Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Żołnierskie nawyki, dziecko w teatrze i inne anonimowe opowieści

60 721  
276   31  
Dziś przeczytacie m.in. o uprzejmości w środkach komunikacji publicznej, konsekwencji przechodzenia na czerwonym, logice madek i braterskiej pomocy.

Żołnierskie nawyki, dziecko w teatrze i inne anonimowe opowieści
Parę miesięcy temu, gdy jechałam tramwajem, uśmiechnął się do mnie bardzo przystojny, młody mężczyzna. Po chwili usiadł na jednym z podwójnych siedzeń. Od razu przecisnęłam się między pasażerami, aby usiąść koło niego. Znów się do mnie uśmiechnął się i pokazując na mój brzuch rzekł:

- No, taka piękna matka jak ty na pewno urodzi śliczne dziecko…

Przytaknęłam i również odpowiedziałam uśmiechem. Przez resztę drogi milczałam, chcąc zapaść się pod ziemię. Nie jestem w ciąży. Mam 18 lat i parę kilogramów nadwagi.


***


Stoję ja sobie dziś przy przejściu dla pieszych i czekam, aż zaświeci się zielone światło.

Jakiś dzieciak, może z 10-letni, bardzo się zniecierpliwił i postanowił dostać się na drugą stronę ulicy natychmiast. Jednocześnie z naprzeciwka ruszył też wielki, łysy dres. Obaj spotkali się na środku. Dresiarz, chwyciwszy dzieciaka za kark, zatargał go z powrotem na chodnik, wrzeszcząc „Ja ci, kur#a, dam przechodzić na czerwonym świetle, gówniaku jeb#ny! Matka cię nie nauczyła zasad panujących na drodze, kapiszonie ufajdany?”.

Kiedy małolat został bezceremonialnie zrzucony na miejscu, wszyscy przechodnie czekający na zielone światło spojrzeli na dresa z wyraźnym podziwem. A mógł zabić...


***


Nigdy nie spodziewałam się, że będę musiała zapłacić za utratę dziewictwa. I to całe 200 złotych! Zanim mnie ocenicie pozwólcie, że przybliżę wam tę sytuację.

Moi rodzice wyjechali na urlop i zostałam w domu tylko ja i mój starszy o dwa lata brat.
Akurat były walentynki i chciałam zaprosić mojego chłopaka na romantyczny wieczór zwieńczony naszym pierwszym zbliżeniem. Pojawił się jednak pewien problem w osobie wspomnianego już braciszka. Jako że „hajs mu się nie zgadzał” (czytaj – miał mało pieniędzy), zamiast iść do klubu, postanowił zaprosić do domu swoich dwóch kumpli. Doskonale wiedział, że miałam bardzo konkretne plany na ten wieczór. Aby pozbyć się go z domu, wyciągnęłam z mojej skarbonki dwie stówy. Teraz „hajs mu się już zgadzał” i wiedząc, że sponsorem wypadu na miasto jestem ja, łaskawie zniknął z domu.

Czy utrata dziewictwa warta była takich pieniędzy? - zapytacie. Cóż, ostatecznie do niczego nie doszło, bo rodzice wrócili dzień wcześniej z urlopu...


***


Parę dni temu, szykując się do dwumiesięcznej wyprawy w dzicz, kupiłem sobie pancerny telefon upadkoodporny, wodoodporny i reklamowany jako niezniszczalny czołg wśród smartfonów. Wygląda to jak krzyżówka kalkulatora z Robocopem, ale ponoć wart był swojej mocno wygórowanej ceny.
Szkoda tylko, że ten szajs nie jest kotoodporny. Dziś bowiem mój sierściuch znalazł ten gadżet leżący na stole i delikatnym ruchem łapki zepchnął go z blatu. Telefon spadł z wysokości pół metra na ziemię i... zbił sobie ekranik.


***


Dzisiaj robiłem zakupy w Lidlu, podjechałem jak zwykle z synem na parking, zatrzymując się na miejscu oznaczonym dla rodziców z dziećmi. Jakież było moje zaskoczenie, gdy po dokonaniu zakupów i zapakowaniu ich do auta w momencie usadawiania syna w foteliku zostałem zwyzywany przez dwie matki za to, że stoję tam, gdzie nie mogę. Po moim wyjaśnieniu, że jestem z dzieckiem, dowiedziałem się, że to jest miejsce dla matek z dziećmi, a nie dla ojców.


***


Całe życie matka mi mówiła, że rodzeństwo zawsze musi trzymać się razem. I tak było. Mój brat jest starszy ode mnie o 11 lat. Zawsze, w każdym momencie jego życia byłam pod ręką, gdy mnie potrzebował. Pożyczyłam pieniądze, odebrałam dziecko, brałam ich psa do siebie, jak wyjeżdżali. Mój narzeczony zawsze mi mówił, że on mnie wykorzystuje, że zawsze do niego lecę, jak on coś chce. Miałam takie poczucie, że muszę być dla niego wsparciem, pomagać mu, bo tak robi rodzeństwo. Do czasu.

W tamtym roku zachorowałam. Nie była to jakaś poważna choroba, ale silna gorączka i ból mięśni dawały o sobie znać. Akurat mój Paweł musiał wyjechać do innego miasta. Zostałam sama. Nie przejmowałam się tym zbytnio, mając z tylu głowy, że mam na kogo liczyć. Po kilku dniach skończyły mi się leki. Zadzwoniłam do brata i mówię mu, że bardzo źle się czuję i nie mam już leków, prosząc, żeby przyjechał. Powiedział mi, że nie ma czasu, bo nie zdąży na siłownię i na pewno poradzę sobie sama.

Nie poradziłam sobie. Po drodze do apteki zemdlałam i złamałam sobie rękę. Przypadkowa staruszka zadzwoniła po karetkę, a potem przychodziła z zupą dla mnie.

Brat dalej do mnie dzwoni. Jest zdziwiony, że zawsze odmawiam pomocy.


***


Sytuacja miała miejsce jakieś 15 lat temu, gdy miałam około 4-5 lat. Mama dostała jakieś bilety z pracy do teatru na Czerwonego Kapturka, ale niestety w ten dzień wypadł jej dyżur. W tej sytuacji mój dumny tata wybrał się tam ze mną i z moim o 6 lat starszym ode mnie bratem. Po drodze upominał nas, że na spektaklu mamy być cicho, nie możemy śmiecić itp.

Dotarliśmy na miejsce, Czerwony Kapturek hasa na scenie, a w pewnej chwili tata mówi mi na ucho, że musi wyjść do łazienki i żebyśmy grzecznie sobie siedzieli. Niestety kiedy oddalił się już na znaczną odległość, moją małą główkę ogarnął strach - nie chciałam zostawać sama z bratem, bo bałam się, że potem nie znajdziemy taty :) Chcąc dowiedzieć się, czy długo go nie będzie wstałam i krzyknęłam ile sił w płucach: TATO, IDZIESZ NA SIKU CZY KUPĘ?

Wtedy zmartwiłam się, że tata nawet się nie odwrócił, ale teraz wcale mu się nie dziwię.


***


Jestem żołnierzem zawodowym.Ostatnio 16 godzin spędziłem na manewrach i ćwiczeniach na poligonie.
Po zajęciach droga do jednostki, a później standardowo zdanie ekwipunku do magazynów, prysznic, przebranie się w cywilne ciuchy i następnie powrót krakowskim MPK do domu.
Siedzę i czuję, że powoli odpływam w objęcia Morfeusza, gdy nagle nieidentyfikowane babsko szturcha mnie i drze ryja (prośbą tego nazwać nie mogę), że zająłem jej miejsce.
Nie wiem, czy to zmęczenia, czy z powodu jej wrzasków wstałem i wydarłem się:

"STÓJ BO STRZELAM!".

Efekt był taki, że babsko się zmyło, a innym pasażerom wytłumaczyłem, że nie posiadam przy sobie broni.

PS. Pozdrawiam kierowcę MPK z autobusu 144, który miał niezły ubaw :D

W poprzednim odcinku serii mieliśmy do czynienia z gwiazdą internetu, dziwnymi uczuciami i innymi anonimowymi opowieściami - zapraszamy.


Oglądany: 60721x | Komentarzy: 31 | Okejek: 276 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało