięcia konfrontacji z Rosjanami. Pozbawienie się życia wydawało się sensowną, bezbolesną procedurą, w porównaniu z tym, co skłonni byli zrobić z bezbronnym człowiekiem służący w Armii Czerwonej psychopaci.

W chwili, gdy losy wojny były już przesądzone selbstmord czyli samobójstwo stało się dla wielu Niemców bardzo popularną drogą ucieczki przed sprawiedliwością. Szczególnie wśród osób, które miały sporo na sumieniu. Jak wiadomo na swoje życie targnął się Adolf Hitler, ale także Joseph Goebbels, Heinrich Himmler czy chociażby Philipp Bouhler - człowiek stojący za sterami programu uśmiercania osób psychicznie chorych, cierpiących na padaczkę, czy posiadających wrodzone zaburzenia rozwojowe.
Zbrodniarze doskonale wiedzieli, jaki los ich czeka. W 1943 roku doszło bowiem do spotkania pomiędzy czołowymi przedstawicielami ZSRR, Wielkiej Brytanii, USA i Republiki Chińskiej. Jego wynikiem była tzw. Deklaracja moskiewska, w której wyraźnie zapisano plan rozprawienia się z osobami odpowiedzialnymi za zbrodnie wojenne. Po zawarciu rozejmu z Niemcami, wszystkie osoby, które maczały palce w ludobójstwie miały zostać oddelegowane do krajów, w których swych występków swych dokonali, aby tam trafić w ręce lokalnych sądów. I katów, ma się rozumieć.

Ciekawostka - według lekarza dokonującego sekcji zwłok Himmlera, jego ciało pozbawione było charakterystycznej blizny na policzku. Była to pamiątką po pojedynku, który późniejszy zbrodniarz wojenny stoczył w 1921 roku...

Podczas gdy nazistowscy zbrodniarze widzieli w samobójstwie ucieczkę przed karzącą ręką sprawiedliwości z rąk Aliantów, zwykli niemieccy obywatele coraz częściej rozważali taki "ratunek", aby uniknąć zbrodniczych praktyk żołnierzy Armii Czerwonej. Ci nagminnie mieli dopuszczać się gwałtów, tortur i morderstw. Dodatkowo, ważnym czynnikiem w podjęciu decyzji o odebraniu sobie życia była też hitlerowska propaganda. Niektórzy lojalni partii obywatele woleli się zabić niż żyć w kraju okupowanym przez wroga.
W ostatnim roku wojny przez Niemcy przeszła potężna fala samobójstw. Aby ułatwić obywatelom skuteczne pozbawienie się życia, Partia Nazistowska puściła w obieg ulotki z instrukcją „zrób to sam, szybko i bezboleśnie”. Podczas samej bitwy o Berlin w ten sposób zginęło prawie 4 tysiące osób!
Metody samobójstw były różne. Żołnierze zazwyczaj strzelali sobie w łby, albo stawiali na efekciarstwo i wysadzali się granatami. Cywile najczęściej wieszali się lub połykali kapsułki z cyjankiem. Ta ostatnia metoda była szczególnie popularna. Między innymi dlatego, że dostęp do tej trucizny był bardzo łatwy - członkowie Hitlerjugend zajmowali się jej dystrybucją. Setki takich specyfików rozdano m.in. 12 kwietnia 1945 roku, podczas ostatniego koncertu w berlińskiej filharmonii.

Tak wyglądał pojemniczek zawierający kapsułkę z cyjankiem

Przez lata temat tabu stanowiły masowe samobójstwa w Demmin. Przed wybuchem wojny to miasto było siedzibą dla członków wszelkiej maści organizacji nacjonalistycznych z różnych zakątków Niemiec, a przez cały okres wojny mieszkańcy byli wierni Hitlerowi. Kiedy w 1945 roku zaczął się zbliżać wschodni front, żołnierze rozkazali obywatelom Demmin kopać długi na 5 kilometrów rów, który to miał powstrzymać radzieckie czołgi przed wjechaniem do miasta. Kiedy jednak Rosjanie znaleźli się u samych wrót, większość członków Partii Nazistowskiej, a także i lokalnej policji dało dyla.
Obywatele miasta wiedząc, że opór nie ma sensu, powywieszali białe flagi, w tym jedną na wieży kościoła.


Zanim Armia Czerwona wkroczyła do Demmin, na spotkanie z przedstawicielami jego obrony wyszli trzej Rosjanie. Obiecali oni, że jeśli miasto niezwłocznie podda się, to darowane zostanie życie obywatelom, a radzieccy żołnierze powstrzymają się od wszelkich rozbojów. Niestety negocjacje przerwane zostały przez trzy niemieckie kule, które trafiły wysłanników i zakończyły ich żywot. Pół godziny po tym wydarzeniu z Demmin uciekły wszystkie oddziały Wehrmachtu oraz Waffen SS, na odchodne wysadzając w powietrze most na tyłach miasta. Dzięki temu zabiegowi nie tylko obecni już na terenie aglomeracji Rosjanie nie mogli tą trasą opuścić jego granice. Odcięto też jedyną drogę ucieczki dla mieszkańców.
Rozpici do nieprzytomności radzieccy żołnierze przez trzy dni gwałcili, rabowali i mordowali. Według świadków apetyt seksualny czerwonoarmistów był tak potężny, że wybierając swoje ofiary nie przejmowali się ich wiekiem. Do tego doszły także masowe egzekucje i podpalanie domów.



Po pierwszej fali tych okrucieństw, spanikowani mieszkańcy Demmin zaczęli się zabijać. Brak dostępu do dużych ilości cyjanku nie był problemem. Jedni rzucali się do rzeki, inni podcinali sobie żyły żyletkami. Matki topiły własne dzieci, a ojcowie wieszali się na drzewach.




Nie wszystkie samobójstwa zakończyły się sukcesem. Wiele osób, po zabiciu swoich najbliższych, popełniało fuszerkę podczas prób odebrania sobie życia. Wielu z nich mogło potem opowiedzieć światu o tych tragicznych wydarzeniach.

Nie nadążano z kopaniem grobów. Ponad 900 ciał złożono w zbiorowej mogile, a przez całe tygodnie rzeka wypluwała setki napuchniętych zwłok tych, którym udało się utopić. Szacuje się, że ilość osób, które pozbawiły się życia mogła przekroczyć nawet 2500!


Po wojnie zdarzenia z Demmin stały się tematem tabu. Miasto znalazło się na terenie NRD, a o zbrodniach radzieckich żołnierzy starano się zbyt głośno nie mówić. W 1989 roku stworzono specjalną kronikę, z której to wynikało, że prawdziwymi najeźdźcami nie byli Rosjanie, ale Niemcy, oczywiście przebrani za zacnych, sprawiedliwych i gardzących przemocą czerwonoarmistów.
Dopiero w połowie lat 90. przerwano ciszę. Pojawili się świadkowie, a nawet i miejski kronikarz z Demmin, którzy nie tylko opowiedzieli o wydarzeniach sprzed pół wieku, ale i udostępnili światu fotograficzną dokumentację tamtych zajść.

Źródła: 1, 2, 3, 4