Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Największe grzechy disneyowskich "Gwiezdnych wojen"

65 254  
262   154  
Premiera IX części Star Warsów zbliża się do nas wielkimi krokami. Będzie to ostatni film z trylogii „sequeli” - trylogii, której większość fanów uniwersum szczerze nienawidzi i która to sprawiła, że istniejąca od ponad 40 lat marka przestała być aż tak dochodowa... Dlaczego? Oto największe grzechy popełnione przez Disneya.


Brak kreatywności

To jedno zagadnienie dotyczy aż dwóch płaszczyzn. Tą wyraźniejszą jest fabuła - w VII części była ona nieudolną kopią tej z IV, w VIII była płytka jak butelka wódki dla rosyjskiego chłopa. Ale przecież sama IV część była już mało oryginalna - w końcu film ten to zlepek ulubionych motywów, powieści, filmów, bajek itp. Georga Lucasa. Więc czy sam pomysł skopiowania fabuły był aż tak dużym błędem? To już zależy od danego widza, niemniej faktem jest, że nie była ona pomysłowa, a to mimo wszystko minus. Jednak znacznie większym grzechem było wykazanie się brakiem kreatywności na drugiej płaszczyźnie - świata przedstawionego.

Czym są Gwiezdne wojny? Fabuła przecież nie jest w nich wybitna. Mało tego, tej dobrej starczyło zaledwie tylko na jeden film - Imperium Kontratakuje. Wojna z Ewokami, Jar Jar, nielubienie piasku - nic wybitnego, a momentami nawet do średniego poziomu daleko. Więc co sprawiło, że miliardy ludzi pokochało te paździerze? Na pewno dobrze napisane, charakterystyczne postacie, z którymi się utożsamiamy... Z tym że to, czy ktoś lubi Luka, Anakina czy BB8 jest zależne od danej osoby. Statystycznie co prawda o wiele więcej osób woli blond Skywalkera, Vadera, Hana Solo, Obi-wana, Fetta czy Leję niż jakąkolwiek inną postać, jednak to, która postać nam podpasuje najbardziej zależy tylko i wyłącznie od nas.

Co jeszcze mamy... Na pewno efekty specjalne - w końcu tym te filmy zasłynęły. Mało tego, one je stworzyły. Gwiezdne wojny są ojcem efektów specjalnych i o ile te z części I-III trzeba co kilka lat poprawiać (przy okazji wydając nową wersję na czymkolwiek się da, ludzie i tak kupią), to tej starej poprawiać już nie trzeba (ale i tak Lucas namiętnie się tym zajmuje, za co wielki ch** mu w d****), a w nowych częściach są one na najwyższym poziomie.

Muzyka. Dziś nie jest aż tak dobrze jak kiedyś, ale np. „Rey Theme” dorównuje melodiom sprzed kilku dekad w każdej sekundzie.

Więc w czym jest problem? Otóż w postaciach i pojazdach, a raczej ich „dizajnie”. Postacie pominę, bo tutaj zawsze było podobnie - jedi wyglądali jak jedi, żołnierze mieli jasne zbroje z czarnymi detalami i między danymi frakcjami zmieniały się głównie kształty ich wizjerów itp. Jednak to co zrobiono z pojazdami woła o pomstę do nieba.

Dla tych, co jakimś cudem nie widzieli, przykłady w kolejności prequel-orginal trylogy-sequel.

Myśliwce „tych złych”:



- Ej, mam pomysł na nowego Tie figthera!
- Dawaj.
- Jaśniejsze skrzydła.
- O ja, ale super!
- Ale to nie wszystko! Dodatkowo pomalujemy go na czerwono!
- Całego?
- Lepiej, mniej niż pół.
- Jesteś p*****nym geniuszem.

(prawdopodobny proces projektowania First Order Tie Fighter)

Myśliwce tych dobrych:



Gwiezdne „czteromasztowce”:



Wieloosobowe maszyny kroczące:



Podobieństwo między orginal trylogy a sequelem jest aż nadto wyraźne. Jeden z powodów jest taki, że „projektując” pojazdy do nowych części wzięto po prostu szkice konceptowe z lat 70. i nadano im inne kolory. Prosty zabieg, który jednym przypadł do gustu, a innych strasznie w*****ł. A najgorsze jest to, że jak już coś nie zostało wzięte z konceptowej grafiki, to wygląda tak, jakby projektowane było przez 8-letnie dziecko zaraz po jego pierwszym maratonie klasycznych części: to samo co w tamtych filmach, ale większe, silniejsze, więcej dział i w ogóle wszystko bardziej. Brak nowych pojazdów (nawet jak jakieś były, to głównie w wyciętych scenach, więc praktycznie w filmie ich nie było, ale na półkach już tak. I jakoś nie wiedzieć czemu średnio się sprzedały - magia kina) uderzył mnie, jako fana mającego więcej niż 12 lat, najbardziej.

Do tego możemy dodać sztampowość planet - znów pustynia, jakiś lasek z jeziorem, lód i śnieg, a później sól i kryształ (ale z fabułą, jaka była w V części, tam gdzie lód i śnieg). I o ile to ostatnie było ciekawym pomysłem, który bardzo dobrze twórcom wyszedł, o tyle ponowne latanie po piasku/śniegu/liściach - przy założeniu, że w tym uniwersum istnieją miliardy zamieszkałych planet, jest pokazem ignorancji i zamknięcia na prequele czy expanded universe, które to przedstawiły nam dziesiątki kreatywnych lokacji. Brak pomysłowości twórców na polu planet i pojazdów był dla mnie, jak i dla wielu innych fanów, największym ciosem w nasze wrażliwe na moc serca.

Niestety, po tym, co było do tej pory, możemy założyć, że w IX nie będzie dużo lepiej, a wręcz przeciwnie. Szczególnie że po potężnych gwiezdnych niszczycielach i bazach wielkości planet pokazanych w 7. i 8. części pozostaje twórcom pokazać nam tylko stację kosmiczną wielkości Słońca albo najlepiej całego kosmosu.

Ciekawostka: w epizodzie III pojawiło się ponad 200 nowych broni/statków/pojazdów/zbroi/itp., co widać w niemal każdej scenie.

Historie

Pisałem już, że to, kto jaką postać polubi, zależy od danego widza. Oraz że statystycznie wolimy te ze starych filmów, ew. Obi-wana i Anakina. Fani zarzucają nowym filmom zbyt dużą ilość poprawności politycznej - rzeczywiście, wśród tych dobrych ze świecą szukać białego faceta, a jak już jacyś są, to w bardzo podeszłym wieku. U złych natomiast prawie wszyscy są biali i męscy (oczko w stronę Phasmy), czasami nawet i rudzi. Jednak nie płeć czy kolor opalenizny jest problemem, a to, że postacie są... Po prostu złe. Pomijam słabą i irytującą grę aktorską większości obsady. Postacie są złe, bo ich motywy, działanie czy nawet słowa są nielogiczne, niezrozumiałe, nieludzkie i głupie.

Nie będę wymieniał scena po scenie o co chodzi, ale napiszę w ten sposób: akcja obu filmów obejmuje kilka dni, z czego tego nowszego zaledwie parę godzin. Nasi bohaterowie nie mieli nawet czasu, żeby się porządnie wys*ać (wstaw p lub r wedle upodobań), a co dopiero przejść jakąś przemianę. Pomijam już to, że taka Rey od początku była ideałem. Jedyne co zrobiła, to się parę razy przebrała - przez resztę czasu ekranowego po prostu była najlepsza, wszystko wiedziała i potrafiła. Po drugiej stronie mamy Finna, który od początku nic nie potrafił, do niczego się nie nadawał i cały czas tchórzył. Fajny pomysł na postać - niezbyt odkrywczy, ale naprawdę fajny. Szkoda, że został napisany w taki sposób, że jego najbardziej rozpoznawaną cechą jest kolor skóry. Do tego pilot Arab, który niszczy potężne Drednoty niczym jego ziemscy odpowiednicy 110-piętrowe wieże, robot będący jednocześnie śmieszkiem i mogącym rozwalić batalion żołnierzy kozakiem...

Ogólnie prócz Finna od początku wszyscy posiadają wyłącznie zalety, które to podczas swojej kilkudniowej przygody znacznie poszerzają. A takie ideały ogląda się nudno, bez zaciekawienia i emocji - bo i tak „im się uda”. Perłą w koronie głupoty i wyidealizowania postaci jest walka Finna z Phasmą: Ex-sprzątacz pokonuje elitarnego żołnierza w walce wręcz. Po prostu brak słów.

Zły target

To nie może zostać pominięte. Sama Kathleen Kennedy powiedziała, że to nie są filmy dla fanów, a dla osób, które Gwiezdnych wojen nie znają (czyt. małych dzieci i Azjatów). I widać to niemal w każdej sekundzie obu filmów. Przeciętny fan Gwiezdnych wojen to biały mężczyzna w wieku 15-35 lat, więc takich postaci w disneyowskich tworach jest zaledwie kilka, podczas gdy we wcześniejszych było ich od groma. A nawet jak już pominiemy motyw rasy i płci, to i tak widać, że to nie są filmy dla osób, które Gwiezdne wojny znają i lubią. Łamią podstawowe zasady uniwersum, pomijają najważniejsze rzeczy (jak na przykład trening na jedi), aby w ich miejsce dać coś, o czym 10 lat temu nikt by nie pomyślał, że może się w tej serii znaleźć (ratowanie biednych kanguro-koni, Leja w kosmosie i wiele innych, o których nie chce mi się przypominać, bo gdy to robię, dostaję depresji).

Ciekawostka: motyw z Porgami to najlepsza rzecz z VII części, wzorowana na Gizkach z gry KOTOR. W grze małe stworzonka włamały się na nasz sokołomileniumpodobny statek i się po nim rozeszły. Mogliśmy albo je sprzedać, albo wypuścić na ich ojczystej planecie, albo zabić.

20% klientów generuje 80% zysków i to widać szczególnie w przypadku Star Warsów. Nie chodzi przecież o to, aby namówić sto osób, żeby zobaczyły film w kinie. Chodzi o to, aby z tych stu 20 poszło na niego kilka razy, po każdym seansie zaopatrując się w coraz więcej gadżetów na nim opartych. Gry, klocki, figurki, koszulki, pudełka śniadaniowe, pościel, gacie - to na tym marka zarabiała od początku swojego istnienia najwięcej. I to zostało przerwane - z jednej strony przez „zły target”, bo jakimś cudem postacie z filmów, które nie były robione dla fanów, fanom się nie podobają, a co za tym idzie - rzeczy z ich podobiznami się nie sprzedają. Z drugiej strony dochodzi marne wykonanie przy naprawdę wysokich cenach.



Powyżej pięknie wykonana figurka uwielbianej przez wszystkich postaci znanej jako „Gruba, w****jąca Chinka”. Jedyne 90 zł w dniu premiery. Aż dziw, że do dziś sprzedał się tylko mały procent tych świetnych zabawek.



A tu coś dla dziewczynek. Bo jeśli jakaś dziewczynka lubi Star Wars, to na pewno marzy o średnio wykonanej, mocno zniewieściałej wersji żeńskich postaci z tego uniwersum (ok. 100 zł za sztukę), a nie dokładnej replice gwiezdnego niszczyciela. Widać wg twórców dziewczynki nawet jeśli lubią wojenne filmy fantasy, to i tak pragną Barbie w różowym mercedesie. Seksizm pełną parą. To tak, jakby zrobić serię figurek, gdzie wszyscy prócz Finna i Lando są czarni, „bo muszyni kupią”. Spece od marketingu w pewnych firmach to albo wybitne trolle, albo skończeni debile. Swoją drogą - czemu wśród tych lalek nie ma Phasmy? Czyżby była za mało dziewczęca, aby dziewczynki chciały się nią bawić?



A tu coś od Kennera. Naprawdę fajna, dokładnie zrobiona zabawka. Szkoda, że kosztuje ok. 500 zł, ponieważ na pudełku ma napisane „vintage collection”. Oni chyba ze złota te napisy robią.

Dyrektorzy od Gwiezdnych wojen nasrali na fanów w dniu premiery VII części. Słaba sprzedaż gadżetów, mały box office „Solo”, bojkotowanie przyszłego filmu - to wszystko to konsekwencje tego złego czynu sprzed lat. Na domiar złego EA Games (PS ch** im w d****) porzuca coraz to więcej świetnych i rozbudowanych gier z uniwersum Star Wars w myśl zasady „wydajemy albo multiplayer, albo grę na telefon i zarabiamy miliardy dolarów na mikropłatnościach”.



BB8 jako „samochód terenowy”. Marzenie wszystkich dzieci i seryjnych morderców.



„O matko, ale paskudy!” - każdy ze sprawnym wzorkiem.

To są figurki z 1977 roku. Wyglądają słabo i tak samo słabo są wykonane. Ale raz: robione były przed premierą filmu, więc nie można było korzystać z najnowszych technik produkcji nie wiedząc, czy komuś się w ogóle to uniwersum spodoba, dwa: nie kosztowały tyle, co pół 20-letniej corsy, trzy: kolejna generacja wyglądała już tak:



Przyszłość

Aktualnie czekamy na IX część, kilka gier (jeśli ich wcześniej nie odwołają), serial, kolejne filmy (ale te, które chcemy: o Obi-Wanie i Boba Fecie są już odwołane, tak że ten...).

Prawdopodobnie to już długo nie pociągnie. Solo przyniósł straty, a bojkot IX może być naprawdę duży. Czekając na III część KOTOR-a fani dostają kolejne point kliki na telefon, w których celem gry jest płacenie drobniaków kilka razy dziennie.

Ja jednak jestem dobrej myśli. Może w Disneyu będzie rewolucja i zaczną robić filmy, gry i zabawki dla fanów (czyli osób, którzy są chętne oddać im góry pieniędzy, jeśli wymyślą coś fajnego), a nie dla osób, które Gwiezdnych wojen nie lubią i nie znają.

Dla mnie wystarczy, że sprostują to, co popsuli: w IX dodadzą multum nowych pojazdów oraz zepną logicznie fabułę, np. okaże się, że Rey to modyfikowany klon Palpatina, który został na planecie wypizdów 4 (Jakku), bo osobie mającej zrobić mu spóźnioną aborcję pękło serce. Albo że 7. i 8. to zwidy po kosmoLSD wziętym przez jakichś dwóch bezdomnych z Curusant, a 9. będzie takim Łotrem 1 bez znanego wszystkim zakończenia - fajne statki, super klimat, wybuchy, strzelanie, fajne postacie i w miarę logiczna fabuła.

Cóż, czas pokaże. Niemniej ciężko jest być dziś fanem i wielu się ze mną zgadza.



I to by było na tyle, jeśli chodzi o moją analizę. Opierałem się na własnych przemyśleniach oraz dziesiątkach recenzji i podobnych filmów, nagranych przez mniej i bardziej hardkorowych fanów. Starałem się pisać o rzeczach ogólnych i raczej niezaprzeczalnych, dlatego liczę na dyskusję - agresywną, pełną wulgaryzmów, przeplataną memami i gifami z cyckami. W końcu to internet.

Niech moc będzie z wami.

Oglądany: 65254x | Komentarzy: 154 | Okejek: 262 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

16.02

15.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało