Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Alfa Romeo Giulietta Sprint Zagato, która przeleżała w piwnicy 35 lat

41 822  
251   44  
Nie jest tajemnicą, że jestem samochodziarzem. Jedni lubią psy, inni koty, ja lubię samochody. I cieszę się, jak co jakiś czas odnajduje się jakieś klasyczne auto w dobrym stanie. Radość moja jest tym większa, jak mamy do czynienia z taką perełką jak ta poniżej!

Alfa Romeo Giulietta Sprint Zagato, która przeleżała w piwnicy 35 lat
A co takiego niezwykłego jest w tym aucie? Ano od początku. Alfa Romeo Giulietta produkowana w latach 1954-1965 była ładnym sedanem (na zdjęciu wersja TI z późniejszych lat produkcji).

Alfa Romeo Giulietta Sprint Zagato, która przeleżała w piwnicy 35 lat

Silnik w tym samochodzie to bardzo nowoczesna jak na owe czasy konstrukcja o pojemności 1290 cm3, z blokiem silnika ze stopu aluminium i żeliwnymi tulejami cylindrów. Głowica wykonana ze stopu aluminium posiadała półkuliste komory spalania (hemisferyczne, czyli był to włoski HEMI). W głowicy znajdowały się dwa wałki rozrządu napędzane łańcuchami (każdy wałek miał swój łańcuch). Każdy cylinder wyposażony został w dwa zawory umieszczone pod kątem 80°. Poniżej pełna lista mocy i osiągów, jakimi legitymowała się Giulietta z nadwoziem sedan w przestrzeni lat produkcji modelu.

Stopień sprężania 7,5:1, moc 52 KM przy 5500 obr./min, prędkość maksymalna 140 km/h
Stopień sprężania 7,5:1, moc 61 KM przy 6000 obr./min, prędkość maksymalna 140 km/h
Stopień sprężania 8,5:1, moc 64 KM przy 6100 obr./min, prędkość maksymalna 155 km/h
Stopień sprężania 8,5:1, moc 73 KM przy 6200 obr./min, prędkość maksymalna 155 km/h

Prócz sedana tworzono świetnie wyglądająca coupe o nazwie Giulietta Sprint.

Alfa Romeo Giulietta Sprint Zagato, która przeleżała w piwnicy 35 lat

Ta wersja miała silnik identyczny jak w sedanie, jednak z podniesioną mocą. Dane samochodu z tymże silnikiem przedstawiały się następująco:

Stopień sprężania 8,5:1, moc 79 KM przy 6300 obr./min, prędkość maksymalna 165 km/h.

I w tym momencie na scenę wchodzi cały na biało Andrea Zagato.


Bierze on na tapet model Sprint (który się rozbił podczas wyścigów) i zaczyna odprawiać nad nim swoje czary. Po pierwsze, wygląd nadwozia. Do projektu zatrudnia Franco Scaglione (zaprojektował on między innymi Porsche 356 B, Lamborghini 350 GTV czy Alfa Romeo 33 Stradale). Wylatuje ciężka metalowa karoseria, a jej miejsce zajmuje lekka aluminiowa. Zmianom ulega także wnętrze, ale przede wszystkim silnik. Teraz to już jest mały potworek (przypomnijmy, że napędza sporo lżejsze nadwozie).

Stopień sprężania 9,7:1, moc 99 KM przy 6500 obr./min, prędkość maksymalna 193 km/h.


I te osiągi w małym coupe w tamtych latach faktycznie robiły wrażenie. Samochód produkowano w latach 1959-1962. Zbudowano 217 sztuk. Ich właściciele ścigali się nimi na torach, a by móc się ścigać, modyfikowali swoje pojazdy. Auto pomogło Alfie Romeo zdobyć zwycięstwo w klasie 1,3 litra na Międzynarodowych Mistrzostwach dla producentów GT w 1962 i 1963 roku. Duża część Zagato poległa na torach i dlatego tym większą popularnością cieszą się wiadomości o odkryciu jakiegoś Giulietta Sprint Zagato.


A tym razem euforia jest tym większa, że znaleziono nieuszkodzony egzemplarz w fabrycznej specyfikacji z fabrycznym lakierem! Jeśli do tej pory było ciekawie, to teraz zacznie się robić jeszcze ciekawiej. Bo jak się okazuje, wśród Zagato były auta równe i równiejsze. Te równiejsze, wyprodukowane w ilości 40 szt., miały silnik wzmocniony do 115 KM, bardziej opływowy tył i hamulce tarczowe na przedniej osi. Prędkość maksymalna - ponad 200 km/h. Samochody z tej krótkiej serii znane są jako SZ II lub "Coda Tronca". No i właśnie takie auto jest bohaterem dzisiejszego miniartykułu (wybaczcie, że tak krótki).


Samochód został odnaleziony w Turynie. 35 lat spędził w piwnicy. Należał do miejscowego mechanika, który nabył okazyjnie auto z roku 1962. Odkupił go od jednego ze swoich klientów, któremu się ono znudziło. Samochód parkował w piwnicy swojego domu, dokąd wjeżdżał za pomocą specjalnej windy. I w roku 1984 winda się zepsuła, a samochód pozostał (dosłownie) uziemiony.


Ponieważ zawsze były pilniejsze sprawy niż naprawa windy, to mechanik odkładał ją na potem. Bo po co naprawiać mechanizm, by wydobyć spod ziemi tanie, stare, włoskie sportowe auto?


Tak też sądziła rodzina i po tym, jak mechanikowi się zmarło, postanowili posprzątać dom. Gdy odkryli w piwnicy samochód, bez żadnych ceregieli wezwali dźwig, by uprzątnął zalegającego tam rupiecia. A ponieważ Turyn to jednak miasto, gdzie żyje sporo pasjonatów, szczególnie że Alfa Romeo ma tam swoją siedzibę, to szybko znalazł się ktoś, kto uświadomił rodzinę, że to nie jest takie pierwsze lepsze stare, włoskie, sportowe auto.


Samochód został umyty (tylko i wyłącznie umyty) i wystawiony na aukcję. Osiągnął cenę 650 000 dolarów. W chwili sprzedaży pojazd był w pełni sprawny i w 100% oryginalny.


Ech, że też ja nie mam w rodzinie mechanika, który by schował jakąś perełkę z lat 60. w piwnicy i nie mógł nią wyjechać...


Tu na chwilę przed licytacją. Jak widać, auto wzbudziło sporą sensację.


Oglądany: 41822x | Komentarzy: 44 | Okejek: 251 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.03

20.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało