Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Kochana teściowa, dziecięce malunki i inne anonimowe opowieści

45 582  
215   19  
Dziś przeczytacie także m.in. o prezencie dla rodziców, nietypowym komplemencie i ułatwiającej podryw pracy.

Wczoraj moja siostra postanowiła zrobić rodzicom prezent z okazji ich trzydziestej rocznicy małżeństwa. Jako że studiuje ona grafikę, przygotowała animowany pokaz zdjęć naszej rodziny, który zaprezentowała za pomocą projektora. Po „seansie” mama trochę kręciła nosem, że wybrano fotografie, na których źle wyszła. Tacie z kolei nie podobała się muzyka przygrywająca w tle. Młodszy brat porównał ten materiał do „taniego video z wiejskiego wesela”.

Najdziwniejsze jest to, że nikt nie zauważył, że na żadnym ze zdjęć nie było mnie.

* * * * *

Często chodziłam rano do pewnego dużego sklepu po śniadanie, które potem jadłam w pracy. Pewnego dnia zaczepił mnie tam mężczyzna, około 50 lat. Podchodzi, wita się i mówi:
"Obserwuję panią już od jakiegoś czasu i po prostu muszę to powiedzieć. Ma pani takie piękne oczy. Jak... chomik! Ale proszę mi wierzyć. Mój syn ma hodowlę chomików, to są takie mądre zwierzątka".

No cóż... Podziękowałam, w końcu nawet dziwny komplement to komplement.

* * * * *

Parę ładnych lat temu wraz z rodzicami wyprowadziłem się do Amsterdamu. Tu uczęszczałem do szkoły, a obecnie dorywczo pracuję, usiłując zebrać trochę pieniędzy na moje wymarzone (ale niestety prywatne) studia.
Jako że stolica Holandii jest miejscem turystycznej rozpusty, sporo ofert dotyczy branży erotycznej. I w takiej właśnie się zatrudniłem. Znam obsługę kilku programów graficznych, więc przyjąłem robotę projektowania folderów reklamowych i ulotek dla pewnej znanej sieci sklepów z zabawkami dla dorosłych.

Parę dni temu mój szef poprosił mnie, żebym za (naprawdę dobry) dodatkowy hajs rozdawał zrobione przeze mnie ulotki na jednym z najbardziej ruchliwych spacerniaków w mieście. Dopiero później okazało się, że mam to robić w stroju wielkiego, pluszowego członka.
Wiecie co? W czasie trzech godzin pracy podeszło do mnie więcej dziewczyn niż w ciągu całego mojego życia! Bardzo poważnie rozważam udanie się w tym przebraniu do jednego z nocnych klubów. Kto wie? Może wreszcie przestanę być prawiczkiem…

* * * * *

Parę dni temu mój szef zapytał mnie, który - moim zdaniem - pracownik jego firmy jest osobą najbardziej sumienną i zasługującą na awans. Bardzo miło mi się zrobiło, że przełożony liczy się z moim osądem. Bez wahania więc wskazałem jedną z koleżanek, bo uważam, że dziewczyna dużo z siebie daje i zasługuje na wyróżnienie.

Dziś w skrzynce pocztowej znalazłem list z wypowiedzeniem umowy. Zostałem wyrzucony z pracy, a moje miejsce zajęła wskazana przeze mnie dziewczyna…

* * * * *

Mój tata nie miał wyższego wykształcenia. Nie dlatego, że nie chciał. Był nawet bardzo pilnym studentem, ale plany pokrzyżował mu jego młodszy brat - Szymon. Podczas gdy mój rodziciel pilnie się uczył, braciszek słodko się opierniczał. Były już wakacje, więc miał sporo wolnego czasu, który spędzał grając w nogę z kumplami i próbując wymknąć się z domu na noc. „Próbując”, bo rodzice uznali, że będący wówczas w drugiej klasie liceum Szymon musiał zawsze wracać do domu przed 22. Kiedy już wszystkie pomysły na wydłużenie sobie imprez zawiodły, brat mojego pilnie uczącego się taty wychodząc wieczorem na balangę przesunął wszystkie zegarki w domu o godzinę do tyłu. Pech chciał, że następnego dnia rano obronę pracy magisterskiej miał mój ojciec. Kiedy więc dotarł do sali, wystrojony niczym kogut na otwarcie kurnika, okazało się, że jedyne co może zrobić to pocałować klamkę.
Tatko bardzo się na swojego brata wkurzył. Ponoć nawet spuścił mu łomot. Jednocześnie też kategorycznie odmówił kolejnej próby podejścia do obrony. Nikt właściwie nie wie dlaczego.

Czemu przypomniała mi się ta rodzinna historia? Ano temu, że po ponad czterech dekadach od tamtych wydarzeń, mój tata wreszcie obronił swoją pracę. W tajemnicy przed wszystkimi. Dowiedziałam się o tym, kiedy wczoraj wpadł do domu w garniturze, chwycił za telefon i gdzieś zadzwonił. „Szymon? Ty ryży ch#ju!” - rzekł. - „Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Mam dla ciebie prezent. Oprawię ci go w ramkę i powieszę nad łóżkiem!”.
Dopiero wtedy zobaczyłam, że trzyma w dłoniach dyplom ukończenia studiów!

* * * * *

Kiedy byłam około pięcioletnią dziewczynką, postanowiłam przy użyciu kredek przyozdobić ściany mojego pokoju pięknymi rysunkami. Tak powstało wspaniałe dzieło przedstawiające księżniczkę w zamku i potwora, który próbuje ją zjeść (przynajmniej ja to tak widziałam, bo dla rodziców były to niezrozumiałe bazgroły). Pamiętam, że rodzice bardzo na mnie nakrzyczeli. Oczywiście usłyszałam, jak się na mnie zawiedli, że zniszczyłam ściany, etc.

Miało to miejsce jakoś w okolicy Świąt i akurat odwiedzała nas rodzina taty, która przyjechała z innego miasta. Tata postanowił pokazać bratu jakie ma ze mną utrapienie i jak zniszczyłam ściany w niedawno remontowanym pokoju. Wujek widząc te bohomazy, pocieszył ojca mówiąc, że na całe szczęście nie narysowałam tego świecówkami, bo ciężko byłoby to zamalować. Byłam zadowolona ze swojego dzieła i nie chciałam, aby zostało zamalowane, a on tymi słowami podsunął mi pomysł, jak je ocalić.

Gdy goście siedzieli przy kawie i cieście w salonie, ja pieczołowicie poprawiałam rysunki kredkami świecowymi.

* * * * *

To był piękny, lipcowy poranek, po ciężkiej nocy spędzonej w pracy wróciłem do domu zaspany i zmęczony. Zobaczyłem górę opału, koszmar... Co prawda mieli go przywieźć za dwa dni, ale trudno, widać pospieszyli się. Czekała mnie robota. Zadzwoniłem po kumpla, przyjechał i zaczęliśmy wspólnie zrzucać całe 5 ton. Po dobrze wykonanej pracy strzeliliśmy po zasłużonym browarku i poszedłem spać.

Koło 15.00 usłyszałem krzyki i lamenty sąsiada... Okazało się, że przywieźli mu węgiel, ale ktoś go rozkradł... Co było robić, przyznałem się do pomyłki, a dwa dni później znów zrzucałem węgiel, tym razem już mój, ale do piwnicy sąsiada.

* * * * *

Zapewne kojarzycie takie ozdobne deseczki "Na szczęście", "Kto podkowę w domu ma..." itd. Moi teściowie zawsze przywozili nam takie z urlopu (uzbierało się 13), jeśli udało im się to kupić. Mój luby uparł się, żeby wieszać to na ścianie, żeby mamie nie było przykro, a kobieta bardzo wrażliwa. Jakoś to przełknęłam, pomimo że strasznie mi się to nie podoba i uważam to za kicz, ale teściowie to złoci ludzie i zawsze bardzo się cieszyli wręczając nam te nieszczęsne pamiątki.

Tak było do momentu remontu kuchni. Meble minimalistyczne, kolory szare i te małe paskudy nie komponowały się ni w ząb (a mogły wisieć tylko tam). Wymyśliłam więc niecną intrygę... Pościągałam wszystkie ze ściany pod pretekstem potrzeby umycia. Poprosiłam o to męża, bo tego dnia miał wolne, a ja szłam do pracy. Byłam pewna, że nie będzie mu się chciało myć ręcznie i włoży je do zmywarki i się nie pomyliłam...

Wracam z pracy, a luby o la boga, deseczki połamane, co ja zrobiłem. Dostał udawany ochrzan, że jak można nie wiedzieć, że drewna się do zmywarki nie wkłada, a ja byłam zadowolona, że plan się udał.

Kilka dni później teściowa wpadła na kawę i od razu zauważyła brak deseczek. Opowiedziałam jej o sytuacji, wspólnie ponarzekałyśmy na męża, że nie nadaje się do domowych obowiązków, udałam zmartwioną, że szkoda, bo takie fajne pamiątki. Myślałam, że sprawa zakończona, ale jednak mój plan nie był tak idealny jak myślałam...

Pisałam już, że moi teściowie to złoci ludzie... Nazajutrz teściowa przywiozła nam swoją kolekcję...

Oglądany: 45582x | Komentarzy: 19 | Okejek: 215 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało