Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Czemu właściwie Jezus przedstawiany jest jako przystojny facet o europejskich rysach twarzy?

76 616  
236   164  
Smukła, wysportowana sylwetka, jasna skóra, błękitne oczy, gęstwina długich loków i nienagannie przystrzyżona broda. Gdy Jezus nosił koczek to prawdopodobnie nie różniłby się zbytnio od współczesnych, środkowoeuropejskich hipsterów.

Do takiego właśnie wizerunku Syna Bożego przywykliśmy przez ostatnie setki lat i raczej trudno nam sobie wyobrazić Chrystusa jako niskiego, krępego i ogorzałego faceta, który swoim wyglądem prawdopodobnie niczym nie różnił się od innych Żydów z tamtej epoki.

Po sieci od lat już krążą artykuły, które usiłują w dość przewrotny sposób przedstawić rodowód wizerunku Jezusa o ciele Herkulesa i twarzy modela. Według popularnej teorii Chrystus, którego znamy z chrześcijańskiej ikonografii jest wzorowany na postaci kardynała Cezara Borgii – żyjącego pod koniec XV wieku włoskiego polityka i dowódcy. Zasłynął on jako człowiek, który w dążeniach do umocnienia potęgi swego rodu nie miał w zwyczaju cofać się przed dokonywaniem zbrodni, mordowaniem niewygodnych jednostek oraz prowadzenia nie zawsze moralnych, politycznych „gierek”. W historii zapisał się też jako wyjątkowy kobieciarz. Jego ojcem był sam papież Aleksander VI i to właśnie on miał zrewolucjonizować chrześcijańskie malarstwo, każąc artystom wzorować postać Syna Bożego na słynącym ze swej urody Cezarze. Historia ta została opowiedziana przez Aleksandra Dumasa w jednej z jego książek i to prawdopodobnie dzięki autorowi „Trzech muszkieterów” krąży ona po świecie do dziś. Niestety tyle w niej prawdy, co rozumu pod czerepem Krystyny Pawłowicz.


Aby zrozumieć rodowód wizerunku Jezusa o fizjonomii obiektu kobiecych westchnień, trzeba zacząć od tego, że chrześcijańska ikonografia nigdy nie była specjalnie oryginalna i już od najwcześniejszych lat swojego istnienia bazowała na wzorcach klasycznych. Weźmy na przykład wygląd aniołów. Czy potrafilibyśmy sobie te postaci wyobrazić inaczej niż jako piękne, bezpłciowe istoty o białych, rozłożystych skrzydłach? Taki obraz anioła nigdy nie pojawił się na kartach Pisma Świętego. Jeden z niewielu opisów pojawił się w ewangelii Marka, gdzie boski posłaniec został przedstawiony jako młodzieniec odziany w białą szatę. Nie ma nigdzie mowy o skrzydłach.


Uskrzydleni pośrednicy pomiędzy bogami a ludźmi istnieli za to w wierzeniach Babilończyków i Egipcjan, gdzie często też nadawano im cechy zwierzęce. Bardziej „anielsko” wyglądali za to rzymscy geniusze, czyli półboskie byty, stróże mające zadanie m.in opiekować się ludźmi. I to właśnie to klasyczne wyobrażenie anioła przywłaszczyli sobie chrześcijanie, a pierwszy taki wizerunek pojawił się na grobie cesarza Teodozjusza I w 395 roku naszej ery.

Będąc przy aniołach warto też wspomnieć o cherubinach – małych, tłustych, skrzydlatych bobasach, co to je tak chętnie artyści umieszczali na obrazach o tematyce religijnej. To oczywiście bezczelna kopia Kupidyna – rzymskiego boga miłości i ciupciania, którego to Grecy znali jako Erosa.


Znacznie ciekawszy jest rodowód zapisanego w naszej świadomości prezencji Szatana. Wygląd tej postaci nigdy nie został opisany w Biblii. Na pojawienie się Rogatego chrześcijanie musieli czekać aż do IX wieku naszej ery. Wówczas to obraz tego gagatka na dobre zagościł w sztuce. Toż to prawdziwy „składak”! Rogi, kopyta, włochate ciało i zaostrzone czubki uszu skopiowano z wyobrażenia Fauna. Do rąk natomiast wręczono mu trójząb Posejdona! Właściwie nie do końca wiadomo czemu…
Jeśli zaś chodzi o wspomnianego rzymskiego bóstwa płodności i opiekuna natury, to za uczynienie z tej postaci Szatana podziękować możemy żyjącemu na przełomie IV i V wieku Hieronimowi ze Strydonu. Ten wielki apologeta chrześcijaństwa wśród wielu pozostawionych po sobie tekstów, opisał wędrówkę świętego Antoniego przez pustynię. Miał on na niej spotkać podobne do kozłów, dwunożne istoty, które to zlęknąwszy się przybysza zdecydowały się oddać w jego służbę. Był to jednoznaczny symbol triumfu chrześcijaństwa nad pogańskimi wierzeniami. W tym wypadku metaforycznym symbolem dawnych wiar był psotny i rozpustny rzymski bożek.


Wygląda na to, że również i znany nam obraz Jezusa to tylko kopia rzymskich pomysłów na przedstawienie boskich postaci. Próżno bowiem szukać opisu jego wyglądu. Żaden z ewangelistów nie pokusił się bowiem o przedstawienie czytelnikom Pisma Świętego fizjonomii Syna Bożego. Studiując Biblię można jednak wysnuć wniosek, że człowiek ten prezentował się jak typowy, żydowski mieszkaniec Galilei. W jednym z fragmentów ewangelii świętego Łukasza, Jezus bez trudu wmieszał się w tłum Nazarejczyków. Nie zrobiłby tego przecież, gdyby jako jedyny wśród nich wyróżniał się białą skórą, wysokim wzrostem i iście europejską twarzą.
Nie zapominajmy też, że z rozróżnieniem Chrystusa od jakiekolwiek innego Żyda mieli problem sami Rzymianie. Do tego stopnia, że Judasz, zdradziwszy swego nauczyciela, musiał wskazać go legionistom, którzy w innym wypadku mogliby go pomylić z kimś innym.

Tak według brytyjskich uczonych mógł właśnie wyglądać Jezus

Skąd więc wziął się wizerunek Syna Bożego, tak odmienny od wyglądu ludzi żyjących dwa millenia temu na bliskowschodnich ziemiach? Na pewno nie z pierwszego znanego nam malunku przedstawiającego Mesjasza. Pomiędzy 100 a 300 rokiem naszej ery, jakiś rzymski żartowniś na tynku jednej ze ścian budowli ze wzgórza Palatyn wyrył obraz ukrzyżowanego mężczyzny z głową… osła! Podpis pod obrazkiem głosił „Aleksamenos czczący swego boga.”. Najwyraźniej pewien anonimowy Rzymianin pragnął wyszydzić swojego znajomego chrześcijanina o imieniu Aleksamenos.


Jednym z najwcześniejszych dzieł sztuki przedstawiających Jezusa jest m.in naścienny malunek oraz rzeźba z IV wieku naszej ery. Znaleziono je w jednej z rzymskich katakumb. Widzimy tu Chrystusa jako „dobrego pasterza” niosącego na swych ramionach zbłąkaną owieczkę. To bardzo popularny w chrześcijańskiej ikonografii motyw. Bezczelnie skopiowany, odtwórczy i wyeksploatowany już parę ładnych wieków wcześniej – warto dodać.


Posągi i obrazy tzw. Kriophorosa, czyli mężczyzny targającego na swych barkach owcę to bardzo klasyczny element sztuki starożytnych Greków. Postać ta utożsamiana jest z Hermesem - bogiem handlu i patronem podróżnych, boskim posłańcem i ambasadorem Zeusa.


Dopiero z czasem Jezus stał się długowłosym brodaczem. Również i to zobrazowanie Chrystusa pochodzi z rzymskich katakumb. Pewnie nie będzie dla was zaskoczeniem, że także i w tym wypadku możemy mówić o podróbie, albo mówiąc delikatniej – wyraźnej inspiracji tworami autorstwa greckich oraz rzymskich artystów! Większość rzeźb przedstawiających starożytnych kiziorów takich jak najwyższy z bogów – Zeus, bóg medycyny – Asklepios, czy chociażby łączący w sobie cechy kultów egipskich i greckich, Serapis to postaci przystojnych, brodatych facetów z burzą kręconych włosów na głowie.




Dokładnie tak też wyglądał Jezus sportretowany na pierwszych, stworzonych w IV i V wieku n.e. malunkach w rzymskich katakumbach. Miało to miejsce 1000 lat przed tym, jak to papa Aleksander VI rzekomo zmusił artystów do nadawania obrazom Syna Bożego cech Cezara Borgii.

Można więc rzec, że Jezus był hipsterem zanim to (za sprawą Dumasa) stało się „modne”.

21

Oglądany: 76616x | Komentarzy: 164 | Okejek: 236 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

14.10

13.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało