Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Wieczorne zabawy, nocny koszmar i inne anonimowe opowieści

49 360  
182   32  
Dziś przeczytacie także m.in. o twardzielu w pracy, zaćmieniu umysłu i przydatnej znajomości języka obcego.


Mam w pracy takiego irytującego typa spod znaku "prawdziwy facet", który krytykuje każdy przejaw "niemęskości". Nie pasują mu fryzury, zarost (albo jego brak), kolor koszuli, krój spodni, a raz doczepił się nawet kolorowych sznurowadeł (nie mamy dress-codu). Również nie można przy nim wspomnieć, że np. ma się gorszy dzień albo złe samopoczucie, bo rzuca hasłami typu "zmężniej", "kiedyś to wojsko robiło z chłopa mężczyznę, a teraz to...". Większość ludzi go unika jak może albo ignoruje. Do mnie się przyczepił do tego stopnia, że musiałem interweniować u kierownika. Poszło o to, że podsłuchał, jak mówiłem znajomemu o wizycie u terapeuty. Od tamtej pory nie zwracał się do mnie inaczej jak "tylko się nie popłacz", "uważaj, bo twoja delikatna psychika tego nie zniesie" itd.
Wkurzyłem się, poprosiłem kierownika o interwencję i teraz typ mnie nienawidzi :) Tzn. nienawidził aż do zeszłego miesiąca.

Wypadła mi wtedy kolejna wizyta u terapeuty. Wszedłem do przychodni i kogo tam widzę? Kolega z pracy :D Minę miał bezcenną, jak mnie zobaczył, zwłaszcza że przychodnia jest stricte psychiatryczna i raczej nie zajrzał tam z powodu bolących nerek. Ponieważ jestem miłym człowiekiem, przysiadłem się, porozmawiałem z nim chwilę, zignorowałem fakt, że pocił się jak mysz i życzyłem powodzenia, kiedy wchodził do gabinetu.

Od tamtego czasu udaje, że nie istnieję, w pracy na mnie nie patrzy, jeżeli coś ode mnie potrzebuje, załatwia to przez służbowego maila. Życie stało się odrobinę lepsze :)

* * * * *

Alkohol piję jedynie okazyjnie na jakichś przyjęciach, więc niezbyt często martwię się tym, czy mam nadal alkohol we krwi, gdy wsiadam za kółko. Jednak trafiła się okazja, kilkanaście kieliszków, a w następny dzień muszę pojechać poza miasto.

Szybka kalkulacja i wychodzi, że już powinienem być czysty, ale dla pewności postanowiłem jechać na komisariat i sprawdzić to alkomatem. Nie wiem, co mnie zaćmiło... Pojechałem samochodem...

Na szczęście wyszło, że jestem czysty jak łza, ale w ramach połatania mojego sumienia i kary za głupotę wpłaciłem pieniądze na fundację na rzecz ofiar pijanych kierowców.

* * * * *

Niedawno jedna z moich koleżanek kończyła 20 lat. Ja i kilka innych dziewczyn postanowiłyśmy to uczcić. Dałyśmy solenizantce prezent i poszły potańczyć w klubie. Już po kilkunastu minutach zauważyłyśmy, że uważnie przygląda się nam dwójka facetów. Mieli głodne spojrzenia, a na twarzach wypisane "ale bym je wyr...".
Początkowo próbowałyśmy po prostu na nich nie patrzeć. Ale z każdą chwilą typki zbliżały się do nas. W końcu stało się jasne, że będą próbowali tak długo, aż się poddamy. Ocierali się na nasze biodra, chwytali za ręce. Pytali nas, czy fajnie się bawimy, czy mamy ochotę się czegoś napić.

Zbiłyśmy się w grupkę i zaczęłyśmy rozważać wyjście po angielsku, najlepiej wtedy, gdy ci kolesie się odwrócą (mogli za nami przecież wyjść i coś nam zrobić). I kiedy już kończyłyśmy omawiać nasz plan, większy facet złapał jedną z koleżanek w pasie i docisnął do siebie. Pisnęła spanikowana, resztę dziewczyn jakby zamurowało, a ja zrobiłam jedyne, co przyszło mi do głowy.
Skoczyłam na niego i wrzasnęłam po niemiecku:
- Wesołych świąt dla ciebie i całej twojej rodziny!

Nie mam pojęcia dlaczego to powiedziałam, ale efekt był natychmiastowy. Faceci zrobili wielkie oczy, a my z prędkością dźwięku zwiałyśmy w stronę wyjścia.
To był ten jeden raz, kiedy język niemiecki na coś mi się przydał.

* * * * *

Zawsze chciałem iść do szkoły muzycznej i nauczyć grać się na perkusji, jednak rodzice byli przeciwni, bo przecież to trzeba dużo pracy, a mi się na pewno odwidzi, a to kosztuje i tak dalej...

Mi się nie odwidziało. Skończyłem studia, poszedłem do pracy, oszczędzałem pieniądze, kupiłem gary, oczywiście zewsząd słyszałem, że jestem już za stary, żeby uczyć się grać i w ogóle szkoda czasu i pieniędzy.

Właśnie dostałem swoją kopię albumu, na którym nagrałem perkusję. Brzmi jak piekło. Taki dumny z siebie nigdy chyba nie byłem.

* * * * *

Wraz z moim lubym, z okazji narodzin naszej córeczki, postanowiliśmy trochę dla żartu wykonać wróżbę z obrączki. Zabawa była przednia, mi wyszła córka oraz syn. Jednak czar prysł, gdy mój ukochany w swojej wróżbie otrzymał dwóch synów. Spojrzał się na mnie z nienawiścią, po czym wykrzyczał, że wróżba nie kłamie i na pewno go zdradziłam. Mówił o tym nawet naszej rodzinie i znajomym, w święta. Nawet zrobił testy DNA. Gdy wyniki okazały się pozytywne, postanowił z łaską, że "da mi szansę na poprawę". W zamian dostał walizki przed drzwiami.

Możecie uznać mnie za kretynkę, ale jeżeli przez takie głupoty stałam się dla niego nikim i on nie opiera związku na zaufaniu, to nie mogę tego kontynuować.

* * * * *

Miałam dzisiaj straszny sen.

Śniło mi się, że przyjechała do mnie znienawidzona teściowa. Zamknęła się ze mną w łazience i zmuszała mnie do jedzenia proszku do prania. Plułam straszliwie, bo:
1. Proszek był obrzydliwy.
2. Bałam się, że się otruję, a ona dalej wpychała mi w usta ten %@#$ proszek do prania.
Kiedy się obudziłam byłam cała opluta, poduszka cała w ślinie, pościel u góry też, wszystko do prania.

Nie mam teściowej.

* * * * *

Powiadają, że facetom dojrzewanie zajmuje trochę więcej niż kobietom. Mój ukochany liczy sobie 32 wiosny i czasem mam wrażenie, że gość bardziej pasowałby do wypełnionej foremkami i grabkami piaskownicy niż do dorosłego życia.

Ostatnio kupił gumki. Ale nie takie zwykłe, tylko jakieś dziwne, wybajerzone, świecące w ciemności. Kiedy wieczorem leżeliśmy w łóżku i przyszła nam chęć na zabawy, mój ukochany z wyraźną radością sięgnął po swój nowy nabytek, naciągnął i aż pisnął z radości. Zamiast przejść do rzeczy, biegał po ciemnym pokoju i machając fosforyzującym sprzętem we wszystkie strony wydawał paszczą głośne dźwięki „bzzzzzt… bzzzzt...”, co budziło oczywiste skojarzenia z demonstracją fechtunku mieczem świetlnym z „Gwiezdnych Wojen”.
Latał tak przez dobre pół godziny. Co było potem? Nie wiem. W końcu, zmęczona tym kuriozalnym pokazem, poszłam spać.

<<< W poprzednim odcinku m.in. o zmodyfikowanej metodzie na wnuczka i niebezpieczeństwie porannych rytuałów


Oglądany: 49360x | Komentarzy: 32 | Okejek: 182 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

16.02

15.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało