Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Nie tylko strzelanki i rozwałki! Na tych grach też mógł wyrosnąć psychopata

41 390  
111   36  
To jak jest z tą przemocą w grach komputerowych? Sprawdźmy to!

Nie tylko strzelanki i rozwałki! Na tych grach też mógł wyrosnąć psychopata
Co jakiś czas podnoszony jest temat przemocy w grach komputerowych. Czasem ma miejsce jakiś incydent, który staje się punktem zapalnym do podjęcia przepełnionych emocjami dyskusji. Bardzo często są to tragiczne wydarzenia, jak na przykład strzelaniny, ataki terrorystyczne itp. Zaniepokojeni rodzice coraz częściej spoglądają z przerażeniem w stronę swoich dzieci, które całe dnie spędzają przed komputerami, rozwalając przeciwnikom głowy celnymi strzałami z karabinu snajperskiego.

Wiele osób nie ma żadnych wątpliwości: "gry komputerowe wyzwalają w nas nieodkryte dotąd pokłady agresji i sprawiają, że w każdym budzi się skrywany głęboko psychopata". Rodzice biorą więc sprawy w swoje ręce i w miarę swoich skromnych możliwości zakazują pociechom korzystania z tego typu rozrywki. Zamiast tego wciskają im nudne gry, jak na przykład The Sims czy temu podobne tytuły.

Nie tylko strzelanki i rozwałki! Na tych grach też mógł wyrosnąć psychopata

Nie stanowi to jednak wyłącznie problemu naszych czasów. Gry komputerowe stygmatyzowane były już od dawna, niemal od czasów swojego powstania. Istnieje jednak całkiem spora liczba tytułów, które nie wymagają od nas stosowania przemocy i agresji w oczywisty sposób. Bardzo często sprytne dziecko jest w stanie zaspokajać swoje najmroczniejsze żądze bez potrzeby sięgania po tytuły z krwawą jatką na głównym planie.

Dziś przygotowałem kilka takich przykładów. Gier, w których przemoc nie jest widoczna na pierwszym planie – a przynajmniej nie zawsze – lecz sprytnie zakamuflowana pod uroczą maską cukierkowatości. Będzie też kilka nieco bardziej brutalnych gier, jednak tylko takich z niestandardowym podejściem do sprawy.

#1. Black & White

Nie tylko strzelanki i rozwałki! Na tych grach też mógł wyrosnąć psychopata

Jeśli już sami regulujecie swoje rachunki, to całkiem możliwe, że tytuł ten nie jest wam obcy. Black & White to gra stworzona przez wytwórnię Lionhead Studios, a wydana przez Electronic Arts jeszcze w 2001 roku. Po czasie ukazał się dodatek do pierwszej części, a chwilę później część druga wraz z kolejnym dodatkiem.

Niektórzy uważają, że Black & White to produkcja ponadczasowa. Tytuł okazał się tak wielkim hitem, że do dzisiaj wielu graczy wraca do niego po latach, aby przypomnieć sobie, jak to jest być najprawdziwszym bogiem.

Nie tylko strzelanki i rozwałki! Na tych grach też mógł wyrosnąć psychopata

Tak właśnie – bogiem... bo na tym polega fabuła gry. Wcielamy się w boga świata przedstawionego. Naszym zadaniem jest pozyskiwanie wyznawców i tresowanie swojego Chowańca. Musimy również rywalizować z innymi bogami i przejmować ich terytoria.

Możemy to osiągnąć na dwa różne sposoby. Od samego początku gry towarzyszą nam dwaj pomocnicy: diabełek oraz aniołek. Jak zapewne się domyślacie, ich zadanie polega na podpowiadaniu nam i kierowaniu naszym zachowaniem. Aniołek za wszelką cenę stara się sprawić, abyśmy czynili dobro, natomiast diabełek namawia nas na obranie tej złej ścieżki. No i tutaj wszystko się zaczyna.

Nie tylko strzelanki i rozwałki! Na tych grach też mógł wyrosnąć psychopata

To od nas zależy, jakim bogiem będziemy. Możemy być wspaniałomyślną istotą dbającą o swoich wyznawców lub złym do szpiku bogiem dążącym do osiągnięcia własnych celów.

Jedna z mechanik gry polega na pozyskiwaniu dodatkowej boskiej energii, dzięki której czynimy tzw. cuda. Możemy składać na ołtarzu ofiarnym zwierzęta lub rośliny, dzięki czemu pozyskamy niewielką ilość energii. Możemy jednak również poświęcać swoich wyznawców, dzięki czemu nasza boska energia napełni się znacznie szybciej. Możemy rządzić na dwa różne sposoby: wzbudzając w mieszkańcach wyspy podziw oraz miłość lub wzbudzając w nich strach i posłuszeństwo.

Nie tylko strzelanki i rozwałki! Na tych grach też mógł wyrosnąć psychopata

Tak samo sprawy mają się z naszym Chowańcem. Możemy wytresować go tak, aby czynił tylko dobro i szanował oraz bronił mieszkańców naszych wiosek. Możemy jednak również zrobić to tak, aby siał spustoszenie i postrach wśród naszych wyznawców. Gra pozwala nam więc na dokarmianie małego psychopaty, który dojrzewa gdzieś w środku naszej głowy. Robi to jednak na tyle sprytnie, że nie da się tego dostrzec na pierwszy rzut oka.

#2. The Sims

Nie tylko strzelanki i rozwałki! Na tych grach też mógł wyrosnąć psychopata

The Sims błędnie może uchodzić za serię skierowaną głównie do żeńskiego grona odbiorców. Dzieje się tak pewnie dlatego, ponieważ sam tytuł może przypominać wielki, wirtualny dom dla lalek i zabawę w rodzinę.

Gra The Sims polega na kreowaniu własnych postaci i kierowaniu ich życiem. Z naszymi simami możemy robić co nam się żywnie podoba. Założenie twórców było jednak takie, abyśmy czerpali radość z rozwoju swoich postaci i układania im normalnego życia.

Nie tylko strzelanki i rozwałki! Na tych grach też mógł wyrosnąć psychopata

Do pierwszej części gry pojawiło się mnóstwo dodatków, a każdy z nich wprowadzał jakąś ekstra zawartość. Mieliśmy na przykład Wakacje, dzięki którym nasza postać mogła wyjechać gdzieś na urlop; mieliśmy Randkę, która umożliwiała umawianie się na wieczorne wyjścia; mieliśmy Zwierzaki, dzięki którym mogliśmy adoptować sobie pupila i mieliśmy Abracadabra, która wprowadzała świat czarów i magii do nudnego życia simów.

Brzmi jak świetna i niewinna zabawa, prawda? Nic z tych rzeczy! Gra The Sims wyzwalała w ludziach coś dziwnego. Na pozór spokojny i grzeczny nastolatek zmieniał się nagle w krwiożerczego sadystę, który czerpał radość z mordowania swoich postaci. Tak właśnie – mordowania! A gra pozwalała na ogromną kreatywność w tej kwestii.

Nie tylko strzelanki i rozwałki! Na tych grach też mógł wyrosnąć psychopata

Ludzie wymyślali przeróżne sposoby na uśmiercanie całych rodzin. Kilka najciekawszych postaram się tutaj przytoczyć:

- Domowy labirynt: sposób polegał na zrobieniu ogromnego labiryntu z żywopłotu dookoła domu. Cała tortura polegała na tym, że sim potrzebował kilku godzin (tych w grze), aby pokonać cały dystans. Kiedy więc wychodził rano do pracy, droga zajmowała mu tak długo, że docierał na miejsce dopiero na sam koniec zmiany, zasypiając po drodze dwa razy i raz oddając mocz. Droga powrotna polegała mniej więcej na tym samym.

- Basen śmierci: wiele osób pewnie pomyśli, że jest to absolutny klasyk. Wystarczyło sprawić naszym simom basen, zachęcić ich do wejścia do środka, a następnie usunąć drabinkę. Członkowie naszej rodziny w końcu umierali.

- Świnka morska: jest to dziwny sposób i na pewno nie sprawiał on tak wiele satysfakcji, jak pozostałe. Wystarczyło przez bardzo długi czas nie sprzątać w klatce swojego zwierzątka domowego. Kiedy następnym razem nasz sim miał wziąć świnkę na ręce i się z nią pobawić, odkładał ją szybko do klatki i umierał.

- Pożar: kolejny klasyk na naszej liście. Wystarczyło ustawić krzesło przed drzwiami i jakoś wzniecić pożar w kuchni. Simowie ginęli bardzo szybko i w ogromnych męczarniach.

- Obozy pracy: niektórzy urządzali swoim simom prawdziwy obóz pracy. Sposób polegał na stworzeniu jednego dodatkowego członka rodziny, którego zamykało się w piwnicy. Jego mieszkanie wyposażone było w sprzęty podstawowej potrzeby: lodówkę, kuchenkę, toaletę i prysznic. Posiadało jednak również sztalugi, ponieważ na tym polegało zadanie więźnia. Musiał szkolić się w malowaniu obrazów, a kiedy już osiągał poziom mistrzowski, malować obrazy hurtem. Te były następnie sprzedawane, dzięki czemu rodzina miała za co żyć.


Oczywiście istniało jeszcze dużo innych sposobów, dzięki którym gracze dręczyli swoich simów. Niektórzy prowokowali zdrady, homoseksualne związki i realizowali inne podobne scenariusze, aby zaspokoić swoje chore żądze. Cóż... każdy robił co tylko chciał, a kimże ja jestem, aby go oceniać.

#3. Postal 2

Nie tylko strzelanki i rozwałki! Na tych grach też mógł wyrosnąć psychopata

Że co? Gra Postal 2 bez oczywistej dawki chorej brutalności? Przecież ta seria to kwintesencja tego, co w grach komputerowych jest nie na miejscu. Trudno się z tym nie zgodzić. Możemy rozwalać wszystkim dookoła głowy na wiele sposobów, możemy ich podpalać, możemy bezcześcić ich zwłoki – na przykład sikając na nie – i wiele, wiele innych.

Okazuje się jednak, że ten styl gry jest... opcjonalny. Tak naprawdę możemy ukończyć całą fabułę bez oddania ani jednego strzału z pistoletu czy w ogóle zabicia kogokolwiek. Wszystkie zadania można wypełnić bez niepotrzebnego rozlewu krwi.

Weźmy na przykład takie zdobycie mleka, które pojawia się na naszej liście już na samym początku. Wystarczy, że grzecznie odczekamy swoje w kolejce i zapłacimy za nasz zakup. Nie musimy rozwalać wszystkich w sklepie – włącznie z ekspedientem – aby zdobyć karton mleka.

Nie tylko strzelanki i rozwałki! Na tych grach też mógł wyrosnąć psychopata

W dalszej części jest dokładnie tak samo. Wprawdzie czasem zadania wymuszają na nas zachowania nieakceptowalne społecznie (na przykład oddawanie moczu na grób), to jednak wciąż nie wiąże się to z zabijaniem. Widzicie więc sami, że tylko od nas zależało, jak ukończymy ten dziwny tytuł.

https://youtu.be/DN1QOAZdkns

#4. Star Wars: Knights of the old Republic

Nie tylko strzelanki i rozwałki! Na tych grach też mógł wyrosnąć psychopata

Kolejna gra na naszej liście. Tym razem jednak będzie ona nieco inna od pozostałych. Jest to seria Star Wars: Knights of the old Republic oparta na popularnej kinowej sadze.

Tytuł stawia przed nami całą serię wyborów, których musimy dokonać. Jak zapewne pamiętacie, całe Gwiezdne Wojny polegają na walce dobra ze złem (jasnej i ciemnej strony mocy). Nic więc dziwnego, że twórcy gry pozostawili odpowiednie pole manewru dla każdej osoby biorącej udział w rozgrywce.

Można być dobrym lub złym, a nasze wybory wpływają na dalszą część fabuły. Zaraz, zaraz... czy my jednak skądś tego nie znamy?

#5. Wiedźmin

Nie tylko strzelanki i rozwałki! Na tych grach też mógł wyrosnąć psychopata

Oczywiście, że znamy. Jest to rozwiązanie, które stosowane jest w coraz większej liczbie dużych tytułów. Weźmy na przykład takiego Wiedźmina. Pierwsza część odsłony nie dała nam do końca zasmakować w całym morzu wyborów i konsekwencjach, jakie za sobą ciągnęły.

W części drugiej było to już jednak o wiele bardziej odczuwalne. Twórcy najlepiej zrobili to jednak dopiero w trzeciej odsłonie serii. Tam cały ten system jest tak mocno zaawansowany, że producent musiał przewidzieć kilka możliwych zakończeń, o których decydowaliśmy przez cały czas naszej rozgrywki.

Wpływały na to nawet najbardziej z pozoru błahe wybory, jakie podejmowaliśmy w trakcie naszej przygody. W wielu przypadkach mogliśmy dać upust swojemu gniewowi i zmasakrować wszystkich wieśniaków zamieszkujących okolicę, bo próbowali oszukać kolegę po fachu. Podobnych sytuacji w grze jest naprawdę wiele i nie zawiedzie się ten, komu narobiłem smaku tymi pochwałami.

#6. Seria GTA

Nie tylko strzelanki i rozwałki! Na tych grach też mógł wyrosnąć psychopata

Ta propozycja będzie już nieco bardziej naciągana - wybaczcie. Wszystkie odsłony serii GTA polegają przecież na kierowaniu poczynaniami bandziorów i gangsterów. To normalne, że muszą oni zabijać i siać spustoszenie dookoła siebie. Ktoś kiedyś próbował nawet przejść grę bez łamania prawa i robił to z każdą odsłoną serii (Bartek Sitek dla Polsat Games). Niestety za każdym razem w pewnym momencie trafiał na misję z głównego wątku fabularnego, która nakazywała mu zabicie kogoś. Tego muru nie dało się już przeskoczyć i trzeba było kończyć wyzwanie.

Spójrzmy na to jednak z innej strony. Grę można było ukończyć załatwiając swoje gangsterskie interesy, jednak pozostawiając je w gangsterskim świecie. Nie musiały one dotyczyć normalnych ludzi i wcale nie musieli oni na tym cierpieć.

Nie tylko strzelanki i rozwałki! Na tych grach też mógł wyrosnąć psychopata

Grę można było ukończyć jednak w zupełnie inny sposób. Wystarczyło dać upust wyobraźni i wybrać się na przykład na przejażdżkę czołgiem po ulicach miasta. Maszyna pozwalała nam strzelać do wszystkiego co się rusza i siać postrach wśród okolicznych mieszkańców. Mogliśmy również zabijać niemal każdego, kto stawał nam na drodze i tylko od nas zależało, czy decydowaliśmy się to robić, czy też nie.

#7. Bonus: Tamagotchi

Nie tylko strzelanki i rozwałki! Na tych grach też mógł wyrosnąć psychopata

Wszyscy pewnie dobrze kojarzycie wirtualne zwierzątka, na które moda przyszła gdzieś w połowie lat 90. ubiegłego wieku. Boom na nie był tak ogromny, że w wielu szkołach wprowadzono zakaz używania podobnych urządzeń na lekcjach. Cała zabawa polegała jednak na dbaniu o swojego zwierzaka i zaspokajaniu wszystkich jego bieżących potrzeb. Nie mogliśmy robić sobie ośmiogodzinnych przerw.

Zabawki z założenia były czymś dobrym. Miały one uczyć młodych ludzi odpowiedzialności i robiły to we w miarę nieszkodliwy sposób. Jeśli dziecko prosiło na przykład rodzica o psa, ten mógł najpierw przetestować swoją latorośl i podarować mu wirtualne zwierzątko.

Tamagotchi można było jednak traktować zupełnie inaczej. Pomyślicie pewnie, że głodzony stworek szybko wyzionąłby ducha. Otóż nic bardziej mylnego. Wystarczyło zapewniać mu minimalną ilość uwagi oraz pożywienia, aby ten nie odszedł ze swojego wirtualnego świata. Czuł się jednak bardzo źle i cały czas przypominał nam o sobie. Taki mały psychopata mógł więc czerpać z tego radość i karmić się cierpieniem swojego towarzysza.

Z drugiej strony lepiej jednak, jeśli takie dziecko robiło to z wirtualnym stworzeniem, niż miałoby to robić z żywym psem, kotem czy chomikiem.

Nie tylko strzelanki i rozwałki! Na tych grach też mógł wyrosnąć psychopata

Na koniec warto dodać, że naukowcy niejednokrotnie dowiedli już, że granie w brutalne gry komputerowe nie wpływa w negatywny sposób na rozwój dziecka. Nie staje się ono krwiożerczą bestią, której w pewnym momencie coś odbije i zrobi masakrę w swojej podstawówce. Nic z tych rzeczy. Zdecydowana większość graczy siedzi w brutalnych tytułach, korzysta z nich do granic możliwości, jednak potrafi przy tym odróżnić rzeczywistość wirtualną od tej prawdziwej.