Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Gigant, muzyk i smok, czyli dinozaury, których zapewne nie mieliście okazji poznać

32 500  
167   10  
"Dzięki" wypowiedzi byłej pani premier dinozaury zyskały ostatnio na popularności w naszym kraju. Większość zwykłych ludzi kojarzy je tylko z dzieciństwa lub filmów z serii „Jurassic Park/World”, a zapytani o wymienienie jakiegoś gatunku bez wahania wskażą na tyranozaura czy stegozaura. Jednak na tym świat dinozaurów się nie kończy, bo wśród nich znajdziemy wiele fascynujących okazów.

l_174902926842305Dracorex.jpg
Na początek coś lekkiego i dla fanów fantastyki. W 2004 roku w formacji Hell Creek w Południowej Dakocie trzech paleontologów-amatorów znalazło taką oto czaszkę, którą potem przekazali do muzeum dla dzieci w Indianapolis:

l_1749030767a6dbfdracorex_hogwartsia_.jpg

Okaz przeleżał dwa lata, zanim został opisany, ale gdy już się doczekał, to otrzymał dosłownie epicką nazwę - Dracorex hogwartsia. Pierwszy człon pochodzi od łacińskich słów draco („smok”) oraz rex („król”), natomiast epitet gatunkowy hogwartsia - od Hogwartu, słynnej uczelni z serii książek o Harrym Potterze. Całość oznacza nic innego jak „smoczy król z Hogwartu”.

Jak na ironię, drakoreks był niewielkim dinozaurem, który przemierzał lądy dzisiejszej Dakoty ok. 70-66 mln lat temu. Mierzył zaledwie 3 metry długości i należał do rodziny pachycefalozaurów - grupy dwunożnych roślinożernych dinozaurów, mających charakterystyczne, grube czaszki. Naturalnie nie ział też ogniem, nie porywał dziewic i nie latał. Pomimo tego jest przedmiotem wielu dyskusji. Jedni badacze, jak Jack Horner, uważają go po prostu za młodego stygimolocha (oficjalnie troszkę większego kuzyna drakoreksa), a tego z kolei za niedojrzałego pachycefalozaura. Tym samym nie uznają obu gatunków i sądzą, że struktura kostna na czaszkach pachycefalozaurów zmieniała się wraz z wiekiem, co powodowało, że pisklęta różniły się znacząco od osobników młodocianych, a te od z kolei - od dorosłych (najłatwiej wyobrazić to sobie jako ewolucję Pokemonów).

l_174903149881965dracorex_stygimoloch.jpg
Pomimo widocznych różnic niektórzy badacze uznają, że są to czaszki należące do tego samego gatunku dinozaura, tylko w różnym etapie rozwoju.

Druga strona, w tym Bob Bakker i Robert Sullivan, twierdzi, że to zupełnie nowy gatunek. Tak samo traktują biednego stygimolocha. Ponadto swoje trzy grosze dorzucili też kreacjoniści. Zauważyli, iż czaszka została znaleziona w Ameryce Północnej, ale jej wygląd bardzo pasuje do opisów i wyobrażeń smoków z cywilizacji europejskich czy chińskiej. Zapytali jak to możliwe, wszakże wtedy podróżowanie na drugi kraniec świata było praktycznie niemożliwe. Co dla nas było zupełnym zbiegiem okoliczności, dla nich stanowiło dowód, że smoki zamieszkiwały i przemierzały Ziemię kilka tysięcy lat temu.

l_174902926842305Dracorex.jpg
A tak mniej więcej wyglądał prehistoryczny smoczy król.

To jednak nie jedyna historia związana z czaszką dinozaura. Inna dotyczy znaleziska z Brazylii, a konkretnie z formacji Santana w północno-wschodniej części kraju kawy. W 1996 roku do rąk pana Davida Martilla i jego kolegów trafiła prawie kompletna, ponad 80-centymetrowa czaszka teropoda. Otrzymali ją z Muzeum Historii Naturalnej mieszczącego się w Stuttgarcie, a to z kolei kupiło ją od łowców skamieniałości z Brazylii. Ci byli na tyle sprytni, że przed sprzedażą postanowili skamielinę trochę „ulepszyć”, by uzyskać za nią większą cenę. Przedłużyli pysk zwierzęcia wykorzystując inne kości z czaszki, a następnie przykryli wszystko warstwą skały oraz szpachli samochodowej. Fortel się udał i nieświadome muzeum sowicie sypnęło groszem, najwyraźniej zadowolone z racji posiadania okazałej skamieniałości.

Wszystko wyszło na jaw dopiero gdy skamielinę prześwietlono tomografem komputerowym. Nie trzeba dodawać, że badacze byli delikatnie zniesmaczeni. Czekała ich żmudna praca odkuwania niepotrzebnego materiału i rekonstrukcji czaszki. Miało to potem odzwierciedlenie, gdy przyszło do nazwania okazu. Ochrzczono go mianem Irritator challengeri – od irytacji, jaką badacze czuli, gdy odkryli całą mistyfikację. Natomiast epitet challengeri pochodzi od profesora Challengera, bohatera powieści Artura Conan-Doyla’a „Zaginiony świat”. Trzeba jednak przyznać, że ich praca nie poszła na marne, bo jest to najbardziej kompletna czaszka dinozaura z rodziny spinozaurów, jaką kiedykolwiek znaleziono. Ponadto dostarczyła nam wielu informacji, takich jak wiek zwierzęcia oszacowany na 110 mln lat, dochodząca do 8 metrów długość dinozaura czy jego sposób odżywania - głównie były to ryby i padlina.

l_1749028a0263d7eIrritator.jpg

Niemniej irritator nie jest ewenementem i jego większy kuzyn z Afryki posiada równie interesującą historię. Cofnijmy się w czasie o ponad 100 lat. W 1912 roku w Egipcie niemiecki zespół pod przewodnictwem paleontologa Ernsta Stromera odkrył kości niezwykłego zwierzęcia. Co prawda nie było tego dużo, ale i tak było to coś, czego nigdy wcześniej nie widziano:

l_1749027bc5d5865bs_spinosaurus_entde.jpg

Dinozaura, który pochodził z późnej kredy, nazwano Spinosaurus aegyptiacus, co oznaczało „kolczasty jaszczur z Egiptu” - oczywiście ze względu na charakterystyczne, prawie 170-centymetrowe wyrostki kolczyste. Po opisaniu przez Stromera znalezisko umieszczono w Bawarskim Muzeum Narodowym w Monachium. I być może cieszyłoby oczy odwiedzających aż po dziś dzień, gdyby nie II wojna światowa. W kwietniu 1944 roku okaz został zniszczony podczas nalotu bombowego przeprowadzonego przez aliantów. Smutny los spotkał też odkrywcę giganta – Stromer na wojnie stracił 2 synów i zmarł w odosobnieniu w 1952 roku. Obaj, dinozaur oraz paleontolog, zostali zapomniani przez świat.

Musiało minąć pół wieku, nim znów zainteresowano się spinozaurem. Najpierw za sprawą filmu „Jurassic Park III”, a potem poprzez na nowo odkryte szczątki w 2005 roku, na które składała się prawie kompletna górna szczęka o długości metra oraz część czaszki. Dlaczego „na nowo”? Ponieważ przeleżały prawie 30 lat w prywatnej kolekcji, zanim ktoś się nimi zaciekawił. Znalezisko przyniosło nam wiele cennych informacji. Całkowitą długość zwierzęcia oszacowano na 16-18 metrów, a jego głowy - na 1,70 metra. Był więc o 4-6 metrów dłuższy niż słynny tyranozaur. Mimo swoich gabarytów główną pozycję w jego menu stanowiły ryby z rodzaju Mawsonia oraz Onchopristis, których łuski znaleziono w żołądku dinozaura. Poza tym wysoko znajdujące się nozdrza, wydłużone szczęki i proste, stożkowate zęby były wręcz stworzone do polowania na tego typu ofiarę. Co więcej, w 2008 roku przeskanowano tomografem czaszkę spinozaura i odkryto wiele maleńkich otworów na czubie pyska. Podobne zaobserwowano u krokodyli i aligatorów, w nich mieszczą się zakończenia nerwowe, które pozwalają zwierzęciu wykrywać ruch w mulistym otoczeniu.

l_174903241b6b6a6la_spinosaurus_skull.jpg
Czaszka spinozaura w całej okazałości.

Tu jednak historia się nie kończy, bowiem w 2013 roku w Maroko odkryto nowy okaz, zawierający m.in. miednicę, kości tylnych odnóży i palców oraz żebra. A wszystko dzięki małemu zrządzeniu losu. Kilka lat wcześniej paleontolog Nizar Ibrahim zakupił pewną skamielinę od jednego z tamtejszych Beduinów. Po jakimś czasie okazało się, że należy ona do spinozaura i mogła przynieść nowe informacje na temat tego dinozaura. Ibrahim czym prędzej powrócił do Maroka z misją zlokalizowania człowieka, który sprzedał mu ową kość. Mimo iż posiadał o nim tylko szczątkowe informacje („Wiedziałem o tym człowieku tylko tyle, że miał wąsy”), to dopisało mu szczęście. Odnaleziony Beduin zaprowadził Ibrahima i jego towarzyszy w dokładne miejsce, z którego wykopał przed laty cenne znalezisko. Okazało się ono prawdziwą żyłą złota. W końcu w 2014 roku Ibrahim postanowił podzielić się swoimi odkryciami ze światem. W oparciu o dotychczasowe znaleziska i przy pomocy techniki komputerowej zrekonstruowano cały szkielet oraz wygląd spinozaura. Uzyskano taki efekt:

l_17490262aa3f173spinozaur_wyglad.jpg

Trzeba przyznać, że był to w swoim rodzaju ewenement. Według Ibrahima nie poruszał się na dwóch odnóżach, jak znane nam teropody, ale na czterech. Tłumaczył to krótkimi kośćmi udowymi i długimi kończynami przednimi, które pomagały jednocześnie w pływaniu. Dodatkowo pazury na tylnych odnóżach były płaskie od spodu. Wszystko to plus rybożerność wskazywało na półwodne życie tego dinozaura, co także jest niezwykłe. Oczywiście część świata naukowego nie zgodziła się z Ibrahimem, wytykając mu m.in. złe przeskalowanie, ale i tak trzeba przyznać, że spinozaur jest nad wyraz oryginalnym zwierzęciem.

Na koniec warto wspomnieć o jego żaglu. Wielu pewnie spyta, do czego on służył? Odpowiedź jest banalnie prosta – nikt do końca nie wie. Jedni twierdzą, że pozwalał mu regulować temperaturę ciała, drudzy wskazują na udział w zalotach, gdy pani spinozaurowa wybierała tego, który posiadał najbardziej dorodny żagiel. Jeszcze inni głoszą tezę, iż dzięki niemu spinozaur wyglądał na większego niż w rzeczywistości był, co mogło odstraszać inne duże drapieżniki, jak karcharodontozaur czy bahariazaur. A jakby tego było mało, to istnieje też czwarta grupa, mówiąca o funkcji nawigacyjnej w czasie pływania.

Naturalnie spinozaur nie był wyjątkiem w świecie dinozaurów, który otrzymał od natury „dodatek” na plecach czy głowie. Jednym z tych drugich był parazaurolof, posiadający okazały grzebień:

l_174902520ff8fc2parazaurolof.jpg

Jak widać, ten prawie 10-metrowy roślinożerca, przemierzający 76 mln lat temu tereny dzisiejszej Ameryki Północnej, nie posiadał praktycznie żadnych pazurów, rogów czy pancerza, by skutecznie się bronić przed drapieżnikami. A trzeba przyznać, że ów dinozaur żył w tym samym miejscu oraz czasie co duże teropody z rodziny tyranozaurów, jak gorgozaur czy albertozaur. Jedyne, co tak naprawdę mógł zrobić w chwili ataku, to uciekać ile sił w nogach. Z tego też względu parazaurolofy tworzyły stada. Jak wiadomo, więcej par oczu to większa szansa na dostrzeżenie niebezpieczeństwa, a tym samym więcej czasu na ucieczkę i możliwość przekazania swojej puli genów następnym pokoleniom. Poza tym wiecie, nie trzeba być szybszym niż drapieżnik, wystarczy być szybszym niż inny członek stada.

Ale zostawmy żarty na bok. Co z tym grzebieniem, zapytacie. Oczywiście jest kilka hipotez, z których najpopularniejsze to uwodzenie partnerki, regulacja temperatury, odgarnianie roślinności podczas żerowania (jak to czyni dzisiejszy kazuar) czy używanie jako broni w potyczkach między samcami. Jednak najbardziej oryginalną i śmiałą tezę zasugerował w 1931 roku paleontolog Carl Wiman. Zauważył podobieństwo pomiędzy grzebieniem oraz niektórymi instrumentami dętymi i ogłosił, że ów narząd służył dinozaurowi do komunikacji głosowej.

Minęło jednak 50 lat, zanim ktoś postanowił dokładnie sprawdzić, czy rewelacje głoszone przez Wimana były choć trochę prawdziwe. W 1981 roku David Weishampel przestudiował czaszkę parazaurolofa i odkrył, że grzebień nie tworzy jednolitej struktury. W istocie w środku znajdowały się kanały biegnące od nozdrzy do końca grzebienia, a następnie z powrotem w dół, do czaszki. Sam układ kanałów przypominał instrument o wdzięcznej nazwie krzywuła (ang. crumhorn).

l_174902439ea7ee6parasaurolophus_inte.jpg
Przekrój przez czaszkę parazaurolofa. Widać kanały i kierunek przepływu powietrza zassanego przez otwór nosowy.

Jak przystało na człowieka nauki, pan Weishampel stworzył nawet własny model grzebienia parazaurolofa, wykorzystując rury PVC. Efekt brzmiał jakby ktoś grał nieudolnie na tubie. Ponadto udowodnił, że te dinozaury posiadały bardzo dobry słuch oraz zasugerował, iż młodsze osobniki wydawały dźwięki o wyższej częstotliwości, podczas gdy starsze – o niższej. Kilkanaście lat później fachowcy z Nowego Meksyku stworzyli dokładny, komputerowy model 3D bardzo dobrze zachowanej czaszki parazaurolofa. Następnie program wykonał dwie symulacje przepuszczenia powietrza przez kanały w grzebieniu - jedną z uwzględnieniem strun głosowych i drugą bez, ponieważ nie wiadomo, czy samo zwierzę je posiadało (tkanki miękkie bardzo rzadko ulegają fosylizacji). Oto rezultat, jaki uzyskano:

https://www.youtube.com/watch?v=QtpSOpUDCb8
Cztery dinozaury, cztery różne historie. Jak widać, ich świat nie kończy się na ryczącym tyranozaurze czy biegających raptorach. Nie skończył się też wraz z wymieraniem kredowym zapoczątkowanym przez uderzenie planetoidy w Ziemię ponad 65 mln lat temu. Co prawda wszystkie nieptasie dinozaury bezpowrotnie wyginęły, ale ostała się ich jedna linia. Ptaki, bo o nich mowa, żyją do dziś i potrafią umilić nam dzień śpiewaniem lub pysznym obiadem. Smacznego.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13

Oglądany: 32500x | Komentarzy: 10 | Okejek: 167 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało