Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Kara dla złodzieja, rozrywkowi współlokatorzy i inne anonimowe opowieści

62 701  
248   59  
Dziś przeczytacie także o "genialnym" pomyśle na wykorzystanie karetek, zabawach w wypożyczalni video, pechu do dziewczyn, niebezpieczeństwach nowoczesnych technologii i sposobach na naprostowanie niegrzecznego dzieciaka.


#1.

Głupota ludzi w internecie mnie powala. Czytałam komentarze pod jakimś postem na forum o zwierzętach. Co tam się odwaliło... Jedna babka stwierdziła, że skoro jakaś karetka jest wolna, to czemu nie miałaby pojechać np. do chorego psa, w końcu stworzenie żywe to stworzenie żywe. Oczywiście inne równie "inteligentne" osoby poparły ten pomysł.

Jeżdżę na karetce niecały rok. Tam nie ma dużo wolnego czasu. Czasami się jeździ do zawału, wypadku, ostrej trzustki i innych stanów zagrażających życiu, a czasami do bólu małego palca. Jeśli ktoś myśli, że potrafię udzielić pomocy medycznej zwierzęciu, to się chyba widział z głupim przez telefon. Ten, kto uważa, że układy są podobne, niech zamiast wsiąść za kierownicę samochodu wsiądzie za stery samolotu, w końcu środek transportu to środek transportu.

#2.

Kiedyś, jak byłem jeszcze małym szczylem z głupimi pomysłami, razem z bandą dzieciaków poszliśmy do osiedlowej wypożyczalni kaset video, aby wykonać pewną akcję dywersyjną. Rozleźliśmy się między półkami i dyskretnie, niczym wzorowi wojownicy ninja, podmienialiśmy kasety z „normalnych” filmów na te, które znajdowały się w pudełkach z wyższej półki, czyli tam, gdzie znajdowała się sekcja dla dorosłych. Tak więc na przykład osoba, która chciała zobaczyć „Batmana”, dostawała „Sperminatora 2”, a jakiś nieszczęśnik chcący rozkoszować się seansem „Pretty Woman” skazany był na „Powrót Analnego Banity”.

Następnego dnia podczas śniadania tata powiedział, że wieczór wcześniej obejrzał razem z mamą film, który zrobił na nim duże wrażenie i koniecznie powinienem go sam zobaczyć. Była to kreskówka - „Piękna i Bestia”. Wypożyczalnię osiedlową mieliśmy tylko jedną, a ja osobiście powkładałem kasety z produkcjami Disneya do pudełek z najbardziej ekstremalnymi i wulgarnymi niemieckimi ślizgaczami. Zawsze zastanawiałem się, jakimi zepsutymi psycholami musieli być ludzie, którzy te plugawe produkcje wypożyczali. Tamtego nieszczęsnego poranka poznałem odpowiedź na to pytanie...

#3.

Mam wybitnego pecha do dziewczyn. Zawsze po chwili spotykania się na jaw wychodzi ich brak umiaru w korzystaniu z używek. Nie inaczej było z moją ostatnią ukochaną.

Przechodziliśmy ostatnio ciężki okres w związku z jej słabością do alkoholu. Chciałem z nią o tym pogadać i zaproponować pomoc w ograniczeniu picia. Przyszła do mnie nawalona jak szpadel, a następnie bezczelnie nasikała do mojej wanny. Tego było już za wiele. Momentalnie zerwałem z nią i zamówiwszy taksówkę, odesłałem ją do domu.

Przez kolejnych kilka dni miałem wielkiego doła. Dałem się jednak namówić i poszedłem z kumplami do klubu jazzowego, gdzie rzekomo „przychodzą tylko przyzwoite, wrażliwe i inteligentne dziewczyny”. Poznałem tam Kasię – uroczą, zabawną i piękną kobietę, która z miejsca sprawiła, że serce zabiło mi szybciej. Poszliśmy do mnie do domu słuchać Milesa Davisa na winylu i prowadzić natchnione rozmowy. Kasia miała jednak coś jeszcze w zanadrzu. To litrowa butelka Jacka Danielsa skitrana w jej z pozoru niewielkiej torebce. Dziewczyna opróżniła ją w niecałą godzinę, a następnie bezpardonowo zarzygała mi pościel...

#4.

Stało się to dzisiaj po południu. Postanowiłem, że zamknę się w pokoju i obejrzę sobie jakiś film dla dorosłych.

Wszedłem na stronę i oglądałem. Gdy byłem mniej więcej w środku seansu, kliknąłem w ekran aby zobaczyć, ile jeszcze zostało. Potem skończyłem oglądać i wyszedłem z pokoju.

Gdy wyszedłem na przedpokój, zobaczyłem zdziwione oczy babć, mamy i taty oraz brata, który ledwie powstrzymywał się od śmiechu. Wszedłem do pokoju i okazało się, że cały filmik obejrzała ze mną rodzina, bo gdy sprawdzałem ile zostało do końca filmu, przypadkiem dotknąłem w przycisk „przesyłaj na telewizor”.

Potem stałem na środku pokoju i nie wiedziałem co powiedzieć. Wstyd jak diabli.

#5.

Jestem studentem wynajmującym mieszkanie razem z dwójką kumpli. Nieskromnie powiem, że jestem jedyną osobą w tym domu, która ma ambicje i co najważniejsze – pracę. Dorabiam sobie jako grafik, dzięki czemu zawsze mam parę groszy na opłacenie czynszu i napełnienie żołądka jakąś strawą. Tymczasem tamci dwaj... Są wspaniałymi ludźmi, ale ich podejście do życia przypomina balansowanie na pograniczu menelstwa, żebractwa i radosnej wiary w łut szczęścia.

Ostatnio zajechałem sobie na stację benzynową, aby zatankować auto. Zalałem bak na bogato (za niecałą stóweczkę). Przy kasie wyjąłem z portfela banknot stuzłotowy i już chciałem odejść, gdy pani zawołała: „Halo, proszę pana! Żarty sobie pan robi?”. Babka wręczyła mi moje pieniądze mówiąc, że ma zły dzień i absolutny brak ochoty na takie szczeniackie numery.

I wtedy to zobaczyłem. Te dwa barany wyjęły z portfela moje jedyne 100 złotych, a następnie zastąpiły go wydrukowanym na uczelnianej drukarce banknotem o nominale (minus) 0 zł i podobizną Janusza Panasewicza, pod którego nieco zapitym obliczem znajdował się napis „Nie gniewaj się, królu złoty. Pożyczyliśmy, ale oddamy...”.

Najadłem się wstydu jak nigdy wcześniej, gdy mój tatko przyjechał na stację, aby uiścić rachunek za mnie. I jeszcze mnie zrugał przy naburmuszonej kasjerce mówiąc: „Weź ty synek zrób coś wreszcie ze sobą. Miej jakieś ambicje, znajdź pracę...”.

#6.

Moja przyjaciółka ma czwórkę dzieci (pozwoliła sobie na to, ponieważ było ją stać, a zawsze chciała mieć dużą rodzinę). Jakimś cudem, choć ja sama nie mam pojęcia jakim, bo dzieci nie posiadam, zawsze udawało jej się ogarnąć dziatwę, męża, pracę i jeszcze znaleźć czas, aby wyjść ze mną na kawę. Jednak odkąd szwagrowi (tak nazywam jej męża) zaczęły się wyjazdy służbowe, jej jedynemu synowi, jednocześnie mojemu chrześniakowi, odbiła szajba. Zaczął strasznie przeklinać, wyzywać i bić siostry (i nie było to takie bicie między rodzeństwem, a ataki szału), startować z pyskiem do matki oraz rozwalać rzeczy w domu jak popadnie.

Przyjaciółka nerwowo już z nim nie wytrzymywała, bo żadne rozmowy, zakazy, kary ani obietnice nic nie dawały. Kiedy wracał ojciec, młody zawsze był wielce obrażony i nie wychodził z pokoju, ewentualnie wyzywał i przyjaciółkę, i szwagra od najgorszych.
Uwierzcie mi, nie wiedziałam już kto pierwszy wyląduje u psychologa, on czy oni.

W końcu, kiedy koleżanka już któryś raz zadzwoniła do mnie, że nie daje rady i z zapytaniem, czy może przyjechać z dziewczynkami (szwagier znowu był na wyjeździe), zdenerwowałam się jak diabli, kazałam jej spakować siebie i młode na kilka dni i natychmiast przyjeżdżać. Mam duży dom, a mieszkam w nim sama, więc nie było z tym większych problemów.

Następnego dnia sama się spakowałam i pojechałam do jej mieszkania. Chrześniaka akurat nie było (całe szczęście chociaż szkoły nie olewał), więc zabrałam się do pracy.
Z pomocą bardzo miłego pana sąsiada wyniosłam z jego pokoju wszystko oprócz łóżka i komody z ubraniami oraz wymontowałam drzwi. Wszystko przeniosłam do składzika, a sama zabarykadowałam się w pokoju gościnnym. Wszystkie pokoje poza łazienką i kuchnią zamknęłam na klucz, który dobrze ukryłam.

Jego mina po powrocie była nie do opisania.

Oczywiście wystartował do mnie z gębą, tego się można było spodziewać, chociaż zawsze czuł do mnie raczej respekt, byłam jego "ulubioną ciocią". Kiedy padło pierwsze wyzwisko w moją stronę, uderzyłam go w twarz. Wprost powiedziałam mu, że nie ma prawa do nikogo się tak odzywać.
Obraził się i zaszył u siebie. Przez cały dzień nie wychodził. Ja w tym czasie ugotowałam obiadokolację i zmusiłam go do odrabiania lekcji w kuchni oraz jedzenia. Powiedziałam mu też wtedy, że nie zobaczy ani matki, ani sióstr do czasu, aż się nie ogarnie. Zabrałam mu telefon.

I tak minął tydzień. W skrócie - udowodniłam gówniakowi jakie ma szczęście i na co będzie skazany, jeśli nie będzie tego doceniał.
Przeprosił rodziców i się ogarnął. Serio, zrobił się nawet miły dla sióstr, a tego nie było nawet wcześniej.
O dziwo, nadal pozostałam ulubioną ciocią.

Poniekąd jestem dumna.

#7.

Mieszkam w mieszkaniu po dziadkach, na mojej wiosce w budynkach PGR-u gmina stworzyła lokale socjalne, została tam przeniesiona grupa ludzi, którzy zostali eksmitowani z miasta oddalonego o 10 km.
I zaczęły się kradzieże!

Hoduję na działce brojlery, średnio co 6 tygodni mam sobie dużo mięska, dobrej jakości, na karmie własnej. Dwa lata temu miałem włam, ukradli mi wszystkie brojlery było też parę włamów w okolicy i nie tylko ja byłem stratny.
Powiem to tak: ja sam jestem osobą niepełnosprawną, pracy nie mam, więc taki brojler wychodzi taniej, niż jakbym miał w sklepie kupować.
Ostra irytacja: Smutni Panowie umorzyli śledztwo dwa razy!
Mimo tego, że wystarczyło przejść się w miejsce, gdzie sąsiad znalazł ich czujkę, za co zapłacił miesięcznym pobytem w szpitalu, bo taki wpierdziel dostał, i to nie tylko on, potem każdy bał się w tamte rejony zachodzić. A muszę powiedzieć, że ta patologia potrafiła okradać ludzi z ciężkiej pracy w postaci koszy z jagodami/grzybami.
Ale policja umarzała każde śledztwo, a na naszą wioskę posypał się grad, że jacy ludzie w niej nietolerancyjni i że sami się okradamy, żeby pozbyć się biednych obcych. Jechali po nas w regionalnej gazecie, no i miarka się przebrała...

Powiedziałem sąsiadom, żeby w miejsca, gdzie złodziejaszki przebywają się nie zapuszczali, bo zastawię sidła, w postaci skrzynki nieco większej niż noga, w której to umieściłem deskę z gwoździami.
Na gwoździach wyciąłem zadziory, w których to umieściłem bonus w postaci mąki z proszkiem do prania i Domestosem, sidła zostały ukryte i czekały na złodziejaszka.

I złapał się złodziejaszek, jak trafił do szpitala ze stopą do amputacji... Pod naszymi blokami kręcili się jego ziomki, którzy grozili nam śmiercią, nawet bawili się w piromanów, podpalając altanki. Oczywiście policja, przesłuchania itd.

Nie złapali mnie, a ja się dowiedziałem, że ten złodziejaszek najpierw leżał u siebie na chacie tydzień, bo leczyła go rodzina. Potem było za późno, rany się nie goiły, poszła martwica, no i po stopie...
Przynajmniej kradzieże ustały.

A przez sąsiadów jestem zapraszany na imprezy, nie mam wcale wyrzutów sumienia.

<<< W poprzednim odcinku m.in. wieczorne zabawy i nocny koszmar


Oglądany: 62701x | Komentarzy: 59 | Okejek: 248 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

16.02

15.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało