Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Tysiące napalonych groupies oszalały na punkcie tych gigantów rocka i seksu - barwna historia Led Zeppelin

44 398  
121   53  
Led Zeppelin to brytyjscy giganci rocka, którzy spektakularną muzyczną karierę rozpoczęli w 1968 roku. W trakcie działalności grupy jej skład był niezmienny: Robert Plant (wokal), Jimmy Page (gitara), John Paul Jones (bas) i John Bonham (perkusja) na stałe zapisali się w historii muzyki niosąc seksualną rewolucję i czarując mocnymi hardrockowo-bluesowymi dźwiękami, w których doszukuje się nawet podwalin dla metalu.


Dopiero rock'n'rollowa śmierć tego ostatniego w 1980 roku (trzydziestodwuletni bębniarz pożegnał się z tym nie najlepszym ze światów dławiąc się wymiocinami po wypiciu 40 shotów wódki) zakończyła działalność jednego z najważniejszych zespołów w historii gitarowego grania. Rzecz jasna, nie definitywnie...

Debiutancka płyta

Pierwszy album grupy, zatytułowany identycznie jak zespół, nagrany i zmiksowany został w przeciągu około 36 godzin rozłożonych na przestrzeni kilku tygodni. Za wszystko zapłacił Jimmy Page, inwestując w nowy projekt 1782 funty. Gitarzysta (który pełnił także funkcję producenta) chciał w ten sposób całkowicie uniezależnić się od wytwórni płytowych i przeforsować wyłącznie swoją wizję artystyczną. Płyta była strzałem w dziesiątkę – wydany tylko w stereo krążek, który do sklepów trafił już 50 lat temu (12 stycznia 1969 roku miał premierę w Ameryce, niecałe 3 miesiące później w Wielkiej Brytanii), zarobił niebotyczne pieniądze – szacuje się, że było to więcej niż 3,5 miliona funtów.

To właśnie z tego wydawnictwa pochodzą takie klasyki jak „Good Times Bad Times”, „Dazed and Confused” czy „Communication Breakdown”. Magazyn „Rolling Stone” umieścił debiut londyńczyków na liście najlepszych albumów wszech czasów (29. miejsce); w analogicznym rankingu stacji VH1 „Led Zeppelin” trafiło na 44. pozycję, a w 2004 roku zostało wyróżnione włączeniem do Grammy Hall Of Fame. Także okładka płyty znalazła się w rockowym kanonie – Page na front debiutu swojego projektu wybrał słynną fotografię przedstawiającą katastrofę zeppelina Hindenburg z 1937 roku, w której zginęło 36 osób.


Płonący Hindenburg – autorem zdjęcia był Sam Shere

Przygody w Danii

W ramach kronikarskiego obowiązku nadmienić trzeba, że zanim twórcy „Stairway to Heaven” zaczęli grać pod doskonale znaną światu nazwą, Robert Plant i John Bonham udzielali się w grupie Band of Joy powstałej w Birmingham w połowie lat sześćdziesiątych. Premierowy koncert nowej grupy (występującej w swoich początkach jeszcze jako The New Yardbirds), jednak już w klasycznym „zeppelinowym” składzie, miał miejsce w duńskim Gladsaxe 7 września 1968 roku, zaledwie po piętnastu godzinach wspólnych prób. Zarówno załoga, jak i początkowa nazwa zespołu wywodziła się z The Yardbirds – kapeli Page'a, w której grały również takie gitarowe sławy jak Eric Clapton czy Jeff Beck. Już jako Led Zeppelin (jak głosi legenda, nową nazwę wymyślili muzycy The Who – Keith Moon oraz John Entwistle) chłopaki (najstarszy w ekipie gitarzysta miał wtedy 24 lata) zadebiutowali nieco ponad miesiąc później.

Z krajem piłkarskich mistrzów Europy z 1992 roku wiąże się zresztą jeszcze inna ciekawa historia – gdy grupa występowała w Kopenhadze 28 lutego 1970 roku, Eva von Zeppelin – wnuczka Ferdynanda, konstruktora maszyny znajdującej się na okładce pierwszej płyty grupy – stwierdziła, że jest to nabijanie kabzy na szlacheckim nazwisku oraz dyshonor dla jej rodziny. Zresztą już podczas duńskiej wizyty kapeli Page'a i Planta w 1969 roku Frau von Zeppelin chciała zablokować jej telewizyjny występ, jednak dopiero widmo pozwu podczas kolejnej trasy wymogło na muzykach (oraz menadżerze, Peterze Grancie) konkretne działanie. Jimmy nawet próbował przekonać wkurzoną arystokratkę do swoich racji – ponoć było sympatycznie i całkiem blisko do osiągnięcia porozumienia, jednak zapoznanie się przez roszczeniową krewną z okładką debiutu wywołało kolejny wybuch jej złości. Londyński zespół (uroczo nazwany przez panią Evę „wrzeszczącymi małpami”) został postawiony pod ścianą i na ten jeden raz przemianował się na The Nobs – było to żartobliwe nawiązanie do osoby promotora Claude'a Nobsa, wymienionego w piosence Deep Purple „Smoke on the Water”. Page podsumował całą sytuację dosłownie: „Ta cała rzecz to absurd”.

https://www.youtube.com/watch?v=5EieHafkHbU
„Dazed and Confused” w Danii

Seks, seks, seks

Erotyzm wprost wylewał się z twórczości i scenicznego wizerunku Led Zeppelin. Terry Reid, który początkowo przymierzany był przez Page'a do objęcia roli frontmana (odmówił, wybierając solową karierę i trasy z The Rolling Stones i Cream – chyba jednak nie była to najtrafniejsza decyzja) zamiast siebie zaproponował Roberta Planta dodając, że ten wygląda jak „grecki Bóg”. I rzeczywiście – dwudziestoletni blondwłosy wokalista (który został szczęśliwym – i chyba niezbyt wiernym – mężem już w 1968 roku, w tym samym czasie urodziła się też jego pierwsza córka) na koncertach prowokacyjnie wyginał się, eksponując gołą klatę i przykuwając uwagę fanek obcisłymi dżinsami. Tysiące napalonych groupies oszalały na punkcie tych gigantów seksu, którzy w kwestii erotyki wznosili się na wyżyny kreatywności i obrzydliwości – sławę zdobyła akcja, w której intymnym gadżetem użytym przez Bonhama podczas orgii z upokorzoną, przywiązaną do łóżka fanką miały być... części złowionego niedługo wcześniej rekina. Bebe Buell, Playmate Playboya z 1974 roku, opisała natomiast swoje igraszki z Page'm, który w momentach uniesienia miał spluwać jej w usta: „To był jego sposób na umieszczenie części siebie we mnie” – tłumaczyła całkiem racjonalnie.

Kontrowersyjny był też związek gitarzysty z piętnastoletnią Lori Maddox, mającą już na koncie seksualną relację z Davidem Bowie (w niedługim czasie do grona jej „zdobyczy” dołączyli także między innymi Iggy Pop i Mick Jagger). Inna ze słynnych groupies, Pamela Des Parres, wspominała dziwny zwyczaj Jimmy'ego, który przebierał się w nazistowski uniform i w takim rynsztunku odwiedzał lokalne kluby dla transwestytów, gdzie mógł rozkoszować się heroiną w towarzystwie drag queens. Do tego dochodziły także takie aspekty życia gwiazd jak regularna demolka ekskluzywnych pokojów hotelowych i przejażdżki motorem po korytarzach, plotki o zaprzedaniu duszy diabłu i skłonnościach sadystycznych „Zeppelinów” czy przewalające się na organizowanych przez nich imprezach kilogramy ćpania. Cóż – sex, drugs & rock'n'roll w pełnej okazałości...



Puff Daddy i Tomasz Beksiński

Wpływy twórczości londyńczyków słychać w utworach Radiohead (choć Plant miał w trakcie zakrapianej imprezy nazwać grupę dowodzoną przez Thoma Yorke'a „gównem”), The White Stripes, Queens Of The Stone Age, Pantery, Aerosmith (gitarzysta, Joe Perry, przyznał, że uczyli się stadionowego brzmienia właśnie z płyt Led Zeppelin) czy Lenny'ego Kravitza. Ich numery coverowali natomiast między innymi Chris Cornell, Frank Zappa, Nirvana, Jeff Buckley, Tori Amos, Tool, Gregorian, Dolly Parton, Iron Maiden i Michael Winslow – znany z „Akademii Policyjnej” aktor swoje wykonanie „Whole Lotta Love” oparł wyłącznie na karkołomnym beatboxie. Powstały też kapele będące tribute bandami dla swoich idoli: Lez Zeppelin (w składzie tej grupy znajdują się wyłącznie panie) Dread Zeppelin (wokalistą kalifornijskiej kapeli reggae coverującej klasyków muzyki rockowej jest 140-kilogramowy Greg „Tortelvis” Tortell występujący w stroju Presleya) czy Led Zepplica (jeden z najbardziej wiernych oryginałowi projektów).

https://www.youtube.com/watch?v=Al5WUG7Wq3g
Filmowy Larvell Jones potrzebuje tylko mikrofonu

Ta wyliczanka pokazuje tylko, jak różni gatunkowo artyści czerpali z maestrii bogów seksu i gitarowego grania. Dla wielu miłośników klasycznego rocka najbardziej obrazoburczy i budzący ogromne kontrowersje był jednak promujący superprodukcję „Godzilla” utwór „Come with me” nagrany przez Jimmy'ego Page'a w towarzystwie rapera Puffa Daddy'ego (basy i gitary do tego numeru dograł Tom Morello z Rage Against The Machine). I nawet nie samo zestawienie świata rockowej klasyki i hip-hopu było najgorsze – poszło głównie o motyw z uwielbianego przez fanów „Kashmiru”, na którym opierała się piosenka. Sytuacja miała miejsce w 1998 roku, a odnosił się do niej nawet Tomasz Beksiński w ostatnim napisanym przed śmiercią felietonie „Fin de siecle” dla czasopisma „Tylko Rock”: „Przed rokiem sprofanowali poczciwą japońską Godzillę, w dodatku przyprawiając napisy końcowe rapowaną wersją »Kashmiru«. Jimmy Page sprzedał dupę półgłówkom w przydużych szortach i rozsznurowanych trampkach”.

W kontekście ogromnych inspiracji dla całej muzyki popularnej wspomnieć należy też o znajdującym się na „Czwórce” „Stairway to heaven” – przez wielu uważanym za jeden z najwspanialszych rockowych utworów w historii (numer trzy na liście VH1 i 31. pozycja w zestawieniu „Rolling Stone”; grupa Tenacious D na zakończenie utworu „Tribute”, będącego hołdem dla nieistniejącego najlepszego numeru świata, cytowała właśnie ten kawałek). Piosenka nigdy nie trafiła na singiel – sam Page przyznał, że chodziło o zachęcenie słuchaczy do kupienia całego albumu. Pikanterii dodawały też plotki o ukrytych znaczeniach, możliwych do usłyszenia dopiero po odtworzeniu „Schodów” od tyłu. Po przesłuchaniu takich wersji rzeczywiście na siłę można doszukać się szatańskich (choć niezbyt sensownych) wersów, ale w tym przypadku znacznie istotniejsza jest siła mrocznego mitu. Robert Plant odciął się jednak od tych sugestii w wywiadzie dla czasopisma „Musician” udzielonym w 1983 roku: „To nie jest moja idea tworzenia muzyki”.

https://www.youtube.com/watch?v=vrSyrOaoAug

Rozstania i powroty

Dni chwały, seksu i beztroski zaczęły dobiegać końca w 1975 roku, kiedy to Plant i jego żona w trakcie rodzinnych wakacji na Rodos odnieśli poważne obrażenia w wypadku samochodowym. Prowadzący auto frontman złamał kostkę oraz łokieć; przez pewien czas musiał nawet poruszać się na wózku inwalidzkim i o kulach. Stan Maureen budził jeszcze większy niepokój – w wyniku kraksy jej akcja serca na chwilę ustała, jednak kobieta finalnie wróciła do formy. Dwa lata później na parę spadł jednak kolejny, znacznie większy cios – niespodziewanie w wyniku infekcji żołądka umarł pięcioletni ukochany syn Planta – Karac. Tragedia miała miejsce w trakcie zdominowanej przez kiepskie wibracje między muzykami, negatywne emocje, a także przez heroinę (Page) i wódkę (Bonham) amerykańskiej trasy koncertowej – bogowie rocka zostali boleśnie sprowadzeni na ziemię. Śmierć Bonhama w willi Page'a 1980 roku była wydarzeniem definitywnie zamykającym rozdział Led Zeppelin.

Ostatni album – kompilacyjna „Coda” – premierę miała już 2 lata po rozpadzie grupy. Twórcy „Stairway to Heaven”, w przeciwieństwie do chociażby Queen, The Doors czy Sex Pistols nigdy nie zdecydowali się na „regularną” reaktywację, wracali jednak na scenę kilka razy. Pierwszy raz po śmierci Bonhama Plant, Page i Jones (wspierani między innymi przez Phila Collinsa) zebrali się w 1985 roku przy okazji koncertu Live Aid, jednak ich występ okazał się kompletnym fiaskiem (frontman użył nawet słowa „okropność”). Równie rozczarowujący był jednorazowy powrót z okazji 40-lecia wytwórni Atlantic, kiedy to za bębnami zasiadł syn Bonza, Jason. Page i Plant, jednak tylko w duecie – Jones nie został nawet powiadomiony o tych planach – spotkali się ponownie w 1994 roku przy okazji nagrania koncertówki „No Quarter”; współpraca podpisana ich nazwiskami przyniosła jeszcze premierowy, studyjny album „Walking into Clarksdale” wydany 4 lata później. W 2007 roku grupa reaktywowała się na londyński koncert, który ukazał się na DVD zatytułowanym „Celebration Day” – popyt na tę imprezę był tak ogromny, że odnotowała go Księga rekordów Guinnessa – aż 20 milionów słuchaczy starało się wówczas o bilety.

Czy był to ostatni akcent w dziejach Led Zeppelin? Bardzo prawdopodobne. Wszyscy, którzy liczą na kolejny powrót, mogą być rozczarowani – Robert Plant w ubiegłym roku wykluczył możliwość powrotu kapeli pod oryginalnym szyldem: przyznał, że gdyby zgodził się na reaktywację, „byłby kurwą”.

https://www.youtube.com/watch?v=Q3KJeu99kjY
„Black Dog” z londyńskiego reaktywacyjnego koncertu

Oglądany: 44398x | Komentarzy: 53 | Okejek: 121 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

23.03

22.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało