Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Nic z tego nie będzie

18 580  
3   15  
Zobacz wiecej!Mówi się, że należy słuchać starszych... A co kiedy przekonują nas do czegoś młodsi? Przekonaj się...

Szum brzóz w gaiku, szmer ruczajów, świergot szczęśliwych ptasząt.... ot, sielski obrazek ze środkowej Rosji... Wśród przetrawionych aromatów wczorajszej wieczerzy zbudził się pewien wieśniak z silnym postanowieniem skoszenia pólka pszenicy złocącego się nieopodal domostwa. Tarmosząc ramię śpiącego na ławie syna strofował go za poranny brak zapału.

- Wstawajże nareszcie ! Tyle pola do skoszenia... pospieszyłbyś się...

Syn wykazywał niewiele entuzjazmu.

- Tatulku....dzisiaj ? Daj spokój, nic z tego nie będzie...

Wieśniak był nieubłagany.

- Wstawaj, zaraz wychodzimy ! Przynieś kosy.

Poszli. Ledwie ojciec parę razy przesunął kosą po szczerozłotych łodyżkach pszenicznych, syn podszedł do niego i powiada :

- Tatulku, kosa moja tępa, jakże mi nią kosić ? Pójdę do domu i naostrzę...

- No cóż... jak trzeba to trzeba....idźże tylko prędko wracaj...

Poszedł syn do domu wszakże miast naostrzyć kosę odstawił ją do składziku i bieży ku matce, która własnie pod kuchnią zażegła pierwsze szczapy bukowego drewna.

- Matulu, matulu ! Tatko kazali cobyście czym prędzej pierożków nagotowali i wódki we wsi kupili...

- Cóż syneczku, skoro gospodarz takie życzenie wyraził...

Nagotowała pierożków, pełniutkich, pachnących... W misę nałożyła, przykryła ręcznikiem, wzięła pieniądze i ruszyła po życiodajny napitek.
Syn tymczasem pospieszył ku ojcu w trudzie i znoju zmagającemu się z zagonem zboża.

- Tatulu, tatulu ! Mama kazała powiedzieć, ze pierożków nagotowała i wódki kupiła. Chodźcie do chaty, posilcie się...

- Ta cóż.... roboty jeszcze huk... ale skoro gospodyni sie trudziła grzech nie uszanować. Chodźmy.

Przyszli do chatynki a tam na stole misa z pierożkami, ale ani gospodyni, ani wódki. Jakże to tak, pierożki bez wódki spożyć? Dał ojciec synowi rubla i powiada :

- Ruszajże do wsi a bystro i przynieś coś do popicia tychże darów bożych.

Syn pieniądze w kieszeń schował lecz zanim ruszył ku wiejskiej gospodzie zaszedł do sąsiada.

- Sąsiedzie, sąsiedzie! Ostrzec was chciałem. Tatko nasz zły na was bardzo. Powiada, że z matulą naszą kochankami jesteście! Zabić was chce!

Przeraziły sąsiada wieści straszliwe. Dał chłopakowi rubla i powiada :

- Masz tu, synku rubla, idź do gospody, kup wódki dobrze czyszczonej, ojcu zanieś i powiedz : -Tu macie, drogi ojcze całą prawde życia w napitku a uwierzcie sąsiadowi, że żadnym kochankiem waszej żony nie jest. Tak mu powiedz.

Wziął chłopak rubla i miast do gospody zawrócił ku rodzinnemu domostwu. Wszedł do izby i rzecze :

- Ojcze, nie doszedłem jeszcze do Żydowina, bom sąsiada spotkał co o pomoc was prosi. Świniaka zabić chce a własna siekiera mu sie gdzieś zapodziała. Pomóżcie sąsiadowi tato...

- Sąsiadom pomagać - rzecz boża! Idę tedy.

Wziął siekierę i poszedł.
Sąsiad zoczywszy go wchodzącego w obejście z siekierą w ręku w popłochu przez okno wyskoczył i ukrył się w zagonie kukurydzy rosnącym za drogą. Ojciec chłopaka zdziwił się nie widząc sąsiada w domu, ale ponieważ po podwórcu świniak barłożył, zabił go, na drzwiach od stodoły zawiesił i ruszył z powrotem.
W międzyczasie wróciła matka z wódką. Postawiła butelkę na stole, rozgląda się i o męża pyta. Syn zatroskany wieść straszną matce przekazuje.

- Matulu, a toż tatko nasz rzekł, żeście z naszym sąsiadem sypiali i zabić go poszedł. Przyjdzie i na was kolej....

W popłoch wpadła gospodyni. Winna czy niewinna wie, że mąż krwi gorącej, zanim wytłumaczysz - głowę rozłupie. Uciekła z chaty i w poletku kukurydzy sie ukryła chcąc czekać aż gniew mężowski minie.
Wraca gospodarz do domu i mówi :

- Co sie dziś dzieje? Sąsiada naszego nie ma, matki naszej, jak widzę, nie ma. Gdzież oni się podziali?

- Tatulu, tatulu a tożem ich widział, jak się razem w kukurydzy kryli.

Gniew straszliwy wystąpił na twarz wieśniaka. Od krwi zwierzęcej poplamioną jeszcze siekierę pochwycił i śladem pochutników w kukurydzę wpadł złorzecząc srodze.
Syn nalał stakanczik gorzałki, pierożka na widelec nadział i głową nad losem ludzkim pokiwał.

- Oj, tatulu, tatulu... a toż wam mówiłem, że dziś z koszenia nic nie będzie.....

 


Oglądany: 18580x | Komentarzy: 15 | Okejek: 3 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

18.01

17.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało