Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Czemu dobrzy i powszechnie szanowani aktorzy występują w tandetnych, skazanych na porażkę filmach?

77 165  
198   61  
Każdemu, nawet najznakomitszemu artyście zdarza się wtopa i po zagraniu w niezliczonej ilości doskonałych produkcji, niespodziewanie trafi się zbuk, który często potrafi takiemu gwiazdorowi solidnie nadszarpnąć reputację. Pół biedy, gdy filmowa klapa wynika z przyczyn, które trudno było przewidzieć. Czasem jednak aktorzy z premedytacją przyjmują role w szmirach skazanych na porażkę.

Fred Astaire

Najpopularniejszy aktor wśród tancerzy i najpopularniejszy tancerz wśród aktorów. W 1950 roku Fred Astaire odebrał Oscara za całokształt swojej aktorskiej kariery. Ten wielki gwiazdor stworzył kilka niezapomnianych kreacji, a prywatnie, nawet jako sędziwy staruszek, pozostawał aktywny fizycznie. Niech świadczy o tym fakt, że w wieku 78 lat gwiazdor „Królewskiego wesela” złamał sobie rękę po spadnięciu z deskorolki swojego wnuka… Trzy lata później aktor, który zawsze mógł przebierać w rolach oferowanych mu przez największe legendy światowego kina, pojawił się w jednym z odcinków serialu „Battlestar Galactica”. Pewnie, że mogło być gorzej, ale nie ma co się czarować – szkoda było trochę marnować talent Astaire’a na jakiś telewizyjny tasiemiec SF.


Zgodnie z anegdotą opowiadaną przez samego Astaire’a, jego wnuki zapytały go kiedyś czym się zajmował, gdy był młodszy. „Cóż, byłem gwiazdą filmową” - odpowiedział emerytowany tancerz. Dzieciaki nie uwierzyły, więc zapytał je jaki jest ich ulubiony program w telewizji. „Battlestar Galactica!” - odpowiedziały chóralnie. Aby udowodnić im swoją rację, Fred zagrał w jednym z odcinków serialu. Po jego emisji wnuki Astaire’a zapytały go, czemu wcześniej nie powiedział, że jest astronautą…


Laurence Olivier

W 1981 roku premierę miał „Inchon” - wojenny dramat będący efektem współpracy amerykańskich i południowokoreańskich filmowców. Film ten zdobył Złotą Malinę za najgorszy scenariusz, najgorszego reżysera, najgorszy film roku oraz najgorszą aktorską kreację. Tę ostatnią niechlubną nagrodą „wyróżniono” samego sir Laurence’a Oliviera – jednego z najwybitniejszych aktorów XX wieku, artystę, który dwunastokrotnie nominowany był do Oscara i trzykrotnie tę nagrodę odebrał.


Cóż więc się stało, że gwiazda tej klasy zagrała w tak nędznej produkcji? Odpowiedzi na to pytanie udzielił sam zainteresowany podczas jednego z wywiadów: „Ludzie często pytają, czemu zagrałem w tym filmie. Odpowiedź jest prosta: dla kasy, drogi chłopcze. Jestem jak stare wino. Musisz mnie szybko wypić, zanim zrobię się kwaśny. Czuję się już zmęczony i wiem, że zbliża się mój koniec. Dlatego teraz sięgam po pieniądze. Nie mam niczego, co mógłbym zostawić mojej rodzinie. Poza pieniędzmi, które mogę zarobić grając w filmach".

Dennis Hopper

Kolejny znakomity aktor, który pojawił się w wybitnie nędznym filmie to Dennis Hopper. Gwiazda „Swobodnego jeźdźca” często przyjmowała role w produkcjach typu „Teksańska masakra piłą mechaniczną 2”, jednak chyba największą jego wtopą był udział w niesławnym gniocie pt. „Super Mario Bros” z 1993 roku, w którym to Hopper zagrał głównego antagonistę tytułowych bohaterów. Po premierze filmu sześcioletni wówczas syn aktora zapytał go: „Tato, myślę, że jesteś całkiem dobrym aktorem. Czemu zagrałeś króla Koopę w Super Mario Bros?”. Gwiazdor w dość metaforyczny sposób wyjaśnił powód swojej decyzji: „No więc, Henry, zrobiłem to, abyś miał nowe buty”. Syn Dennisa, mimo swojego młodego wieku, najwyraźniej zdawał już sobie sprawę z mizerii, jaka wylewała się z ekranu, bo miał wówczas odpowiedzieć: „Tato, aż tak bardzo butów nie potrzebuję...”.


A więc - kasa. Wygląda na to, że podobne podejście do wybierania swoich ról mają też takie tuzy kina jak Robert De Niro, który ordynarnie zwalił sobie konia w "Zbereźnym dziadku", Liam Neeson, który od lat nie wie kim są jego wrogowie, ale zawsze ich znajduje i zabija, czy Al Pacino, który również nie wie, kiedy ze sceny zejść niepokonanym.


Ryan Reynolds

No, dobra – to nie jest wybitny aktor, a zestawianie go z takimi nazwiskami, jak te powyżej, jest grzechem dość karygodnym. Tym niemniej należy docenić jego talent komediowy i lekkość, z jaką ostatnio udźwignął rolę Deadpoola. Jak pewnie wiecie, Reynolds zagrał już tę postać dużo wcześniej w cienkim jak barszcz „X-men: Geneza”.


Aktor ten od kilkunastu lat marzył o tym, aby wcielić się w rolę superbohatera o niewyparzonej gębie. Kiedy więc nadarzyła się okazja zagrania tej postaci, aktorowi powiedziano, że to pierwsza i ostatnia okazja, kiedy może stać się Deadpoolem. Scenariusz filmu nie był jeszcze gotowy i zamiast niego artysta dostał kartkę papieru z napisem „Twój bohater pojawia się na ekranie i bardzo dużo mówi”. Takie zapewnienie wystarczyło, aby Reynolds podpisał kontrakt. Jak wiadomo, ówczesny Deadpool nie mówił nic, bo nie posiadał ust. Za to strzelał laserami z oczu, wymachiwał mieczem i został pozbawiony łba przez samego Wolverine’a.
Na to, aby wymazać niesmak po tamtym występie, gwiazdor czekać musiał aż 7 lat…

Sylvester Stallone

Jeśli Ryan Reynolds jest dobrym artystą, to taki Sly musi być prawdziwym geniuszem aktorskiego fachu. Trzeba jednak przyznać, że Stallone zagrał w kilku kultowych akcyjniakach i mimo że liczba wygranych przez niego Złotych Malin rzuca cień na dwie nominacje do Oscara, które gwiazdor „Rocky’ego” ma na koncie, to w dalszym ciągu oglądanie „Człowieka demolki” to prawdziwa rozkosz dla oczu. Szczególnie, gdy słabo widzimy…
Na początku lat 90., gdy Stallone był niekwestionowaną gwiazdą kina, zdarzyło mu się zagrać w niespotykanie nieśmiesznej komedii pt. „Stój, bo mamuśka strzela”. Aktor nigdy by takiej roli nie przyjął, gdyby nie Arnold Schwarzenegger, który w 1992 roku miał wątpliwą przyjemność przeczytania scenariusza do tej produkcji. Arnie szybko zdał sobie sprawę, że nic dobrego z tego wyjść nie może i propozycję swojego partycypowania w tym przedsięwzięciu z miejsca olał.


W tamtym czasie Schwarzenegger i Stallone, mimo sympatii, którą się darzyli, prowadzili mała wojnę podjazdową o tytuł prawdziwego króla kina akcji.
Kiedy więc gwiazdor odrzucił udział w „Stój, bo mamuśka strzela”, poprosił producentów, aby podrzucili scenariusz Sly’owi i powiedzieli mu, że Arnie jest bardzo poważnie zainteresowany rolą w tym filmie. Tydzień później w hollywoodzkich kuluarach gruchnęła wieść, że Stallone podpisał kontrakt… Nieszczęsna komedia zarobiła zaledwie 28 milionów dolarów, dzięki czemu zwróciła się jedynie nieco ponad połowa budżetu. Ponadto zarówno nieszczęsna produkcja, jak i popis aktorski Sylvestra zostały zmieszane przez krytyków z błotem.


Praktycznie cała obsada filmu „Movie 43”

Kto widział ten upiorny paździerz, ten wie, że jest to przykład tego, jak zrobić kloaczną komedię w sposób absolutnie nieśmieszny. Mimo że tego dziełka oglądać się po prostu nie da, to udział w tym projekcie wzięła zadziwiająco duża ilość dobrych i szanowanych aktorów, którzy wyjątkowo upokorzyli się przed kamerą. W jaki sposób udało się skompletować gwiazdorską obsadę do filmu, który po swojej premierze zazwyczaj dostawał „zero gwiazdek” od nieszczędzących twórcom „Movie 43” obelg i złorzeczeń krytyków? To zasługa producenta - Charlesa Wesslera. Człowiek ten spędził całe lata (!) na stosowaniu wszelkich możliwych trików, aby osiągnąć swój cel. Cztery lata przed premierą filmu udało mu się nakłonić Hugh Jackmana i Kate Winslet do udziału w krótkim skeczu, w którym to pewna kobieta umawia się na randkę z człowiekiem, który ma mosznę na szyi…


Mając już ten materiał gotowy i zmontowany, Wessler pokazywał go komu tylko się dało, aby przekonać kolejnych aktorów do udziału w projekcie.
Wiele gwiazd zgodziło się zagrać w tej produkcji uznając, że udział tak doskonałych artystów jak Jackman i Winslet jest już wystarczająco dobrą rekomendacją. Tymczasem Richard Gere wziął udział w „Movie 43” tylko dlatego, że Wessler był ojcem chrzestnym jego wnucząt.


Większość aktorów usiłowała wycofać się z przedsięwzięcia, jednak było już na to za późno. Udało się to Collinowi Farrellowi oraz twórcom „South Parku”. Z twarzą ten tonący statek opuścił też George Clooney, który w krótkich, żołnierskich słowach kazał twórcom tej szmiry wypier#alać…

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5

Oglądany: 77165x | Komentarzy: 61 | Okejek: 198 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało