Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Dlaczego Niemcy i Rosjanie ukrywali istnienie tego miejsca przez dziesięciolecia - tuż przy polskiej granicy

121 972  
541   48  
Tuż przy naszej zachodniej granicy leży jeden z do niedawna najbardziej tajemniczych kompleksów wojskowo-przemysłowych. Ze względu na jego przeznaczenia, istnienie tego miejsca utrzymywano w tajemnicy przed światem przez ponad pół wieku. Do dzisiaj w internecie można znaleźć tylko zdawkowe informacje na temat tego miejsca, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie mieliście o nim pojęcia!

Kompleks Seewerk koło Falkenhagen - tajna fabryka trofluorku chloru przy Polskiej granicy

W spokojnych lasach niemalże pośrodku niczego Niemcy zbudowali w 1939 ściśle tajny kompleks przemysłowy, na który składał się bunkier produkcyjny oraz kilka specjalnych budynków ulokowanych nad nim. Placówce nadano kryptonim Muna Ost (Amunicja Wschód) i mimo rozmachu budowę ukończono w ekspresowym tempie.



Zdjęcia lotnicze z 1943 roku

Miejsce wybrano nieprzypadkowo - znajdowało się w głębi rdzennego niemieckiego terytorium, bardzo blisko Berlina, a w okolicy działały liczne poligony i jednostki wojskowe. Tereny te były też bardzo słabo zaludnione, co sprzyjało utrzymaniu tajemnicy i prowadzeniu badań nad niebezpiecznymi środkami chemicznymi.


Plan kompleksu z 1943 roku. Podziemny bunkier oznaczono numerem 6

Jakie było przeznaczenie kompleksu Seewerk??

Głównym zadaniem tej placówki była produkcja trifluorku chloru - bezbarwnego gazu, który, co ciekawe, pierwotnie powstał jako pestycyd w 1929 roku w Wyższej Szkole Technicznej we Wrocławiu (wtedy Breslau) [1]. Substancji nadano kryptonim N-Stoff - Materiał N. Ten silnie toksyczny gaz podrażniał drogi oddechowe, powodował poparzenia i pęcherze na skórze oraz ślepotę, a w nieco tylko większych stężeniach śmierć.

Jest to związek niezwykły ze względu na wysoką reaktywność. Substancje organiczne, tworzywa sztuczne, tekstylia, drewno czy papier ulegają zapłonowi nawet po najmniejszym kontakcie z tą substancją! Wynika to z faktu, że trifluorek chloru jest bardzo silnym czynnikiem utleniającym i fluoryzującym i gwałtownie reaguje praktycznie z każdym materiałem, wydzielając duże ilości ciepła. To sprawia, że nawet z pozoru niepalne materiały, takie jak szkło, azbest czy piasek, w kontakcie z trifluorkiem chloru tworzą cały szereg związków, które płoną żywym ogniem, a w trakcie reakcji ilość wydzielanego ciepła jest naprawdę ogromna.

Wywołany pożar może osiągnąć temperaturę nawet 2500 stopni Celsjusza. Tak wysokie temperatury topią stal i poważnie uszkadzają konstrukcje betonowe. Nawet metale nieulegające korozji, takie jak iryd, platyna czy złoto, korodują w kontakcie z trifluorkiem. Jest to substancja tak niebezpieczna, że w tamtych czasach nie było skutecznej ochrony przed jej działaniem, gaz ten bowiem przeżera filtry węglowe umieszczane w większości niegdysiejszych masek gazowych, co znacznie komplikowało jego używanie.

Jednym z powodów umieszczenia produkcji pod ziemią była panująca tam stała temperatura 6-8 stopni. To idealne warunki do magazynowania trifluorku chloru, gdyż w tej temperaturze można go magazynować jako ciecz, co jest o wiele łatwiejsze i wydajniejsze. Trzeba było jednak bardzo uważać, gdyż substancja ta wrze w temperaturze tylko 12 stopni Celsjusza.


Model podziemnego laboratorium do produkcji trifluorku chloru.

Dlaczego produkowano pod ziemią?

Ze względu na niebezpieczeństwo, jakie wiązało się z produkcją trifluorku chloru, zbudowano od zera potężny 4-piętrowy bunkier, który otoczono zbrojonymi betonowymi ścianami o grubości 3,5 metra. Podczas budowy tego bunkra nie było jeszcze amunicji zdolnej przebić takie ściany, ale to nie dla ochrony przed bombardowaniem zdecydowano się na takie zabezpieczenie. Cały bunkier powstał, by odizolować produkcję od świata zewnętrznego.

Jego silna konstrukcja miała być odporna (do pewnego stopnia) na eksplozje, do jakich mogło dojść podczas produkcji. Najniższy poziom, na którym znajdują się 64 pomieszczenia magazynowe, można było w przypadku zagrożenia zalać. Nad nim znajduje się półpoziom awaryjny - jego jedynym celem było zbieranie oparów po ewentualnej eksplozji i odprowadzanie ich przez specjalnie do tego zbudowane dwie wieże wentylacyjne.


Korytarz połączony z 32 komórkami po bokach. To w nich składowano produkt końcowy.

Podziemna fabryka

Rozmiar bunkra do dzisiaj robi wrażenie - na pierwszym poziomie znajdował się 200-metrowej długości tunel kolejowy z podziemnym peronem, służącym niegdyś do obsługi pociągów z zaopatrzeniem. Oba wjazdy do bunkra zakamuflowano tak, aby udawały zwykłe szopy.

Nad bunkrem znajdują się 3 wieże wentylacyjne - jedna służyła do zaciągania powietrza, druga do wyrzucania, a trzecia jako awaryjny wypust gazów. Dopiero na etapie produkcji okazało się, że takie rozwiązanie nie będzie skuteczne i gazów może być więcej niż pozawala na to przepustowość wieży. Dlatego do pierwotnego planu dodano prawie 100-metrowej długości tunel wentylacyjny, na końcu którego znajdowała się jeszcze jedna wieża do awaryjnego wyrzutu gazów z podziemi.

Cały bunkier składa się tak naprawdę z dwóch mniejszych obiektów - bunkra głównego oraz magazynowego na poziomie -15 m. W części magazynowej ulokowano 64 komórki, w których miano składować po tonie trifluorku chloru w 2,5-tonowym metalowym zbiorniku. Każda komórka posiadała własny system wentylacji i w razie potrzeby można ją też było łatwo zalać. Do dziś jednak nie wiemy, w jaki sposób miało się to odbywać. Do gaszenia ewentualnych pożarów nie można było przecież wykorzystać wody, gdyż reaguje ona wybuchowo z trifluorkiem i tylko pogorszyłaby sprawę. Znanymi dziś metodami gaśniczymi ClF3 jest gaszenie go z pomocą ciekłego azotu lub helu, nie wiemy jeszcze jednak w jaki sposób zaplanowali to Niemcy. Być może uda nam się to odkryć w niedalekiej przyszłości.


Prawdopodobnie widoczne na zdjęciu klapy regulowały/odcinały dostęp powietrza, podczas gdy przez rury zatkane (dzisiaj) drewnianymi pniakami wlewano płyn gaszący. Niektóre źródła podają nawet zalewanie awaryjne wodą, jednak nie precyzują, czy chodzi o gaszenie pożaru czy chłodzenie substancji. Utrzymywanie odpowiedniej temperatury miało kluczowe znaczenie, gdyż powyżej 12 stopni dochodziło do wrzenia cieczy. Ciągle szukamy jednak rozwiązania tej zagadki, a jak się niebawem przekonacie, Sowieci nam to znacznie utrudnili.

Ze względu na charakter produkcji, w bunkrze powstał bardzo wydajny i rozległy system wentylacyjny. Praktycznie każda ściana, strop i sufit są podwójne, a przestrzenie pomiędzy nimi zajmują tunele i szyby wentylacyjne. Rozmiar systemu wentylacyjnego pozwala na poruszanie się w nim ludzi i tworzy ogromny labirynt. Do dzisiaj trwają prace pomiarowe, których zadaniem jest stworzenie planu bunkra oraz jego wentylacji, w których mam przyjemność brać udział.


Korytarz wentylacyjny na poziomie -3. Służył do wentylacji komórek magazynowych na niższym poziomie. W przypadku zagrożenia, przy pomocy widocznych na zdjęciu rur, komórki można było zalać

Zastosowanie trifluorku chloru

Ze względu na mnogość swoich zastosowań trifluorek chloru był bardzo interesujący dla Wehrmachtu. Jedną z ciekawych właściwości chemicznych tego związku była pasywna warstwa, która powstawała w miejscach styku z metalem. Pozwalało to na szereg eksperymentalnych zastosowań, np. jako konwencjonalna amunicja zawierająca trifluorek jako gaz bojowy lub w bombach zapalających do podniesienia temperatury spalania. Ktoś nawet wpadł na pomysł użycia tego gazu jako paliwa do rakiet - co oczywiście wypróbowano.

Kolejnym ciekawym zastosowaniem miało być wykorzystanie trifluorku jako paliwa do torped - testy wykazały, że napędzane tym gazem torpedy nie pozostawiały za sobą ostrzegawczego śladu na wodzie. Przeprowadzano również liczne testy na obiektach fortyfikacyjnych, a konkretniej na ich systemach wentylacyjnych. Pierwsze próby na Linii Maginota wykazały, że ilość tlenku węgla, jaka powstawała po dostaniu się gazu do wnętrza bunkra, wielokrotnie przewyższała poziomy śmiertelne. Jeżeli atak gazowy połączony był z użyciem miotaczy ognia, to w bunkrze dochodziło do pożaru o temperaturze nawet 2500 stopni, co skutecznie eliminowało zarówno sam bunkier, jak i jego załogę.

Mimo szeregu potencjalnych zastosowań trifluorek okazał się zbyt wymagający w użytkowaniu. Jego niestabilność i silna reaktywność znacznie utrudniały jego transport, nie wspominając nawet o zastosowaniu bojowym. Nie istniały nawet sposoby na uniknięcie rażenia własnych jednostek podczas potencjalnego ataku. Wnioski te potwierdziły, niestety, testy na więźniach pobliskiego obozu koncentracyjnego Sachsenhausen. Wiemy o co najmniej 750 więźniach, których zmuszono do eksperymentowania z tą niebezpieczną substancją. Wielu z nich zginęło, a ci, którzy jakimś cudem przetrwali, zostali straceni.


Jedna z trzech wież wentylacyjnych nad bunkrem. Je również zabezpieczono 3,5-metrową warstwą betonu.

Produkcja trwa

Mimo "niepisanej umowy" pomiędzy mocarstwami dotyczącej nieużywania gazów bojowych w walkach, obie strony konfliktu przez całą wojnę rozwijały swój arsenał gazowy. Cały kompleks osiągnął zdolność produkcyjną trifluorku dopiero pod koniec wojny. Jesienią 1944 roku wyprodukowano 30-50 ton, a to i tak niewiele, bo cały kompleks miał produkować nawet 90 ton trifluorku miesięcznie! Obliczono, że koszt wyprodukowania kilograma tej substancji to tylko 100 RM (marek Rzeszy). Jest to stosunkowo niewiele, a jeżeli porównamy to z kosztem całej budowy, czyli około 100 milionów RM, to wydaje się kosztem niemalże znikomym. Wyprodukowany gaz nigdy nie został użyty w walce i jest bardzo prawdopodobne, że do dzisiaj leży gdzieś na dnie Bałtyku - czyli tam, gdzie po wojnie zrzucono większość niemieckich zapasów gazów bojowych.


Plan pierwszego poziomu bunkra wraz ze 174-metrowej długości wewnętrznym torowiskiem.

Na co komu gazy?

Gazów bojowych nie wykorzystano na polu walki. Jest to o tyle zaskakujące, że po obu stronach konfliktu przez cały okres wojny testowano nowe gazy i zwiększano zapasy tych już znanych. Warto zastanowić się, czemu poprzednia wojna obfitowała w ataki gazowe, a podczas drugiej nikt nie odważył się użyć tej broni, pomimo posiadania ogromnych zapasów. Hitler wiedział, że jakikolwiek atak gazowy spotka się z odwetem. Zwłaszcza po 1943 roku, kiedy to obrona przeciwlotnicza Rzeszy załamała się, a jej miasta bombardowano. Wiedział, że ewentualny atak odwetowy nastąpi nie z ziemi, tylko z powietrza. Brytyjczycy byli na to gotowi, wszak wyprodukowali podczas całej wojny 1,5 miliona bomb lotniczych napełnionych gazem.

Mimo to III Rzesza przez całą wojnę produkowała ogromne ilości broni gazowej. Samego sarinu, gazu paralityczno-drgawkowego, którego tylko kilkanaście miligramów działa zabójczo na ludzi, wyprodukowano aż 12 000 ton. I tak było im mało, bo jeszcze pod koniec wojny w 1943 rozpoczęli budowę drugiego kompleksu, którego zadaniem miała być tylko i wyłącznie produkcja sarinu! Jego pozostałości do dziś znajdują się tuż obok Seewerk.

Podsumowując - nikt nie chciał używać gazów bojowych. Jednak nigdy nie było wiadomo, co zrobi przeciwnik i profilaktycznie trzeba było mieć tę broń do ewentualnego ataku odwetowego. Przykładowo sam Churchill po usłyszeniu plotek o użyciu gazu przez Niemców w okolicach Donu rozkazał stworzenie planu bombardowania bombami gazowymi niemieckich miast. Plotki nie potwierdziły się i do nalotu gazowego nigdy nie doszło. Przypomina to trochę stan rzeczy z zimnej wojny, kiedy oba supermocarstwa produkowały tysiące głowic nuklearnych tylko po to, by zniechęcić przeciwnika do ataku nuklearnego i być gotowym w każdej chwili odpowiedzieć na ewentualne uderzenie.


Dobudowany w 1942 roku dodatkowy komin wentylacyjny wraz z tunelem do bunkra. Specjalnie do tego powstała wieża po prawej okazała się być niewystarczająca w przypadku wybuchu gazu.

Ostatnie tygodnie pod niemieckim zarządem

W lutym 1945 roku, gdy Rosjanie zbliżali się do granic Rzeszy, Hitler rozkazał, aby żaden z produkowanych przez Rzeszę gazów bojowych oraz amunicja nim wypełniona nie wpadła w ręce Sowietów. Liczne specjalne pociągi transportowały do Bawarii urządzenia oraz pojemniki z gazem. Niespełna miesiąc po wydaniu rozkazu o ewakuacji kompleksu 18 marca 1945 roku doszło do jedynego w jego historii nalotu bombowego przeprowadzonego przez zachodnich aliantów. Nie wywołał on dużych strat i nie przeszkodził w ewakuacji, po której kompleks krótko służył jako miejsce dowodzenia wojskami broniącymi Odry. W dniach 14-18 kwietnia elementy dywizji Gross Deutschland przygotowywały się do obrony terenu, ale z niewiadomych przyczyn uciekły tuż przed przybyciem Rosjan. Pod koniec kwietnia niebroniony obiekt został zajęty przez Sowietów i rozpoczął się kolejny, nie mniej tajemniczy, etap w historii tego miejsca.


Wjazd do bunkra. Kiedyś wjeżdżały tędy pociągi.

Sowieckie porządki

Do końca 1946 roku trwał bezustanny demontaż wszystkiego, co miało jakąkolwiek wartość. Zdemontowano nawet kompletne przyłącze kolejowe zbudowane tylko dla tego kompleksu - czyli aż 15 km torów. Do dzisiaj nie jest jasne, co wyniesiono z bunkra - istnieją relacje świadków opisujące usuwanie sprężarek wykorzystywanych do sprężania trifluorku chloru z najgłębszego poziomu bunkra oraz akcję opróżniania komórek magazynowych, są to jednak niepotwierdzone informacje i znając skrupulatność Rosjan, pewnie nigdy nie będziemy w stanie ich potwierdzić.

Liczne zabudowania na powierzchni przemianowano wtedy na stacje remontowe dla pojazdów Armii Czerwonej. Do 1959 roku nikt nie miał za bardzo pomysłu, jak wykorzystać ten kompleks, a na terenie miasteczka notorycznie pojawiali się pracujący dla czerwonoarmistów cywile. Dopiero w 1959 roku wprowadzono zakaz wstępu na teren kompleksu, a przestrzeń powietrzną nad nim ponownie (po niemieckim okresie) objęto całkowitym zakazem poruszania się samolotów. Zdecydowano się umieścić tutaj punkt dowodzenia nowo powstałym Układem Warszawskim . Miejscu nadano nowy kryptonim Militarsiedlung Nr 1 (Wojskowe Osiedle nr 1).


Pomieszczenie dowodzenia na poziomie -2. Na lewo znajdowały się mieszkania dla dowódcy i jego zastępców. Znajdują się tam jedyne 2 wanny kąpielowe w całym bunkrze. Reszta żołnierzy służących w bunkrze nie mogła liczyć na takie luksusy - na 40 żołnierzy przypadała tylko jedna toaleta.

Przebudowa bunkra do nowych celów

Jako że tamte lata to apogeum zimnej wojny i zagrożenia nuklearnego, to cały bunkier trzeba było zamienić w atomowe centrum dowodzenia.

Tunel kolejowy przebudowano na dwupoziomowy system śluz ABC, czyli chroniący przed zagrożeniem atomowym, biologicznym i chemicznym. Zainstalowano specjalne pomieszczenia do kwarantanny i kilka kilkusetkilogramowych drzwi, które zachowały się do dzisiaj.

Na drugim poziomie bunkra powstało centrum dowodzenia i lokale mieszkalne dla dowódcy i jego zastępcy. Wielkie hale produkcyjne podzielono na mniejsze pomieszczenia, 64 pomieszczenia magazynowe na trifluorek chloru zostały zamienione na biura i pokoje mieszkalne.

Wszystkie 3 wieże gruntownie przebudowano i wyposażono w system filtrów i czujników, a rozległy system wentylacyjny został zamieniony na klimatyzację. Przebudowa wewnątrz bunkra trwała aż do końca istnienia Związku Radzieckiego i była prowadzona w iście sowieckim stylu. Na szybko, po taniości i bez planu - w efekcie tej przebudowy do dzisiaj NIKT (pewnie nawet sami Rosjanie ich nie mają) nie dysponuje aktualnymi planami tego miejsca. Istnieją co prawda rosyjskie plany, ale są one tak niedokładne, że wyklucza to ich jakiekolwiek używanie. Aktualne plany bardzo by się przydały, bo w samym bunkrze bardzo łatwo się zgubić - wszak na 4 poziomach i dwóch międzypoziomach powstało około 400 pomieszczeń połączonych kilometrami tuneli wentylacyjnych!

Równolegle do rozbudowy pod ziemią trwała rozbudowa zabudowań na powierzchni. Do końca 1989 powstało tam ponad 30 budynków, w których stacjonował cały garnizon wojsk sowieckich - coś jak Borne Sulinowo lub Pstrąże w Polsce (bez złomiarzy). Powstałe w ten sposób miasteczko było całkowicie samowystarczalne, a jego istnienie utrzymywano w tajemnicy aż do 1989 roku.


Rosyjskie plany bunkra. Poziom dokładności tych planów jest taki, że odradzam komukolwiek jakiekolwiek sugerowanie się nimi pod ziemią.

Czasy nowożytne

W związku z upadkiem ZSRR od 1989 roku trwał demontaż wszystkich urządzeń z wnętrza bunkra oraz z miasteczka. A było co zabierać, gdyż pomimo nieukończenia przebudowy stanowisko dowodzenia osiągnęło zdolność bojową, a na powierzchni stało prawie 30 kilkupiętrowych budynków, w których mieszkało wraz z rodzinami prawie 1000 wojskowych. Cała akcja trwała aż 3 lata do 1992 roku, kiedy to cały obiekt przekazano władzom niemieckim.


Zdjęcie lotnicze z 1992

Zimna wojna była już skończona, gazów bojowych też nie było trzeba już produkować, więc i niemieckie władze nie miały pomysłu, co zrobić z tak ogromnym kompleksem. Pozostawiono go samemu sobie na 9 lat i dopiero w 2001 roku został przekazany w ręce prywatne, w których z małymi przerwami znajduje się do dziś. Właściciel terenu stworzył na nim jedno z największych pól ASG/paintballowych w Europie. Obejmuje ono głównie radzieckie budynki dobudowane w latach 70. i 80. Reszta budowli, czyli bunkier oraz najstarsze niemieckie budynki, do dziś czekają na pomysł, co z nimi zrobić. I wtedy pojawiłem się ja.


Zdjęcie lotnicze z 1992



No ja.

Wpadasz? To całkiem niedaleko!

To niedostępne przez lata miejsce znajduje się tylko 20 km na zachód od Słubic/Frankfurtu nad Odrą w okolicach miejscowości Falkenhagen [mapa] i jeżeli lubisz takie klimaty, to z przyjemnością Cię tam zabiorę. Biorąc udział w kilkunastodniowej akcji mierzenia całych podziemi, spędziłem setki godzin pod ziemią oraz masę czasu w dokumentach źródłowych. Dzięki licznym wizytom w bunkrze czuję się jak w domu, a przy okazji poznałem właściciela, za zgodą którego od kwietnia organizuję legalne wycieczki po podziemiach i opuszczonym miasteczku nad nim.

Jeżeli lubicie historię, sporty ekstremalne czy klimat postapokaliptyczny, to zapraszam do dołączenia do mojej grupy na FB [link] (lub kontaktu mailowego: kawiakpiotr@gmail.com), gdzie udostępniam szczegóły organizowanych przeze mnie wyjazdów do Falkenhagen, podziemi Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego i innych, bo takich miejsc będzie więcej.

Najbliższe 8-godzinne wycieczki organizuję 28.04, 1.05, 2.05 oraz 19.05.

Istnieje również możliwość umówienia się w wybranym terminie.


Tak samo jak poprzednim razem, na hasło ''jestem z Joe Monstera'' otrzymujecie 5% rabatu.

Promocja dotyczy wszystkich wyjazdów do Falkenhagen do końca czerwca.


Całkiem spory komin jak na warsztat, co? To dlatego, że pod warsztatem znajdowała się zamaskowana elektrownia węglowa, widoczna na kolejnej grafice po lewej stronie.



Przekrój boczny. Budynek po lewej to kilka hal warsztatowych, pod którymi zamaskowano podziemną elektrownię zasilającą fabrykę.

BONUS: Efektywność gazów bojowych

Najnowsze badania ustaliły, że używanie gazów bojowych wywoływało przede wszystkim efekt psychologiczny - według najnowszych szacunków tylko 1% wszystkich zgonów na polu walki spowodowały gazy (dane z I wojny światowej). Można z tego wywnioskować, że ich realna skuteczność była bardzo niska, a gazów używano bardziej jako broni psychologicznej niż ofensywnej.

Z używaniem gazów wiązało się również wiele niebezpieczeństw. Sama produkcja była już niebezpieczna, a stosowanie na polach walki bardzo ryzykowne. Wielokrotnie podczas pierwszej wojny światowej doszło do sytuacji, kiedy wiatr nagle zmienił kierunek i wypuszczony gaz zaczynał razić żołnierzy, którzy go wypuścili. Niektóre gazy zanieczyszczały glebę i nawet dzisiaj, po upływie ponad 100 lat, stężenie np. arszeniku w okolicach belgijskiego miasta Ypres wynosi 176 miligramów na kilogram gleby! Taka ilość uniemożliwia nie tylko rolnictwo na tym terenie, ale również osiedlanie się ludzi, a wedle szacunków francuskich ekspertów miejsca te pozostaną niezdatne do zamieszkania jeszcze przez stulecia.

Podczas jednej z pierwszych wizyt w bunkrze nagrałem amatorski filmik ukazujący jego wnętrze. Jeżeli jeszcze jakimś cudem Wam mało, to podaję link:

https://www.youtube.com/watch?v=O9RZt2LtcXA

BONUS: Pobliski kompleks SARIN II

W 1943, zaraz obok, ruszyła budowa drugiego kompleksu, którego zadaniem była produkcja kolejnego gazu bojowego - sarinu. Budowę tego obiektu zarządził sam Albert Speer, zaufany architekt Hitlera. Prace prowadziła okryta ponurą sławą firma IG FARBEN - wtedy największe przedsiębiorstwo przemysłu chemicznego na świecie. W 1944 roku kontrolę nad budową przejęło Waffen SS. Do końca wojny nie udało się ukończyć budowy, w związku z tym na szczęście nie wyprodukowano tam ani grama sarinu. Niedokończona budowa stoi do dzisiaj. Miejscami można dostrzec jeszcze niezdjęte szalunki, które wiszą tam od 1945 roku. Po wkroczeniu Rosjan ci nie za bardzo wiedzieli, co zrobić z tymi zabudowaniami. Wobec braku innych alternatyw gigantyczne hale produkcyjne przerobiono na... chlewy, i w tej roli służyły przez kolejne dziesięciolecia.


No ja - w dziurze.

Ujęcia z drona

Stosunkowo niedawno powstały pierwsze ujęcia z z drona, ukazujące ogrom kompleksu SEEWERK oraz pobliski kompleks SARIN . Jeżeli ktoś ma ochotę na dokładkę, to zapraszam:

https://youtu.be/SMMus-5W-3s

Oglądany: 121972x | Komentarzy: 48 | Okejek: 541 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało