Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Życie to sztuka wyboru - ci aktorzy odrzucili role w znakomitych produkcjach, aby zagrać w wybitnych gniotach

96 292  
292   111  
Mówi się, że nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Gorzej natomiast, gdy cieczą jest najdoskonalsza, niewyobrażalnie droga whisky. Tak muszą się czuć aktorzy, którzy zdecydowali się zagrać w filmowych kaszankach zamiast przyjąć propozycję udziału w produkcjach, które zapisały się w historii kina jako arcydzieła.

Kevin Costner i „Skazani na Shawshank”

Tom Hanks nie przyjął roli w ekranizacji opowiadania Stephena Kinga, bo był zajęty tworzeniem pamiętnej kreacji Foresta Gumpa. Brad Pitt tymczasem wybrał rolę bladolicego krwiopijcy w „Wywiadzie z wampirem”. Tymczasem Kevin Costner w pełni zaangażowany był w projekt zwany „Wodnym światem”, gdzie nie tylko stanął przed kamerą, ale i częściowo odpowiedzialny był za reżyserię. Jak wiadomo, ta postapokaliptyczna superprodukcja, na którą wydano 175 milionów dolarów, stała się jedną z największych finansowych klap w historii Hollywood i mocno zwolniła karierę będącego wówczas na szczycie popularności Costnera. Film zdobył aż cztery Złote Maliny, w tym dla najgorszego, pierwszoplanowego aktora…


Tymczasem nic nie wskazywało na to, że produkcja „Skazani na Shawshank”, w której główną rolę ostatecznie zagrał Tim Robbins, odniesie sukces. Początkowo widzowie, mimo bardzo dobrych recenzji, przyjęli ten film dość chłodno. Dopiero po jakimś czasie dzieło to obrosło zasłużonym sobie kultem. Tego samego nie można niestety powiedzieć o „Wodnym świecie”.


Michael Madsen i „Pulp Fiction”

Madsen zapamiętany został z roli psychopatycznego gangstera z „Wściekłych psów”. Quentin Tarantino chciał, aby aktor ten wcielił się w postać innego bandziora w kolejnym jego filmie. Trudno sobie wyobrazić, aby ktoś inny niż John Travolta mógł być Vincentem Vegą, ale faktem jest, że pierwotnie rola ta stworzona została z myślą o Madsenie. Tym samym zagrałby on brata postaci ze wspomnianych „Wściekłych psów” (jego bohater w debiutanckim obrazie Tarantino to przecież Vic Vega!). Artysta odmówił jednak Quentinowi, aby przyjąć fuchę w produkcji biograficznej o życiu legendarnego stróża prawa z Dzikiego Zachodu. Trwający ponad trzy godziny „Wyatt Earp” zmiażdżony został przez krytyków i zgarnął dwie Złote Maliny, w tym dla odtwarzającego tytułową rolę… Kevina Costnera.


Podobno Tarantino przez lata nie mógł Madsenowi wybaczyć tej fatalnej decyzji. Na szczęście filmowcy zakopali topór wojenny, a Michael dostał od Quentina drugą szansę. Pojawił się zarówno w „Kill Billu”, jak i w „Nienawistnej ósemce”, a niebawem zobaczymy go także i w „Once Upon a Time in Hollywood”.

Brooke Shields i „Scarface”

Jak w ogóle można odmówić współpracy Brianowi De Palmie? Młodziutka Brooke Shields, która dotąd grywała w serialach telewizyjnych i wątpliwej jakości produkcjach w stylu „Błękitnej laguny”, znalazła się wśród takich gwiazd, jak Kathreen Turner, Melanie Griffith, Gina Davies czy Kim Basinger. Jednak to ona była główną faworytką do roli Elviry Hancock – ukochanej granego przez Ala Pacino gangstera. I pewnie by tę fuchę przyjęła, gdyby nie... jej matka. Ta uznała, że lepszą okazją do rozkręcenia światowej kariery byłaby rola w przygodowym filmie pt. „Sahara”.


Film może nie był dziełem jakoś wybitnie słabym. Ot, taki tam średniaczek. Fatalna za to okazała się sama Shields, która z doklejonym wąsem udawała faceta. Zrobiła to na tyle mało przekonująco, że aktorka za swój popis przed kamerą zgarnęła Złotą Malinę.
Tymczasem dla Michelle Pfeiffer, która ostatecznie zatrudniona została przez De Palmę, zaczęła się wielka kariera w Fabryce Snów.


Jack Nicholson i „Ojciec chrzestny”

„Wówczas uważałem, że Indianie powinni grać Indian, a Włosi – Włochów” - tak, po latach, rezygnację z udziału w „Ojcu chrzestnym” skomentował Nicholson. Rolę Michaela Corleone powierzono więc potomkowi włoskich emigrantów – Alowi Pacino, a Jack zaangażował się w realizację zupełnie dziś zapomnianej produkcji pt. „Król Marvin Gardens". Mimo że sama rola Nicholsona została oceniona dobrze, to już sam film był nieco nudnawy…


Will Smith i „Matrix”

Ale jak to? Czarny Neo! Cóż to za plugawy przykład poprawności politycznej! Cóż, czy się to komuś podoba, czy nie – to pierwotnie bohater „Matrixa” miał mieć twarz Willa Smitha. Aktor ten był właśnie w drodze na szczyt, kiedy to Wachowscy zaproponowali mu udział w „Matriksie”. Gwiazdor „Facetów w czerni” rozważał swój udział w tym projekcie, jednak kiedy pojawił się na spotkaniu i usłyszał, jak bardzo ambitne plany mają filmowcy, uznał, że większości planowanych efektów specjalnych wykonać się po prostu nie da. Tym bardziej że filmografia Wachowskich była wówczas jeszcze bardzo uboga i trudno było powiedzieć, co z tego przedsięwzięcia wyjdzie.


Smith postawił wówczas na sprawdzonego rzemieślnika – Barry’ego Sonnefelda, który właśnie szukał obsady do swojego nowego dzieła pt. „Bardzo Dziki Zachód”. Aktor przyjął rolę czarnego kowboja i… dostał dwie Złote Maliny (z pięciu, które film ogólnie „zarobił”) - za najsłabszy ekranowy duet oraz za najbardziej paździerzowy utwór muzyczny.


Po latach Smith popełnił jeszcze większy błąd i odrzucił możliwość zagrania tytułowego bohatera w „Django”. Aktor doszedł do wniosku, że wypełnione przemocą kino zemsty nie jest tym, w czym chciałby maczać palce. Zamiast tego wybrał występ w gniocie pt. „1000 lat po Ziemi”.

David Schwimmer i „Faceci w czerni”

Dwa lata wcześniej Barry Sonnenfeld kompletował ekipę do „Facetów w czerni” i w jednej z głównych ról widział Davida Schwimmera, który wówczas podbijał serca telewidzów jako Ross z „Przyjaciół”. Gwiazdor uznał jednak, że lepiej wyjdzie przyjmując propozycję zagrania bohatera romantycznej komedii pt. „Pallbearer”. Na jego miejsce szybko wskoczył Will Smith.


Decyzja Schwimmera była dla niego niczym strzał w stopę. Usiłujący w jak najlepszy sposób zadebiutować na wielkim ekranie Schwimmer został dostrzeżony, ale niekoniecznie tak, jakby sobie tego życzył. Aktor za swój występ dostał nominację do Złotej Maliny. Co ciekawe - Matt LeBlanc, Lisa Kudrow i Jennifer Anniston w tym samym roku również próbowali swoich sił na planie kinowych produkcji i wszyscy otarli się o tę, niezbyt prestiżową, nagrodę.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5

Oglądany: 96292x | Komentarzy: 111 | Okejek: 292 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

23.03

22.03

21.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało