Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Walt Disney został zamrożony, a caryca Katarzyna II zmarła po seksie z koniem! - oto najbardziej znane mity na temat śmierci znanych ludzi

77 242  
239   19  
Legendarny człowiek nie może przecież umrzeć ot tak, po prostu, jak każdy inny zwykły obywatel. Ludzie oczekują, aby odejście z tego świata było równie barwne i efektowne, jak reszta jego życia. Jeśli więc śmierć znanej i nieszablonowej postaci była mało "ciekawa", to w obieg często puszczano plotkę.


Charles Darwin

Wiele osób twierdzi, że Darwin był ateistą, ale chcąc unikać kłótni i czczych dyskusji z osobami wierzącymi, starał się publicznie nie manifestować swoich poglądów w tym temacie. Oprócz stworzenia teorii ewolucji, która przecież sama już podważa biblijną historię powstania ziemskich gatunków zwierząt, Darwin przeżył śmierć swojej dziesięcioletniej córki. To doświadczenie miało sprawić, że mężczyzna odwrócił się od Boga i w tej niewierze pozostał aż do swych ostatnich dni.



Słynny przyrodnik deklarował się jako agnostyk, który z czasem zupełnie stracił wiarę w Boga. Wiarę w Stwórcę odzyskał dopiero na łożu śmierci. Darwina odwiedzała jego przyjaciółka, pani admirałowa Elisabeth Hope, która była dość ambitną działaczką religijną. Twierdziła ona, że w ostatnich dniach życia przyrodnik miał, dzięki niej, nawrócić się. Powrót twórcy teorii ewolucji na łono Kościoła dla wielu, w tym i dla rodziny Darwina, musiał być prawdziwym szokiem. Czy tak było naprawdę? Cóż, wielu historyków podważa słowa pani Hope...

Rasputin

Według najbardziej znanej teorii, tajemniczy mnich i faworyt cesarskiego dworu miał zostać zamordowany przez bliskich Mikołajowi II spiskowców. Ci po tym, jak niemieckie łodzie podwodne zatopiły statek, na którego pokładzie znajdował się rosyjski minister wojny, uwierzyli w rozpuszczane w prasie plotki, jakoby Rasputin był szpiegiem przekazującym cenne informacje Niemcom.

Na czele zamachu stanął książę Feliks Jusupow, który zwabił mnicha do swego domu, obiecując mu romantyczną schadzkę z księżniczką Iriną Romanową (czyli... żoną Feliksa!). Rasputin, znany z potężnej chuci, propozycję tę przyjął i stawił się na umówionym miejscu. Tam miał zjeść zatrute ciasto i popić je winem, w którym też umieszczono truciznę. Toksyna tylko otumaniła ofiarę i kiedy zamachowcy chcieli sprawdzić puls mnicha, ten zerwał się na równe nogi i dał dyla na podwórko. Daleko jednak nie uciekł, bo po chwili powaliły go dwie kule wystrzelone z pistoletu jednego ze spiskowców. Trzecia kula dosięgła go z bliska. Rannego Rasputina dobił sam Feliks Jusupow. Dla pewności obito mu też łeb drewnianą pałką.



Skrępowane sznurem ciało wrzucono do rzeki Newy. Następnego dnia, gdy powiadomiona przez przypadkowego świadka policja wyłowiła brodacza, jego dłoń była uwolniona z więzów, a w jego płucach znajdować się miała woda. Na tej podstawie wysnuto teorię, jakoby Rasputin nie umarł od strzału w głowę, ale utopił się podczas prób wydostania się na powierzchnię. Problem w tym, że zeznania uczestników zamachu były bardzo nieskładne. Ponadto podczas sekcji zwłok nie znaleziono w ciele ofiary najmniejszych nawet śladów trucizny. Niektórzy historycy twierdzą, że tak naprawdę za zabiciem Rasputina stał brytyjski wywiad. Mnich miał bowiem namawiać Mikołaja II do zawarcia rozejmu z Niemcami. Być może więc cała ta „mitologiczna” śmierć tajemniczego brodacza w rzeczywistości sprowadziła się do oddania w jego kierunku kilku strzałów przez brytyjskich agentów.



Walt Disney

Twórca postaci Myszki Mickey zmarł ponad pół wieku temu, a plotka o tym, jakoby jego ciało miało zostać zamrożone, krąży od tamtego czasu z ust do ust i nic nie wskazuje na to, aby ktoś zamierzał raz na zawsze położyć jej kres. Źródłem tej historii jest wydana niedługo po śmierci Disneya książka, w której Bob Nelson, ówczesny kierownik Towarzystwa Kriogenicznego w Kalifornii, wyznał, że słynny potentat przemysłu rozrywkowego pragnął, aby jego zwłoki zostały zamrożone i w przyszłości, dzięki nowoczesnej medycynie, przywrócone do życia.



Problem w tym, że na takich deklaracjach marzenie Disneya miało się zakończyć. Nigdy nie wyraził on takiej woli na piśmie ani nie zadbał o to, aby tego typu procedura faktycznie została przeprowadzona. Decyzji tej nie podjęła także jego rodzina. Po śmierci ciało Walta Disneya poddano kremacji i pochowano na cmentarzu w Glendale.

Katarzyna Wielka

O seksualnym wyuzdaniu carycy Katarzyny II krążą legendy, a i niejeden „historyczny” film dla dorosłych zainspirowany został tą postacią. Według znanej plotki, po latach rozpust i łóżkowych eksperymentów, zblazowana władczyni miała zainteresować się końmi. I to bynajmniej nie z powodu zamiłowania do sportów hippicznych. Podczas spółkowania z pewnym jurnym rumakiem jego potężne przyrodzenie uszkodziło wewnętrzne narządy carycy, która kilka dni później w mękach dokonała swego żywota.



Inna legenda, która często przytaczana jest przez mniej douczonych znawców historii, to ta, w której Katarzyna II miała wyzionąć ducha na kiblu. Wcześniej zamachowcy mieli tam zamontować sprężynowy bagnet, który to z impetem wbił się w jej carski zad... W rzeczywistości rosyjska monarchini zmarła we własnej sypialni, a przyczyną śmierci był wylew krwi do mózgu.

Joseph-Ignace Guillotin

Twórca gilotyny zostaje dosięgnięty przez karmę i ginie na skonstruowanym przez siebie szafocie. O, losie słodki! Mimo że taka historia brzmi doskonale, to prawdy w niej jest tyle co kot napłakał. Przede wszystkim to nie Guillotin wynalazł słynny przyrząd do wykonywania wyroków śmierci. W rzeczywistości został on zaprojektowany przez francuskiego chirurga Antoine Louisa, natomiast sam Guillton, znany paryski lekarz, był wielkim zwolennikiem stosowania szafotu jako urządzenia służącego do pozbawiania skazańców życia przy jednoczesnym zapewnieniu im jak najmniejszego cierpienia. W efekcie jego kampanii narzędzie to zaczęto nazywać gilotyną, a po latach rodzina pana Guillotin zmuszona była zmienić nazwisko...



Kłamstwem też jest twierdzenie, że człowiek ten zginął na szafocie. Joseph-Ignace został na rozkaz Robespierre'a aresztowany. W ręce rewolucyjnych władz dostał się bowiem list od pewnego skazanego na ścięcie hrabiego, który prosił, aby Guillotin zaopiekował się jego żoną i dziećmi. Sąd usiłował wydobyć od Joseph-Ignace’a informację na temat tego, gdzie znajduje się przyszła wdowa ze swymi pociechami. Kiedy ten odmówił, trafił za kratki. Niewolę opuścił jednak po zakończeniu się rewolucyjnego terroru. Nie zginął na szafocie. Zmarł wiele lat później we własnym domu, jako 76-letni starzec.

„Mama” Cass Elliot

W 1974 roku świat obiegła wieść o śmierci znanej z występów z zespołem The Mamas and the Papas artystki – Cass Elliot. Zapytany o szczegóły tej tragedii doktor, który stwierdził zgon, zasugerował, że piosenkarka prawdopodobnie zadławiła się kanapka z szynką, którą to na leżąco zapijała coca-colą. Elliot była kobietą monstrualnie grubą i na temat jej tuszy powstało mnóstwo żartów, więc historia z zadławieniem się kanapką idealnie wpisywała się w ten szyderczy klimat. Tymczasem faktycznie - koło łóżka artystki leżał talerz z sandwichem, jednak piosenkarka nawet nie zdążyła po niego sięgnąć. Podczas sekcji zwłok na jaw wyszła prawdziwa przyczyna jej śmierci. A była ona dość prozaiczna. Cass Elliot wyzionęła ducha z chyba najbardziej typowego dla osób otyłych powodu – dostała rozległego zawału serca.



Harry Houdini

Jeśli wierzyć popularnej historii, jeden z najbardziej znanych iluzjonistów zginął w dość dziwny sposób. Pewnego dnia do garderoby odpoczywającego po występie Houdiniego wejść miał niejaki J. Gordon Whitehead – student jednego z kanadyjskich uniwersytetów. Chciał on bowiem sprawdzić, ile prawdy jest w głoszonym przez showmana twierdzeniu, jakoby byłby on w stanie przyjąć dowolnie potężny cios prosto w brzuch. Chwilę później iluzjonista został przez tego mężczyznę powalony na ziemię i dotkliwie pobity. Skarżąc się na nieznośne bóle brzucha, Harry trafił do szpitala, gdzie tydzień później wyzionął ducha.



Firma ubezpieczeniowa uznała ten incydent za nieszczęśliwy wypadek i wypłaciła rodzinie zmarłego całkiem ładną sumkę.
Dziś, dzięki współczesnej medycynie, wiemy, że to nie silne uderzenia w brzuch zabiły magika, ale prawdopodobnie jego własne zaniedbanie. Houdini cierpiał na infekcję wyrostka robaczkowego. Nie udał się jednak do lekarza i sprawę zbagatelizował. W efekcie dostał poważnego zapalenia otrzewnej i to właśnie ta choroba ostatecznie go zabiła.