Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Wielka księga zabaw traumatycznych XIV

22 386  
10   18  
Klikaj po prostuDotarły do Nas bardzo niepokojące wieści. Pytacie gdzie można nabyć saletrę, karbid czy też jak zrobić proch. Czy osiedla znów zaroją się od bączków i spowije je gęsty dym z wulkanów? Pamiętajcie! My nie mamy z tym nic wspólnego, gdyż dziś będziemy się bawić bardzo grzecznie

Uwaga standardowa: Wrażliwi niech nie czytają, a ci którzy są ciekawi świata niech nie powtarzają tego w domu...


Mój chrzestny za dziecka bawił się z córką sąsiadów we fryzjera. Dziewczynka ponoć miała bardzo długie i gęste włosy. Wszystko by było ok, gdyba nie zachciało mu się farbować/umyć jej włosów z wykorzystaniem do tego smoły :D Cóż, możliwe że dziewczyna byłą prekursorką subkultury łysych, po pozbyciu się kłopotliwej fryzury :P

By Majq

* * * * * 

Dzieciństwo mojego taty także było niczego sobie. Będąc na wakacjach z moim wujkiem nazbierali podczas wczasów z rodzicami na Helu (byłą tam baza wojskowa) kilka niewielkich spadochronów, na których zrzucało się zaopatrzenie. Wszystko by było normalnie - wiadomo dzieci bawią się i zbierają różne badziewia, gdyby nie fakt, że wykorzystywali później te spadochrony w dość "nietypowy" sposób.
Mianowicie wsadzali z kolegami mojego wujka (3 lata młodszy od ojca) na rower, kazali mu jechać z górki najszybciej jak się da, po czym otwierali mu spadochron, który wcześniej założyli mu na plecy. Efekty tych eksperymentów są łatwe do przewidzenia.

By Majq

* * * * *  

Któregoś dnia kiedy nam się już znudziło strzelanie do siebie wodą ze strzykawek znalezionych na śmietniku pobliskiego pogotowia ratunkowego, postanowiliśmy zobaczyć co tam staruszkowie mają pochowane w szafach. Podczas przeglądania barku ujawniliśmy całe stado półlitrowych butelek z napisem spirytus. Oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdyby ktoś nie rzucił hasła: Ciekawie jak to smakuje? A że osiągnęliśmy wiek dociekliwy to ja (jako gospodarz) i jeden z kumpli (co by zapewne nie było mi smutno samemu i nie pił do lusterka) postanowiliśmy poświęcić się dla dobra nauki i odbyć ten pierwszy "lot" w nieznane. Ja wziąłem jedna flaszeczkę kolega drugą i odkręciliśmy nakrętki. Ponieważ nieznane nam były jeszcze zasady kulturalnego spożywania tzw. napojów wyskokowych, dlatego też poszliśmy na skróty i  pociągnęliśmy po solidnym łyku z gwinta! Co się działo w moim gardle i przełyku to nie będę opisywać, ale powiem tylko tyle, że dziękowałem później Bogu i Partii za to, że w moim mieszkanku była kuchnia i łazienka dzięki czemu z kumplem nie pozabijaliśmy się walcząc o dostęp do kranu z wodą!!!
Przez pozostały dzień nie pijący koledzy jak przystało na prawdziwych naukowców chodzili za nami i spisywali na karteczkach wszystkie nasze poczynania. W szkole się hihraliśmy "jak głupki jakowe", ale nikt się nie pokapował dlaczego. Butelki uzupełniliśmy wodą (o zgrozo! prosto z kranu! Mam nadzieję że zostanie mi to wybaczone w czyśćcu! Za co po jakimś czasie mój biedny niewinny tatuś dostał szmatą od mamusi po głowie (i tak nie powinien narzekać bo zawsze mógł przecież dostać wałkiem) jako jedyny podejrzany o skryte "uprowadzenie" spirytusu i "zniszczenie" jego przy pomocy kolegów w swojej bardzo "tajnej" piwnicy.

by Francik Buła

* * * * * 

Kiedy byłem mały, zawsze bawiłem się w rakietę. Siadałem w rogu pokoju i wkręcałem się że wieżowiec to rakieta. Była to jedna z moich ulubionych zabaw. Ładnych parę lat później, kiedy miałem już ze 13 lat i zaczynałem palić papierosy, nieświadomy tego co robię prawie udało mi się na prawdę zamienić blok w rakietę. Kiedy rodzice byli w domu, a ja mały nałóg musiałem sobie zapalić, to otwierałem klapkę od rur od pionu w łazience, gdzie powietrze idealnie zasysało dym. Pewnego dnia, kiedy rodziców akurat nie było w domu postanowiłem dogłębniej zbadać nieco tajemnicze miejsce jakim były rury od piony w łazience. Zauważyłem tak wielką wuchte różnych śmieci, patyczków od uszu, kiepów, chusteczek, papierków. Spojrzałem na to i nagle włączył się mój piromańsko-szatański zmysł. Wziąłem szybko jakaś chusteczkę, podpaliłem ją i nie mogłem przy tym silnym wietrze przechodzącym przez szyb zapalić śmieci, które były na dole. Wkurwiłem, się i stwierdziłem ze to głupie. Wyrzuciłem końcówkę  fajki. do szybu i poszedłem w długą. Oglądałem sobie telewizor. Po około 20 minutach przyszła mamuśka. Weszła do łazienki i słyszę jak mnie woła. Wiedziałem że w tym głosie jest coś nie tak. W łazience poczułem smród czegoś palonego, w ogóle było pełno dymu. Mamuśka węszy, węszy i wyszła, zjebała mnie że znowu coś paliłem. Po jakiś 2 minutach powiedziałem że idę siku, w rzeczywistości jednak wiedziałem że coś się tam zapaliło. Otworzyłem rury od pionu i zobaczyłem strumień gęstego dymu. W ogóle ten dym się tak fajnie świecił co oznaczało że się mocno pali. Mamuśka usłyszała że coś tam robię no i wparowała. Mama zaczęła na mnie ostro krzyczeć, ale kiedy zobaczyło piekło w szybie, to przestała krzyczeć i zaczęła się drzeć. Szybko zaczęliśmy to gasić. Na szczęście się udało. Spojrzałem zgliszcza i zobaczyłem stopiony licznik i mocno przypalone rury od gazu. Generalnie oznaczało to że jeszcze kilka minut i blok wyleciałby w powietrze jak rakieta. 

by Leprosy__

* * * * * 

Chyba każdy młody "mężczyzna" był choć raz w życiu pirotechnikiem... Na moje nieszczęście jednym z przyjaciół z podwórka był zapalony (hue, hue) piroman a do tego syn milicjanta. Pomijam zabawy z saletrą - wybuchające w rękach przerywacze i "orzełki" z nadmanganianem potasu szybko się nam znudziły - brakowało efektów. Kumpel ów dowiedział się od ojca któregoś dnia, że w lesie nieopodal jakiś grzybiarz znalazł był duże pudło z amunicją karabinową z czasów wojny, co zabezpieczyła milicja (do dziś nie wiem dlaczego nie przyjechali saperzy). Koniec końców nadgryziona zębem czasu metalowa skrzynka wylądowała w piwnicy. Cóż było robić? Najpierw wzięliśmy sobie kilka nabojów, żeby sprawdzić, czy sam ogień wystarczy, żeby strzelały. Wystarczył. Później kumpel powiedział, że zrobi granat. Metoda tradycyjna - pusty muchozol, dziurka, napełnianie do pełna. Całość położyliśmy na kupie gazet pod ścianą komisariatu a po podpaleniu schowaliśmy się za drzewa (pod komendą były piękne lipy). Wiele huków pamiętam, ale ten był... Niepowtarzalny. Zbiegł się z alarmem na posterunku, rykiem strażackiej syreny i łomotem walącego się tynku ze ściany. Najwyraźniej tynkarze nie przyłożyli się do roboty (nie tak, jak my). Do dziś, kiedy odwiedzam rodzinną miejscowość z dumą pokazuję znajomym widoczną dobrze, znacznie jaśniejszą plamę na budynku, teraz już policji. Sięga pierwszego piętra. Wpierdol oczywiście był równie niezapomniany.

by Ryczek

* * * * * 

W okresie burzliwego dojrzewania i eksperymentów różnego rodzaju wraz z kumplem często odwiedzaliśmy pomieszczenie w piwnicy tzw. ’klub’ Była to zwykła pralnia przerobiona na pomieszczenie do wspólnego spędzania czasu. Jako że wiek ten charakteryzuje się bardzo bujną wyobraźnią również słuchową, często dochodziły do nas przedziwne odgłosy dochodzące z pozostałej części piwnicy, których po prostu zaczęliśmy się bać. Ale od czego jest młodzieńcza pomysłowość! Znaleźliśmy kabel elektryczny który postanowiliśmy podpiąć do zasuwy za którą zazwyczaj chwytali ludzie wchodzący do nas do ’klubu’. Jednakże nową broń wcześniej postanowiliśmy przetestować. Po włączeniu jednego końca do gniazdka drugi przykładaliśmy do znajdujących się w naszym klubie metalowych sanek. Jakież było nasze wielkie zaskoczenie połączone z radością gdy kabel po zetknięciu z sankami wydobywał piękny pokaz ognia. Skutkiem ubocznym był niestety chwilowy brak prądu, jednakże po jakiejś chwili prąd do nas wracał i znów powtarzaliśmy eksperyment. I tak kilka razy kontynuowaliśmy przepyszną zabawę. Tego samego wieczoru, już w drodze powrotnej do mieszkania spotkaliśmy naszego sąsiada. Jakiż wspaniały potok przekleństw wydobywał się z jego ust gdy opowiadał nam historię ileż to razy dziś wybijało korki elektryczne na klatce schodowej i ileż razy musiał on te korki wymieniać!

by Midas 

* * * * * 

Byłem bardzo głodny, a że bardzo lubiłem omlet postanowiłem go sobie przygotować. Składniki mniej więcej znałem (chyba mniej niż więcej). Wiec jako zaradny chłopiec wyjąłem z lodówki jajka, z szafki wyciągnąłem mąkę i cukier. Zacząłem przyrządzać swoją ulubioną potrawę. Zapytany co robię mieszając na dywanie mąkę cukier i jajka odpowiedziałem niewinnie:
 - Łomlet... 

by MICk

* * * * * 

Kiedyś jak byłem mały, sam nie wiem ile lat wtedy miałem, byłem ze swoimi rodzicami i rodzeństwem na wsi u rodzinki. Wiecie te klimaty, krówki, kozy, kury, indyki no i oczywiście nieodłączny wielki, straszny pies na łańcuchu. Pies ten mnie tak przerażał że jak tylko podchodził to ja uciekałem, znalazł sobie bydlak zabawę bo pamiętam że tak było za każdym razem kiedy pojawiałem się w jego polu widzenia. No i kiedyś stało się tak że go nie przyuważyłem, ten podbiegł rzucił się na mnie ale nic złego mi nie zrobił, ja w ryk do rodziców  że mnie pies gryzie, a oni na to żebym go ugryzł też. Kiedy już się uspokoiłem i wyszedłem z domu słychać było tylko wielki pisk psa a po moim powrocie do domu rodzice usłyszeli jedno słowo - Już.
Pies do późnej starości omijał mnie szerokim łukiem.

by Draboo

* * * * * 

Moja żona w młodości bawiła się z bratem  w taki mianowicie sposób, że stawali w przeciwległych końcach pokoju, biegli w swoją stronę  i zderzali  się głowami... Zabawa trwała do momentu w którym jedno z nich padało znieczulone....

by Raf_u

* * * * * 

Kiedyś mając lat 7 w czasie świąt Wielkanocnych a dokładniej w Wielką Niedziele udałem się wraz z rodziną do babci. Jak to bywa cała rodzina zajęta rozmową i dyskusją na różne tematy, które mnie małego chłopca zbytnio nie interesowały. Znudzony postanowiłem wyjść na podwórko. Tak się złożyło że znalazłem zapałki troszkę namoknięte. Wielce ucieszony zacząłem zapalać i rzucać tymi zapałkami gdzie popadnie. Jedne się zapalały inne nie. Pech chciał że jedna z zapałek wleciała do komórki pełnej węgla i drzewa. Okazało się że zapałka odpaliła. Spanikowałem ponieważ komórka była zamknięta a przez małe, wąskie, wysoko umieszczone okienko nie mogłem nic zrobić. Uciekłem na górę (dom jednorodzinny dwupiętrowy-komórka pod schodami wejściowymi) udając że nic się nie stało. Po jakiś pięciu minutach ktoś zauważył dym. Co się okazało palił się cały węgiel w komórce. Na szczęście przytomna i liczna wtedy rodzinka chwyciła szybko za wiadra i ugasiła w porę ogień. Niestety nikt mi nie uwierzył że to nie Ja.)

by Racuch

Tak, życząc mniej ognistego weekendu spotykamy się w następny piątek.


Oglądany: 22386x | Komentarzy: 18 | Okejek: 10 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

28.05

27.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało