Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Pikselowe gwałty, przemoc i kanciaste cycki - Oto pięć 8-bitowych gier, które wzburzyły obrońców moralności

58 650  
177   13  
Kto by pomyślał, że kilka nędznych pikseli na krzyż może wywołać tyle oburzenia. Wygląda na to, że gry komputerowe już od samego początku swego istnienia skazane były na ciągłe ataki ze strony obrońców moralności. Jako że mówimy o bardzo prymitywnych 8-bitowych tworach, z dzisiejszego punktu widzenia opisane poniżej awantury spowite są oparami absurdu.

Gotcha – kiedy za joysticki służyły cycki

Firma Atari wywołała sporo zamieszania, wydając automat z programem „Gotcha” w 1973 roku. Tak, jeden z większych skandali związanych z wirtualną rozrywką miał miejsce 46 wiosen temu! Była to bardzo prosta gra, w której dwaj zawodnicy musieli gonić się po pikselowym labiryncie. To nie jednak sama rozgrywka spowodowała pieczenie okrężnicy u oburzonych rodziców. Powodem zamieszania był sam automat. Jego projektant George Faraco usłyszał kiedyś złośliwy żart, w którym naśmiewano się z tego, że drążki kontrolne w maszynach arcade wyglądają jak dorodne kutasy i że najwyższy czas, aby faceci mogli pobawić się damskimi strefami erogennymi. W odpowiedzi na tę uszczypliwość Faraco zaopatrzył automat w dwa różowe kontrolery o kształcie połówki grapefruita, które to należało w odpowiednich momentach ściskać. Nawiązanie do cycków było aż za bardzo wyraźne.


Aby dodać sprawie jeszcze więcej pikanterii, Atari promowało swoją produkcję ulotkami ze zdjęciem przedstawiającym jakiegoś napalonego faceta zabierającego się do obmacywania wyraźnie ukontentowanej niewiasty… Oczywiście nie obyło się bez posądzeń o seksizm i protestów, a sam automat zapisał się w historii pod mniej oficjalną nazwą „Cyckowej gry”.


Death Race – GTA z lat 70.

Zostańmy jeszcze na chwilę w latach 70., aby przypomnieć prapradziadka słynnych gier typu „Carmageddon” czy „Grand Theft Auto”, który to swego czasu wywołał równie duży skandal, co jego szanowne wnuki. „Death Race” ujrzał światło dzienne w 1976 roku i był luźno inspirowany B-klasowym, nieco już dziś zapomnianym filmem - „Death Race 2000”.


W grze zabawa ograniczała się do rozjeżdżania biegających po planszy ludzików (na wszelki wypadek nazwanych przez producentów gry „gremlinami”). Pierwszymi osobami, które wyraziły swoje oburzenie w związku z faworyzowaniem przemocy przez producenta – firmę Exidy, byli dziennikarze, którzy na łamach poczytnych gazet wylewali swe gorzkie żale, mając nadzieję, że ich fachowa opinia pomoże temat nagłośnić, a winowajców ukarać.


Oczywiście narzekanie pismaków dało efekt odwrotny od zamierzonego. Grą zainteresowało się jeszcze więcej osób, co przełożyło się na nagły wzrost sprzedaży automatów z „Death Race”.

Custer’s Revenge – symulator gwałtu (i to wcale nie z Japonii!)

Generał George Custer zasłynął jako bezwzględny, szalenie okrutny pogromca Czerwonoskórych i człowiek, który przewodził masakrom całych indiańskich społeczności. W 1876 roku spotkała go zasłużona śmierć z rąk dowodzonych przez legendarnych wodzów Siedzącego Byka i Szalonego Konia członków plemienia Dakotów. Na swoją „zemstę” Custer czekać musiał aż 106 lat!


„Custer’s Revenge” to wydana w 1982 roku na platformę Atari 2006 gra, która jest niczym innym, jak symulatorem gwałtu. Mamy tu tytułowego bohatera odzianego jedynie w kapelusz, buty i bandanę oraz całkiem nagą, powabną, obdarzonym sporawym cycem Indiankę przywiązaną do słupa. Bohater ma permanentny wzwód i bardzo chce wyładować swoje seksualne napięcie. W dostaniu się do kobiety przeszkadza mu jednak sypiący się z nieba deszcz strzał…


Producenci tego tytułu doskonale wiedzieli, że gra rozpęta burzę, więc na wszelki wypadek dodali do niej instrukcję, w której radzili: „Jeśli dzieci złapią cię na graniu powiedz im, że Custer i jego dama tańczą”. Protesty pojawiły się ze stron organizacji feministycznych, ale także i grup walczących z pornografią oraz ugrupowań zrzeszających członków rdzennej ludności USA. W efekcie gra stała się jednym z najgorętszych tytułów tamtego okresu, sprzedając się w dość obłędnej liczbie 80 tysięcy kopii. Zanim firmie Atari udało się pozwać jej twórców i zmusić ich do wycofania „Custer’s Revenge” z rynku, ci zaciekle bronili się twierdząc, że Custer był uwodzicielem, a Indianka, którą bałamucił, dobrowolnie mu się oddała i czerpała z tego zbliżenia sporo rozkoszy…

Chiller – pobaw się w kata

A oto i symulator kata z 1986 roku. W grze „Chiller” spotykaliśmy się w mrocznej sali z kilkoma skazańcami. Naszym zadaniem było szybkie pozbawienie ich życia w jak najkrótszym czasie. Zabawa polegała na znajdowaniu ukrytych mechanizmów i urządzeń, które umożliwią jeszcze szybsze i jeszcze bardziej krwawe metody zabicia nieszczęśników. Gra trafiła głównie do salonów z automatami, ale miała też swoją wersję na NES-a. I to ocenzurowaną. Najbardziej zauważalną zmianą była rezygnacja z kobiecej nagości oraz agonalnych wrzasków wydawanych przez ofiary.


Zaskakujące jest to, że produkcja o tak zatrważającym poziomie okrucieństwa nie wywołała aż tak dużego skandalu, na jaki – mogłoby się wydawać – w pełni zasługiwała. To dlatego, że jej producent, wspomniana już wyżej firma Exidy, skupił się na dystrybucji automatu głównie na terenie krajów trzeciego świata.

Barbarian: The Ultimate Warrior – szowinizm, cycki i dużo zielonej krwi

To jedna z najbardziej „męskich” gier w historii ośmiu bitów. Pojedynek barbarzyńców, obcinanie łbów, prężące się muskuły i wypełniona stężonym testosteronem krew tryskająca z zadanych ciężkim mieczem głębokich ran! Paradoksalnie najwięcej szumu wywołała nie sama rozgrywka, ale okładka pudełka z grą i plakaty ją reklamujące. Producent zdecydował się na promowanie swojego dzieła fotografią półnagiego kulturysty Michaela Van Wijka oraz leżącej u jego stóp modelki Marii Whittaker, znanej głównie z pokazywania cycków na ostatnich stronach brytyjskich brukowców. Nie takie rzeczy umieszczali na okładkach swoich płyt panowie z Manowar…


O ile w Wielkiej Brytanii ból dupy dotyczył przedmiotowego traktowania kobiety w materiałach promocyjnych „Barbariana”, to już w Niemczech produkcja ta, w swej oryginalnej wersji, nie mogła być sprzedawana osobom poniżej 18 roku życia ze względu na zbyt dużą ilość przemocy. Szybko więc wydano „ocenzurowaną” odsłonę tego tytułu. Różnił się on swej pierwotnej gry tym, że jucha sącząca się z ciał wojowników miała kolor zielony. To nie pierwszy raz, kiedy na tamten rynek wypuszczono "specjalne" wersje znanych produkcji. Na przykład w niemieckiej "Contrze" wszystkie ludzkie postaci zastąpiono robotami.


Więcej o "Barbarianie" przeczytacie tutaj.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Oglądany: 58650x | Komentarzy: 13 | Okejek: 177 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

23.03

22.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało