Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Jak wygląda praca statysty filmowego - Część II: O tym, jak zagrałam w operze u boku samej Małgorzaty Kożuchowskiej

18 600  
82   14  
Chciałabym serdecznie podziękować za wszystkie miłe i krytyczne komentarze dotyczące mojego ostatniego tekstu. Dzisiaj chciałabym się podzielić wspomnieniami z planu filmowego, którego akcja toczy się w stolicy Dolnego Śląska (uwaga, są spojlery).


Plan filmowy dla wielu kojarzy się z wielką przygodą oraz z przepustką do Hollywood. Wielkie produkcje filmowe przyciągają natomiast intrygującą fabułą oraz słynnymi aktorami, którzy biorą udział w takim przedsięwzięciu. Jednak wśród gwiazd mrówczą prace wykonują, często nieco zapomniani, statyści.

Kto rano wstaje, ten gwiazdą zostaje

W stolicy Dolnego Śląska wszyscy miłośnicy filmów historycznych i kryminałów mieli szansę znaleźć się na planie filmu "Plagi Breslau" w reżyserii samego Patryka Vegi. Chcąc bliżej poznać planowe realia, postanowiłam zapisać się jako statysta, aby liznąć chociaż trochę wielkiego filmowego świata. Zapisawszy się w jednej z wrocławskich agencji filmowych, wyruszyłam na podbój świata kinematografii.

Kręcona scena miała mieć miejsce w Operze Wrocławskiej. Tak więc, zgodnie z planem, wszyscy (albo prawie wszyscy), pojawili się punkt 7:00 (albo i wcześniej) pod gmachem. Wśród nich można było spotkać zarówno licealistów, studentów, jak i osoby starsze. Na początek wyszło kilku pracowników agencji, z których każdy miał listę z nazwiskami na daną literę (np. lista od "A" do "D"). Tak, tak, aby móc ubiegać się później o honorarium, trzeba najpierw zostać odhaczonym na tej liście. Tłok był duży, a statystów kilkaset, tak więc cała operacja trwała około pół godziny. Najpierw bowiem trzeba było odnaleźć "swoją" listę, a następnie uważnie słuchać, kiedy zostanie wyczytane twoje nazwisko.

Warto tutaj wspomnieć, że wśród przybyłych znajdowało się wielu "zawodowych" statystów, a także epizodystów, którzy już niejednokrotnie mieli szansę zagrać w serialu albo filmie. Z rozmów wynikało, że jest to dla nich przede wszystkim ciekawy, choć nieco męczący sposób na spędzenie czasu. Sama miałam jednak szansę poznać dwie panie, które już niejednokrotnie grały w serialach paradokumentalnych. Od nich też dowiedziałam się kilku rzeczy na temat statystowania oraz grania! Były jednak nieco zaskoczone, ale i zadowolone, kiedy dowiedziały się, że chcę napisać o statystowaniu artykuł.

Nie szata zdobi człowieka, ale... perły już tak

Następnym krokiem był podział statystów na grupy, gdzie główną wytyczną jest ubiór. Po zapisaniu się na statystowanie otrzymaliśmy informację, aby przyjść na plan zdjęciowy w odpowiednim ubiorze, tj. galowym. Scena dzieje się bowiem w trakcie spektaklu. Wielu mężczyzn odziało się więc w eleganckie garnitury, a kobiety w balowe suknie, których mogłyby pozazdrościć księżna Megan i Kate, oraz w szpilki (co jednak nie było do końca najlepszym pomysłem, ale o tym za chwilę). Tak więc zebrani zostali podzieleni na trzy grupy (od miejsca w grupie zależało, kto gdzie będzie siedział – czy z przodu, czy z tyłu). Mi się poszczęściło i zostałam zaproszona do grupy pierwszej – czyli najelegantszej.
Jednak wśród "najmodniejszych" wybrano także "elitę", która miała zająć pierwsze miejsce na widowni (a nawet uczestniczyć w epizodzie – krótkiej scenie). Osoby te zyskały miano: "pereł". Sytuacja była zabawna, gdyż wiele osób chciało dołączyć do tego elitarnego grona (w tym i oczywiście ja), ale nie wszystkim było to dane. Jedną z sympatyczniejszych historyjek była sytuacja, kiedy chłopak otrzymał ten zaszczytny tytuł, a jego dziewczyna już nie. Statysta więc, jako dżentelmen, chciał zrzec się honorowego tytułu, jednak ostatecznie jego dziewczyna także zyskała miano "perły".

Upiór - podpalacz w operze

Następna scena miała miejsce w operze, gdzie też miała rozegrać się scena podpalenia. Warto tutaj wspomnieć, że samo umiejscowienie statystów jest ciężkim zadaniem. Owszem, statyści byli podzieleni na "rzędy", ale jednak w praniu okazało się, że w niektórych miejscach brakuje osób, a gdzieniegdzie są zbyt duże "zbitki". Tak więc podczas usadzania każdy statysta zmieniał swoje miejsce kilkukrotnie i tym samym ćwiczył swoją kondycję. Jedynie "perły" miały zagwarantowane miejsce w pierwszym rzędzie.
W trakcie kręcenia sceny statyści (oprócz biegania) mieli także szansę na zobaczenie sceny z bliska. Z balkonu (gdzie ostatecznie się znalazłam) mogłam więc obserwować m.in. knowania "zamachowca", a także całą scenę ukazującą feralne przedstawienie – gdzie ginie urzędniczka.

Co mnie najbardziej zaciekawiło – szansa zobaczenia występu profesjonalnego pirotechnika. Aktorka odgrywająca rolę nieuczciwej urzędniczki została naprawdę podpalona...! Oczywiście jednak kaskaderka miała na sobie specjalne ubranie, a nad wszystkim czuwał strażak, trzymający w pogotowiu gaśnicę, a także ratownik medyczny z maseczką i tlenem. Również sam ogień, który obejmował nieszczęsną artystkę, został sfilmowany za pomocą odpowiedniej kliszy, dzięki czemu w filmie osiągnięto zupełnie odmienny i bardziej złowieszczy efekt, niż było naprawdę. Wiele osób zaczęło nagrywać tę scenę, pomimo usilnych próśb, aby tego nie czynić. Pracownicy w końcu zgodzili się na to, aby filmik nagrać dla siebie, jednak z usilnym zastrzeżeniem, aby nigdzie go nie publikować. Chodziło o to, aby nie wyciekło zbyt dużo informacji dotyczących filmu!

Drugą sceną, chociaż zupełnie odmienną, był występ dwóch śpiewaków, którzy za pomocą śpiewu rozmawiali ze sobą. Sama scena była powtarzana kilka razy, więc trochę żal mi się zrobiło ich głosów.

Naszym zadaniem natomiast było na znak: "Pożar" wybiec z miejsca i uciekać. Samo zadanie było dosyć proste, chociaż monotonne. Można powiedzieć, że jest to jedyna z nielicznych okazji w życiu, gdzie można pobiegać i wykrzyczeć się do woli! Z drugiej strony trzeba było uważać, aby zbytnio się nie śmiać, a uwierzcie mi, nie było to łatwe zadanie.

Do biegu... gotowi... start!

Drugą odgrywaną sceną było wybieganie z opery. I tutaj też ponownie dokonano wyboru, kto dostąpi tego zaszczytu, a kto już może kończyć przygodę z filmem na dzisiaj. Mi się udało i wraz z kilkudziesięcioma osobami mogłam dołączyć do maratonu. Co było najważniejsze? Nie patrzeć w kamerę, ale przed siebie. Za celowe "popatrzenie" w oko kamery i uśmiechnięcie się można było zostać wyproszonym z planu. Powód? Takie zachowanie psuje ujęcie, a scenę trzeba powtarzać jeszcze raz.

Tak więc biegaliśmy kilka razy od gmachu opery do ulicy. W tym momencie cieszyłam się w duchu, że mam buty na płaskim obcasie, a nie na szpilkach! Dla osoby nieprzyzwyczajonej do szpilek bieg po kostce brukowej w takim obuwiu mógłby się bowiem skończyć nie najlepiej! Aby uwiarygodnić swój występ, reżyser sceny poprosił nas, abyśmy wczuli się w swoich bohaterów, co jednak nie było łatwe. Biec na oślep, nie rozglądając się, a przy tym machanie rękami i uważanie, aby się nie przewrócić, jest niezwykle trudne. Jednak nasz wysiłek się opłacił.

W tym momencie mieliśmy bowiem szansę poznać samą Małgorzatę Kożuchowską :-) I to była chwila, na który czekałam cały dzień. Nie tylko zresztą ja. Wiele osób chciało nawet robić zdjęcia (bez jej zgody), co też się spotkało, zresztą bardzo słusznie, z ostrym sprzeciwem ekipy filmowym. Jak się okazało, bohaterka, którą grała, miała dobiec do opery, przepychając się przez tłum. Oczywiście osoby, które miały dostąpić zaszczytu okrążenia aktorki zostały również wybrane. Postawiono więc zrobić próbę, a sama scena wyglądała trochę jak polonez na studniówce. Pani Małgorzata Kożuchowska musiała się przecisnąć pomiędzy dwoma rzędami. Same próby wywołały wiele wesołości, zarówno u aktorki, jak i grających statystów. Kiedy ten wariant przećwiczono, można było odtworzyć scenę, z tym że reżyser sceny zaznaczył, że Małgorzata Kożuchowska sama "wybierze" kogoś, kogo popchnie, a także aby samemu nie zastawiać jej drogi.

Ja dostąpiłam "zaszczytu popchnięcia" podczas dziesiątej próby. Jednak prób było jedenaście, więc ta chwila na pewno nie znalazła się w filmie. Jednym z ostatnich elementów było wybieganie na drugą stronę opery. A w samej scenie wzięły udział drony, które filmowały całe widowisko.

Po tym wszystkim, o godzinie 17:00, każdy mógł się rozejść w swoją stronę, chociaż na końcu miała jeszcze miejsce dodatkowa scena, w której dziennikarka rozmawia z osobami. Zanim jednak zaczęto ją kręcić, pracownicy agencji przeprowadzili mini casting, gdzie wybrane osoby miały szansę zagrania małej roli.

Tak więc na tym moja przygoda z planem filmowym się zakończyła. Jednak jak się okazało, to nie był koniec moich przygód...

Statystowanie: porady

- Postaraj się wybrać jak najlepszy strój, tak aby odpowiadał do sceny, którą odgrywasz. Być może zostaniesz "perłą" :-)
- O ile to możliwe, wybierz także wygodne dla ciebie obuwie.
- Przynieś ze sobą kanapki i wodę. W tym przypadku firma zapewniła kanapki i napoje, ale nie jest to regułą.
- Podczas kręcenia sceny nie patrz w kamerę, bo możesz zepsuć scenę.
- Nie udostępniaj publicznie zdjęć ani filmów z planu. Obowiązuje cię w tym przypadku tajemnica.
- Zaplanuj cały dzień na statystowanie. Bądź także w dobrej formie. Aby statystować, trzeba być w dobrej kondycji i być dyspozycyjnym.

Plusy i minusy

+ możliwość zobaczenia "planu filmowego" od kuchni
+ możliwość spotkania ulubionego aktora albo reżysera :-)
+ możliwość dorobienia sobie
+ możliwość przedpremierowego obejrzenia fragmentu filmu
+ szansa na zagranie "epizodu" w przyszłości
+ możliwość "zagrania" w filmie
+ możliwość wcielenia się w zupełnie odmienną postać

- statystowanie może zająć dużo czasu, nawet ok. 10 godzin
- stawki za statystowanie są różne, jednak nie są one wysokie
- statystowanie jest chwilami albo nużącym, albo męczącym zadaniem
- najczęściej trzeba samemu zapewnić sobie odpowiedni strój.

<<< W poprzednim odcinku


Oglądany: 18600x | Komentarzy: 14 | Okejek: 82 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało