Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Anonimowe opowieści - historia o jąkale to prawdziwy majstersztyk! Złoto!

55 937  
231   16  
Dziś przeczytacie także m.in. o rodzinie jak z serialu, rozpadzie pewnego związku i jąkającym się recepcjoniście.

Wczoraj, kiedy stałem w kolejce jednego z supermarketów, jakaś gruba dziewczyna w krótkich, niebieskich włosach bezczelnie wepchnęła się przede mnie. Bardzo mi się to nie spodobało, więc grzecznie zwróciłem jej uwagę i poprosiłem, aby poszła na koniec ogonka i tak jak każdy normalny człowiek odczekała na swoją kolej. W odpowiedzi zostałem uderzony „z liścia” w twarz. Następnie dziewuszysko zaczęło się drzeć, że jestem zboczeńcem i że złapałem ją za tyłek. Potem wygłosiła długi monolog na temat szowinistycznego uprzedmiotowienia kobiet w Polsce.

„Tak właśnie jest!” - krzyknęła jakaś pani z tyłu kolejki. „Policję wezwać!” - zarządziła przechodząca obok sprzątaczka. „Gwałciciel!” - wychrypiała czerwona ze wzburzenia pani z kasy obok. Zanim sprawy przybrały niebezpieczny obrót, szybko ulotniłem się zostawiając moje zakupy na taśmie.

Aż strach pomyśleć, co by mogło mnie czekać, gdybym nie dał dyla. Najwyraźniej ruch „me too” ma już swoje zakamuflowane bojówki...


***


Wczoraj wróciłem z roboty cholernie zmęczony i dość szybko zasnąłem przed telewizorem. Gdy obudziłem się w nocy, telewizor był wyłączony, a ja – otulony moim ulubionym kocykiem z sypialni. Pewnie podziękowałbym za ten akt troski moim rodzicom, gdyby nie to, że od dawna mieszkam już sam...


***


Oglądając serial "Świat według Kiepskich" zamiast się uśmiechnąć, tylko się popłakałam. Dlaczego? To prawie moja historia.

Mój ojciec odkąd pamiętał pracował zawsze tylko na 1/2 etatu u znajomego. Logiczne, że zarabiał grosze, matka nigdy nie pracowała, ponieważ wychowywała mnie i siostrę. Dlatego gdy tylko mogłam poszłam do pracy, najpierw dorywczo, aby zarobić na swoje potrzeby, a później by móc dokładać się do domowego budżetu. Nie wiem nawet kiedy, a jedyną osobą w domu pracującą byłam tylko ja.

Ojciec zrezygnował, bo zarabiał grosze, matka jak już nie mogła się wykręcić dziećmi, to zaczęła "chorować", a siostra nigdy nie mogła znaleźć nic ciekawego - takie mieli wymówki.
Ja, mając 27 lat i pracując, nie mogłam iść do kina czy do knajpy, bo wypłata szła na życie.

Zbuntowałam się rok temu, gdy siostra nawrzeszczała na mnie, że kupiłam mojemu chłopakowi prezent na walentynki, a ona potrzebowała nowych butów. Spakowałam się w ciągu godziny i wśród krzyków oraz wyzwisk wyszłam z domu.
Zamieszkałam z chłopakiem (wynajmował kawalerkę).

Obecnie jestem zaręczona, a z rodziną nie utrzymuję kontaktów. Od znajomej wiem, że ojciec wrócił do pracy do znajomego, a siostra nadal nie pracuje.

Żal mi rodziny, ale w końcu mogę wyjść do kina czy kupić sobie nową bluzkę i nie tłumaczyć się nikomu.


***


Parę dni temu, kiedy na zewnątrz trzaskał solidny mróz, do autobusu, którym sobie jechałem wszedł pan menel i zaczął parować. Jeśli w samochodach osobowych za mocny zapach odpowiada mała, tekturowa choinka, to w tym przypadku źródłem wykręcającego trzewia odoru był właśnie ten jegomość. W autobusie wybuchła panika, ludzie zaczęli odsuwać się na przód pojazdu, jedno dziecko wybuchło płaczem, jakiś piesek zakwilił rozpaczliwie, babcia zasłabła…
Żul tymczasem odchrząknął i wygłosił krótkie przemówienie na temat swojej niedoli, na którą to lekarstwem jest jak najszybszy zakup taniego napoju alkoholowego. „Przejdę się teraz między państwem i zbiorę darowiznę. Jeśli uda mi się uzbierać pięć złotych, to na następnym przystanku wysiadam, bo tam zaraz taki sklepik jest... he, he… to blisko będę miał”.
Skubany w ciągu kilku minut zarobił tyle, że mógłby kupić chyba całą fabrykę tanich win. Grunt, że dotrzymał obietnicy i faktycznie wysiadł na następnym przystanku. Prawdziwy rekin biznesu...


***


Poznaliśmy się, kiedy byłam małolatą, a on dorosłym facetem. Miałam 17, a on 24 lata. Pracował, dobrze zarabiał. Ja chodziłam jeszcze do liceum. Przez 7 lat tylko się spotykaliśmy. Po tym czasie stwierdziliśmy, że czas najwyższy zamieszkać razem, bo ile można czekać? Akurat nasza decyzja zbiegła się w czasie z wyjazdem moich rodziców za granicę, na jakiś czas. Zostawili mi dom, Maks się wprowadził, ja byłam przeszczęśliwa.

Na początku było idealnie. Radziliśmy sobie świetnie, on miał dobrą pracę, ja też. Tylko że polegała ona na ciągłych wyjazdach, wyjeżdżałam z domu o 8, a wracałam o 20. Po 12 h zapieprzu człowiek jednak oczekuje od drugiej połówki pomocy i zaangażowania. A kiedy wracałam do domu i wszystko było dokładnie w takim samym stanie jak rano, to szlag mnie trafiał. Brudne pranie, skarpety walające się w przedpokoju, jemu się nawet nie chciało włożyć brudnych naczyń do zmywarki. Na kolację nie miałam co liczyć, bo księciuniowi nawet nie chciało się nic ugotować, za to był na tyle bezczelny, żeby mnie zapytać "co ugotujesz?". I żeby nie było - rozmawiałam z nim, robiłam tabelki, podziały obowiązków, prosiłam, błagałam. Było dobrze przez 3 dni, a później znowu wracaliśmy do punktu wyjścia.

Pewnego wieczoru, kiedy znowu wróciłam utyrana z pracy do domu (on skończył o 16, ja o 20 i jeszcze po pracy pojechałam na zakupy, bo lodówka świeciła pustkami), a on leżał na kanapie przed telewizorem w totalnym chlewie, coś we mnie pękło i powiedziałam mu "pakuj się". On do mnie "ha, ha, kochanie, bardzo śmieszne". Wpadłam w szał. Zaczęłam się drzeć. Wyrzuciłam mu, że ze wszystkim jestem sama. Urabiam się po łokcie, czuję się jak jego gosposia, a on od siebie nie daje kompletnie nic. "Pakuj się i znikaj stąd z całym tym swoim chlewem. Mam tego kurwa dość" - to były moje ostatnie słowa. Maks jeszcze przez chwilę stał i patrzył na mnie z niedowierzaniem. W końcu dotarło do niego, że mówię serio. Wziął kilka swoich rzeczy i wyszedł. Oczywiście później do mnie wydzwaniał, przepraszał, obiecywał poprawę, a jak byłam nieugięta, mówił, że jestem nienormalna, że zostawiłam go przez taką pierdołę...

Jak to, że jesteś pasożytem, leniem, egoistą nazywasz pierdołą, to OK. Ja już wolę być sama, niż skakać nad wygodnym nierobem i prać jego brudy.


***


Mam pewną nieprzyjemną przypadłość. Otóż jąkam się. Szczególnie w stresujących sytuacjach. Życia mi to nigdy nie ułatwiało, ale dzięki życzliwości ludzi nigdy nie miałem powodów do szczególnych narzekań.

To było jakieś 10 lat temu. Wtedy pracowałem w hotelu. Uwaga – jako recepcjonista, bo musicie wiedzieć, że operuję czterema różnymi językami. Ponadto chyba polubił mnie kierownik recepcji, który osobiście mnie zarekomendował dyrektorowi hotelu.
Kontakt z osobami z wielu krajów świata sprawił, że trochę się otworzyłem i coraz rzadziej zdarzało mi się jąkać. Aż do tego feralnego dnia. Stałem wtedy za ladą i perlistym uśmiechem szczerzyłem się do starszego pana, który właśnie zbliżał się do recepcji. Uśmiech szybko zszedł mi z twarzy, gdy sędziwy jegomość przemówił:
- M...m…m...mam re...re...r...rez...rezerwa-a-cję n..nnn..nnn...na dzi..dzi...dziiiś.

Momentalnie zestresowałem się. Otworzyłem paszczę i odparłem:
- N...nnnn...nnnn…naaa ja...ja...ja...jjj...jakie… n-nn-nn...nnnaaaz...n...nazwiiii…naz-wiiiskoo?

Staruszek zrobił się czerwony i zaczął wściekle się jąkać machając ramionami niczym wiatrak po spotkaniu z tajfunem. Potem zrobiło mu się słabo i portierzy posadzili go na jednej z kanap. Dziewczyny z szatni przyniosły okłady, ktoś zaczął machać przed sinym już w tym momencie staruszkiem wielkim arkuszem papieru. Rozsierdzony do nieprzytomności dziadek kazał natychmiast wezwać mojego przełożonego. Po chwili przybiegł do nas kierownik recepcji. Spocony, roztrzęsiony starzec wyryczał mu w twarz:
- T...t…ten gnnn...gnój żar...żarty… so...soo...sobie ze mn...mn...mnie ro...ro...roooobi!!!

Kierownik przełknął ślinę i spokojnym głosem odparł:
- N… n… nie wy...wyyyy...wydaje mi-ii…s… się!

Bo, widzicie - mojego przyszłego przełożonego spotkałem podczas zajęć logopedycznych dla osób jąkających się. Sytuacja, którą wam opisałem była dla nas tak komiczna, że z wielkim trudem tłumiliśmy śmiech. Dziadek dopiero po dłuższej chwili ochłonął, dał się udobruchać i sam uznał to zajście za przedziwne zrządzenie losu.


***


Gdy byłam małym dzieckiem często myślałam, że jestem niesamowicie sprytna i zaradna. Niestety nie do końca.
Któregoś razu moja mama wychodziła z domu, aby odebrać moją dwa lata starszą siostrę ze szkoły. Ja jeszcze nie chodziłam do podstawówki, ale bardzo nie mogłam się tego doczekać, dlatego zawsze chodziłam z mamą ją odebrać, aby móc choć chwilę tam pobyć i powiedzieć "dzień dobry" jakiejś nauczycielce.

Tego razu było inaczej. Oznajmiłam rodzicielce, że dzisiaj chcę zostać sama (podstawówka była 5 minut drogi od mojego domu), więc mama zaśmiała się i upewniła dwa razy, czy moja decyzja jest ostateczna. Potwierdziłam, więc mama wyszła oznajmiając, że za 15 minut będzie.

Po pięciu minutach zdałam sobie sprawę, że zmieniłam zdanie i nie chcę być sama, więc zerwałam się, ubrałam buty i wyleciałam z domu. Poprosiłam obcą kobietę o przeprowadzenie mnie przez jezdnię i po chwili stałam przy wejściu do szkoły u boku mojej mamy, która przerażona ukucnęła przy mnie, otwierając szeroko oczy i nie mogąc wydusić z siebie słowa. Widząc jej minę, postanowiłam ją uspokoić: "Mamo, ty się nic nie martw, pani przeprowadziła mnie przez ulicę". Mama w końcu wydusiła z siebie "A dom, drzwi?!", a ja na to "Spokojnie, o wszystkim pomyślałam. Drzwi zastawiłam kapciem".

Oglądany: 55937x | Komentarzy: 16 | Okejek: 231 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało