Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Janusze turystyki, czyli wspomnienia przewodniczki wycieczek po Turcji

117 824  
831   130  
Mieliście kiedyś tak, że chcieliście wszystko rzucić i wyjechać w Bieszczady? Może się wydawać, że szukanie życiowych inspiracji w internetowych memach jest pomysłem równie dobrym, jak czekanie na przelew od nigeryjskiego księcia. A jednak dałam się przekonać koleżance i zaryzykowałam. Z tym, że wyniosło mnie aż do Turcji, gdzie zostałam przewodnikiem wycieczek.

Niektórym może się wydawać, że to praca marzeń. Słońce, palmy, drinki i wycieczki w piękne miejsca. Jak bardzo chciałabym by to tak wyglądało! Szybko okazało się, że samo oprowadzanie i opowiadanie turystom o najpiękniejszych i najciekawszych miejscach tego kraju, to tylko mała część tej pracy. Sezon letni to czas permanentnego niewyspania, stresu związanego z nierealnymi oczekiwaniami turystów, stresu związanego z pracą z Turkami, którzy mają zupełnie inne poczucie czasu i obowiązków niż Europejczycy. Do tego sporo w niej też zabawy w przedszkolankę i tłumaczenia zdawałoby się oczywistych rzeczy.


Praca pilota wycieczek niewątpliwie jest pełna niezwykłych historii. Nie ma dnia, by mnie bądź moich kolegów nie napotkały różne przygody. Czasem śmieszne, czasem straszne, często nawet ciężko w nie uwierzyć. Razem z kolegami po fachu śmiejemy się, że na polskich lotniskach (bo to z głównie polskimi turystami mam do czynienia), znajduje się wielki słój z napisem "Tu zostaw swój mózg - na wakacjach nie będzie Ci potrzebny".
Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że klienci biura dlatego kupują wczasy zorganizowane, by rezydenci i piloci im pomagali. Niestety czasem życzenia, pomysły i problemy naszych klientów sprawiają, że mamy wrażenie opieki nad przedszkolakami.

Ponieważ moi współpracownicy i ja takich historii mamy wiele, zapewne moglibyśmy wydać książkę. Coś czuję, że to byłby hit. Dziś jednak kilka rodzynków, które najbardziej zapadły mi w pamięć.

* * * * *


Jednym z obowiązków pilota jest odbieranie turystów z lotniska. Ponieważ operuję na ogromnym lotnisku, w mieście które ma cztery miliony mieszkańców, muszę szczególnie dbać, by żaden z klientów naszego biura się nie zgubił na równie wielkim lotnisku.

I tak też było tym razem. Dziesięć minut wcześniej wylądował nasz samolot, ja już uzbrojona w tablicę z logiem naszej firmy czekam przy wyjściu ze strefy wolnocłowej. Z doświadczenia wiem, że zanim turyści odbiorą bagaże minie pół godziny. Lepiej jednak myśleć o wszystkim i od początku uczynić turnus idiotoodopornym.

Kwitnę więc za barierkami, podziwiając tłumy ludzi. Akurat na ten dzień wypadało najważniejsze tureckie święto i co chwila na lotnisku lądowały samoloty z Niemiec. Oczywiście, Niemców w nich tylu co kot napłakał, główni pasażerowie to Turcy z milionem pociech i tonami bagażu. Zadyma jak na przecenie Crocs’ów w Lidlu, ochrona ledwo panuje nad tłumem. Nagle jednak otwierają się drzwi. Najpierw wyszła fryzura – potężny tapir typu kask. Nie wiem jak to działa, ale po latach w tym fachu bez problemu rozpoznaję na lotnisku „swoich”. Macham tablicą. Pani truchtając obcasikami macha w moją stronę i mówi: "Ja Panią widzę, tylko pójdę zapalić i wracam!". Mignęła mi tylko fajeczka w jej ręce i poooszła! W tej też chwili dotarło do mnie, że Pani ta nie ma ani bagaży, ani nie widziałam by okazała paszport na wyjściu!

Biegnę więc za nią krzycząc: "Proszę poczekać! Czy okazała pani paszport do kontroli?!”
Turystka: „Ojej! Nie, przeszłam jakoś z boku, bo strasznie chciało mi się palić i nie chciałam stać w kolejce”.
Ja: „Czyli właśnie przekroczyła Pani nielegalnie granicę.”
T: „A to Turcja nie jest w Unii Europejskiej?! Nie wiedziałam! Co ja mam teraz zrobić?”
J: „Ma Pani przy sobie paszport?”
T: „Nie.”
J: „Czyli podróżuje Pani z kimś?”
T: „Tak. Z synem.”

Ok, szybkie dwa wdechy na uspokojenie. Idę do ochrony wyjaśnić sprawę, apelować do jego człowieczeństwa i zrozumienia całej sytuacji. W teorii takie akcje obijają się o konsulat i mogą wstrzymać cały transfer turystów do hoteli na długi czas. A za dwie godziny mamy kolejny samolot do ogarnięcia. Tłumaczę strażnikowi sytuację, pytam czy akurat dziś, w tej zadymie ktoś chce się bawić w areszty i telefony po konsulatach. Nawet lekko sugeruję, że po co ktoś ma dochodzić do prawdy jak turystka wyszła bez sprawdzenia wizy. Zadziałało. Wracam do pani, która chyba już straciła całkowicie chęć na dymka.
J: „ Dobrze, wyjaśniłam sytuację. Proszę zadzwonić do swojego syna, żeby odebrał Państwa bagaże i z Pani paszportem podszedł do stanowisk odprawy. Pani podejdzie od drugiej strony ze strażnikiem”.
T: „Ale to chyba niemożliwe, bo mój syn ma 8 lat!”
Kurtyna.

* * * * *

Zawsze obserwuję wychodzących ludzi bardzo uważnie, choćby po usłyszeniu tej historii od mojego kolegi.
Pan Turysta wyszedł ze strefy wolnocłowej bez... bagaży! Najuprzejmiej jak umiał, mój kolega zapytał go, gdzie podziały się jego walizki.
"No przecież kupiłem all exclusive!"
Okazało się, że Pan Turysta myślał, że jego bagaże same pojawią się w hotelu. Wprost z samolotu.

* * * * *


Czas transferu z lotniska do hotelu też potrafi być śmieszny. Zwłaszcza kiedy trafiają się turyści, którzy wybierają destynację wakacji za pomocą rzutu lotką w mapę na ścianie. Wiecie, tacy co absolutnie nie mają pojęcia do jakiego kraju dokładnie lecą, a ich pytania w pierwszej chwili są tak absurdalne, że ciężko znaleźć na nie odpowiedzi racjonalne.
W tym roku właśnie nagrodę dla najbardziej absurdalnego pytania roku wygrała pewna pani, która zapytała:
„Czy w Turcji będę mogła zobaczyć palmy arbuzowe?”
Mam nadzieję, że nie dożyję dnia, gdy arbuzy zaczną rosnąć na palmach. Pewnie zabijałoby to więcej ludzi niż kokosy… prawdziwie śmiercionośne GMO.

* * * * *

O ile pilot jest w stanie liczyć na chociaż te 6 godzin nieprzerwanego snu, to rezydenci są pod telefonem 24/7. A że mieszkam często z rezydentami, to i od nich da się usłyszeć niejedną mocną historię.

Ta będzie od kolegi z dwunastoletnim stażem. Godzina 3 w nocy. Telefon:
Turysta: „Jezu! Nie wiem co mam robić! Może mi Pan pomóc?!”
Kolega w momencie na dwóch nogach, przerażony:
Kolega: „Po pierwsze proszę zachować spokój, gdzie Pan jest i co się stało.”
T: „ W hotelu. Co my teraz zrobimy?!”
K: „Proszę o nazwę hotelu, numer pokoju i powiedzieć co się stało.”
T: „Hotel XXX, pokój XXX, gumka nam pękła, proszę o pomoc”.

* * * * *


Historia druga. Dzień przylotu, godzina 2 w nocy, turyści już zameldowani w hotelach. My już po prysznicu, wszyscy w łóżkach, bo rano trzeba wstać. Telefon. Odbiera koleżanka.
K: „Dobry wieczór, tu Niewyspana Rezydencka, biuro podróży „Janusztour”, w czym mogę pomóc?”
T: „Oszuści! Miał być pokój z widokiem na morze! Nic nie ma!”
Głęboki wdech koleżanki, jest teraz kwiatem na tafli jeziora…
K: „Proszę o nazwę hotelu i numer pokoju, zaraz zadzwonię na recepcję i sprawę wyjaśnię”
T: „Hotel XXX, pokój XXX, jak tak można, okradajo! Hurr, durr! Ja znam adwokata i Piaska!”
K: „Proszę Pani, to jest mały hotel, tam nie ma Night Menagera, mam do rana związane ręce. Proszę zostać na tą noc w tym pokoju, jutro rano sprawę wyjaśnię”.
T: „Pani tego pożałuje! Proszę tu natychmiast przyjechać, my nie mówimy po angielsku!”
Hotel ten był dobrą godzinę drogi od naszego mieszkania, do tego nocą nie ma tam nikogo, kto mógłby podjąć decyzję o zmianie pokoju. Koleżanka to jeszcze raz wyjaśniła, Pani Turystka obrzuciła ją bluzgami i informacją, że tak tego nie zostawi po czym rzuciła słuchawką.

Razem z koleżanką zastanawiamy się jak jest możliwe zakwaterowanie turysty w pokoju bez widoku na morze, skoro wszystkie pokoje w tym hotelu mają widok na morskie fale. No ale hotel nowo wybudowany, pierwszy rok mamy go w ofercie. W piwnicy ją ulokowali czy co?!

Telefon o 7 rano. Ta sama Turystka.
T: „Dzień dobry, bo ja wczoraj dzwoniłam w sprawie widoku na morze. Okazuje się, że ten widok mamy, tylko w nocy nie widzieliśmy bo było ciemno. Nie trzeba przyjeżdżać”.
Trzask odkładanej słuchawki. Kurtyna.

* * * * *


Ostatnia historia tak właściwie, to nie przydarzyła się mnie. Opowiedział mi ją jeden z moich kierowców. Człowiek ten sam w sobie był niezwykle barwną postacią. Pewnie jeszcze powróci nie raz w moich opowiadaniach, bo o jego czynach krążą legendy. Prawdziwy świr drogowy, szalony kierowca i przezabawny facet.

Razu pewnego odwoził on angielskich turystów po wycieczce, został mu ostatni hotel, gdzie miał odwieźć dwie rodziny z dziećmi. Po odstawieniu na miejsce ostatnich klientów Yaşar zapalił papierosa w pustym autobusie, włączył radio i zadowolony ruszył w drogę powrotną do domu.

Jakie było jego zdziwienie, gdy nagle na jego ramieniu zaciążyła czyjaś ręka.
Dokładnej narracji tych wydarzeń z jego punktu widzenia nie napiszę, gdyż oprócz malowniczego opisu swojego zawału, kierowca użył wielu wyrazów niecenzuralnych. Wystarczy powiedzieć, że w napadzie paniki Yaşar prawie wpadł autobusem w przepaść rozciągającą się poniżej prawej strony drogi.

Cóż się stało? Jedno z małżeństw zapomniało zabrać swojego dziecka. Dziewczynka zasnęła w drodze powrotnej i obudziła się dopiero po wyjściu rodziców. Tatuś myślał, że małą zabrała mamusia, mama zaś, że dziecko wyszło z ojcem. Zanim rodzice się spotkali w recepcji hotelu, autobus już z niego wyjeżdżał.

* * * * *


Mam nadzieję, że z tych opowieści mieliście trochę zabawy, ale też i nauki. Jeśli chcielibyście usłyszeć kolejne kwiatki z pola turystyki, to chętnie się nimi podzielę. Chcecie więcej?

Oglądany: 117824x | Komentarzy: 130 | Okejek: 831 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.02

19.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało