Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Pamiętne oświadczyny, świntuszenie w pociągu i inne anonimowe opowieści

58 174  
253   36  
Dziś przeczytacie także m.in. o tęsknocie za eksżoną, zachłannej babci i matce z artystycznym zacięciem.


#1.

Dziś po raz pierwszy zaprosiłam nowego chłopaka - Adama do mojego mieszkania. Stresowałam się bardzo, bo facet ten cholernie mi się podoba i chciałabym, abyśmy byli parą na dłużej.

Zanim się u mnie zjawił, wysprzątałam całe mieszkanie, wypsikałam wszystkie pomieszczenia odświeżaczem i umyłam podłogę. Kiedy przyszedł, od razu się na niej poślizgnął i wyrżnął głową o kafelki. Potem okazało się, że śmietana, którą dodałam do ciasta była zepsuta i nie dało się tego zjeść.

Chciałam ratować sytuację, więc zamówiłam pizzę. W tym czasie mój ukochany poznał Kacpra. To mój kot - bardzo przyjazne, sympatyczne zwierzę. Wlazł Adamowi na kolana i domagał się pieszczot. W momencie, gdy pizzermen zadzwonił do drzwi, Kacper wystraszył się i z całym impetem odbił się tylnymi nogami od krocza Adama, uprzednio wbijając w nie pazury… Rany były dość głębokie, ale lekarz powiedział, że obejdzie się bez szycia.

Aż dziw, że ciągle jesteśmy parą.

#2.

Przed chwilą zadzwonił do mnie mój były mąż.
Facet, z którym rozwiodłam się tydzień temu, płakał w słuchawkę mówiąc, że nie może beze mnie żyć, że mnie kocha i żebym wróciła do niego.
Kiedy przerwałam mu jego rzewny wywód przypominając, że to on mnie zostawił, a nie ja jego, trochę się uspokoił i w odruchu szczerości wyznał mi, że… nie umie gotować sobie obiadów.

#3.

Pracuję jako pielęgniarz na nocnej zmianie w pogotowiu. Wczoraj przyjechał do nas młody mężczyzna, tak może ze 21 lat miał, razem ze swoją babcią. Staruszka nie wyglądała na chorą. Zachowywała się za to dość dziwnie. Rechotała, podśpiewywała sobie, a nawet uszczypnęła w tyłek mojego kolegę z dyżuru. Chłopak, który z nią przyjechał, robił wrażenie wyraźnie zażenowanego wybrykami swojej babci i co chwilę ją uciszał: „Babciu, weeeeź...”.

Początkowo myśleliśmy, że starowinka opiła się jakąś zrobiona przez siebie nalewką z kasztana czy też innej pigwy. Kiedy jednak młodzieniec z pacjentką znaleźli się w gabinecie, sprawa szybko się wyjaśniła. Otóż chłopak miał trochę marihuany i postanowił upiec z niej ciasto, które to chciał zabrać na imprezę urodzinową kumpla. Kiedy wypiek się studził, w kuchni znalazła się babcia. Skubnęła sobie kawałek wnuczkowego dzieła, a że jej zasmakowało, szybko spałaszowała pół blachy… Po godzinie zaczęła mieć wyjątkowo dobry humor, co wzbudziło pewne podejrzenia u młodzieńca. Kiedy ten zorientował się, że babcia zjadła mu pół psychoaktywnego ciasta, wrzucił nestorkę rodu do auta i czym prędzej zawiózł ja na pogotowie, bojąc się, że używka może sprawić, że biednej babuleńce za bardzo skoczy ciśnienie.

Chłopak był blady jak ściana i wyraźnie przerażony tą sytuacją. Zupełnie odwrotnie niż jego babcia, która wydawała się być wybitnie wręcz rozbawiona zajściem. Po przebadaniu jej, lekarz nie wykrył żadnych niepokojących objawów. Na wszelki jednak wypadek zostawił staruszkę na trzygodzinną obserwację, po której to babuszka bardzo zgłodniała i kazała swojemu wnuczkowi natychmiast wieźć się do… pierogarni.
Początkowo lekarz chciał dzwonić na policję, aby zgłosić przestępstwo, jednak dzięki mnie i mojemu koledze ze zmiany (temu, który został uszczypnięty w zad), udało się go nakłonić do zmiany decyzji. W ten sposób starsza pani miała bardzo udany wieczór, a młodzieniec uniknął więzienia.

#4.

Pracuję w sklepie odzieżowym. Dziś przyszła do nas matka z trzyletnim dzieciakiem. Zapytała, czy może zrobić swojemu synkowi zdjęcie w kowbojskich butach. Jako że mamy teraz wystawę sklepową z motywem Dzikiego Zachodu, pani bardzo chciała, aby jej pociecha zapozowała w obuwiu koło manekinów. Zgodziłam się – pomyślałam, że dzieciak będzie miał sporą frajdę.

Nie wzięłam tylko pod uwagę tego, że małolat będzie rozebrany do naga. Babka wyniosła go z przebieralni nagiego, odzianego tylko w kowbojskie buty, a następnie ustawiła na wystawie i zaczęła strzelać fotki od strony pasażu, gdzie po chwili zaczął gromadzić się tłum ciekawskich gapiów. Zanim zdążyłam zareagować, zrobiła się z tego straszna draka. Ludzie zaczęli się awanturować, przybiegła kierowniczka sklepu (zebrałam straszliwy opieprz). Ostatecznie musiała interweniować ochrona, bo babka za nic nie chciała przerwać swojej „sesji zdjęciowej” krzycząc, że jest artystką – influencerką, znaną fotografką i blogerką, a my nie znamy się na sztuce i nie rozumiemy drapieżnej metafory jej projektu...
Czasem zastanawiam się co sprawia, że niektóre młode matki mają tak zryte berety.

#5.

W czasach, gdy byłam biedną studentką i miałam bardzo ograniczone środki finansowe, ukruszył mi się ząb, dokładnie jedynka. Na początku przyklejałam go na kropelkę, jak tylko się odkleił, to czynność powtarzałam i modliłam się, żeby wytrzymać te dwa tygodnie do wypłaty i wizyty u dentysty.

Niestety, pewnego razu połknęłam go przy jedzeniu... Co było robić? Kilka razy robiłam kupę na sitko. W końcu go wydaliłam, wygrzebałam z kupy, umyłam i od nowa przykleiłam.

#6.

Rok temu razem z moim chłopakiem byliśmy na weselu u jego kuzyna. Niestety okazało się, że przyjaciel pana młodego, Kuba, przyszedł z byłą dziewczyną mojego chłopaka, Anką. Z tego co wiem to są już dosyć długo ze sobą, ale nie przeszkadzało jej to, by flirtować z moim facetem. No po prostu na każdym kroku jakieś spojrzenia w jego stronę, lub np. jak zobaczyła, że razem tańczymy, to specjalnie wyciągała swojego faceta na parkiet i ocierała się niby "przypadkiem" o mojego chłopaka. Albo co chwila prosiła mojego chłopaka do tańca, mimo że ten jej grzecznie odmawiał. Myślałam, że mnie coś trafi, gdy dosiadła się do naszego stolika, zaczęła go zagadywać "a pamiętasz to, a pamiętasz tamto...?", przy tym obmierzając mnie wzrokiem z góry na dół.

Nadszedł moment na tzw. "oczepiny", oczywiście welon złapał kto? Anka. Następnie przyszła pora na panów. Miałam tylko nadzieję, że mój chłopak nie złapie krawata, ale niestety, akurat jak na złość złapał. Mieli razem zatańczyć do jakiejś wolnej piosenki, stwierdziłam, że nie chcę widzieć, jak mój chłopak się obściskuje w tańcu z tą rurą i postanowiłam, że wyjdę. Już byłam koło drzwi wyjściowych, jak usłyszałam głos mojego chłopaka przez mikrofon "Wiem, że to Ania złapała welon, ale ten taniec chciałbym zatańczyć z moją, mam nadzieję, przyszłą żoną. Izaaaa, gdzie idziesz, chodź tu!". Wszyscy na mnie spojrzeli, zobaczyłam, że Anka idzie w moim kierunku cała czerwona na twarzy. Zdjęła sobie welon z głowy i rzucając nim we mnie powiedziała ze złością "a weź se go, k....".

Do dziś nie mam pojęcia, czy chodziło jej o welon, czy o chłopaka. :D

#7.

Pracuję w Niemczech i muszę dojeżdżać do pracy pociągiem jakieś 30 km. Pociąg jak pociąg, tyle że niemiecki - czysto, klimatyzacja i kultura. Wsiadający Niemcy się witają, wysiadający żegnają.

Jechałam kiedyś już do domu w prawie pustym wagonie. Wsiada pasażer, siada naprzeciwko mnie. Guten Tag - on, Guten Tag - ja i się kolebiemy pogodnie w wagonie. Nagle dzwoni komórka tego pana i się okazuje, że to stęskniona żona, bo pan przywitał się z nią po polsku, oznajmił, że za jakieś dwie godziny będzie w domu i zaczął barwny opis tego co, gdzie, jak i czym jej zrobi, jak ją już dorwie po tak długim rozstaniu. Akcja była ognista i rozwijała się wartko, opisy erotyczno-anatomiczne przyprawiłyby o rumieniec najtwardszych słuchaczy, pani chyba nie była dłużna w obietnicach składanych panu, bo jego opowieść była coraz bardziej pornograficzna. W pewnym momencie współrozmówczyni pana chyba się zaniepokoiła o potencjalnych słuchaczy jego wywodów, bo pan jej oznajmił bezstresowym głosem "E nieeee, prawie cały wagon pusty, tylko jakaś Niemka naprzeciwko mnie siedzi, ale przecież nic nie rozumie"...

Gdy zbliżała się moja stacja, wstałam i się grzecznie pożegnałam z moim współpasażerem najczystszym polskim: "Do widzenia panu"... Pan osłupiał i czerwony jak burak zaczął mnie nieskładnie przepraszać. Powiedziałam, że nic nie szkodzi, a już stojąc przy drzwiach słyszałam, jak gęsto się tłumaczył do słuchawki :D

#8.

Moi rodzice znają się od przedszkola. To pierwsza i prawdziwa miłość obojga. Moja mama mieszkała na wzgórzu, w starym wiejskim domu (niebieskie ściany, te sprawy). Mój tata ze swojego domu miał do niej jakieś 10 minut. Przyjaźnili się ze sobą i spotykali przez lata i to tata zawsze przychodził do mamy, bo jak to na wsi, inaczej nie wypadało.

Pewnego dnia, a raczej wieczoru, mój tata siedział razem z mamą na schodach jej domu. Przed chałupką był, jak to na wsi bywało, gnój. Było lato, więc zapach był jeszcze bardziej intensywny. Rodzice sobie siedzą, rozmawiają. Po chwili ciszy tata mówi "Gośka, wyszłabyś w końcu za mnie i u mnie zamieszkała, bo ileż ja tu jeszcze będę chodził do ciebie i wąchał tego gnoju?".

No cóż, może to i nietypowe oświadczyny, ale mimo wszystko to nadal piękna para. :-)

<<< W poprzednim odcinku m.in. żołnierskie nawyki i dziecko w teatrze


Oglądany: 58174x | Komentarzy: 36 | Okejek: 253 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało