Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Skarby z bazarów kupione za bezcen

86 004  
281   14  
Na bazarach, garażowych wyprzedażach i w sklepach z używanymi rzeczami, między klapkami Kuboty, chińskimi skarpetami i czapkami „Czikago Buls” kryją się prawdziwe skarby. Oto kilka historii takich znalezisk.

#1. Medal z turnieju Sir Thomasa Liptona

l_17399167816a262b1.jpg

Pewien pan z Anglii, który postanowił zachować anonimowość, opowiedział pracownikowi domu aukcyjnego historię unikatowego przedmiotu, który właśnie wystawił na sprzedaż. Starszy pan był zapalonym zbieraczem, swoje skarby kupował na targach staroci i w sklepach charytatywnych (oddaje się niepotrzebne rzeczy jakiejś organizacji charytatywnej, a ona zarabia sprzedając te rzeczy, w zależności od kraju, nazywają się inaczej, np. w UK - Charity shop, w U.S.A - Thrift shop ). Żona tego pana nie pochwalała hobby męża i kazała mu pozbyć się „śmieci” zagracających dom. Zbieracz przeprowadzał właśnie selekcję wśród swojej kolekcji, zajrzał do pudełka starych programów meczowych, które kiedyś kupił za ₤5 na bazarze. W środku znajdował się mały medal z widocznymi piłkarzami, inskrypcją po włosku i datą 1909 r. Właściciel zdał sobie sprawę, że musi być to coś wyjątkowego, bo wiedział, że pierwszy mundial odbył się dopiero w roku 1930. Okazało się, że jest to jeden z czterech, istniejących medali za zwycięstwo w międzynarodowym turnieju Thomasa Liptona (tego Liptona od herbaty i regat w Ameryce), który z braku konkurencji można nazwać odpowiednikiem piłkarskich mistrzostw świata (grały tam kluby, a nie reprezentacje). Turniej odbył się w dwukrotnie, w 1909 i 1911 roku. Obie edycje wygrała, istniejąca do dziś angielska drużyna West Auckland Town F.C., grająca obecnie w 9 klasie rozgywkowej. Ostatecznie medal został sprzedany za ₤5.200.

#2. Zegarek Jaeger-leCoultre

l_1739917f0978384b2.jpg

W takim charytatywnym sklepie, tylko w Arizonie, ten rudzielec kupił widoczny na zdjęciu zegarek bez paska za dokładnie $5,99. Zegarek okazał się modelem szwajcarskiej firmy Jeager-leCoultre z 1959 roku i nowego właściciela znalazł za $35.000.

#3. Jajo Faberge

l_173991881163718b3.jpg

Trochę więcej musiał zainwestować amerykański handlarz złota, ale i „trochę” więcej zarobił. Na rynku ze starociami trafił na ciekawy przedmiot, kupił go za cenę złota i kamieni z których był zrobiony- $8000. Liczył na szybki, drobny zarobek. Zaniósł jajo do kilku ludzi, którzy zajmowali się przetapianiem metali szlachetnych, ci stwierdzili, że życzy sobie za nie za dużo. Rzucił nietrafiony biznes w kąt i zapomniał o nim na kilka lat. W 2012 roku przyszło mu do głowy wygooglować „egg” i napis z „egga” „Vacheron Constantin”. Na ekranie jego komputera ukazał się artykuł The Telegraph z 2011 roku. Było tam zdjęcie jego jaja, a nagłówek głosił „Czy przypadkiem na Twoim kominku nie stoi to jajo warte ₤20.000.000?” Okazało się, że jajo powstało w 1887 roku, było darem cara Aleksandra III dla jego żony, Marii. Napis „Vacheron Constantin” był nazwą firmy, która stworzyła znajdujący się w środku zegarek. Jajco zaginęło w 1917 roku, kiedy to wpadło w ręce mistrzów w znikaniu ludzi i wszystkiego, co wartościowe - komunistów. Artykuł powstał, gdyż pojawił się ślad. Ktoś zobaczył zdjęcie jaja (jedyne wcześniej znane pochodziło z 1902r.) w katalogu z amerykańskiej aukcji z 1964 roku, opis przedmiotu brzmiał „Złoty zegarek w pudełku w kształcie jajka, stojący na trójnogu, wysadzany klejnotami”. Nie udało się namierzyć nabywcy przez dom aukcyjny, przedstawił się jako „Clarke” (kupił jajo za $2,450). Za „akcją poszukiwawczą” stało wielu specjalistów od dzieł Faberge tym, którego nazwisko padło w artykule, był Kieran McCarthy z Londynu. Właściciel zrobił zdjęcia jaja i pierwszym samolotem poleciał do stolicy Anglii. Jak opisał to później McCarthy, kiedy u niego zawitał, wyglądał jakby nie spał od kilku dni. Dał Kieranowi do ręki zdjęcia i niedługo potem obaj udali się w drogę do Juesej. W skromnym domku obok autostrady i restauracji „Dunkin Donuts”, na kuchennym stole, obok nieświeżych babeczek stało złote jajko. Stwierdzenie autentyczności było formalnością. Właściciel prawie zemdlał. Później w drewnianym stołku, na którym McCarthy badał jego skarb, wydrapał jego imię i datę, żeby upamiętnić moment, w którym jego życie zmieniło się na zawsze. Kieran McCarthy porównał znalezienie jaja, do znalezienia Arki Przymierza. Taka historia mogła się zdarzyć tylko w Ameryce. Po pierwsze, „American Dream” - od nędzy do piniędzy. Po drugie, nigdzie indziej to jajko nie mogło przejść przez ręce tylu „specjalistów” od antyków i metali szlachetnych nierozpoznane. Jeśli ktoś tam przebywa, albo się wybiera, polecam mieć szeroko otwarte oczy, wciąż jest poszukiwane jeszcze jedno jajo.

#4. Rozkaz od prezydenta

l_1739920a6eb89c3b5.jpg

W 2006 roku, na jednym z angielskich targów uwagę 75-letniego pana Kennetha Andersona Jonesa, zwróciło stoisko młodego człowieka, które nie budziło zainteresowania innych klientów. Pan Keneth szukał na targu chińskiej porcelany, ale postanawia „zainwestować” jednego funta w ładną, starą ramkę. Po przyjściu do domu i zrobieniu kawy, wytarł z ramki kurz i wyciągnął znajdujący się w niej papierek. Spojrzał na niego raz, drugi i zawołał żonę Nancy, bo nie mógł uwierzyć w to, co widział. I stali tak oboje dłuższą chwilę, wpatrując się z otwartymi ustami w autograf szesnastego prezydenta U.S.A. - Abrahama Lincolna. Podpis złożony był pod rozkazem, ale nie byle jakim. W piśmie Lincoln mianuje generała Ulissesa S. Granta (osiemnastego prezydenta) na głównodowodzącego siłami Unii podczas wojny secesyjnej "Under the authority of an act of Congress to revive the grade of lieutenant-general in the United States Army, approved February 29, 1864, Lieutenant-General Ulysses S. Grant, United States Army, is assigned to the command of the armies of the United States.". Dokument mógł łatwo trafić w prywatne ręce, gdyż w tamtym czasie nikt takich rozkazów nie archiwizował (Rzucano je gdzieś z innymi papierami, przydawały się pewnie jako rozpałka w chłodne wieczory.) Lincoln robił kopie ważnych dokumentów, ale rozkazu pewnie do takich nie zaliczył. Nie wiadomo jaką kasę ostatecznie zainkasował pan Keneth, autograf Lincolna jest wart około $5000, pod tak ważnym rozkazem, na pewno wielokrotnie więcej (pan Anderson, mówił nawet o $500.000).

#5. Młotek

l_1739919015b5f30b4.jpg

I znów Anglia, i znów targ staroci. Pracownik karetki z Nortumbrii Martin Jackson wygrzebał sobie młotek z pudełka z narzędziami, zapłacił za niego ₤3. Nie był to jednak zwykły młotek, Egipcjanin stukał nim w dłuto jakieś 4500 lat temu przy budowie świątyni. Młotek wyceniono na ₤2000 - ₤4000. W naszym pięknym kraju takie znaleziska wycenia się na zostanie celebrytą na stronie internetowej lokalnej policji, wyrok w zawieszeniu i grzywnę, o przepadku przedmiotu nie wspominając.

#6. Nagroda bohatera

l_1739921cf4f5b3cb6.jpg

Trevor Bailey z Brighton na jednym z targów zakupił zestaw starych plakatów i gazet za ₤10. Przeglądając zakup w domu, pobieżnie przeczytał jeden z dokumentów, jakby podsłuchać co mówił wtedy pod nosem, wyglądałoby to pewnie jakoś tak „bla bla bla, bollocks, bollocks, RMS Titanic..... what the...?”. Dokument okazał się certyfikatem dołączonym do medali, którymi zostało uhonorowanych kilku marynarzy Carpathii (została zatopiona 6 lat po zatonięciu Titanica przez Niemców), którzy wyróżnili się szczególnie podczas ratowania rozbitków z Titanica. Ten, należał do Ernesta GF Browna. Brown został uhonorowany najwyższym, złotym medalem, było ich tylko 14. Wartość dokumentu oszacowano na ₤2000 - ₤3000, chociaż pewnie właściciel medalu, byłby w stanie zapłacić za jego certyfikat dużo więcej.

#7. Dzieło mistrza

l_17399223cde6896b7.jpg

Dom aukcyjny Christies, wystawił kiedyś na aukcję pewien niepozorny obrazek. Była to kopia słynnego obrazu Salisbury Cathedral pędzla Johna Constablea. Kwota wywoławcza wynosiła ₤500. Nabywca ostatecznie wydał ₤3.500. Obraz został oddany w ręce konserwatora, który miał się zająć jego odświeżeniem. W trakcie renowacji odkryto, że obraz był „poprawiany”, po usunięciu „poprawek” okazało się, że jest to oryginalne dzieło Constablea. Według przypuszczeń, była to wczesna wersja słynnego obrazu, którą mistrz oddał jednemu ze swoich uczniów, a ten obraz „poprawił”. Anonimowy kupiec wydał ₤3.500.000 żeby stać się nowym właścicielem „kopii”.

Oglądany: 86004x | Komentarzy: 14 | Okejek: 281 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało