Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Sąsiad, który lubi jeździć po pijaku, ślepe śledzie i inne anonimowe opowieści

55 629  
215   57  
Dziś przeczytacie o niesamowitym pechu, nieugiętej genetyce oraz sposobie na pijących i jeżdżących po alkoholu.

#1.

Ostatnich kilka lat spędziłam na studiach we Francji. W trakcie zachorowałam na schizofrenię, zorientowała się moja współlokatorka, która jest psychiatrą. Moja rodzina nic o tym nie wie. Właśnie piszę ze szpitala, w którym jestem po raz drugi, bo objawy wróciły. Czujność przyjaciółki pomaga mi przynajmniej próbować uwierzyć, że to, co się dzieje, nie jest prawdziwe - choć czuję inaczej.
Moi rodzice w Polsce nic nie wiedzą. Nie umiem im powiedzieć, boję się ich reakcji. Telefony są krótkie, bo martwię się, że czymś się zdradzę.
Wciąż słyszą, że mam dużo pracy na studiach i wszystko jest w porządku.

#2.

Dzisiaj stwierdzono u mnie raka jelita grubego. Może dziwić, że od razu idę z tym na Anonimowe, ale czuję potrzebę opowiedzenia o tym światu. Niby nic niesamowitego, mnóstwo ludzi otrzymuje tę diagnozę, ale... W wieku dwóch lat miałam usuniętą gałkę oczną - siatkówczak. Jako nastolatka zachorowałam na białaczkę. Lekarze twierdzili wówczas, że raczej nie ma między tym związku. Udało się uzyskać remisję. Świetnie. W wieku 25 lat stwierdzono u mnie raka piersi, przypadkiem - wymacałam sobie sama zmianę. Rzadko w tym wieku, ale zrobiono badania, wykluczono genetyczne uwarunkowania. Pierś usunięto, na razie spokój. W tej chwili mam 32 lata. Według lekarzy ten nowotwór nie ma nic wspólnego z poprzednimi - przeprowadzono diagnostykę genetyczną.
Cóż... Zostaje mi go zwalczyć. I zastanawiać się, co będzie kolejne. Może czerniak?

#3.

Żeby zgrywać niedostępną, powiedziałam facetowi, który bardzo mi się podoba, a który próbował mnie poderwać, że musiałby się trochę bardziej postarać i nic z tego.
Próbował popełnić samobójstwo.

#4.

Kiedy byłem w podstawówce, do mnie i mojego kumpla przyczepił się taki nielubiany przez nikogo typ. Zaciskaliśmy zęby, ale jakoś znosiliśmy jego towarzystwo. Gdy na jakimś wyjeździe chciał ze mną usiąść w autobusie, wypaliłem w końcu, żeby się odczepił, bo wcale go nie lubię. Pamiętam jego łzy.
Ta historia ma 20 lat, a jednak ciągle mnie prześladuje. Dlaczego? Ożeniłem się z kobietą, która była prześladowana w szkole. Wciąż ponosi tego konsekwencje - brak pewności siebie itp., a ja czuję się jak jej oprawca, bo zrobiłem coś podobnego komuś innemu.

#5.

Potrąciłem ostatnio dzika. Auto mocno ucierpiało, ale nie w tym problem.
Nie pozbierałem zwierza, nie robiłem zdjęć (nie mam autocasco, więc nie widziałem zwyczajnie potrzeby), zepchnąłem go do rowu i zapomniałbym o sprawie, gdyby nie fakt, że po kilku dniach dowiedziałem się, iż dokładnie tej samej nocy w mojej okolicy został potrącony jakiś człowiek, a sprawca uciekł.
Nie muszę mówić, że wszyscy patrzą na mnie… dziwnie? Podejrzewam, że nikt nie wierzy w moją wersję i zostaje tylko czekać na wizytę smutnych panów…

#6.

Ostatnio powiedziałam mojemu mężowi, że "dzisiaj na obiad będą ślepe śledzie". Odpowiedział, że świetnie, bo lubi (co mnie trochę zaskoczyło, znając jego raczej niezbyt wegetariańskie gusta, ale nie wnikałam). Słowem wyjaśnienia dla tych, którzy nie znają - to coś w stylu zalewy z m.in. śmietany i cebuli, takiej, jaką zwykle dodaje się do śledzi.
No i stawiam przed nim ten obiad, a on patrzy na mnie wybałuszonymi oczyma i pyta, gdzie są jego śledzie.
- No nie ma...
- Ale przecież mówiłaś, że dzisiaj na obiad śledzie.
- No ale ślepe śledzie...
- Ale mnie ch** obchodzi, czy one będą widziały, ja chcę moje śledzie!
Moja mama podjęła w tym momencie tłumaczenia, że to takie śledzie bez śledzi, ale raczej niezbyt usatysfakcjonowały one rozczarowanego męża - bo on tak lubi śledzie, ja mu obiecałam, a on ich nie dostał.
Frustracja narosła na tyle, że pojechał po śledzia - coby go do tego "niedokończonego" obiadu dołączyć. Była większa, gdy wrócił bez, bo okazało się, że w całej okolicy się już tego dnia skończyły.
Podsumował, że "wszyscy ku*wa mają śledzia, tylko nie ja".

#7.

Kiedy słyszę od znajomych, że zbyt mocno się maluję, to nienaturalne i zwyczajnie nieładne, odpowiadam, że tak lubię.
To nieprawda. Tak naprawdę mam na twarzy okropne blizny - historia z dzieciństwa, ojczym gasił na mojej twarzy papierosy.
Wolę uchodzić za lalunię z maską zamiast twarzy niż to pokazywać światu.



#8.

Jestem psychiatrą.
Rano przyszła do mojego gabinetu pacjentka, która twierdziła, że jej sąsiadka z sali zatruła jej wodę. Urojenia prześladowcze, podtruwania... No klasyka gatunku schizofrenii. Pokiwałem więc tylko głową i powiedziałem, żeby się nie przejmowała, że to jej nie zaszkodzi. Bardzo się opierała, ja namawiałem do swobodnego picia tejże wody.
Wieczorem pacjentka wpadła we wstrząs, ledwo ją odratowaliśmy.
Sąsiadka rzeczywiście wrzuciła jej do wody tabletki, które cholera wie, skąd wzięła.

#9.

Kiedy wczoraj wieczorem przejeżdżałem koło domu mojej dziewczyny, zagapiłem się na jej okno - paliło się światło, liczyłem, że mi mignie, a nie miałem czasu, żeby do niej wpaść. Wskoczył mi pod koła jej pies - najwidoczniej znów przekopał się pod płotem, a pewnie poznał mój samochód i się do niego rzucił. Mimo strachu o jej reakcję zatrzymałem się, złapałem psiaka i zawiozłem na pogotowie weterynaryjne. Niestety weterynarz nie był w stanie nic zrobić.
Cóż... Nie jesteśmy już razem.

#10.

Nasza córka ma 28 lat. Dzisiaj okazało się, że ma grupę krwi 0, chociaż oboje z żoną mamy AB i nie ma takiej genetycznej możliwości.
Nie, ewentualna zdrada żony też by tego nie wyjaśniała, osoba z grupą AB nigdy nie urodzi/spłodzi osoby z grupą 0.
Może to oznaczać tylko jedno - Gosia nie jest naszą córką. Nie mamy pojęcia, jak to się stało. Najbardziej prawdopodobna wydaje nam się podmiana przy porodzie...

#11.

Jestem kleptomanką. Nie potrafię wyjść ze sklepu, nie wynosząc czegoś - czegokolwiek, to może być nawet wafelek za kilkadziesiąt groszy. Co gorsza, dotyczy to również innych miejsc, choćby domów moich znajomych. Dotychczas nikt jeszcze nie zauważył zaginięcia jakiegoś breloczka czy innej małej ozdóbki - a przynajmniej nie powiązał tego ze mną. Kiedyś pewnie to się stanie, ale nic nie poradzę. To silniejsze ode mnie.

#12.

Jakiś czas temu w ramach głupiego zakładu połknąłem pająka krzyżaka. Pewnie nie byłoby tego wyznania, gdybym nie okazał się uczulony na jego jad czy co on tam ma. Oczywiście zdążył mnie dziabnąć przed połknięciem, co zakończyło się połową dnia na pogotowiu.
Dlaczego piszę o tym dzisiaj? Bo spotkałem na ulicy pielęgniarkę z tego pogotowia. Sądziłbym, że nie zapamiętują pacjentów... Cóż, najwyraźniej takich tak.
Zapytała, czy wciąż gustuję w tak egzotycznej kuchni.

#13.

Mój sąsiad ma nieprzyjemny nawyk - jeździ po alkoholu (tak, wiem, że większość ludzi po drodze, zabawne, he, he). Jak wypije, to ma ochotę na przejażdżkę i znika na pół nocy, nikt nie wie, gdzie. Wszyscy w okolicy boimy się, że w końcu kogoś z nas - albo siebie - zabije (chociaż - o ironio! - jak na razie wracał całym autem). Tak poza tym to całkiem przyjemny gość, po prostu ma pewien problem.
Zgadaliśmy się wreszcie i obmyśliliśmy niecny plan. Kiedy wrócił po jednej z takich wypraw, auto zostawiając jak zwykle samopas na podjeździe i udając się chwiejnym krokiem do domu, zapewne celem spoczęcia, odczekaliśmy jakiś moment i… skasowaliśmy mu brykę.
Tak, jakieś metalowe pręty itp., słowem, co mieliśmy, użyliśmy do rozwalenia jego maski. Na koniec, żeby dodać smaczku, polaliśmy ją zwierzęcą krwią (kumpel pracuje w rzeźni, nie pytajcie mnie, w jaki sposób ją wyniósł).
Minął tydzień. Dotychczas cisza, a sąsiada pijanego jeszcze w tym tygodniu nie widziałem. O aucie nikomu się nawet nie zająknął.



#14.

Sam robiłem na własnej budowie łazienkę, włącznie z przyłączem i samym sedesem. Wiszącym. Tylko że coś mi nie wyszło.
Wprowadziliśmy się w ubiegłym tygodniu. Celem posiedzenia trzeba podstawiać jakiś taborecik, inaczej nogi będą dyndać w powietrzu.
Mam 1,8 m wzrostu.

#15.

Mieszkam na skraju lasu, co wiąże się z istotnym problemem. Ludzie często zatrzymują się koło mojego domu i wchodzą do tego lasu za potrzebą. Co bardziej wstydliwi dość głęboko, więc nie wystarczy unikać terenu przydrożnego.
Co mnie to obchodzi? Ano to, że mój pies chętnie korzysta z mojej nieuwagi na spacerze, żeby użyć nieco „perfum”. Wkurza mnie to, że nie mogę koło własnego domu spacerować bez obaw, że będę prać psiaka.
Stacje z toaletami są nieopodal. Dziki las, daleko od zabudowań, również. Tyle tytułem wstępu.
Dzisiaj rano właśnie wychodziłem na autobus, kiedy kolejny cwaniaczek się zatrzymał. Przypiliło widać, bo zostawił odpalone auto na poboczu i poleciał w las, gdzieś głębiej chyba, bo go nie widziałem.
Cóż... Niewiele myśląc, wsiadłem do tego samochodu i najzwyczajniej w świecie odjechałem. Nie, nie ukradłem, zostawiłem auto kilkadziesiąt metrów dalej, koło przystanku - po dobrym rozejrzeniu widoczne z pierwotnego punktu.
Niestety musiałem wsiąść do autobusu, więc nie mogłem obserwować miny gościa, gdy wyszedł z lasu i nie zobaczył swojego samochodu.
Żałuję! Liczę, że oduczy się robić ludziom pod płotem.

<<< W poprzednim odcinku m.in. badanie wzroku i koleżeńska prośba


Oglądany: 55629x | Komentarzy: 57 | Okejek: 215 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało