Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Jak to jest na licytacjach komorniczych, czyli kupujemy to, co komornik sprzedaje II

54 888  
224   116  
Ponieważ zainteresowanie pierwszą częścią było naprawdę duże, to zgodnie z obietnicą coś więcej o tym, jak sprawa wygląda na samych aukcjach.

Aukcje komornicze - Joe Monster
Najpierw obalę kilka urban legend. O ile czasami właściciel straszy psami czy wzywa policję (ogólnie bardzo rzadkie akcje), to nie spotkałem się przez te lata, żeby mnie straszył konkurent na licytacji.

Sporo osób pytało o nieruchomości. Byłem na kilku dosłownie licytacjach. Nikt się nawet nie chciał dogadywać, odbyły się w normalnym trybie. Nikt mnie nie chciał zabić, pobić, urwać lusterka i przebić opony. Nie kupiłem nic, bo limit moich cen został przekroczony. Mam znajomego, który tak kupił już 8 mieszkań i też jakoś nie miał żadnych problemów (i żyje).


Dogadywanie się...

#1.
Akcja w firmie przetwarzającej metale (obrabiarki CNC, tokarki etc.). Zainteresowanych 13 osób. Oczywiście znalazł się „majster”, co chce się dogadać. Bez pytania mnie wybrali „skarbnikiem” i ja trzymałem kasę (do dzisiaj nie wiem dlaczego, może mi dobrze z oczu patrzy). Zanim się dogadali, komornik (a raczej asesor, bardzo rzadko komornik jest osobiście) wylicytował jedną maszynę i powiedział, że koniec licytacji, bo to wystarczy na spłatę długu. I teraz tak, nadmiar kasy idzie do dłużnika. Ale „majster” mówi w dupie, nie kupuj (do tego, co wylicytował). Ponieważ nie było wadium, powtórzono licytację, już po dogadaniu się „kupujących”. Jako skarbnik miałem w sumie ponad 6 tysięcy. I 8 łbów do podziału (pozostali kupili jakieś maszyny). Wyszło około 800 zł na głowę i pojechałem do domu.
Najgorzej wyszedł na tym dłużnik, bo zostałyby mu i maszyny, i jeszcze reszta z pierwszej licytacji. No cóż, ja nie miałem na to wpływu, szkoda gościa.

#2.
Akcja w piekarni na południu Polski. Sporo złomu, a ja 500 km od domu. Do kupienia fajna maszyna, warta 6-7 tysięcy. Wywoławcza 2 tys. zł. Chcemy się dogadać. Jest nas ośmiu. Jeden się wyłamuje (często tak jest). W sumie miał dać koło 2,5 tysiąca. Sumarycznie wyszłaby go maszyna 4,5 tysiąca. Podbili mu do 7,2 tysiąca. Po co? Nikt nie wie, ale postawił na swoim i przepłacił.
Na szczęście kupiliśmy maszynę za 1200, którą sprzedaliśmy za 2 tysiące. I jedną maszynę poza licytacją (komornik tego nie zajął i dogadaliśmy się z byłymi pracownikami – czyli wierzycielami). Tak czasami bywa, jak jest wierzyciel, a sprzęt nie jest zajęty, to można po licytacji się dogadać i za bardzo dobre pieniądze kupić od wierzyciela. Więc wyjazd jako tako się opłacił, choć szału nie ma, biorąc poprawkę na odległość (w sumie 1000 km) i nocleg. Ale lepszy rydz niż wracać na pusto. A zdarza się.

#3.
Akcja: Urząd Skarbowy. I tu nadmienię, że na zwykłych komorniczych wystarczy być samemu i kupić po cenie wywoławczej (jak nie ma innych chętnych), tak w US muszą być minimum dwie osoby. Nieważne, że ta druga nie zalicytuje. Do kupienia Audi A8. Teraz ja bardzo chcę je mieć. Drogo nie wychodzi, kilkunastu dzieli się po 150 zł na głowę ode mnie. Jedyny raz, kiedy ja zapłaciłem, przez tyle lat.

Licytujemy do bólu


Akcja: przebijamy samych siebie.
Jedna z moich najfajniejszych licytacji (w sensie śmiechu, bo nic prawie nie kupiłem). Licytacja dużej firmy budowlanej. Koparki, spycharki, ciężarówki, elektronarzędzia itd. Licytujących grubo ponad 100 osób. Pewien pan tak był napalony na kilka przedmiotów, że dwa razy sam siebie przebił. I oczywiście ta cena była aktualna i za tyle musiał kupić. Na tego typu licytacjach ceny są z dupy wzięte, bo emocje biorą górę. Tam na handel nic się kupi, a i dla siebie drogo.

To może nie tyle najciekawsze akcje, ale pokazują pewne schematy działania na nich


Wbrew pozorom, licytacje są nieprzewidywalne. Co to znaczy? Są wystawione takie czy inne rzeczy i myślę sobie, będzie dużo chętnych. Okazuje się, że jestem sam albo jest nas dwóch (co ułatwia zdecydowanie dogadanie się).
Działa to też w drugą stronę. Jakiś tam chłam, ale może coś się zarobi na waciki, a tu... kilkanaście osób. Kompletnie żadnej zasady nie ma i mimo że tyle lat jeżdżę, bywam zadziwiony ponownie (a powinienem się już przyzwyczaić).

Co do sprzedaży przez komornika rzeczy nie będących własnością dłużnika

Mnie jako kupującego to nie interesuje, odpowiada za to komornik, a wręcz sąd, bo on wydał zgodę na zajęcie ruchomości (czy tam nieruchomości).

Jeden z takich ciekawszych zakupów. Zakład optyczny. Do licytacji autorefraktometr (tak, zanim pojechałem na licytację, też nie wiedziałem co to jest, polecam Google) dobrej firmy, cena ok. 3 tysiące. Cztery osoby na licytacji. Okazało się, że oni na laptopa i jakieś pierdoły. Autorefraktometr kupiłem ja, po cenie wywoławczej. W tym momencie właściciel mówi, że to nie jego i JA będę go oddawał. Oczywiście zapłaciłem komornikowi, wziąłem fakturę i sobie poszedłem. Według prawa przy tej sprzedaży osoby trzecie nie mają już praw do towaru, więc jak komornik zajął nielegalnie, to on za to odpowiada, towar jest mój, bez obciążeń.

Autorefraktometr poszedł następnego dnia za 6,5 tysiąca. Więc udana transakcja.

Taka heheszka jeszcze, od wspólnika. Kupił TV, a pani powiedziała, że TV jest na raty kupiony, skoro go zabrał, to on ma spłacić pozostałe.

Nie wiem, co jeszcze chcielibyście wiedzieć, czy opisać inne historie, o tym, co kupiłem lub nie, czy też napisać bardziej szczegółowo, jak to wszystko wygląda.

Mam nadzieję, że nie zanudziłem tym razem. Proszę pytać, odpowiem, o ile znam odpowiedź.

Oglądany: 54888x | Komentarzy: 116 | Okejek: 224 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało