Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Postanowiłem zebrać swoje myśli i wyjść do Ciebie z pewną inicjatywą. Wchodzisz w to?

34 812  
371   99  
W poniedziałek, jako gdynianin, stałem wśród tłumu na Długim Targu i rozmyślałem – czy to, co wydarzyło się podczas gdańskiego Finału WOŚP może być początkiem zmian, nowego społecznego rozdania?

Nie jestem dobrym mówcą, a pisanie idzie mi pewnie jeszcze gorzej, ale chciałem spisać swoje myśli.

Zwariowaliśmy. Zupełnie oszaleliśmy. Opisując tu rzeczywistość będę spłaszczać straszliwie, ale gdyby nie to, napisałbym książkę, a nie o to chodzi.

Nie biorę udziału w marszach. Są one zawsze organizowane przez skrajne środowiska – i prawie zawsze z nimi się nie zgadzam. Dla mnie świat nie jest czarno – biały. I tu, żeby uzasadnić swoją decyzję, podam przykład aborcji (nie jest moim celem wkładanie kija w mrowisko). Były wtedy dwa marsze, biały przeciwko czarnemu i czarny przeciwko białemu. Pójście na którykolwiek z nich, od razu identyfikowało mnie po stronie „obrońca życia poczętego” lub „zwolennik aborcji”. Chciałem bardzo powiedzieć „zostawcie kompromis jaki jest, został on wypracowany w ciężkich bólach przez społeczeństwo”, ale nie mogłem. Ba, chciałem powiedzieć: „Co to da? Prawo – prawem. Bogaty i tak wyjedzie usunąć ciążę, a biedny zrobi to w nieludzkich warunkach.”, ale nie dało się.

W poniedziałek stałem wśród tłumu, z którym pierwszy raz od śmierci Jana Pawła II (i może na chwilę po katastrofie Smoleńskiej, ale tę chwilę zadumy szybko zniszczono pomysłem pochowku na Wawelu) czułem jedność. Stałem i czułem, że jestem tu w 100% w zgodzie z własnym sumieniem – że tak, zgłaszam sprzeciw takiemu załatwianiu spraw. Że faktycznie przemoc i nienawiść w niedzielę się przelała.

I tak sobie myślę, może to jest ten moment kiedy my, średniacy, mieszczanie (nie z pochodzenia czy miejsca zamieszkania, ale z poglądów i patrzenia na świat – i jak już mówiłem, upraszczam i generalizuję do granic możliwości) powinniśmy wziąć sprawy w swoje ręce. Obserwuję ilu ludzi chce i potrafi zmieniać swoją okolicę - na poziomie dzielnicy, czasem miasta. Jest mnóstwo osób zaangażowanych, chcących dzielić się swoimi umiejętnościami z innymi. Może pora, aby prezesi i właściciele małych firm, korposzczury, sprzedawcy, wykwalifikowani pracownicy zmienili ten kraj. Tak oddolnie, jak zmieniają swoje otoczenie.

Nie mam pojęcia o polityce. Ba, nie wyobrażam sobie takiego tworu bez polityków z doświadczeniem (bo jak prowadzić politykę zagraniczną bez kontaktów?). Ale wiem, że nasz kraj obecnie istnieje już naprawdę tylko teoretycznie.

Polityka i budżetówka przestała być atrakcyjna dla ludzi z kwalifikacjami (czym jest 10 tys. zł prezydentów miast wobec 15 - 20 tys. zł zarabianych przez programistów). Dziś jest to miejsce dla nieudaczników (ojej, ale płaca!) i złodziei. Urzędników jest zbyt wielu i zarabiają za mało – wykonują swoje prace na odwal, najlepiej bez podejmowania decyzji, opieszale (wiem, pracowałem jako urzędnik) i nie chcąc brać odpowiedzialności – bo wtedy masz problemy. Rzeczy mogłyby być załatwiane od ręki, „na zdrowy rozum”, ale nie, przepisy nie pozwalają.

Klasa średnia jest zastraszana – przepisami, podatkami, dojeniem na każdym kroku. Nie chodzimy z rodzinami na mecze, bo spotykamy się tam z agresją, przekleństwami, a nie dobrą zabawą. Nie stajemy w obronie słabszych, bo boimy się dostać po mordzie. A jak przypadkiem obronimy kogoś przed jakimś wysoko postawionym człowiekiem, to my mamy problemy. Boimy się wychodzić z inicjatywą, bo jak się przypadkiem dorobimy, to zaraz będziemy mieli plakietkę „złodziej”.

Chodziłem do dobrego L.O. i żyłem w tym czasie w dwóch społecznościach: fanklub zespołu Hunter oraz scena FIFY (gry). Nigdy nie spotykałem się z nienawiścią, wrogością i zawiścią, jaką teraz obserwuję w dorosłym życiu – wszyscy się wspierali, pomagali. Nawet licealna rywalizacja była fair i bez podkładania nóg. Co widzę teraz? Że jako średniak, jako większość, nie mam obecnie nic do gadania. Trzeba być albo elitą stanowiącą prawo, albo patologią ciągnącą jak się da.

Wszystko jest nie tak! Demokracja to rządy większości? Już dawno nie. I to w każdej dziedzinie.

W wierze słychać zatwardziałych ateistów i radykalnych katolików. A tych, którzy wierzą, kościół ograniczają do świąt, chrztów, komunii, ślubów i pogrzebów nie słychać, bo są obojętni.

W podatkach słychać tych co żądają socjalu lub podatki ich nie dotyczą (budżetówka, politycy). A tych, którzy dają pracę, nikt nie słucha.

Na drogach słychać tych co parkują na chodnikach i trawnikach oraz tych, którzy miasta zamknęliby dla samochodów. A tych którzy chcą bezpiecznie dojechać do restauracji, zjeść i wrócić do domu się zlewa.

Nikt nie rozmawia z „Kowalskim” – bo „Kowalski” się nie odzywa, dba o własny ogródek, płaci podatki i myśli o swojej przyszłości, a nie wchodzi do polityki. Nie wychodzi na ulicę, bo nie ma na to czasu. Może właśnie to jest ten czas, by to zmienić? Może pora zapobiegać (escaperoomy, imprezy masowe), ale mądrze, a nie na „hurra”, dopiero gdy coś się stanie. Może pora na rządy specjalistów, menadżerów, a nie swoich…

Rzucam to na łamy Joe Monster, bo mam wrażenie, że tu znajdę największe zrozumienie. Że tu znajdę podobne spojrzenie na rzeczywistość – ludzi około 30-letnich, wieloletnich internetowców, którzy żyją podobnie jak ja, którzy mają pasje i zainteresowania i zamiast zmieniać świat, dostosowali się do niego, mimo że ich wkurza. Ja zebrałem pierwsze myśli, może ktoś będzie miał wiedzę jak zarejestrować taki twór partyjny, może ktoś zrobi stronę internetową, może pojawi się jakiś polityk który ma doświadczenie polityczne ale nie udziela się, bo znudziła go przepychanka PO/PiS. W samorządach jest mnóstwo mądrych ludzi, może coś się wydarzy, może te słowa coś zasieją…
47

Oglądany: 34812x | Komentarzy: 99 | Okejek: 371 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało