Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Co nowego w technologii? Gadu-Gadu powraca i nikt się z tego nie cieszy

86 231  
242   121  
W dzisiejszym odcinku zobaczymy z bliska, jak wygląda nowy smartfon ze składanym ekranem od Samsunga, z łezką w oku będziemy świadkami powrotu Gadu-Gadu oraz dowiemy się, jak dowalić tym, co wożą się elektrycznymi hulajnogami po mieście.

#1. Metro Exodus to gra „przepełniona rusofobią“



Nieco starsze grono gejmerów z niecierpliwością wyczekiwało ostatecznego pojawienia się kolejnej odsłony gry z serii Metro. Tym razem mowa o najnowszym Metro Exodus, który jeszcze przed ukazaniem się na rynku wzbudził sporo kontrowersji.

Pierwszą wątpliwą decyzją ukraińskiego studia było umieszczenie swojej gry na platformie Epic Games (to ci od Fortnite'a). Nie byłoby w tym jednak nic specjalnie dziwnego, gdyby nie fakt, że gry nie da się kupić w żadnym innym miejscu w sieci. Epic Games Launcher otrzymał ekskluzywny dostęp do tego tytułu. Inaczej sprawa ma się oczywiście na konsolach, jednak to już nieco inny temat.

Prawdziwe fajerwerki pojawiły się dopiero po premierze gry. Okazało się bowiem, że cała produkcja „przepełniona jest rusofobią” - tak przynajmniej twierdzą rosyjskie media. Materiał na ten temat został wyemitowany na antenie publicznej telewizji Rossija 24.

Niektórzy uważają, że atak ze strony mediów nie miałby w ogóle miejsca, gdyby nie pochodzenie studia, które wyprodukowało Metro Exodus. Ich siedziba mieści się na Ukrainie, przez co z ust prezentera Rossija 24 padały takie zdania, jak:
Najwyraźniej dali się ponieść swoim majdanowym emocjom i jeszcze przy tym zakpili z moskwian

czy nawet w kierunku samej gry:
(...) jest reklamowana w prasie i serwisach społecznościowych. Najwyraźniej im ta ideologia doskonale pasuje.

O co w ogóle poszło? Głównym polem działania w grze są tereny Rosji. Napotykamy tam od czasu do czasu takie rzeczy, jak na przykład pomnik Lenina. Nie byłoby w tym zapewne nic strasznego, gdyby nie to, że kiedy go zniszczymy, otrzymujemy osiągnięcie „Dekomunizacja”.
https://youtu.be/2LahdYf66Ds
Na ten temat wypowiedział się nawet autor książek z serii Metro, na podstawie których została stworzona sama gra. Jemu jest to bardzo na rękę, ponieważ dodatkowy rozgłos nikomu nie zaszkodził. Cieszy się również, że wywołał taką reakcję. Sam nie przepada za Rosjanami i raczej tego nie ukrywa.

#2. Gadu-Gadu: reaktywacja



Tak sytuacja przedstawia się m.in. z marką Gadu-Gadu (późniejsze GG). Wszyscy na pewno doskonale pamiętacie ten komunikator, charakterystyczny dźwięk nadchodzącej wiadomości, no i wreszcie słoneczko, które w tak pozytywny sposób spoglądało na nas z ekranu komputera. GG niestety nie przetrwało próby czasu i Polacy odwrócili się od swojego ukochanego komunikatora. Porzucili go na rzecz... Messengera (no wiecie co?!).

Obecnie właścicielem marki jest serwis England.pl, a została ona wykupiona od Xevin Consulting Limited. O co jednak tyle hałasu? W internecie pojawił się spot promujący nowe Gadu-Gadu – czy może raczej GG, bo taką nazwą obecnie posługuje się właściciel. W filmie główna bohaterka ma już dość trajkoczącej pani, która podróżuje z nią pociągiem w tym samym przedziale. Atrakcyjna blondynka włącza więc na swoim telefonie GG, znajduje wymarzonego rozmówcę i się zaczyna. Dziewczyna wysyła mu zdjęcie, a tan natychmiast wyskakuje ze swojego pociągu i wsiada do dziewczyny. Na samym końcu wychodzi na jaw, że denerwująca pani z przedziału jest ciocią naszego bohatera. Raczy nas nawet informacją, że chłopak jest małomówny i zawsze był z niego taki „milczek”. Na samym końcu lektor dodaje, że „nie musisz mówić, wystarczy, że napiszesz”. Tadaaaam! To wszystko.

Sami twórcy nowego GG byli zapewne świadomi, że jako komunikator Gadu-Gadu nie zrobi kariery. Po prostu nie uda mu się przebić na rynku, na którym do dyspozycji mamy już setki podobnych narzędzi, do których jesteśmy znacznie bardziej przekonani. Dodano więc opcję czatu z nieznajomym (coś jak Omegle). GG będzie wyszukiwało nam losowe osoby, z którymi będziemy mogli porozmawiać. Brzmi super? Jasne! Mniej więcej równie super, co perspektywa wiosennego sadzenia ziemniaków z rodziną na wsi. Przygotujcie się jednak na więcej reklam, bowiem England.pl zapowiada, że to dopiero początek.

Sekcja komentarzy w serwisie YouTube pokazuje, że GG chyba nie będzie miało łatwo na rynku. Liczba łapek w dół również nie wróży za dobrze. Zresztą, co wam będę pisał, zobaczcie sami!

https://youtu.be/XHgppkKcmDQ

#3. Hulajnogi elektryczne Xiaomi bardzo łatwe do zhakowania



Czy macie już dość tych ludzi, którzy wyobrażają sobie, że chodniki i ścieżki rowerowe są ich własnością? Czy niedobrze robi wam się na samą myśl o hipsterach podróżujących po mieście za pomocą pojazdów elektrycznych? Czy od tej całej ekologii boli was już głowa? Jeśli tak, to mam dla was doskonałe wieści! W końcu nadszedł czas na zemstę.

Jeśli ktoś jedzie hulajnogą elektryczną po ścieżce rowerowej (lub po chodniku), to prawie na pewno jest to urządzenie od Xiaomi. W Polsce przecież nie kupuje się nic innego, bo „Xiaomi lepsze”. Najnowsze wieści wskazują jednak na to, że hulajnogi mają spore luki w zabezpieczeniach. Stwarza to ogromne pole do popisu dla trolli, którzy chcą sobie pośmieszkować z jednego czy drugiego hipstera. Możliwości niestety nie ma wiele: można jedynie przyspieszać lub zatrzymywać naszą ofiarę.

Skąd jednak te luki? Powód jest prosty: hasłem zabezpieczona jest aplikacja hulajnogi na smartfonie, ale nie sama hulajnoga. Podobna rewelacja została odkryta przez Zimperium – firmę zajmującą się zabezpieczeniami w sieci – i dotyczy ona modelu Xiaomi M365. Wszystko oczywiście przez Bluetooth.

https://youtu.be/ASygXa8UVYk
Dzięki niemu można połączyć się z hulajnogą z niewielkiej odległości i zainstalować na urządzeniu dowolny program, który umożliwi manipulowanie pojazdem. Jedyny problem polega na tym, że możemy robić to tylko, jeśli jesteśmy blisko. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby posiedzieć gdzieś przy ruchliwych światłach i trollować użytkowników M365.

#4. Google Maps przypadkiem pokazuje całemu światu wojskowe sekrety Tajwanu



W zeszłą środę Google wypuściło nowe mapy dla Tajwanu. Nie byłoby w tym nic ekscytującego gdyby nie to, że na mapach znajduje się kilka ważnych (pod względem militarnym) obiektów, które kraj chciał zachować w tajemnicy.

Gdyby dookoła było sielsko i anielsko, pewnie nie stanowiłoby to aż tak dużego problemu. Niestety nad Tajwanem od dłuższego czasu wisi groźba działań ze strony Chin. Pekin uważa ten kraj za „prowincję renegata” i zamierza dołożyć wszelkich starań, aby wcielić go w skład swojego terytorium.

Mapy Google udostępniły zupełnie nowy widok 3D na takie miasta jak Tajpej, Nowe Tajpej, Taoyuan oraz Taizhong i tutaj zaczęły się problemy. Czujne oczy użytkowników wypatrzyły kilka obiektów, które prawdopodobnie nie powinny być oglądane. Mowa m.in. o Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, Biurze Wywiadu Wojskowego oraz bazie rakietowej z pociskami typu Patriot. Położenie oraz w ogóle istnienie tej ostatniej pozostawały do tej pory w ścisłej tajemnicy.

Nie jest to już pierwszy raz, kiedy Google popełnia podobne faux pas. W 2016 roku Ministerstwo Obrony Tajwanu musiało interweniować w sprawie ujawnienia lokalizacji wojskowej instalacji na wyspie Itu Aba. Cóż, jak widać historia lubi się powtarzać, a Google nie uczy się na własnych błędach.

#5. Samsung Galaxy ze składanym ekranem w końcu zaprezentowany



Smartfony ze składanymi ekranami nie robią już tak wielkiego wrażenia, jak jeszcze kilka lat temu. Wtedy producenci rzucali nam w twarz różnymi konceptami, prototypami itp. tylko po to, aby zwrócić na siebie uwagę. Pomysłów było wiele. Jedne telefony miały zwijać się na nadgarstku, inne miały składać się jak kartka papieru, ale niestety pewnych rzeczy nie możemy przeskoczyć i w związku z tym dostajemy coś takiego jako gotowy produkt.



Samsung Galaxy Fold – bo tak nazywa się nowy smartfon – nie wygląda wprawdzie aż tak źle, jak ten od Royole, jednak do paru spraw można się przyczepić. Zacznę może jednak od pozytywów, bowiem smartfon prezentuje się naprawdę dobrze.

W przeciwieństwie do Royole, jego ekran nie wygląda, jakby był już na stałe wygięty i nie dało się go całkowicie wyprostować. Mechanizm działa dość sprawnie, co niesie spore nadzieje na przyszłość. Telefon posiada aż dwie baterie, dzięki czemu będzie miał możliwość zasilić te wszystkie ekrany bez potrzeby ładowania co 30 minut. Przejście między ekranami wydaje się dość sprawne i płynne, więc za to duży plus. Telefon posiada aż 6 aparatów – 2 z przodu od środka, trzy z tyłu i jeden z przodu/tyłu (zależy). Jak to wszystko się sprawdza? Możecie zobaczyć na poniższym filmie. Na razie przejdę jednak do najbardziej odstraszającej kwestii, a jest nią cena.

Samsung Galaxy Fold został zapowiedziany w cenie zaczynającej się od 1980 dolarów. Mamy więc prawie dwa tysiące dolarów. Znając życie, dla mieszkańców Europy będzie to ponad dwa tysiące euro, a dla mieszkańców naszego kraju grubo ponad dziesięć tysięcy złotych, i to za wersję podstawową. Dostępność została zapowiedziana na 26 kwietnia tego roku. Czy jednak znajdą się tacy, którzy będą gotowi kupić telefon za ponad 10 000 zł? Na pewno! Przecież absurdalnie drogie iPhone'y znajdują swoich nabywców.

https://youtu.be/sHR8efUn3SY

Oglądany: 86231x | Komentarzy: 121 | Okejek: 242 osób