Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

W 1962 roku trzech przestępców dokonało niemożliwego. Oto kulisy najbardziej szalonej ucieczki w historii!

48 570  
158   23  
Alcatraz, więzienie zwane przez więźniów „skałą”, zasłynęło jako miejsce, z którego uciec się nie da. Mimo to niejeden skazaniec naraził swoje życie, aby odzyskać utraconą wolność. Dla większości z nich to szalone przedsięwzięcie zakończyło się raczej niezbyt wesoło. Do dziś natomiast nie wiadomo, co stało się z trzema więźniami, którzy to w 1962 roku opuścili swoje cele, zostawiając w nich wykonane z papieru „kukły”, które zmyliły strażników…

„Wyspa Głuptaków” - taka nazwa wyspy, na której znajduje się więzienie o zaostrzonym rygorze nie brzmi zbyt złowieszczo, ale tak właśnie ten oddalony o zaledwie 2,4 kilometra od wybrzeża San Francisco skrawek skalistego terenu się zwał – La Isla de los Alcatraces. Mimo pozornie małej odległości od stałego lądu, śmiałek, któremu udałoby się jakimś cudem opuścić mury więzienia, miałby spore problemy z pokonaniem tego dystansu wpław. Silne prądy, wiry i ostre skały sterczące ponad powierzchnią lodowatej wody skutecznie uniemożliwiały przeprawę. Ponadto wśród więźniów krążyły legendy o krwiożerczych rekinach, czekających na smakowity kąsek ludzkiego mięsa. Głównym „hersztem” rekiniej watahy miał być ludojad o imieniu Bruce – wytresowany przez dyrekcję drapieżnik o nieprzeciętnym wręcz apetycie. W rzeczywistości – faktycznie, wody wokół wyspy zamieszkiwane są przez duże ilości tych bestii. To jednak rekiny lamparcie – zwierzęta, które nie mają w zwyczaju pożerać przedstawicieli ludzkiego gatunku.


Aby jednak w ogóle mieć możliwość takiego samobójczego rzucenia się w tę zabójczą toń, trzeba było najpierw wydostać się z samej „skały”. Wziąwszy pod uwagę, że było to więzienie stworzone z myślą o trzymaniu tam największych recydywistów, a nade wszystko cwaniaków, którzy mieli już na koncie udane ucieczki z pierdla, sforsowanie murów Alcatraz graniczyło z cudem. Setki strażników, ciągłe kontrole, wszechobecne detektory metalu…


Uznawano, że jedynymi metodami opuszczenia niewoli była śmierć albo ciężka choroba. W ten ostatni sposób więzienie opuścił słynny gangster Al Capone. Przestępca miał na pieńku z innymi więźniami, bo niezbyt garnął się do asymilacji z „mieszkańcami” Alcatraz i odmawiał udziału w organizowanych przez nich buntach. Przed śmiercią z rąk współwięźniów uratował go… syfilis, dzięki któremu po długim pobycie w szpitalu Capone skierowany został do pierdla o złagodzonym rygorze.

Przez prawie trzy dekady funkcjonowania więzienia aż 36 desperatów usiłowało z niego uciec. Pierwszym śmiałkiem był niejaki Joe Bowers, który to w 1936 roku, w biały dzień, podczas chwili pobytu na spacerniaku, zaczął wspinać się po siatce. Te rozpaczliwe próby czmychnięcia pokrzyżowała kulka wpakowana w ciało uciekiniera przez więziennego strażnika. Podobny los w następnych latach czekał pięciu innych zbiegów.


23 więźniów, którzy próbowali dać dyla, zostało zatrzymanych zanim udało im się w ogóle opuścić wyspę. Kolejni dwaj dotarli do wody i utopili się, usiłując dopłynąć do wybrzeży San Francisco. Wiele wskazuje na to, że taki właśnie los czekał też dwóch innych więźniów – Theodore’a Cole’a i Ralpha Roe, którym w 1937 roku udało się sforsować mury więzienia. Ich ciał wprawdzie nigdy nie odnaleziono, ale w noc ich ucieczki panował bardzo mocny odpływ i gęsta mgła, więc jest raczej mała szansa, aby udało im się dotrzeć do celu.

Powiedzmy sobie teraz o jedynym w historii przypadku, w którym więźniom (prawdopodobnie) udało się uciec ze „skały” i dotrzeć bezpiecznie na stały ląd.

W 1960 roku do Alcatraz trafił Frank Morris – przestępca o bardzo szerokim wachlarzu popełnionych przestępstw, od napaści z bronią w ręku, przez drobne oszustwa i kradzieże, aż po posiadanie narkotyków. To, co szczególnie wyróżniało go spośród innych więźniów, to wyjątkowo wysoka inteligencja, która w normalnych warunkach spokojnie mogła zagwarantować mu zaszczytne miejsce wśród członków Mensy. W Alcatraz Morris zaprzyjaźnił się z dwoma złodziejami – Johnem i Clarence'em Anglinem, którzy za pomocą plastikowego pistoletu-zabawki obrabowali bank. Frank zakumplował się też Allenem Westem – złodziejem samochodów, który w ciągu swojego krótkiego życia aż 20 razy był aresztowany przez policję.


Czwórka przestępców postanowiła podjąć się próby ucieczki z więzienia, z którego - jak wieść niosła - uciec się nie dało.

Mężczyźni przez sześć miesięcy układali plan całej operacji, skupiając się na najdrobniejszych szczegółach swojej akcji. Pierwszym krokiem przedsięwzięcia było mozolne poszerzanie otworów w szybach wentylacyjnych ich cel. Do tego celu używali ukradzionych z więziennej stołówki łyżek. Niektóre elementy ściany trzeba było sforsować za pomocą wiertła przyczepionego do silnika starego odkurzacza. Hałas, który towarzyszył ich pracom, zagłuszany był przez akordeon Franka.

Kiedy dziury były wystarczająco szerokie, aby więźniowie mogli się przez nie przecisnąć, Morris, bracia Anglinowie i West musieli przypomnieć sobie szkolne zajęcia z plastyki. Ta wiedza przydała im się bowiem do stworzenia realistycznie wyglądających „manekinów”, a właściwie samych głów, które to nocą miały wystawać spod kołder, aby zmylić strażników, podczas gdy uciekinierzy pracowali nad przetarciem sobie kolejnych szlaków ucieczki. Aby wykonać te głowy, Morris i jego kumple wykorzystali mieszankę mydła, pasty do zębów, fragmentów tynku ze ściany, papieru toaletowego oraz włosów „wykradzionych” podczas wizyt u fryzjera.


Nocami uciekinierzy wymykali się wykonanymi przez siebie dziurami do tajemnego „warsztatu”, który stworzyli na dachu budynku. Tam przestępcy znosili ukradzione przez siebie przedmioty, które miały im pomóc w ich szalonym przedsięwzięciu. Wśród łupów znalazło się m.in. 50 płaszczów przeciwdeszczowych, z których to Frank i reszta zrobili kapoki wypornościowe oraz… ponton! Ten ostatni „zbudowali” zszywając ze sobą elementy płaszczów i przetapiając tworzywo za pomocą gorących rur ciągnących się między szybami wentylacyjnymi.

11 czerwca 1962 roku o 21:30 Morris i bracia Anglinowie ruszyli na dach więzienia. Start mieli dość kiepski, bo podczas wspinaczki mężczyźni narobili trochę hałasu. Strażnicy usłyszeli rumor, ale jako że był to jednorazowy łomot, a po nim nastąpiła długa cisza, nie przejęli się nim za bardzo.


W tym czasie trójka więźniów schodziła właśnie z dachu po kuchennej rurze wentylacyjnej, a chwilę później udało się im sforsować prawie czterometrowe ogrodzenie zwieńczone drutem kolczastym. Po kilku minutach dotarli do położonego na północnym wschodzie wyspy skalistego wybrzeża - ślepego punktu znajdującego poza zasięgiem strażników na wieżyczkach. Tam, za pomocą wspomnianego już Morrisowego akordeonu, panowie napompowali swój ponton i wyruszyli w podróż ku wolności.


Rankiem 12 czerwca strażnicy zorientowali się, że w trzech celach zamiast więźniów znajdywały się sztuczne głowy. W wyjaśnieniu tej zagadki pomógł nie kto inny jak Allen West, który wieczór wcześniej miał problem z wyciągnięciem kratki od szybu wentylacyjnego. Zorientowawszy się, że jego kumple nie poczekali na niego, olał ucieczkę i poszedł spać. Później, w zamian za darowanie mu kary za uczestnictwo w tej akcji, wypaplał śledczym z FBI cały plan w najdrobniejszych szczegółach.

Według niego Morris i Anglinowie po dotarciu do San Francisco mieli zamiar ukraść ubrania oraz samochód. Tymczasem następnego dnia po ucieczce trójki przestępców nie pojawiły się żadne donosy ani na temat kradzieży auta, ani garderoby. Początkowo twierdzono, że raczej mała była szansa, aby mężczyznom udała się ta przeprawa, jednak parę miesięcy później inny więzień – John Scott – uciekł z Alcatraz i za pomocą znacznie prymitywniejszych środków niż ponton Morrisa dotarł do brzegu. Facet był półżywy i wyziębiony, ale szybko został postawiony na nogi i odesłany z powrotem do celi.

Śledztwo trwało 17 lat. Zamknięto je w 1979 roku uznawszy, że uciekinierzy najprawdopodobniej utopili się i kropka. Nie ma co roztrząsać sprawy! Tymczasem w tym samym roku miała miejsce premiera filmu „Escape from Alcatraz” z Clintem Eastwoodem w roli Franka Morrisa.


Przez kolejne dekady wyciekło sporo mniej lub bardziej wiarygodnych zeznań osób, które rzekomo miały spotkać słynnych zbiegów. Jednym z ciekawszych dowodów na to, że ucieczka zakończyła się sukcesem, jest m.in. zdjęcie braci Anglinów wykonane w Rio de Janeiro. Nie była to zresztą jedyna poszlaka, która wskazywała na to, że bracia uciekli do Brazylii.


W 2013 roku policjanci z San Francisco otrzymali list od… Johna Anglina. Pisał on tak: „Jeśli obiecacie w telewizji, że pójdę do więzienia tylko na rok i otrzymam pomoc medyczną, napiszę wam dokładny adres miejsca, w którym przebywam. Mam 83 lata, mój stan zdrowia jest fatalny. Mam raka”. Czy autorem tej wiadomości faktycznie był jeden z uciekinierów? To chyba raczej mało prawdopodobne, skoro ta „sensacja” sprzed sześciu lat skończyła się jedynie na krzykliwych artykułach, które obiegły świat.


Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 48570x | Komentarzy: 23 | Okejek: 158 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało