Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Wielka księga zabaw traumatycznych XVII

20 205  
4   16  
A to ci niespodziankaJak człek sam się boi, to braciszka na pokuszenie wysyła. A że dla młodszego jesteśmy autorytetem, to braciszek wykonuje polecenia bez słowa skargi... A doświadczalnie dziś poznamy, że są różne napięcia oraz jak zostać nieświadomą przyczyną dość sporej akcji milicyjnej...


UWAGA: Nie powtarzajcie tego nigdy, oraz uważajcie na swe pociechy...

Dziewczynki i petardy to dwie sprzeczności, przekonamy się o tym za chwilę:

Jak byłam mała i byliśmy u babci to wujkowie mieli jakieś ruskie petardy co to rodzina ze wschodu przywiozła. Ubłagałam wujków, żeby mi dali jedną. No to dali od palili. Ja podjadana stoję i patrzę jak ładnie ogień zżera lont. I nagle jak nie walnie. Oczywiście nie wytłumaczyli dziecku, że petardę się wyrzuca. Skończyło się tylko na oparzeniu dłoni i całym dniu spędzonym z ręka w kubku z zimną wodą. Wujkowie dostali opiernicz od babci, że dziecku pozwolili się petardami bawić.

by Madzik102

* * * * * 

Trzeba cenić pieniądze i chronić je... Jak najlepiej to zrobić? Poczytajcie:

Mając jakieś 3 lata zwinąłem rodzicom z bieliźniarki całe ich oszczędności po czym równiutko poukładałem je pod dywanem, jeden pieniążek przy drugim (a było tego równowartość sporego mieszkania) i po znudzeniu się zabawą z powrotem przykryłem dywanem. Rodzice szukali tych pieniędzy jakieś parę godzin.
Najpierw myśleli, że zapomnieli gdzie je schowali, potem chcieli wzywać MO, a dopiero na końcu padło pytanie czy bawiłem się takimi karteczkami? Ja oczywiście że tak i elegancko zaprowadziłem ich do pokoju, gdzie pod dywanem ukryte były te fajne rysuneczki z panami Jeffersonem, Franklinem czy Kopernikiem... Lania nie dostałem, rodzice byli dzięki mnie tak szczęśliwi, że w zasadzie zasłużyłem nawet na nagrodę!

by Wolus

* * * * * 

Nieświadomym będąc można wywołać niezłą akcję milicyjną...

Mając jakieś 4-5 lat - bawiłem się żołnierzykami i - było ok.19.00 - zasnąłem między krzesłami pod stołem. W tym czasie mój tatuś wraz z kolegą ubijali w kuchni jakieś interesy - oczywiście po staropolsku lekko zakrapiając. W pewnym momencie - kolega miał wychodzić, gdy tato spostrzegł, że syna nie ma ... Przeszukanie mieszkania i podwórka nie dało rezultatu, a więc zgłosili moje zaginięcie na milicję*. Ponieważ komisariat był raptem 200 m, a obok płynęła rzeka - po chwili funkcjonariusze rozpoczęli poszukiwania: przetrząsanie krzaków i nabrzeża rzeki, brodzenie w wodzie, wezwano psy, itd, a jeden z nich wraz z oboma delikwentami: tatą i jego kolegą udał się do mieszkania sporządzić protokół. 
W tak zwanym międzyczasie, gdy ojciec z kolegą przetrząsali podwórko - moja mama wróciła na chwilę od sąsiadki i znalazłszy mnie śpiącego na podłodze pod stołem, przeniosła do łóżka, po czym wróciła znowu "na kawkę". 
Jakież było zdumienie milicjanta gdy pierwszą rzeczą, którą ujrzał w mieszkaniu był "zaginiony syn" śpiący smacznie w łóżeczku. Oczywiście całą akcję odwołano, zaś zapewnieniom dwóch lekko wstawionych gości, że "jeszcze kilka minut temu go nie było" jakoś nikt nie wierzył. Chyba tylko znajomościom obaj panowie zawdzięczają fakt, iż tę noc spędzili we własnych łóżkach, bo wszyscy milicjanci byli wściekli jak cholera!!!

* dla młodszych czytelników. W Polsce nie zawsze była Policja. Dawniej Policja nazywała się Milicja Obywatelska (MO).

by Wolus

* * * * * 

Zaczynamy temat ognisko + benzyna, lub raczej benzyna + ognisko,,,

Byłem już wtedy cholernie dorosły, jakaś 4 klasa podstawówki, na tyle dorosły, że wolno mi było samemu zajmować się rozpalonym pod nadzorem ogniskiem. Ale co tam, taki jestem ważny to sam z kolega rozpalę pierwsze ognisko po zimie. Jako, że roztopy były niedawno, wszystko mokre itd, kolega wpadł na pomysł, żeby benzyną podać. Tak ze dwa litry. Potem musieliśmy się pokłócić o to, kto podpala, kiedy w końcu udało mi się wygrać utarczkę słowną. Całe powietrze w okolicy było przesycone oparami wachy. Pochyliłem się nad stosem drewna i potarłem zapałkę. Dobrze, że się nie zaciągnąłem, bo jak bym sobie poparzył płuca to dużo już bym nie napisał, a tak skończyło się zaledwie na spalonych wszystkich włosach z przodu, oczywiście łączne z brwiami i rzęsami oraz całym dniu spędzonym na trzymaniu twarzy w misce z zimną wodą i oddychaniu przez rurki do napojów...

by Irrelevant

* * * * * 

Zostaniemy w temacie ognia. Tym razem świeczka w akcji:

Mając niecałe 8 lat, lubując się w zabawach z ogniem postanowiłem zrealizować jeden z moich najgłupszych pomysłów. W domu były 2 pokoje, a pomiędzy nimi kuchnia. W drugim pokoju mój ojciec oglądał telewizje. W moim pokoju stała szafa z ubraniami, na każdej półce wyłożony był papier pod ubraniami. Moja zabawa polegała na podpalaniu zapalniczką wystającej części papieru z półki i zdmuchiwaniu. Jednak po kilku razach znudziła mnie zapalniczka i poszedłem po świeczkę. Tym razem postanowiłem trochę więcej podpalić aby mi było trudniej zdmuchnąć (a co będę szedł na łatwiznę). No i jak podpaliłem, to nie mogłem zdmuchnąć! Ze strachu wrzuciłem świeczkę do szafy i poleciałem do drugiego pokoju, gdzie jak wspomniałem - mój ojciec oglądał TV. Po jakichś 2 minutach mój ojciec:
- Co tak śmierdzi, co to za dym?
W niecałe 0,2 sekundy znalazł się w drugim pokoju, okazało się że szafa już się dobrze paliła.. Dostałem taki wpier... że przez dłuuugi czas nie bawiłem się ogniem. Aha - w szafie była mamy suknia ślubna...

by MarYOUsh

* * * * * 

Jak pomóc tatusiowi - wędkarzowi? Najlepiej tak:

Tatuś - zapalony wędkarz wyjechał ze mną pewnego razu na Mazury. Miałam wtedy ok. 2 lat. Wakacje, upał, my oboje na łódce składanej typu „Stynka” . Ja, dla pewności przywiązana grubą linką od cumy za tłusta nóżkę do ławki (żeby w razie wypadnięcia za burtę szybko mnie można było odłowić). Miałam do zabawy tony lalek, misiów, książeczek i kredek. Wybrałam jednak Tatusiowy słoik z robakami. Dla niewtajemniczonych, wyjaśniam, że dwadzieścia parę lat temu nie było dostępnych w sprzedaży przynęt wędkarskich. Robaki były tylko tzw. czerwone – czyli zwykłe dżdżownice. I trzeba było je sobie samemu zorganizować. W upalne lato, nie jest to proste. Więc szło się na specjalne bagienno-podmokłe obszary i hurtowo, w pocie czoła, zdobywało większą ilość upragnionych i drogocennych bezkręgowców. Potem się o nie specjalnie dbało, żeby wytrzymały w niewoli (czytaj: w słoiku, z podziurkowaną przykrywką) i wystarczyły na jak najdłużej. Tyle tytułem wstępu. 

Więc siedzimy na łódce, ja się bawię, Tato odwrócony i skoncentrowany na wędce (jak wiadomo spławik należy czujnie obserwować). Zadowolony, że ja bawię się cicho (bo wszak „na rybach” trzeba być cicho). Po kilkunastu minutach, gdy odwrócił się w moją stronę, ponoć zgroza odmalowała się na jego obliczu. Swymi małymi, tłustymi łapkami zdołałam bowiem odkręcić przykrywkę oraz wysypać zawartość drogocennego słoja, a następnie każdą biedną dżdżownicę dokładnie przewałkować zwinnymi paluszkami i równiutko ułożyć na ławeczce. Komentarz do moich działań być następujący „Tatusiu, popatrz …zrobiłam Ci makaronik…”. 

by Reddevil27

* * * * * 

Zabawa w pikuty przednia jest, ale nie wszędzie...

Byłem małym chłopcem w wieku przed przedszkolnym. Rodzice zostawili mnie samego w domu. Bodajże wyszli do znajomych. Pora była popołudniowa, wiec samemu w domu bardzo się nudziłem. W telewizji nudy (to te  czasy z 2 kanałami), więc chodziłem po domu w poszukiwaniu zajęcia. Wziąłem nóź kuchenny i nie pamiętam teraz czy spadł mi czy celowo rzuciłem nim w parkiet. Konstrukcja jego była na tyle udana, iż wbił się jak na filmie, nawet jeszcze chwile sprężynował. Rzucałem jeszcze chwilę aż rodzice wrócili. Nóż oczywiście schowałem. Ale zdradziła mnie niewyraźna mina i to, ze tak szybko chciałem iść spać. Nie było siły musiałem się przyznać. Pokazałem parkiet na którym było widać efekty zabawy. Ojciec o dziwo przyjął to wyjątkowo spokojnie. Skwitował: A tam parę rys. I wtedy nastąpiły moje dwa feralne słowa - Ale tato - podniosłem dywan. Ojciec nie zdzierżył. No i potem długo nie mogłem z bólu zasnąć.

by p19koz

* * * * * 

Wchodzimy w temat elektryczności. To druga po ogniu rzecz działająca najbardziej na naszą wyobraźnię:

Miałem wtedy 4 lub 5 lat. Wymyśliłem, że zrobię sobie dla zabawy robota kuchennego. Wziąłem więc z kuchni mieszadła, a za mikser posłużył sznur od żelazka (taki z wtyczką sieciową z jednej strony, a wtyczką z otworami z drugiej). Mieszadła włożyłem do otworów we wtyczce do żelazka, natomiast drugą wtyczkę włączyłem do sieci, żeby było bardziej realistycznie. Złapałem za mieszadła i oczywiście poraził mnie prąd. Próbowałem jeszcze przez łzy powiedzieć młodszemu o 2 lata bratu, żeby tego nie dotykał, ale chyba sam widział, że to by nie był najlepszy pomysł...
Od tamtej pory elektryczność traktowałem poważnie.

by PKal

* * * * * 

Z elektrycznością to jest tak, że nie zawsze wszystko pasuje do wszystkiego...

Kiedy miałem ze 6 lat, postanowiłem do rzutnika przezroczy made in GDR podłączyć żaróweczkę od choinki, taką małaą z 2 drucikami. W tym celu na bolce wtyczki rzutnika zakręciłem druciki od żaróweczki, wsadziłem wtyczkę do końcówki przedłużacza od prodiża (to taki przedłużacz co się go wsadza w gniazdo w prodiżu, nie ma zabezpieczeń z boku w gnieździe). Całość podłączyłem do gniazdka elektrycznego. Jak nie pierdutnie, taki płomyczek poleciał za łóżko, na szczęście zanim cos podpalił to zgasł. Od tej pory wiedziałem już że są różne napięcia zasilania...

by Zulu

* * * * *

Pozostaniemy w temacie elektryczności, bezapelacyjnym zwycięzcą jest:

Miałem wtedy jakieś 10 lat. Był wieczór, coś tam robiłem przy biurku. W pewnym momencie przestała działać lampka. Oczywiście była to wina nie łączącego, wiszącego na przewodach gniazdka elektrycznego (cudowne lata 80te, jakość wykończenia mieszkania w stylu
"Alternatywy 4"). Gniazdko było dobrze ukryte za szafkami. Aby się do niego dostać należało zanurkować pod biurko i "na czuja" pogmerać przewodami. Wiedziałem czym to grozi więc... Poprosiłem 5 letniego braciszka o pomoc. Naściemniałem mu, że tylko on jest w stanie wykonać to odpowiedzialne zadanie, łyknął... Finał oczywisty, huknęło, błysnęło, korki, itd... Do tej pory mi głupio jak sobie przypomnę jego przerażoną, osmaloną twarzyczkę.

by Gru

Do zobaczenia za tydzień. Jeśli chcecie się podzielić przeżyciami, piszcie do mnie! Nie zapomnijcie podać nicka.



Oglądany: 20205x | Komentarzy: 16 | Okejek: 4 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

01.08

31.07

30.07

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało