Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Dawno, dawno temu, w odległym PRL-u... - fascynująca historia polskich nielicencjonowanych zabawek "Star Wars"

59 130  
198   43  
Miałem jakieś 6 lat, kiedy po raz pierwszy w moje ręce trafił niepozorny, gumowy ludzik. Tandetny, śmierdzący gumą Darth Vader i inne figurki ze świata "Star Warsów" szybko podbiły serca osiedlowej gówniarzerii. Okazuje się, że zabawki, o których mowa, to prawdziwy temat rzeka dla Jakuba Turkiewicza – człowieka, który poświęcił sporo czasu na zbadanie historii tego starwarsowego fenomenu.


Powiem Ci, że gumowe figurki z "Gwiezdnych wojen" to jedno z moich pierwszych, zabawkarskich wspomnień. Pamiętam, że już wtedy wydawały mi się kosmicznie wręcz tandetne (szczególnie te zrobione z jednego odlewu). Guma szybko parciała i stawała się krucha. W efekcie większość figurek np. Dartha Vadera szybko traciła miecz, który się po prostu łamał. Czy możesz powiedzieć skąd na naszym PRL-owskim podwórku w ogóle wzięły się te zabawki?

Myślę, że musiałeś pechowo trafić na jakieś wyjątkowo kiepskie egzemplarze, bo całkiem sporo takich figurek dotrwało do dziś i tworzywo trzyma się całkiem nieźle. Największy problem jest z farbą, która się ściera, ale to raczej z tego powodu, że większość ludzików przeżyła wiele przygód przewijając się przez dłonie dzieci, które bawiły się nimi w najrozmaitszych warunkach, także w piaskownicy lub w wodzie.


Han Solo z najstarszej serii polskich figurek (źródło: http://www.starwarsy.pl)

Nie twierdzę jednak, że guma zawsze była przyzwoitej jakości, bo figurki powstawały w czasach, kiedy producenci stosowali takie materiały, jakie akurat mieli pod ręką, stąd też różnorodność wzorów polskich zabawek. Produkcja tych przedmiotów odbywała się w przeważającej mierze w latach osiemdziesiątych, a więc przed przemianami ustrojowymi i urynkowieniem gospodarki. Prywatni przedsiębiorcy nie byli wówczas dobrze traktowani przez władzę, bo istnienie prywatnego biznesu kłóciło się z głoszoną oficjalnie ideologią, ale z drugiej strony państwo nie mogło pozwolić sobie na całkowitą likwidację tzw. prywaciarzy, ponieważ państwowe przedsiębiorstwa nie były w stanie pokryć zapotrzebowania rynku nawet na podstawowe produkty. Tolerowano więc istnienie niewielkich prywatnych firm, ale ich właścicieli często nękano różnego rodzaju podatkami, domiarami, kontrolami i innymi szykanami, utrudniając także dostęp do surowców, niezbędnych aby przedsiębiorstwa te mogły funkcjonować.

W ten sposób, mimochodem, wymuszano kreatywność. Znane są mi np. przypadki, kiedy zabawki wytwarzano z przetopionych produktów, jakie za niewygórowaną cenę można było wówczas nabyć w sklepach. Kupowano między innymi plastikowe wanienki dla niemowląt, cięto je i topiono, a później powstawały z nich np. zabawkowe karabiny maszynowe. Tak samo było z figurkami Star Wars. Trafia się ten sam model postaci wykonany z plastiku albo z miękkiej lub twardej gumy o rozmaitych właściwościach. Zdarzają się zabawki, które wyszły z tej samej matrycy, a mają rozmaite rozmiary z uwagi na właściwości materiału, który różnie się kurczył podczas studzenia.

Szał na figurki z filmowymi postaciami zaczął się jednak nieco wcześniej w USA, gdzie jeszcze w latach 70. rozpoczęto produkcję zabawek firmy Kenner. I to właśnie one posłużyły polskim producentom za „wzór”...

Figurki Star Wars, jakie pojawiły się na naszym rynku, nie były produktem licencjonowanym. Zabawki te to znacznie gorszej jakości kopie oryginalnych zabawek z Gwiezdnych wojen, które po zachodniej stronie „żelaznej kurtyny” produkowała wspomniana firma Kenner. Oryginalnych (amerykańskich) wzorów było około stu, a produkowano je w latach 1977-1986.


Oryginalny Chebacca Kennera (1977) oraz jego polski "klon"

Wszystkie figurki Star Wars sprzedawane w naszych sklepach wykonano kopiując istniejące figurki Kennera. Skopiowano 32 z dostępnych na zachodzie modeli, przy czym zabawki te produkowane były w Polsce przez co najmniej siedem różnych firm, z których każda wypuściła krótszą lub dłuższą serię.

Niektóre z wzorów powtarzały się w ofercie różnych producentów, a że różniły się od siebie znacznie jakością wykonania, mówimy dzisiaj o 63 polskich wzorach. Na przykład jedna kennerowska księżniczka Leia stała się protoplastką aż trzech różnych polskich księżniczek – pewna polska firma produkowała księżniczkę z tworzywa sztucznego i wyposażyła ją w ruchome kończyny, druga oferowała Leię wykonaną z gumy, również posiadającą ruchome kończyny, tyle że pomylone (miała ramiona od pilota maszyny kroczącej), a trzecia firma wykonała całkowicie nieruchomy odlew oryginalnej księżniczki.


Czasem wystarczyło zmienić tylko kolor, aby figurka stała się zupełnie inna postacią... (źródło: http://www.starwarsy.pl)

Wszystkie te figurki wyszły z matryc wykonanych na bazie wzorów, jakimi były oryginalne zabawki firmy Kenner. Można zastanawiać się, skąd te oryginalne zabawki się w Polsce wzięły. W latach osiemdziesiątych sprowadzenie jakiegoś produktu z zachodu nie wymagało aż tak skomplikowanych zabiegów jak we wcześniejszych dekadach, ponieważ istniało przyzwolenie na prywatny ruch turystyczny, choć obwarowany szeregiem ograniczających jego skalę przepisów. Główną przeszkodę stanowiła różnica w zarobkach po obu stronach granicy, zakup pięciu figurek mógł pochłonąć całe miesięczne wynagrodzenie przeciętnego Kowalskiego.

Z tego co wiem, to przeprowadziłeś dość wnikliwe śledztwo dotyczące polskich gwiezdnowojennych podróbek. Najbardziej rozpowszechnione figurki produkowane były w Gdańsku i miały ruchome ręce i nogi. Z tymi kończynami, jak już wspomniałeś, był jednak pewien problem.

Bardzo często rozmaite nowinki popkulturowe z zachodu trafiały do Polski przez miasta portowe, takie jak właśnie Gdańsk – gdzie wytwarzano najpopularniejszą i najlepiej dziś pamiętaną serię figurek Star Wars. Wcześniej w Gdańsku pojawiały się pierwsze kluby rockandrollowe, trafiały tam pierwsze zagraniczne płyty, kasety video czy czasopisma takie jak „Bravo”. Kultura popularna przenikała po kropelce także za sprawą lotnisk oraz zwyczajnie przez granice. Co ciekawe, polskie brzydkie figurki Star Wars były sprzedawane między innymi na bazarach w miejscowościach przygranicznych i stamtąd w niewielkiej ilości trafiły do NRD i wreszcie do innych krajów, w tym zachodnich, a zatem nie tylko importowaliśmy rozmaite gwiezdnowojenne produkty, ale niewielką ilość także z Polski jeszcze w okresie PRL-u „wyeksportowano”.

Seria gdańska obejmuje 20 wzorów. Ich jakość pozostawiała sporo do życzenia, głównie dlatego, że wykonane były przeważnie z gumy. Ciekawostkę stanowi fakt, że do ich produkcji wykonano 20 matryc służących odlewaniu tułowi oraz tylko trzy matryce do odlewania kończyn. Musiała być to spora oszczędność materiału i pracy, ale efekt jest taki, że swoje oryginalne kończyny w tej serii zachowały tylko postaci Biker Scouta, Death Star Gunnera. Większość pozostałych ludzików wyposażano w ręce i nogi Skauta, kilka miało kończyny Gunnera. ATAT Driver oddał swoje narządy ruchu dwojgu postaci, w tym księżniczce.






źródło: http://www.starwarsy.pl

Kończyny figurek mocowano za pomocą wnikającego w korpus elementu, który przytwierdzony był na stałe do kończyny. Początkowo element ten miał kształt stożka, ale słabo spełniał swe zadanie i dlatego zastąpiono go w pewnym momencie kulką. Ramiona i nogi wyposażone w stożek wypadały z korpusu podczas zabawy. Właśnie po kształcie tego fragmentu figurki można dziś rozpoznać jej wiek. Figurki te produkowano od roku 1985, a zmiana kształtu złącza nastąpiła mniej więcej dwa, trzy lata później. Kolekcjonerzy najbardziej cenią sobie egzemplarze sprzed zmiany i nazywają je pierwszą serią.

Z tego, co się dowiedziałem, dziś wśród kolekcjonerów szczególnym rarytasem są ludziki wraz z oryginalnymi opakowaniami.

Figurki produkowane w Gdańsku sprzedawano niekiedy luzem, ale częściej pakowano je na tzw. blistrach, imitujących oryginalne opakowania. Chodzi tu o tekturkę z obrazkiem, do której przytwierdzano przezroczysty bąbel z delikatnego tworzywa. W wersji firmy Kenner bąbel ten był starannie przyklejony, w wersji polskiej przypinano go po prostu dwiema zszywkami u dołu i góry. Tekturka też znacznie różniła się jakością – te oryginalne były solidne i ozdobione zdjęciami przedstawiającymi bohaterów filmu, na polskich widniała niezbyt finezyjnie wykonana grafika przedstawiająca statek kosmiczny.
Polscy użytkownicy tych figurek – a były to głównie dzieci – nie postrzegali tego opakowania jako czegoś wartościowego, więc zazwyczaj po wyjęciu figurki blistry trafiały do kosza i dlatego dzisiaj bardzo trudno taką pamiątkę odnaleźć.


A tak wyglądała seria "pakowana" w specjalne płaszcze (źródło: http://www.starwarsy.pl)

Co ciekawe, co najmniej 30 sztuk nigdy nie odpakowanych polskich figurek z Gdańska zachowało się w kolekcjach zagranicznych zbieraczy, a to za sprawą pewnego przedsiębiorczego nowojorczyka. Niejaki Issac Levarek, który prowadził w Nowym Jorku sklep z zabawkami, wybrał się w połowie lat osiemdziesiątych na wycieczkę po krajach Europy Wschodniej i odwiedził między innymi Polskę i Węgry. Trafił także do Turcji, gdzie również produkowano podróbki oryginalnych ludzików. We wszystkich tych krajach kupił pewną ilość zabawek, które oferował później w swoim sklepie. Były wśród nich figurki z Gdańska na blistrach. W Ameryce nie kupowały ich dzieci, lecz kolekcjonerzy, i dlatego ludziki te pozostają po dziś dzień zapakowane.

Poszukując informacji o zjawisku Star Wars w okresie PRL-u, trafiłem na wydawane jeszcze w czasach przedinternetowych czasopismo dla kolekcjonerów „Toy Shop”. Ukazało się ono w 1995 roku i oferowano w nim już wówczas kilka polskich figurek, w tym te wciąż jeszcze zapakowane. Dzisiaj najlepiej szukać ich na portalach aukcyjnych, ale kiedy już się trafią, wybucha zazwyczaj o nie ostra walka na oferty, co kończy się astronomicznymi jak na takie „zwyczajne” produkty cenami.

Jak już wspomniałeś - zabawki produkowane w Gdańsku były wykonywane z odlewów oryginalnych figurek Kennera. Wygląda też na to, że doczekaliśmy się także upiornie tandetnych wersji, które były podróbkami podróbek. Mowa o tych najpodlejszych, najtańszych, nieruchomych ludzikach...

Tak. Obok gdańskiej istnieje jeszcze jedna długa seria figurek, której producenta niestety nie udało się do tej pory zidentyfikować, a wszystko dlatego, że ludziki te były sprzedawane luzem, bez opakowań czy jakiejkolwiek pieczątki lub metki. W jej skład wchodzi 27 wzorów postaci, z czego 17 jest odlewem całych zagranicznych figurek – a zatem mają odpowiednie kończyny, a 10 to już odlewy zabawek z Gdańska, co poznajemy po tym, że wyposażone są one w ramiona i nogi pomylone dokładnie tak samo, jak w omówionej wcześniej serii. Figurki te są jednolitymi odlewami, nie posiadają żadnych punktów ruchu. Producent poszedł na łatwiznę.


Od lewej: Luke Skywalker Pilot firmy Kenner, polska podróbka z Gdańska z kończynami Scouta i wreszcie nieruchomy odlew, również z członkami Scouta. (źródło: http://www.starwarsy.pl)

Znajdowane dzisiaj egzemplarze bywają niekiedy zmodyfikowane przez ówczesnych użytkowników - dzieci obcinały niekiedy te kończyny, a później przypinały je z powrotem szpilkami lub jakimi małymi gwoździkami, żeby upodobnić je do oryginałów, które były ruchome. Efekty tych zabiegów nie są szczególnie udane, ale pokazują pewien sposób myślenia o tym, jak zdaniem mieszkańców PRL-u powinna wyglądać rzeczywistość. Były to swego rodzaju próby przywrócenia pierwotnego porządku.

Chciałbym się też czegoś dowiedzieć o łódzkich "starwarsach". Mieszkam w tym mieście od wczesnego dzieciństwa i pamiętam pewną sytuację z przedszkola. Mieliśmy w grupie takiego chłopczyka, który chwalił się, że jego tata pracuje w fabryce tych zabawek. Dzieciak czasem przynosił kilka figurek i dawał je najbliższym kumplom. Ja do nich się akurat zaliczałem i zostałem obdarowany naprawdę fajnym, gumowym ludzikiem z ruchomymi kończynami. Z tego co wyczytałem na Twojej stronie, w Łodzi produkowano ich tylko cztery rodzaje. Ja tymczasem dostałem od mojego kolegi zupełnie inną figurkę - AT-AT Commandera. Była bardzo dobrze wykonana w porównaniu do innych zabawek z mojej kolekcji. Potem, będąc już w podstawówce, wysadziłem sukinkota petardą draskową. Gdybym tylko wiedział, ile te figurki będą kiedyś warte...


Trudno ocenić prawdomówność Twojego kolegi. Bezspornym faktem jest, że przedsiębiorstwo „Wytwórczość różna” z Łodzi wypuściło na rynek tylko cztery wzory: Gamorreańskiego Strażnika (świnka z pałacu Jabby), Yodę, Ree Yeesa i kierowcę maszyny kroczącej – At-At Drivera. Zabawki te były bardzo dobrej - jak na ówczesne polskie warunki - jakości. Wykonano je z dość twardego plastiku, wyposażono w odpowiednie miniaturki broni oraz pakowano w foliowe woreczki. Dzisiaj seria ta cieszy się wśród kolekcjonerów sporym zainteresowaniem, zwłaszcza Ree Yees, jako egzemplarz dość rzadko spotykany, jawi się jako niezwykle pożądany biały kruk. Nie byłoby rozsądnie wysadzać go w powietrze.


Łódzkie "starwarsy" (źródło: http://www.starwarsy.pl)

Postać, o której mówisz, zwana jest też generałem Veersem, czyli dowódcą jednej z maszyn kroczących, które atakowały bazę rebeliantów na śnieżnej planecie Hoth. W polskim wydaniu pojawiła się ona w ofercie firmy z Gdańska – w wersji z ruchomymi ramionami, przynależnymi oryginalnie Scoutowi (kierowcy leśnych śmigaczy z Powrotu Jedi), oraz w serii nieruchomej – z właściwymi kończynami. Nigdy nie trafiłem na żaden egzemplarz pochodzący z Łodzi, nie znalazłem też na ten temat informacji w żadnym ze źródeł. Być może kolega, obok produktów wytwarzanych przez rodziców, przyniósł do przedszkola oryginalną zabawkę, która z jakichś przyczyn nie posłużyła ostatecznie za wzór dla produkowanych w Łodzi kopii?

Powiedz, czy zachowały się gdzieś jakieś matryce służące do wykonywania odlewów?

Owszem. Wiadomo na pewno, że zachowały się matryce, z których wychodziły figurki z gdańskiej serii. Trudno jednak dzisiaj byłoby zdobyć choć jedną z nich, gdyż rozsiane są po całym świecie. Znam kolekcjonerów z Niemiec, Anglii, USA, Danii, a nawet Singapuru, z których każdy posiada jeden egzemplarz. Mój kolega, autor świetnej książki – albumu „Far far Away: a Guide to Unlicensed Vintage Polish Star Wars Figures”, Jakub Burzyński trafił też na trop matrycy służącej do produkcji Snowtroopera, który wytwarzany był w podwarszawskim Okuniewie. Skończyło się jednak na tym, że otrzymał zdjęcie matrycy, z której odlewano broń dla tego ludzika.


źródło:http://www.starwarsy.pl

Jeżeli ktoś chce poszukiwać polskich matryc na miejscu, to oczywiście jest szansa, gdyż wciąż nie odnaleziono tych, z których wyszły figurki nieruchome, cztery postaci tzw. „oryginalnej serii”- czyli pierwszego polskiego rzutu ruchomych ludzików, produkowanych poza Gdańskiem, a także wspomnianych zabawek z Łodzi i jednego Chewbakki.
Jeżeli ich nie zniszczono, na pewno gdzieś są. Chętnie zobaczyłbym zdjęcia i posłuchał opowieści wytwórców tych zabawek. Wśród takich opowieści nie brakuje zabawnych anegdot. Wiem na przykład, że producenci figurek z Gdańska na użytek wewnętrzny stosowali zupełnie odmienne nazwy postaci, które niewiele mają wspólnego z Gwiezdnymi wojnami, np. Spawacz, Mucha, Rura... To dość zabawne i sympatyczne. Bardzo lubię odkrywać takie smaczki historii zwykłego życia, która nie jest powszechnie postrzegana jako coś, czym warto zaprzątać sobie głowę.

Jak to nie warto? Tymi gumowymi potworkami bawiła się większość dzisiejszych 30-, 40-latków. Jak by nie patrzeć, dla wielu z nas był to pierwszy kontakt z wielkim popkulturowym fenomenem!

Jakkolwiek byśmy oceniali zjawisko, o którym mowa, nie da się ukryć, że wywarło ono spory wpływ na młodych ludzi, którzy mieli wówczas do czynienia z tymi koślawymi zabawkami. Wywiera je i do dzisiaj, co ciekawe - nie tylko w Polsce. W roku 2007 na przykład, w Londynie odbył się konwent o nazwie Star Wars Celebration Europe, w którym uczestniczyło ponad trzydzieści tysięcy osób. Gościom, którzy brali udział w niektórych panelach, wręczano pamiątkowy zestaw dwunastu medali, na których przedstawiono odwzorowanie dwunastu figurek firmy Kenner – po jednej na każdym medalu.

Każdej podobiźnie towarzyszył napis w jednym z europejskich języków, jakich używano w tych krajach, gdzie sprzedawano w latach osiemdziesiątych figurki Kennera, a czcionka jaką wykonano napisy stanowiła odwzorowanie tej, którą stosowano w danym kraju na opakowaniach starwarsowych zabawek do roku 1986. Reguła ta została zastosowana w przypadku jedenastu medali, a po to, by stworzyć dwunasty, naciągnięto nieco zasady. Słowa „Gwiezdne Wojny” napisano na nim po polsku, chociaż w PRL-u zabawki Kennera nie były nigdy dostępne na rynku. Stało się tak dlatego, że odpowiedzialni za powstanie medalu miłośnicy starwarsowych zabawek chcieli upamiętnić fakt, że mimo braku oficjalnej oferty, figurki były w naszym kraju obecne, choć w zniekształconej formie podróbek. Ponieważ medale te były oficjalnie licencjonowanym gadżetem, Lucasfilm nie wyraził zgody, aby napis złożono przy użyciu czcionki znanej z polskich blistrów, ale polski „blistrowy” klimat pojawił się mimo to. Projektant „polskiego” medalu, John Alvarez, przemycił bowiem motyw znanej z PRL-owskiego opakowania gwiazdki o charakterystycznym i łatwo rozpoznawalnym kształcie.


Oryginalny blister z charakterystyczną "gwiazdką". (źródło: http://www.starwarsy.pl)

Wydawać by się mogło, że jako człowiek o ogromnej wiedzy na temat gwiezdnowojennych ludzików z PRL-u jesteś też i kolekcjonerem tych leciwych zabawek...

Z kolekcjonerami jest tak, że muszą stale za czymś gonić. Obszar moich zainteresowań się zmienił i w tej chwili nie zbieram już figurek, ale wydawane w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych fanziny. Zbieram je po to, aby czerpać z nich wiedzę na temat zjawiska, które w tej chwili badam, a jest nim ruch miłośników fantastyki, z którym mieliśmy do czynienia w okresie, jakżeby inaczej, PRL-u. Temat zjawiska zainteresowania „Gwiezdnych wojen” już zbadałem, a rytuałem przejścia, który pozwoli mi zamknąć definitywnie tę fazę badawczej działalności, będzie wydanie książki, w której opisałem wszystko, czego udało mi się dowiedzieć. W ubiegłym tygodniu otrzymałem pozytywną odpowiedź od wydawnictwa, które zdecydowało się tę książkę wydać. Pojawi się na rynku w przyszłym roku.
Osobą najbardziej kompetentną do udzielenia odpowiedzi na pytanie dotyczące współczesnego kolekcjonerstwa starwarsowego jest w tej chwili Jakub Burzyński, autor bardzo ciekawego przewodnika po ocalałych do dzisiaj gwiezdnowojennych figurkach. Ja jestem specem od przeszłości. :)

Więcej informacji o polskich brzydkich podróbkach można znaleźć w napisanych przeze mnie artykułach. Polecam przewodnik po podróbkach, który napisałem wiele lat temu i umieściłem na swojej stronie internetowej:

http://www.starwarsy.pl/opowiadania/podroby.htm


oraz w artykułach opublikowanych na portalu dla miłośników fantastyki, Efantastyka:

http://efantastyka.pl/art-gwiezdne-wojny-w-prl-u-cz-10

http://efantastyka.pl/art-gwiezdne-wojny-w-prl-u-cz-11


O oryginalnych figurkach Kennera napisałem w tym artykule:

http://efantastyka.pl/art-gwiezdne-wojny-w-prl-u-3...

Zainteresowanych zakupem oryginalnych zabawek zapewniam, że polskie figurki Star Wars pojawiają się jeszcze w sprzedaży w rozmaitych miejscach. Przy dużej dozie szczęścia można znaleźć je niekiedy na rozmaitych pchlich targach i giełdach staroci. Dobrym miejscem zakupu są serwisy aukcyjne, zarówno polskie, jak i zagraniczne, ale kolekcjonerzy zdają sobie już sprawę z unikatowości tych zabawek oraz z faktu, że istnieje na nie zapotrzebowanie i w tej chwili ceny nie zachęcają szczególnie do zakupu. O najrzadsze modele toczą się prawdziwe wojny, a efekty licytacji często zaskakują wystawiające te zabawki na sprzedaż osoby, które czasem nie do końca zdają sobie sprawę, z czym mają do czynienia. Najbardziej poszukiwane modele to ruchomy Chewbacca, figurki z oryginalnej serii – Ben, Han, księżniczka oraz Człowiek Pustyni oraz zabawki z serii łódzkiej – zwłaszcza Ree Yes i gammoreańscy strażnicy, a także pochodzący z Okuniewa Snowtrooper.

W imieniu sędziwych Bojowników dzięki wielkie za wywiad (a właściwie - wykład)! Niecierpliwie czekam na wydanie Twojej książki! Niech moc będzie z Tobą!

Oglądany: 59130x | Komentarzy: 43 | Okejek: 198 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało