Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jeśli myślicie, że współczesne gwiazdy rocka słyną z szokowania, to zobaczcie do czego byli zdolni muzycy wiele lat temu!

59 885  
186   50  
Czego to się nie robi, aby sprzedać swoją muzykę? Skandale, seks-taśmy, nieobyczajne zachowanie, no i oczywiście zalewanie pały przed koncertami. To ta ostatnia czynność często sprawia, że występy na żywo przybierają dziwny obrót. Zresztą czasem nie potrzeba alkoholu, aby ekscentryczny artysta zrobił na scenie coś bardzo porąbanego.


Iggy Pop regularnie rzygał na scenie, bił się z publicznością i okaleczał swoje ciało rozbitym szkłem

Dziś dziadek Iggy wydaje się jedynie zasuszoną mumią będącą pamiątką po artyście, który w czasach swej młodości zwykł zapewniać swej publiczności moc szokujących wrażeń. W 1970 roku, będąc jeszcze członkiem zespołu The Stooges, muzyk wyszedł na scenę nowojorskiego klubu odziany w podziurawione spodnie. Przez jeden z otworów wystawała całkiem nieodziana moszna Iggy’ego. Piosenkarzowi co jakiś czas robiło się nie za dobrze, więc bez przerywania występu puszczał pawie wprost na fanów… Później przytknął swe przyrodzenie do mikrofonu oraz mocno poturbował ulubioną modelkę Andy’ego Warhola – Geri Miller.



Takie zachowania były normalną częścią występów Popa w tamtym czasie. Autor „Lust for Life” przyjmował wówczas dość pokaźne ilości narkotyków, więc często pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, co robi. Zdarzało mu się na przykład tarzać po rozbitym na scenie szkle, a nawet w połowie występu defekować za wzmacniaczami. Czasem też robił sobie krzywdę skacząc na łeb prosto w publiczność.

Podczas występu w 1973 roku Pop spadł z jednego ze stołów, które ustawiono na scenie. Wylądował prosto na potłuczonej butelce leżącej poniżej. Mimo głębokich ran na swoim ciele, muzyk dokończył koncert zachowując się całkiem „normalnie” - tańczył, skakał i tryskał energią, a przy okazji też i krwią. I to w dużej ilości. Rozpryskiwał posokę po całej scenie, a osoby stojące w pierwszych rzędach wróciły do domów solidnie ufajdane.
Raz też wdał się w bójkę ze zgromadzonymi na sali motocyklistami, do których najwyraźniej nie pałał miłością. Konfrontacja ta zakończyła się dla niego solidnym wpie#rdolem.



Red Hot Chilli Peppers i „socks on cocks”

Czerwone papryczki od początku swojej kariery często wykonywali ten "numer". Występy na golasa ze skarpetkami naciągniętymi na przyrodzenia, stały się bardzo częstym elementem ich koncertów. O ile fanom takie sceniczne kreacje bardzo przypadły do gustu, to już skarpetki na członkach członków RHCP mocno irytowały wszelakich obrońców moralności. Flea został nawet kiedyś aresztowany za publiczne obnażanie się. Ostatni raz w takim odzieniu widziano artystów podczas serii koncertów w 2000 roku. W ciągu ostatnich kilkunastu lat artyści zdecydowali się oszczędzić oczęta swoich fanów i na scenie pojawiają się już w stosownym okryciu wierzchnim.



The Doors i gorący koncert

W 1969 roku The Doors przyjechali do Miami, aby zagrać koncert w sali, do której upchnięto 7 tysięcy osób. Organizator, chcąc sprzedać więcej biletów, kazał wynieść z pomieszczenia wszystkie krzesła. W ten sposób zrobiło się miejsce dla kolejnych 5 tysięcy fanów The Doors. To był bardzo gorący dzień, sala była przepełniona, a klimatyzacja nie działała. Do tego Morrison był wyjątkowo nietrzeźwy. W jednej chwili ktoś z publiczności polał wokalistę szampanem. Jim wpadł wówczas na pomysł, aby wszyscy pozbyli się ubrań. „Zobaczmy trochę skóry! Rozbierajcie się!”. Fani posłuchali rozkazu swojego idola i faktycznie – wiele osób pozbyło się ubrań.



Niedługo potem szeryf Dade Country wydał nakaz aresztowania Morrisona za obnażanie się na scenie. Miał on wyciągnąć ze spodni swoje przyrodzenie i bezczelnie machać nim przed oczami zdegustowanej publiki. Sprawa trafiła do sądu. Ostatecznie artysta nigdy nie zapłacił 500-dolarowej grzywny, ani nie odsiedział pół roku w więzieniu. Jego adwokat odwołał się od decyzji sądu i zanim sprawa została rozwiązana, Jim zdążył już umrzeć. Wiele jednak wskazuje na to, że oskarżenia były bezpodstawne, a gwiazdor wcale nie obnażył się. Według reszty muzyków z The Doors, pijany Morrison miał krzyczeć do publiczności: „Chcecie go zobaczyć? Pokazać go wam?”. Następnie rozpiął rozporek i… to wszystko. Nikt z czekających na „gwóźdź programu” nie ujrzał penisa artysty.



Frank Zappa i „Smoke on the Water”


Tym razem to nie muzycy zrobili coś wybitnie głupiego. To pewien anonimowy członek, zebranej w sali szwajcarskiego kasyna, publiczności przyniósł ze sobą na koncert Mothers of Invention pistolet z flarą, którą to następnie odpalił podczas występu Zappy i spółki. Budynek szybko stanął w płomieniach i chyba tylko dzięki sprawnej ewakuacji udało się ocalić zgromadzonych wewnątrz ludzi.



Było to w roku 1971. Dziś, po prawie pół wieku od tego wydarzenia, nikt by o nim pewnie nie pamiętał, gdyby nie nagrany rok później kawałek Deep Purple. Tamtego feralnego dnia grupa ta również przebywała w Szwajcarii. Ba, muzycy czekali, aż Zappa skończy swój występ i udostępni im salę. Zespół miał w niej bowiem nagrać swój kolejny album. Kłęby dymu z płonącego kasyna unosiły się nad wodą Jeziora Genewskiego, na które to widok z pokoju hotelowego mieli artyści z Deep Purple.



Muzycy musieli wprawdzie znaleźć nowe miejsce do rejestracji swojej płyty, ale za to mieli już gotowy pomysł na nowy kawałek. Był nim oczywiście „Smoke on the Water”.

Keith Moon i alkohol w dużych ilościach

W 1978 roku z życiem pożegnał się Keith Moon – jeden z najwybitniejszych perkusistów w historii rocka, a do tego człowiek, który nigdy nie oszczędzał swojego organizmu - pompował w siebie potężne ilości alkoholu oraz innych mniej lub bardziej legalnych narkotyków. Do legend przeszły jego ekscentryczne zachowania i autodestrukcyjne numery, podczas których niejednokrotnie muzyk otarł się o kalectwo.



W 1967 roku zespół miał zagrać koncert w miejscowości Flint. Moon, który obchodził tego dnia swoje 20. urodziny, zaczął pić gdy tylko wszedł do hotelu. Resztę dnia spędził na tej czynności, w przerwach udzielając wywiadów i odwiedzając lokalne stacje radiowe. Na scenie pojawił się zalany w trupa. O ile sam koncert udał się bez większych perturbacji, to ciekawe rzeczy zaczęły się dziać później. Perkusista rozpoczął „walkę na jedzenie” ciskając ciastem w przyjaciół. Najwyraźniej zamroczony alkoholem bębniarz stracił równowagę, bo wywrócił się i złamał sobie kawałek przedniego uzębienia. Trafił do szpitala, gdzie lekarze musieli usunąć mu to, co pozostało po zębie. Bez znieczulenia, bo przecież artysta był pijany, a połączenie wódy z środkiem przeciwbólowym mogłoby być niebezpieczne.

Po powrocie do hotelu grupa postanowiła „pomścić” cierpienia swojego przyjaciela i rozpoczęła prawdziwą demolkę. Kiedy skończyły się gaśnice, a korytarze i wynajęte przez zespół pokoje pełne już były piany, artyści z The Who zaczęli wrzucać do basenu wszystko co wpadło im w ręce – meble, telewizory, pianino, a nawet Bogu ducha winnych hotelowych gości… Chaos został opanowany dopiero wówczas, gdy na miejsce dotarli policjanci ze spluwami w dłoniach. Grupa dostała rachunek za swoje szaleństwa – 24 tysiące dolarów (dziś byłoby to coś ok. 171 tysięcy dolców)!

Innym razem, w 1973 roku, pijany do cna Moon zemdlał na scenie. Kapela dokończyła koncert tylko i wyłącznie dzięki pewnemu 19-letniemu fanowi The Who, który zasiadł za bębnami nieprzytomnego perkusisty i dokończył występ za niego!



Moon przez długie lata walczył ze swoimi uzależnieniami, jednak nigdy nie miał dość silnej woli, aby definitywnie odstawić picie. W 1978 roku dzień po mocno zakrapianej imprezie urządzonej po premierze filmu „The Buddy Holy Story”, artysta postanowił spróbować wymyślonej przez siebie „eksperymentalnej” metody walki z nałogiem i połknął 32 tabletki clomethiozalu. Tak potężna dawka leku, który miał perkusiście pomóc w walce z alkoholizmem okazała się śmiertelna...

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7