Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Podniecone waginy, martwe dzi#ki i nutka pedofilii - te obrazy, mimo wielu lat na karku, nadal potrafią wywołać kontrowersje!

70 209  
252   22  
Kije w zadkach niektórych osób straciły na swej elastyczności. Do tego stopnia, że wystarczy niewinne „dzieło sztuki”, aby bez trudu doprowadzić do eskalującego skandalu. Dość słaba prowokacja, w której Matka Boska otoczona została tęczową poświatą, a także powstałe ponad cztery dekady temu zdjęcia kobiet jedzących banany doprowadziły ostatnio do zawałowego wręcz rozjuszenia znawców sztuki.

Korzystając z aury dogasającej burzy proponujemy wam zapoznanie się z pięcioma klasycznymi już obrazami, które dziś, na naszym podwórku mogłyby sprawić, że pikawa w piersi niejednego zacietrzewionego wrażliwca dostałaby silnego, i prawdopodobnie ostatniego, skurczu.

„Pochodzenie świata” Gustave’a Courbeta

Gustave Courbet był żyjącym w XIX wieku francuskim przedstawicielem malarskiego realizmu. Najbardziej znanym obrazem tego artysty jest bez wątpienia „Pochodzenie świata”. Mistrz pędzla przedstawił scenę, którą można by spokojnie nazwać „Odpoczynek emerytowanej aktorki porno zaraz po ustanowieniu światowego rekordu w największej ilości odbytych stosunków naraz”. Obraz powstał w 1866 roku na zamówienie pewnego tureckiego bogacza, który w ten sposób zapragnął przedstawić swoją kochankę. To niewielkie płótno zawisło potem w małym pomieszczeniu bez okien, tak aby tylko on mógł sobie na nie patrzeć.



Jeśli ktoś uważa, że doszukiwanie się erotyzmu w tym obrazie jest emmm… szukaniem dziury w całym, to pragniemy zauważyć, że „tematyka” tego malunku została już dawno przeanalizowana. Dość gruntownie. Modelka, która pozowała Coubertowi musiała być mocno podniecona seksualnie. Świadczy o tym sterczący sutek i zaczerwienione wargi sromowe.
Nie tak dawno o obrazie Courbeta świat ponownie sobie przypomniał. Pewien miłośnik sztuki pozwał władze Facebooka po tym, jak skasowano mu konto za udostępnienie na prywatnym profilu wspomnianego dzieła sztuki...

„Maja naga” Francisco Goi

W czasach, gdy swe obrazy tworzył hiszpański malarz Francisco Goya, czyli na przełomie XVIII i XIX wieku, w dalszym ciągu działała inkwizycja i to jej „funkcjonariusze” mieli w zwyczaju decydować o tym, co jest sztuką, a co zasługuje na potępienie. Dlatego też artysta musiał mieć dość twarde cojones, podejmując się zadania namalowania jednego z pierwszych w Hiszpanii kobiecych aktów, w których nagość nie jest ani metaforą, ani w żaden sposób nie nawiązuje do chrześcijańskiej czy chociażby klasycznej ikonografii.


Aby uniknąć skandalu, Goya stworzył jeszcze jeden malunek, w którym swoją modelkę sportretował w identycznej pozie, ale tym razem – z szatami zasłaniającymi jej ciało. To bardziej przyzwoite płótno aż do XX wieku zasłaniało też obraz kobiety bez ciuszków.


„Wenus z lustrem” Diega Velazqueza

Ponad sto lat przed wybrykiem Goi inny hiszpański malarz Diego Velazquez zadarł z inkwizycją, tworząc obraz pt. „Wenus z lustrem”. Artysta mógł się jednak częściowo wytłumaczyć swoją inspiracją antycznymi rzeźbami oraz, co już sam tytuł jego pracy mówi – przedstawieniem mitologicznej postaci antycznej bogini miłości. Dodatkowo Velazquez mógł sobie pozwolić na takie bezeceństwa, bo jak by nie patrzeć – był nadwornym malarzem króla Filipa IV.
Co zaskakujące jednak, to nie inkwizycyjne łby zapragnęły zniszczyć płótno, ale XX-wieczne… feministki. A konkretnie – związany z pierwszą falą feminizmu, działający w Wielkiej Brytanii i w USA ruch sufrażystek. Z tymi paniami lepiej było nie zadzierać. W swoich szeregach miały bowiem one radykalne bojówki przedstawicielek płci pięknej, które to w walce o równouprawnienie nie wahały się chwytać dość ekstremalnych metod.


I tak też obraz „Wenus z lustrem”, z racji na swój „seksistowski” charakter, stał się celem ataku wściekłych pań. W 1914 roku do londyńskiego muzeum, w którym to znajduje się obraz, wkroczyła niejaka Marry Richardson, która siedmioma celnymi ciosami zniszczyła Wenus jej kształtny zadek. Zreperowane płótno wróciło na widok publiczny dopiero pół wieku później. Po latach głos zabrała też sama sufrażystka, która wyznała, że nie mogła znieść widoku mężczyzn spędzających długie godziny na nieobyczajnym gapieniu się na tyłek przedstawionej na obrazie modelki.


„Lekcja gitary” Balthusa

Balthus to pseudonim artystyczny Balthasara Kłossowskiego de Roli – paryskiego malarza-realisty o polskim pochodzeniu. Już w momencie premiery swojej pierwszej wystawy artysta wzbudził ogromne kontrowersje. Okazało się, że oprócz niewątpliwego talentu ma on też dziwną skłonność do portretowania małoletnich dziewczynek w dość wyzywających pozach. Autor bronił się wprawdzie, że w ten sposób pragnął nawiązać do dziecięcej niewinności i typowego dla dzieciaków radosnego braku przestrzegania społecznych norm, ale nie da się ukryć, że ta podejrzana fascynacja Balthusa jest dość niepokojąca.


Najbardziej szokującym dziełem Kłossowskiego jest oczywiście „Lekcja gitary”, w której to widzimy dość rozchełstaną nauczycielkę „grającą” na swojej wyraźnie nieletniej uczennicy. Obraz ten wywołał taki skandal, że od 1977 roku krąży on po muzeach oraz zmienia właścicieli. Żaden z nich nie waży się go jednak oficjalnie wystawiać na pokaz.

„Śmierć Marii” Caravaggia

W XIII wieku pewien włoski dominikanin zebrał opowiastki dotyczące chrześcijańskich świętych, dodał od siebie kilka bajek, całość spisał i puścił w obieg jako „Złotą legendę”. To tam znalazła się historia o śmierci matki Jezusa i cudzie, podczas którego przy łożu umierającej zmaterializować się mieli wszyscy apostołowie. Trzysta lat później tę przedstawioną na płótnie scenę zapragnęli posiadać karmelici bosi – zakonnicy, którzy właśnie wprowadzali się do ofiarowanego im przez papieża Klemensa VIII kościoła Santa Maria della Scala in Trastevere. Braciszkowie zwrócili się więc do ówczesnego mistrza barokowego malarstwa – Caravaggia. Ten wykonał kawał dobrej roboty – obraz jest bardzo realistyczny. Tak bardzo, że zakonnicy ciężko się obrazili i odmówili zapłaty za tę pracę.


Maria została przedstawiona bowiem jako zwykła, uboga kobieta, która po długiej chorobie zmarła na prostym, drewnianym łożu. Nie tak śmierć Matki Boskiej wyobrażali sobie oburzeni karmelici. Ci zapewne spodziewali się fajerwerków, zastępów tłustych kupidynów i jednorożca na rykowisku. W zamian dostali zwłoki schorowanej dziwki. Tak, właśnie – dziwki. Z czasem okazało się bowiem, że Caravaggio poprosił o pozowanie do obrazu pewną prostytutkę, którą to prawdopodobnie sam czasem też obracał.
Odrzucone przez zakonników dzieło znalazło innego nabywcę - płótno nabył Wincenty I Gonzaga, książę Mantui. Przez jakiś czas wisiało ono w jego rezydencji, później sprzedane zostało angielskiemu królowi Karolowi I, a z czasem trafiło do rąk samego Ludwika XIV.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6

Oglądany: 70209x | Komentarzy: 22 | Okejek: 252 osób