Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Cyganka prawdę ci powie...

26 724  
3   18  
A skocz sobie do galerii Skoczka!Obywać się sześć dni bez wódki to wbrew naturze. Ta oczywista prawda nie zawsze jest w sposób dostateczny uświadamiana członkom naszej społeczności atakowanym nachalną reklamą tzw. zdrowego stylu życia. Wspierana przez państwo, prawo i tzw. autorytety powoduje, że trzeźwiejemy coraz bardziej ani zauważając w jak fatalny sposób przekłada się to na stosunki międzyludzkie doprowadzając niekiedy wręcz do rozpadu rodziny.

O tym właśnie jest ta opowieść.

Jestem głęboko przekonany, że jest czymś zdecydowanie niemoralnym kazać patrzeć człowiekowi trzeźwo na otaczającą nas rzeczywistość zwłaszcza jeśli jawi się nam ona pod postacią naszej ukochanej, świętej Rusi.
Cóż jednak począć - cywilizacja jest jednym wielkim pasmem nienaturalnych zachowań , które z czasem doprowadzają do takich zboczeń jak mówienie sobie „dzień dobry” czy ustępowanie starszym miejsca w autobusie. Takim samym zboczeniem jest odcinanie człowieka na sześć dni od kropli zbawczego nektaru dającego możność wyrobienie sobie obiektywnego sądu o wszechświecie.

Właśnie taki przypadek był udziałem Wasilija Iwanycza. Ofiary tej wymagało zajmowane przez niego kierownicze stanowisko. Pracował był bowiem jako kierowca składającej się głownie z rdzy ciężarówki, którą przemierzał nieogarnione przestrzenie matuszki Rosji przemieszczając bardziej lub mniej dziwaczne wytwory ludzkiej przemyślności.
Efektem jego walki z naturą były – cóż w tym dziwnego - idiotyczne zachowa

Normalnie widok autostopowicza powinien go ucieszyć. Dostająca zadyszki ciężarówka wśród drgań i pobrzękiwania swych blach sama zwolniłaby jak przyjazny koń zobaczywszy na poboczu człowieka. Taki autostopowicz może przecież przynieść kierowcy skarb nowej znajomości, nowego głosu, nowych wieści ze świata i odsunąć na czas jakiś zbliżające się a wywołane monotonią zasypianie.
Przyzwoity, będący z lekka na bani kierowca zatrzymałby się natychmiast. Wasilij jednak był trzeźwy toteż widok wyciągającej rękę w jego kierunku Cyganki spowodował jedynie tak przykre dla umysłu ludzkiego wahanie a nawet niechęć.

- E tam – pomyślał. – Wlezie taka i zacznie ględzić jak to one. A to „powróżyć” a to znów „prawdę ci powiem” i tak ciągle. Spokoju z taką nie ma. Gdybyż to choć zagadała o batiuszce Putinie czy o sytuacji międzynarodowego kapitalizmu ze szczególnym uwzględnieniem Wall Street a niechby i choć o nowych, śmierdzących kotem konserwach zagranicznej spółki „Euro – Rus”... Ale taka nie – nie zatrąci nawet o żywotne problemy naszego rozwijającego się społeczeństwa tylko „powróżyć” i „powróżyć”. Nie biorę !

Widocznie jednak resztki człowieczeństwa pasły się na bezkresnych pastwiskach jego serca bo spojrzał na sprawę także z drugiej strony.

- Na deszcz idzie, przemoknie niebożę....potem kaszel, zapalenie płuc, szpital, śmierć wśród męczarni a wreszcie pogrzeb na koszt państwa....

Właśnie odpowiedzialność za losy Rosji kazała mu ostatecznie zmienić zdanie. Proszę aby było to wzięte pod uwagę w ostatecznym rozrachunku.
Minął ją co prawdą już o dwieście metrów nim się zdecydował ale lepiej późno niż wcale jak mawiał pewien nekrofil.
Klocki hamulcowe naciśnięte zbyt energicznie jak na stan zdrowia ciężarówki zadały taki ból rozklekotanemu rumakowi szos, iż pisk i zgrzyt będący krzykiem cierpiącego istnienia rozszedł się szeroko po okolicznych polach.

- No, może nie będzie tak źle – pomyślał Wasilij patrząc na starą Cygankę, która z zacięciem godnym alpinisty gramoliła się po stopniu do kabiny jedną ręką ogarniając swe obszerne , kwieciste spódnice.

– Może i niedaleko jedzie...

Rzeczywiście, Cyganka wybierała się tylko do najbliższego miasteczka po nowe karty z czego Wsia był z początku zadowolony gdyż sądził naiwnie, że w ten sposób uniknie namolnych propozycji wróżenia. Jednak niedługa rozmowa jaką dane im było odbyć potoczyła się w stylu, można rzec – tradycyjnym.

- Powróżę ci, kochaneńki, powróżę – zagadnęła stara.

- A idźże ty, ciotko, z całym uszanowaniem – w cholerę ! – odparł Wasilij jako, że był człowiekiem wprost niezwykle uprzejmym.

- Powróżę...

- A co mi po twojej wróżbie , ciotko ? Przeszłość znam, przyszłość zobaczę a taka wróżba jak twoja to jak , z całym uszanowaniem – oset w gaciach . A i nakłamiesz pewnie co niemiara byle grosz wyłudzić.

- A czy ja i chcę co od ciebie, królewiczu mój złoty ? Ty mnie wziął z drogi darmo tak i ja darmo tobie prawdę powiem. Cyganka tylko prawdę mówi. Posłuchaj i przekonaj się . Posłuchasz ?

- No to gadajże już , gadaj. Uszu przecie nie obetnę.

- No to posłuchaj , mileńki, prawd cygańskich bo one są jak perły i jak diamenty drogocenne. Po świecie chodzą , darmo są ale nie podniesie ich ten co woli jako ta świnia w błocie niewiedzy się nurzać.

- Gadajże nareszcie, nie pleć byle czego...

- Mówię, mówię, kryć przed tobą nie będę. Trzy prawdy ci powiem a sam zobaczysz jaka moc u Cyganki choć biednej. Pierwsza prawda jest taka, że księżyc świeci a nie grzeje, hę ?

- No..prawda.

- A widzisz ! Cyganka samą prawdę mówi ! Drugie co ci powiem to to, że każdy kozioł ma brodę chociaż i stary nie jest, hę?

- No i to prawda, nie zaprzeczę.

- A widzisz ! Cyganka samą prawdę mówi. Trzecie co ci powiem to to , ze gdy ty tutaj w trudzie i znoju maszynę prowadzisz dobre uczynki ludziom wyrządzając , choćby i Cygankom, tam hen w oddali twoja luba w cerkwi z tobą zwieńczona, sąsiada waszego miłością swą syci i napieszcza go. A ognisty on , dorodny... ani mu się oprzeć...

- Łżesz ! Nieprawda ! – krzyknął Wasilij zatraciwszy swoją całą elegancję. Suka kłamliwa z ciebie ! Byle tylko grosz wyłudzić...

- Chcesz – wierz, nie chcesz – nie wierz. Com rzekła tom rzekła a przyjedziesz w dom – przekonasz się.

Rozstali się chłodno. Wasia nawet nie spojrzał na starą gdy wysiadała w miasteczku. Zaraz też ruszył w dalszą drogę podnosząc za sobą tumany kłębiących się obłoków kurzu.

Jednak cały jego dotychczasowy spokój gdzieś prysł. Spać się odechciało a jękliwe prośby swego rumaka szos zbywał jeszcze większym naciskiem stopy jakby pedał gazu był jedynym we wszechświecie elementem , na który można przenieść swój stan ducha.

Ale bo i było się czym martwić. Natalia Borysowna – obszerna , dobrze wypełniona kobieta, urodziwa – wprost krew z mlekiem, była jego żoną od pięciu lat a jeszcze wciąż wszyscy w mieście zazdrościli mu jego szczęścia. Gospodarna, o dom dbająca, nierozrzutna a kochała go .. ! Boże mój ! I to nie tak jak te nowoczesne panny co wyuczonymi w kinie słówkami szczebioczą miłemu ple ple ple a potem w domu – dwie lewe ręce, tylko prawdziwie, że było to widać na każdym kroku. Bywało – poda Natalia Borysowna bliny mężowi na stół. Od razu przed oczami całe jej uczucie : bliny pełniuśkie, pachnące , dymiące namiętnością – ot, wszystka jej wielka miłość na talerzu jak żywa. Polana sosem.

Z ciężkim sercem wrócił więc Wasilij do domu. Powitany przez małżonkę w progu , obmywszy się ledwo co z pyłu podróży siadł za stołem. Powiedzenie : „bił się z myślami” wydaje się w tym przypadku zbyt słabym określeniem. On je lżył ostatnimi słowami, kopał po sempiternach, obijał im wredne gęby , podbijał fałszywe ślepia.... a one nic , tylko wracały i wracały. Gdybyż to przyszło mu do głowy , jak pan Bóg przykazał, sięgnąć po stojącą na stole butelczynę i przemieścić jej zawartość do swego zbolałego wnętrza, wszystko pewnie byłoby inaczej. Podpiwszy sobie obiłby żonę przykładnie, ona by się bożyła , ze wszystko nieprawda, Wasia by się w końcu zmęczył bądź kij połamał i wszystko by się jakoś ułożyło. Żyliby dalej po bożemu.

Ale nie. Trucizna cywilizacji na tyle już zatruła jego duszę, że postanowił załatwić sprawę jak dżentelmen. Takiemu zaś dziwadłu nie przystoi powiedzieć ukochanej kobiecie : „zdradzasz mnie, chodź skuję ci oblicze bom gniewny”. No, nie uchodzi.

Zaczął opowiadać o Cygance zwolna podchodząc do tematu wróżb. Natasza śmiała się wymachując pełnymi ramionkami i zapewniała, ze w cygańskie wróżby wierzą tylko głupcy i małe dzieci. Nie ma się co nimi przejmować. Nie znaczy to wcale, ze takie rzeczy nie są ciekawe, nie.. Posłuchać – i owszem –można.

- Powiedziała mi ona – kontynuował swój plan Wasilij – trzy prawdy , co do których sam jestem ciekaw czy są wyssane z palca. Ty jedna możesz mi o tym powiedzieć. Prawdę jednak musisz mi rzec jak na spowiedzi świętej.

- Zawsze ci prawdę mówię – odęła wargi piękna małżonka.

- To tedy posłuchaj. Pierwsza prawda jest jakobyś przed ślubem do parku chadzała z Iwaśką Michajłowiczem a on do ślubu z sobą cię namawiał. Co na to powiesz ?

- Ależ nieprawda , Waśka ! Tożbym ci dawno powiedziała gdyby co ale nieprawda ! Owszem, nie powiem, przychodził, zalecał się , plótł trzy po trzy ale któżby tam zwracał uwagę na takiego, pardonnez moi – zasrańca ? Ach te Cyganki...byle grosz wyłudzić...

- No , dobrze. Teraz druga prawda, która mi Cyganka zdradziła. Tatko twój obiecane mi za ciebie w posagu pieniądze przehulał a potem nałgał, ze go na targu napadli i obrabowali...
Tym razem Natalia Borysowna naprawde się zgniewała.

- No, szczęście żem kulturalna osoba i na odczyty do świetlicy chodzę to i nie powiem co o tej Cyganisze myślę. Ni słowa prawdy Wasiliju Iwanyczu. Zbójcy tatula napadli a obrabowawszy pod wóz z gnojówką rzucili na pośmiewisko ludzkie. Ach te durne Cyganki ! Byle grosz wyłudzić...

- Ale zobacz ile to ta Cyganka wiedziała ! Zdumiewa mnie to niepomiernie bo trzecia rzecz jaką mi zdradziła też jest taka, ze nie wiem skąd by mogła wiedzieć...

- Jakaż to rzecz?

- Otóż rzekła mi, że sąsiad nasz, Potapij Aleksandrowicz, przyrodzenie ma do niczego, maleńkie jak , nie przymierzając, ogóreczek...

Twarz Natalii Borysowny jak pomidor w pełni lata wezbrała pąsem świętego oburzenia.

- Oj, głupiś ty mężu, ze takich gadałek słuchasz . Wszystko nieprawda ! Ach te Cyganki ! Byle grosz wyłudzić.....


Oglądany: 26724x | Komentarzy: 18 | Okejek: 3 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało