Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Podziel się największym kłamstwem, jakie powiedziałeś, żeby coś uzyskać - zwierzenia internautów

87 328  
308   73  
Czy kłamstwo może być usprawiedliwione? Nasi dzisiejsi bohaterowie dzielą się historiami ze swojego życia, kiedy przyszło im kłamać jak z nut, żeby coś na tym zyskać. Czasami mogłoby się wydawać, że w szczytnej sprawie, innym razem... No cóż, przekonajcie się sami.


#1.

Kiedy poszłam do szkoły średniej i nie miałam jeszcze mundurka, ojciec napisał mi z tego powodu usprawiedliwienie. Przepisałam je własnoręcznie i zaniosłam do szkoły, a oni potwierdzili to telefonicznie u mojego ojca i zostawili sobie kartkę do ewentualnego porównania charakteru pisma na przyszłość. Przez te kilka lat, jeśli nie chciałam czegoś robić w szkole, mogłam sobie sama pisać zwolnienia.

by MelodyRules_

#2.

Na studiach poślubiłam (i później na spokojnie wzięłam rozwód) z kolegą tylko po to, żebyśmy mogli mieszkać poza kampusem.

by AlixEHarrow

#3.

Miałam dość czekania na odpowiedź w sprawie oferty pracy, więc powiedziałam rekruterowi, że mam propozycję z innej firmy i potrzebuję odpowiedzi teraz. Następnego dnia zaoferowali mi pracę i jak się później dowiedziałam, wypłata, jaką dali mi na początek, była znacząco wyższa niż zakładana, bo bali się, że skorzystam z tej drugiej "propozycji".

by maretorliss

#4.

Kiedyś z mężem powiedzieliśmy naszym dzieciom, że Barney (z serialu Barney i przyjaciele) umarł, żebyśmy nie musieli tego nigdy więcej oglądać.

by margaretmharv

#5.

Historia nie moja, tylko mojego dziadka. Po tym, jak uciekł z Europy przed Holokaustem, w którym zginęła niemal cała jego rodzina, dostał pracę w banku w Nowym Jorku, bo skłamał, że ma wyższe wykształcenie i dokumentacja zaginęła w czasie wojny. Pracował jako bankier przez resztę życia.

by MaggieAstor

#6.

Gdy miałam 16 lat, sfingowałam podróż misyjną do Gwatemali (mama i tata są pastorami), razem z całą papierologią, żeby móc poimprezować w czasie ferii na Florydzie.

by larimah

#7.

Chciałem się dostać do chóru, do którego aplikowała cała masa dzieciaków, jednak nie potrafiłem czytać nut (w podaniu zaznaczyłem, że potrafię). Podczas przesłuchań nasłuchiwałem uważnie z drugiego pomieszczenia osobę, która była przede mną i później zaśpiewałem ten utwór do melodii z pamięci.

by NateRethorn

#8.

Jeden z moich profesorów prawa był znany z tego, że lubił sobie wypić. Pewnego razu wziął mnie do odpowiedzi, kiedy byłam zupełnie nieprzygotowana, ale tego dnia widać było, że jest już nieźle wstawiony. Przez jakiś czas w milczeniu patrzyłam mu prosto w oczy, po czym kiwnęłam głową i powiedziałam "No i to chyba wszystko", a on pomyślał, że faktycznie odpowiedziałam na pytanie, powiedział "Tak, bardzo dobrze" i kontynuował zajęcia.

by anastywoman

#9.

Powiedziałam mamie, że George Michael jest piosenkarzem religijnym, żeby puściła mnie na jego koncert. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że zaśpiewał wtedy utwór "Faith". Chociaż sporo się działo, gdy przyszedł czas na pokaz laserów przy "I Want Your Sex".

by jherques

#10.

Gdy byłam nastolatką, przeprowadziliśmy się z całą rodziną na przedmieścia, gdzie w okolicy była masa dzieciaków. Rozwieszałam wszędzie ogłoszenia, że jestem opiekunką po specjalnych szkoleniach, choć tak naprawdę przeczytałam tylko parę książek na ten temat. Okazało się jednak, że całkiem nieźle sobie z tym radzę.

by tpeak10

#11.

Kiedyś powiedziałem ojcu, że przespałem się z dziewczyną, żeby mnie nie opi***olił za całą noc grania z kumplami w Dungeons & Dragons...

by cybin_farmer

#12.

Dostałem fuchę opiekuna podczas letniego obozu, bo naściemniałem, że studiowałem nauki o roślinach i przetrwaniu w dziczy. W rzeczywistości improwizowałem i zmyślałem nazwy roślin, które napotykaliśmy po drodze. Jak sobie teraz pomyślę o tych dorosłych już ludziach, którzy błędnie nazywają te rośliny...

by mathewi

#13.

W piątej klasie nie chciało mi się pisać wypracowania na temat wojny o niepodległość, więc... nie napisałem go. Kiedy nauczycielka oddawała prace, powiedziałem jej, że nie otrzymałem swojej, a na pewno ją oddawałem. Powiedziała, że faktycznie pamięta, jak ją czytała i dała mi chyba 90%.

by atlasblue85

#14.

Gdy miałam 13 lat i szwendałam się z kolegami po naszym małym miasteczku już po godzinie policyjnej, napotkaliśmy na swojej drodze radiowóz. Nie wiem, co mnie opętało, ale podeszłam do policjantów i zapytałam, czy widzieli pomarańczowego kota, bo go zgubiliśmy i nie możemy o tym powiedzieć rodzicom.

by ashleybrandt

#15.

Nie moja historia, ale kolega ze studiów miał wypadek i utracił pamięć. W szpitalu zjawiła się dziewczyna, z którą przespał się jeden raz (!) i powiedziała, że byli w poważnym związku. Dziś są małżeństwem. Często o tym myślę.

by KrangTNelson

#16.

Na teście SAT dostałam temat "Czy kłamstwo może być usprawiedliwione?". Napisałam o tym, jak okłamywałam umierającego (nieistniejącego) przyjaciela, aby go pocieszać. Bazowałam przy tym na historii mojej (nieumierającej) koleżanki z poprzedniego roku (jej historia też była zmyślona). Moja wysoka ocena była dowodem na to, że kłamstwo może być usprawiedliwione.

by mackenziewalton

#17.

Na pierwszym roku studiów, żeby wydawać się nieco bardziej interesującą osobą i przełamać nieco lody fajną ciekawostką podczas zapoznawania się z nowymi ludźmi, opowiadałem historię o tym, że jestem 42. osobą w kolejce do brytyjskiego tronu. Mój współlokator, który okazał się być później najlepszym kumplem, wierzył mi przez 6 lat, dopóki prawda nie wyszła na jaw na jakiejś imprezie.

by thexmasprince

#18.

Zapewne każdy miał jakiegoś nauczyciela, który totalnie zraził go do jakiegoś przedmiotu. Moją zmorą w szkole średniej, właśnie przez nauczycielkę, była chemia. Najbardziej odczułem to w drugiej klasie, kiedy ocena z chemii szła na dyplom, a ja w drugim półroczu miałem w dzienniku tylko dwie klepy na czysto i czekałem na wyniki bardzo ważnego sprawdzianu, który miał mieć decydujący wpływ na ocenę końcową. Ogólnie byłem uczniem trójkowo-czwórkowym, więc kiedy w dniu podawania wyników zobaczyłem na kartce ocenę "2", zrobiło mi się ciemno przed oczami. W głowie zrodził się jednak plan.

Nauczycielka ta miała zwyczaj rozdawania sprawdzianów, żebyśmy się z nimi zapoznali, a potem wpisywała oceny do dziennika, wyczytując kolejno nasze nazwiska i każąc dyktować jej wyniki. Nietrudno się domyślić, że był to idealny moment do przekrętów - cała szkoła o tym wiedziała i zdarzało się, że uczniowie dyktowali wyższe oceny, niż naprawdę dostali. W granicach rozsądku oczywiście. Postanowiłem zrobić tak samo.

Niestety, ten dzień miał się okazać tym historycznym, w którym nauczycielka odkryła szwindel. A to za sprawą mojego kolegi z klasy, ucznia przeważająco dwójkowego, który dostał na tym sprawdzianie jedynkę i - siedząc w pierwszej ławce, dosłownie pół metra przed nauczycielką - powiedział, że dostał "5". Na domiar złego w dzienniku był zaraz przede mną. Jego wyczytane nazwisko i padające po nim "pięć" wywołało taki dysonans poznawczy u nauczycielki, że na moment się zawiesiła. Już w tym momencie wiadomo było, że jest pozamiatane, musiała to sprawdzić. Sięgnęła po jego kartkę... i się zaczęło.

Dobre pół lekcji wykładu o tym, jak ją zawiedliśmy, jak przez tyle lat nikt jej takiego numeru nie wykręcił (mhm) i dokąd ten świat zmierza. Zresztą, możecie sobie wyobrazić, sytuacja nie do pozazdroszczenia. W środku tej burzy siedziałem ja z sercem walącym jak szalone, z jednej strony ciesząc się, że to nie mnie przyłapała, z drugiej zastanawiając się, co mam teraz zrobić. Dwie pały i dwója - będzie komis, nie dam rady, rzygam już tą chemią. Siedzący obok kumpel-śmieszek nie pomagał, ale podjąłem decyzję. Kiedy wreszcie nauczycielka powiedziała, co miała powiedzieć i nieco się uspokoiła, usiadła przy biurku. Po długiej ciszy spojrzała na dziennik i wyczytała moje nazwisko. "Cztery" - padła odpowiedź. Kiedy wyczytała kolejne nazwisko, myślałem, że zejdę na zawał... Oczywiście koledzy obok mieli ubaw, gratulowali mi jaj, klepali po plecach itp., ale mi nie było do śmiechu, siedziałem jak w transie myśląc, co dalej. Jak tylko zabrzmiał dzwonek i zrobiło się zamieszanie, bo wszyscy szli do biurka oddać kartki, wrzuciłem swoją do plecaka i czmychnąłem z klasy. Byłem tak przejęty, że kiedy później wracałem pociągiem do domu, rwałem ją na kawałki i co jakiś czas rzucałem jeden przed okno, żeby żadna NASA ani FBI nigdy nie znalazły śladów ;-) Jedynym jest trójka z chemii na dyplomie, ale ona już nikomu nic nie wygada.

To była chyba najbardziej chamska rzecz, jaką zrobiłem w szkole.

by mtothed

#19.

Za młodu mieszkałem na ulicy, to było w Nowym Jorku, w okolicach 2001 roku. Stałem sobie przy wejściu do klubu i grupka pięciu osób podeszła do mnie, biorąc mnie za bramkarza. Zapytali, ile kosztuje wstęp. Powiedziałem, że 10 dolców. Zainkasowałem więc 5 dych i zmyłem się stamtąd, zanim pojawił się prawdziwy bramkarz.

by KJPaulo777

#20.

Za czasów szkoły średniej chcieliśmy z kolegą pojechać na koncert Blink 182, ale nie mieliśmy kasy na bilety. Jako że pochodzimy z bardzo baptystycznej Oklahomy, zaczęliśmy rozpowiadać, że Bóg wezwał nas do głoszenia ewangelii na tym świeckim, przesiąkniętym złem koncercie i potrzebujemy datków, żeby móc tam pojechać. Okazało się, że jeszcze na tym zarobiliśmy.

by mlockwoodporter

Zobacz też: Kłamstwa wciskane nam przez naszych rodziców (w które do dziś wierzymy)


Oglądany: 87328x | Komentarzy: 73 | Okejek: 308 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

26.03

25.03

24.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało