Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

"Jak poderwać cosplayerkę" - internetowa burza wokół nieudanego żartu, która porusza kilka ważnych kwestii

63 500  
102   96  
Głupi żart, który przerodził się w absolutnie spolaryzowaną burzę i doprowadził nas do bardzo ważnych pytań i jeszcze ważniejszych odpowiedzi.

W ostatnich dniach w Poznaniu odbył się festiwal Pyrkon, najbardziej znany w Polsce i być może największy w Europie festiwal fantastyki. Przybywają na niego rzesze ludzi, których łączy wspólne zamiłowanie do szeroko rozumianego świata fantastyki, od komiksów i książek, po animacje, filmy i gry. Nieodłączną częścią tej zabawy są też cosplayerzy, którzy tworzą niepowtarzalne stroje bohaterów, a następnie wcielają się w ich role.

W tym wszystkim chodzi przede wszystkim o dobrą zabawę, o rozwój swoich pasji, ale też o, jak to zwykle na takich imprezach bywa, poczucie pewnej przynależności do określonej grupy zainteresowania, o społeczność, o przyjazną, rodzinną wręcz atmosferę. Nie inaczej było tym razem, jednak kiedy na halach Międzynarodowych Targów Poznańskich popyrkonowy kurz opadł, to w internecie, jak to się w internecie mówi, gówno wpadło w wiatrak. I to wszystko za sprawą jednego, niezbyt przemyślanego prowokacyjnego żartu.
Twórcy jednego z portali obracających się w tematyce gier postanowili dołożyć nieco do pieca i wypuścili na YouTube materiał filmowy o tytule "jak poderwać cosplayerkę".

Film został okraszony markowanym na film przyrodniczy komentarzem, w którym ukazano starania "samców" o zdobycie najlepszego łupu, jakim w tym miejscu jest właśnie cosplayerka. I wszystko poszłoby gładko, gdyby nie to, że film nie był do końca tak zabawny, jak autorzy przypuszczali, a w dodatku pojawiły się tam dość niefortunne wypowiedzi uczestników Pyrkonu, które po montażu wyglądały dość jednoznacznie, a nawet niebezpiecznie.

Uczestnicy spytani o to, jak poderwać cosplayerkę, odpowiadali m.in.:

Najlepiej szukać jakiejś dziewczyny, która jest bardzo rozebrana (...), kawa na ławę, mówisz co chcesz, a ona się powinna zgodzić. Dlaczego? Bo po prostu, ona jest teraz taka troszkę niższych obyczajów, bo nie boi się pokazywać swojego ciała.

Dodając czegoś do wody, do drinka.

I właśnie ta ostatnia wypowiedź, która trwa ledwie 2 sekundy, pewnie uszłaby uwadze wszystkich, gdyby nie to, że autorzy filmu postanowili użyć jej jako najbardziej klikalnego hasła na miniaturkę.



Dziewczyna, której zdjęcie zostało załączone do tej grafiki, zareagowała publikując wpis na swoim koncie na Facebooku:

Na pewno wielu z was już widziało ten odrażający filmik o tym, że można cosplayerkę potraktować przedmiotowo, dosypać jej czegoś do drinka, zgwałcić. Niestety wykorzystano w tym celu mój wizerunek. Czuję się okropnie, ponieważ nigdy nie podpisałabym się pod czymś tak paskudnym, oraz nie chciałabym, aby jakaś cosplayerka została tak potraktowana.

Nie da się ukryć, że pewien poziom żartu został w tym materiale przekroczony i choć część osób ma do tego raczej luźne podejście, to jednak temat jest poważny. Zanim jednak omówimy to, co stało się później, przyjrzyjmy się innym wypowiedziom uczestników.

Jak poderwać cosplayerkę?

Potrzebujesz kilku rzeczy, ja posiadam je wszystkie. Przede wszystkim musisz mieć bujne włosy, być szczupły i wysportowany
- jednocześnie wskazując rękami omawiane partie na swoim ciele, mówił nie najmłodszy już mężczyzna z brzuszkiem i postępującą łysiną.

Musicie wyglądać jak Jezus. Musicie mieć taką wielką kartkę, że jak ktoś was pocałuje, to go rozgrzeszycie
- powiedział gość przebrany za Jezusa.

Niedocenienie jej cosplayu, ponieważ wtedy zacznie się dopytywać co jest nie tak, chcąc polepszyć swój cosplay.

Atmosfera imprezy

Rzecz, na którą warto w tym miejscu zwrócić uwagę, to charakterystyka takiej imprezy. Tak jak mówiliśmy wcześniej - uczestnicy czują się w trakcie zabawy bezpiecznie, czują, że są wśród przyjaznych im osób, a całość obraca się wokół żartu, dlatego sami też pozwalają sobie na mniejsze czy większe dowcipy. Doskonale widać to w innych wywiadach dostępnych w internecie, gdzie uczestnicy zabawy udzielają odpowiedzi na przeróżne pytania.

Bartosz Kramer na YouTube [link]:
- Cześć, mogę zrobić z wami szybki wywiad?
- Jasne.
- Bo widzę, że robicie świetny cosplay to jest "Whiz Khalifa - Black and Yellow". Co was zmotywowało, żeby to zrobić?
- Właściwie to... uwielbiam czarny kolor, a ona uwielbia żółty, więc postanowiliśmy zrobić to fantastyczne połączenie.



- Cześć! Mam 20 000 zł i chciałbym je zainwestować... nie wiem gdzie. Co byś mi poradził?
- Uran, zdecydowanie uran...
- To zrobię tak, Jezu, ufam tobie.



Nie inaczej jest na naszych oficjalnych zlotach (następny za miesiąc - zapisy), gdzie można trafić i na takie wypowiedzi uczestników:

Ja cały czas myślałem, żebyśmy konia w kosmos wystrzelili, żeby Wielki Wóz sprowadził, tylko teraz w chwili obecnej problem nastąpił taki, że mamy lekko pochmurne niebo i nie bardzo wiemy, w którą stronę mamy wystrzelić.

- Co ci zaimponowało podczas tegorocznego zlotu?
- Co mi zaimponowało... wódeczka!... znaczy naleweczka!... znaczy malinóweczka, konkretnie.

Debatujemy nad istotą takich małych owadów, które pływają tutaj w rzece i to jest dosyć istotne pod tym względem, że one rosną... I jak są małe, to płyną w dół rzeki, a jak są duże, to płyną w górę rzeki i to jest bardzo ciekawe, interesujące.

Ostatnia wypowiedź, nieskromnie przyznam, jest moja własna, ale uwidaczniam to tylko po to, żeby pokazać, że kiedy jesteśmy wśród swoich i jesteśmy w szampańskim nastroju, to lubimy sobie pogadać różne głupoty.

I tacy z natury jesteśmy. Mężczyźni ponadto, kiedy siedzą w swoim sprawdzonym, męskim gronie, bywają też często rubaszni i mówią rzeczy, których w szerszym towarzystwie, a w szczególności w towarzystwie kobiet by już nie powtórzyli. I często są to pikantne żarty i równie często są to nieposiadające pokrycia w czynach "marzenia erotyczne" z kategorii "ale ja bym ją rym cim cim cim".

Oczywiście kiedy w przestrzeni publicznej mówi się, że wśród mężczyzn rzeczywiście tak jest, to budzi to w nas sprzeciw i często deklarujemy, że to nieprawda, że wcale tak nie robimy i że w ogóle my to mamy inne i lepsze podejście do tych tematów. To prosty mechanizm naszej psychiki, który szeroko wyjaśnił nam ekspert w wywiadzie: "Nie całkiem poważnie o seksie - Dlaczego jestem tak cholernie dobry w łóżku?" - [zobacz artykuł]. W skrócie mówiąc, wchodzimy w tryb konkurencji z innymi mężczyznami i staramy się pokazać przed kobietami, że nasze podejście jest lepsze. Oczywiście nie jesteśmy w pełni świadomi, że tak robimy.

Kobiety natomiast też mają swoje miejsca i momenty, w których dzielą się ze sobą sekretami, do których w życiu nie chciałyby się przyznać, co udowodnił nam ostatni przeglądu obciachów [zobacz artykuł - poz. 10]. Tu na jaw wyszło, że są w internecie pewne "tajne" grupy, jak grupa "dziewczyny bez tabu", gdzie kobiety w zaufaniu dzielą się ze sobą informacjami o tym, jak zdradzają partnerów, czy przyznają, że też mają marzenia z rodzaju "ale bym go ram pam pam pam", pomimo tego, że są w trwałym związku.

Na tych przykładach widzimy, że kiedy mamy to duże poczucie bezpieczeństwa i zaufania, to często mówimy rzeczy, które wydają się nam zabawne, głupkowate, mocne, czy poruszamy inne kwestie, których normalnie byśmy nie poruszyli i publicznie byśmy nie wypowiedzieli. Osoby, które brały udział w niesławnym, omawianym w tym momencie szeroko w internecie wywiadzie z Pyrkonu, padły na pewien sposób ofiarą takiego właśnie poczucia przyjaźni i bezpieczeństwa. Co na pewno można uznać za wielki sukces organizatorów, tylko czy takie wypowiedzi powinny trafić do internetu? Już przez sam wzgląd na ten intymny charakter najpewniej nie, ale przyjrzyjmy się osi całej sprawy:

Czym jest nawoływanie do popełnienia zbrodni?

Głównym zarzutem, jaki najczęściej stawia się w materiałach dotyczących omawianego filmu jest to, że nawołuje on do popełnienia gwałtu. Są to słowa bardzo mocne i zakładając, że nie mamy do czynienia z psychopatami, to najpewniej nie takie były intencje twórców filmu.

Czy słowa o nawoływaniu do gwałtu są przesadzone?

Nawoływanie do popełnienia przestępstwa (lżejsze gatunkowo) lub nawoływanie do popełnienia zbrodni (ciężkie gatunkowo), czyli namawianie do czynów, za które grożą kary od 3 lat pozbawienia wolności, to sytuacje, w których bezpośrednio namawia się dane osoby bądź bliżej nieokreśloną grupę osób do popełnienia czynu zabronionego.

Czy sam urwany fragment wywiadu "najlepiej dodać jej czegoś do drinka" jest nawoływaniem, przekonywaniem ludzi do tego, by zaczęli się w ten sposób zachowywać? Jest to kwestia, którą orzekłby oczywiście sąd, jednak ciężko mówić o tym, żeby osoba wypowiadająca te słowa, miała rzeczywiście taką intencję. A ta jest tutaj kluczowa, ponieważ oskarżyciel musiałby udowodnić zamiar bezpośredni osoby, którą oskarża o nawoływanie do przestępstwa.

Tak więc zarówno część wywiadu, jak i miniaturka filmu, dowodem nawoływania do przestępstwa nie były, a publiczne oskarżanie ich autorów o przestępstwo nawoływania do zbrodni jest naprawdę mocnym zarzutem i może spotkać się z naprawdę niemiłymi konsekwencjami dla osób, które takie hasła powtarzają (pozew o zniesławienie - przewidywana kara to: grzywna, ograniczenie wolności albo pozbawienie wolności do roku).

Dlatego kiedy chcemy walczyć o swoje racje, to bardzo ważne jest nie tylko powtarzanie mocnych i docierających do szerokiego grona haseł, ale też kwestia edukacji pod kątem prawnym, bo czasem działając nawet w dobrej wierze możemy zrobić sobie niemały problem.

Czy film o podtytule "wrzucić jej coś do drinka" był po prostu kiepskim żartem i nieobyczajną próbą zwrócenia na siebie uwagi? Zdecydowanie tak i myślę, że tej linii powinny trzymać się osoby, które poczuły się nim dotknięte, bo w końcu nie musimy aprobować wszystkiego, co dzieje się wokół nas, nawet jeśli nie przekracza to w żadnym miejscu prawa. Jeśli nam się nie podoba, to mamy pełne prawo o tym mówić i bardzo dobrze.

Czy ten film powinien w ogóle powstać?

Tutaj znów dotkniemy litery prawa i zagłębimy się nieco w ustawę o prawie prasowym. Jej pierwszym i największym problemem jest to, że obowiązuje dziennikarzy, a dziennikarzami według ustawy są osoby działające na zlecenie redakcji. Ustawa nie uściśla jednak, czym owa redakcja jest.

Zakładając jednak, że był to materiał dziennikarski, dochodzimy do pewnego rozłamu, ponieważ dziennikarz powinien przedstawiać świat w takim wydaniu, w jakim go zastał, co oznacza, że jeśli na świecie dzieje się coś złego, istnieje jakiś zły trend, to dziennikarz nie powinien go ukrywać i przytoczenie w cytacie nawet intencjonalnie nieobyczajnego podejścia do spraw damsko-męskich nie kłóci się z tym w żaden sposób. Jest to krótki, dziennikarski komunikat "tak po prostu jest", czy pójdą za nim słowa "uważajcie", czy zostanie to pozostawione w domyśle, to już kwestia drugorzędna.

W naszym kraju jesteśmy jednak przyzwyczajeni do pewnej delikatności w obrębie mediów i nie pochwalamy przedstawiania treści drastycznych. W żaden sposób nie określa tego żaden kodeks karny czy prawo prasowe, a jedynie "prawo" obyczajowe naszego kraju.

Poruszaliśmy tę kwestię przy okazji artykułu "Jak wygląda życie w kraju od zawsze zagrożonym terroryzmem" [czytaj], gdzie ukazujemy podejście hiszpańskich dziennikarzy. W Polsce nie drukuje się w gazetach zdjęć ofiar przemocy, w telewizji nie pokazuje się nagrań, na których widać chwilę śmierci. Hiszpanie natomiast podchodzą do tego zupełnie inaczej.

Publikowanie okrutnych zdjęć jest naszym obowiązkiem.

Dobitnie zaznaczają, że funkcją dziennikarza jest przekazywanie pełnej informacji i pokazywanie odbiorcom, że świat bywa też zły, że może być okrutny, a przede wszystkim chcą oddawać prawdziwe emocje, które w danej sytuacji rozgrywają się na świecie. Ich zadaniem jest mówienie ludziom swoimi materiałami "zobaczcie, tak wygląda terroryzm, tak wygląda przemoc, tak wyglądają ofiary, patrzcie na ich cierpienie", a następnie "patrzcie i uważajcie na siebie, to zagrożenie jest prawdziwe i nie zniknie, jeśli zamkniecie oczy".

Jak widać, są więc dwie szkoły dziennikarskiego przedstawiania rzeczywistości. I żadna z nich nie jest gorsza czy lepsza, są po prostu różne. Ta ukazująca więcej przemocy jest na pewno nastawiona na większy nacisk edukacyjny. Natomiast windowanie żartu o wrzucaniu czegoś do drinka w celu uzyskania karty przetargowej do wygrania wyścigu o wyświetlenia w sieci na pewno nie spełnia żadnej z tych funkcji, choć sprytnie ograne mogłoby pretendować.

Bo zwróćmy tylko bacznie uwagę na to, że słowa o dorzucaniu do drinka padły z ust respondenta, a nie autora filmu, a jednak autor filmu zbiera za to cięgi. I zapewne wynika to z braku jego doświadczenia w poruszaniu takich kwestii w internecie - o czym na swoim przykładzie opowiem za chwilę.

Dlaczego więc jesteśmy oburzeni?

Bo, tak jak mówiłem wcześniej, w naszym kraju nie pochwala się ukazywania rzeczy drastycznych, nieobyczajnych, mogących godzić nie tylko w nasze bezpieczeństwo, ale nawet w poczucie naszego smaku. I nie ma w tym niczego złego, tak się to u nas ułożyło.

Edukacja seksualna i nie tylko

Największym problemem, który rykoszetem należałoby przy temacie pyrkonowego filmu poruszyć, jest kwestia dość ubogiej edukacji seksualnej w naszym kraju, a nie jest to kwestia prosta, bo obok spraw zwyczajnie biologicznych i medycznych, mamy jeszcze kwestie emocjonalne i obyczajowe, do których nie ma konkretnego podręcznika i programu nauczania, a wciąż ktoś się chce na ten temat wypowiadać w charakterze eksperta, przy czym te ekspertyzy często są szalenie błędne.

Jak obiecałem, na swoim przykładzie pokażę tutaj pewną niedojrzałość dziennikarską w tej kwestii, ponieważ swego czasu niezwykle wzburzył mnie temat promowania przez pewne środowiska karteczek z niebezpiecznymi w moim odczuciu hasłami. Chodziło o grupę, która przekonywała, że m.in. "milczenie oznacza sprzeciw" i że "zgoda na seks musi być werbalna, entuzjastyczna i niewymuszona", a jeśli tak nie jest, to jest to gwałt (przy czym gwałcicielem jest zawsze mężczyzna). Jest to nie tylko nieprawdą, nie ma pokrycia w polskim prawie i w polskiej definicji tych słów, ale jest ponadto niezwykle niebezpieczne pod kątem edukacji. Kampania została skierowana głównie do młodych dziewcząt, które siłą rzeczy nie znają jeszcze dobrze życia, a są również usposobione do tego, by do życia podchodzić ideowo.

Zastanowiłem się tylko, czy swojej nastoletniej córce, która chce wyjść na imprezę, powiedziałbym "jak się do ciebie chłopak jakiś będzie dobierał, to po prostu milcz", bo mniej więcej taki przekaz dla młodych dziewcząt z tych haseł wynikał. Oczywiście, że nigdy w życiu czegoś takiego bym nie powiedział! Świat taki nie jest! Opowiedziałbym o każdym zagrożeniu i o każdym sposobie uniknięcia tego zagrożenia. Mówienie młodym dziewczętom takich ideowo wzniosłych rzeczy jest jak wpychanie dziecka pod rozpędzoną ciężarówkę "bo przecież dziecko ma zielone na przejściu, to jak ciężarówka je rozjedzie, to będzie kierowcy wina". Takich rzeczy się po prostu nie robi, trzeba uczyć, pokazywać i przypominać, że do tragedii dochodzi tylko wtedy, kiedy ktoś przekracza reguły, a nie wtedy, kiedy wszyscy trzymają się reguł (czy będzie to kodeks ruchu drogowego, czy kodeks karny, czy regulamin zjeżdżalni na placu zabaw dla dzieci), więc jeśli sami będziemy przestrzegać reguł, to to nas wcale nie zabezpiecza przed ponoszeniem konsekwencji cudzych czynów.

Świat bywa okrutny i niesprawiedliwy i w życiu często musimy myśleć za innych, żeby uniknąć krzywdy.

W moim manifeście przeciwko takim zachowaniom nie opisałem tego jednak w ten bezpośredni sposób, tłumacząc zależność, a pozostawiłem to wszystko domyśle, ukazując po prostu brutalnie, jak naprawdę wygląda codzienność w kwestiach związanych z seksem.
Artykuł "Feministki mówią, kiedy możesz uprawiać seks" [czytaj] spotkał się więc z podobnie chłodnym przyjęciem, zostałem okrzyknięty naczelnym gwałcicielem polskiego internetu i wielokrotnie zarzucono mi podżeganie i namawianie do gwałtu. I to wynikało z braku delikatności po mojej stronie i z braku doświadczenia, oraz z zaufania, że to, co piszę, jest zrozumiałe tylko w jeden sposób. Niestety przez niektórych zostało zrozumiane w sposób zupełnie inny, w moje usta wciśnięto słowa, których nigdy nie powiedziałem i tak dalej i dalej. W pełni to rozumiem i tym tekstem sypię tylko głowę popiołem. Można było zrobić to o wiele lepiej i wcale nie mniej dosadnie. Dlatego proszę nie odbierać tego wątku jako usprawiedliwiania autora filmu. To wręcz wskazanie jego błędu.

Oburzenie na tak przedstawioną sprawę w pełni więc rozumiem i żadnego oskarżenia o zniesławienie nie wniosłem, choć prawo ciągle stało po mojej stronie i dzięki temu mogę teraz podejść szerzej do tematu.

Najważniejsze jest jednak to, co napisał o tej sytuacji jeden z portali prawniczych, dając jasno do zrozumienia, że akcja z hasłami pokroju "milczenie oznacza sprzeciw" nie ma żadnego pokrycia w polskim prawie i jest społecznie i wychowawczo szkodliwa, co skwitował na koniec zdaniem [źródło]:

Nie należy uczyć się prawa z obrazków w Internecie, ale warto w tym zakresie opierać się na orzecznictwie sądowym, które w sposób - wydaje się - bardzo rozsądny rozstrzyga w przedmiotowej kwestii.

Jak więc widać, wszystko rozbija się o gruntowną edukację, zarówno w kwestiach związanych z seksem, jak i z prawem i na tym polu wciąż mamy jeszcze naprawdę dużo do zrobienia, dlatego staramy się stawiać na sprawdzone informacje i publikowaliśmy teksty dotyczące omawianych w danych chwilach problemów, takie jak np.:

- Stealthing to już gwałt czy jeszcze nie? Prawna definicja gwałtu i szkodliwość powielania nieprawdziwych informacji

- Aborcja, pigułki "dzień po" i wczesnoporonne - parę faktów i mitów

- Catfishing - jedno z najbardziej niepokojących zagrożeń internetu

Które ukazują stan rzeczywisty i prawny naszego świata, a także serię:

- Nie całkiem poważnie o seksie

Która pomimo czasem żartobliwie prowadzonych wątków opiera się na naukowej wiedzy eksperckiej. Oraz wiele innych tekstów, które również były konsultowane ze specjalistami z danych dziedzin.

Podsumowując sytuację związaną z pyrkonowym filmem:

Czy ostatecznie więc film o podrywaniu cosplayerek był zły?

Był kiepski, trzeba przyznać, wyjątkowo niefortunny, źle ujęty, a miniaturka zupełnie niepotrzebnie uwydatniała jedno, dość nietrafione zdanie, z całego dość dziwnie ujętego żartu.

Czy linczowanie autora w internecie jest złe?

Tak, jest złe, nieobyczajne i nie ma potwierdzenia w prawie. Warto więc mówić o tym, co nas boli i o tym, co nam się nie podoba, ale trzeba też przy tym uważać, żeby nie powiedzieć czegoś, czego później będziemy żałować. Co tyczy się zarówno jednej, jak i drugiej strony, a własnym przykładem mogę to tylko potwierdzić.

Kto stracił najwięcej?

Zdecydowanie osoby udzielające odpowiedzi w wywiadach, które poddały się przyjaznej atmosferze, a których wypowiedzi posłużyły na pewno nie do takich celów, do jakich by sobie życzyli.

Sprawa w najbliższych dniach będzie wałkowana w internecie i będzie próbować polaryzować uczestników, raz to dopuszczając się linczu na autorze filmu, nazywając go gwałcicielem, raz oskarżając cosplayerkę o podbijanie sobie popularności tanią sensacją - wszystko, byle tylko wywrzeć na czytelniku skrajne i niezdrowe emocje. O respondentach pewnie nikt nie pomyśli, bo są w tej kwestii neutralni i ciężko byłoby na nich ukręcić jakąś emocjonalną "gównoburzę".

My staraliśmy się pokazać problem od każdej ze stron, tak byście sami mogli na chłodno przemyśleć sprawę. No i nie polecamy kiepskich żartów, wypada dbać o jakość.

---

Na kolejne imprezy, zarówno ze świata fantasy, jak i ze świata internetowych śmieszków, jak najbardziej serdecznie zapraszamy! Nie jesteśmy tacy straszni, jak czasem sami o sobie piszemy!

Oglądany: 63500x | Komentarzy: 96 | Okejek: 102 osób