Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Pomoc w nauce, wizyta w saunie i inne anonimowe opowieści

58 007  
249   29  
Dziś przeczytacie także m.in. o tym, w jaki sposób szybko można stracić pracę, o nietypowym wybrnięciu z zawstydzającej sytuacji, o kacowym zamotaniu i wkręcaniu ojca.


Pracuję w korporacji, gdzie panują pewne sztywne zasady. Jedną z nich jest absolutny zakaz używania Facebooka w godzinach pracy. Mimo to większość uzależnionych od tego serwisu kolegów i koleżanek dyskretnie korzysta z tego „zakazanego owocu”. Ja również, gdy nikt nie patrzy, zerknę sobie na walla, albo odpiszę na jakąś wiadomość.

Wczoraj, podczas szybkiego sprawdzania fejsowych aktualności, gdzieś pomiędzy robieniem nudnych raportów, trochę przycisnęła mnie poranna kawa i musiałem awaryjnie pobiec do świątyni dumania.
I kiedy tak siedziałem sobie na ceramicznym tronie dowiedziałem się, że właśnie zostałem wyrzucony z pracy. Na telefon przyszło powiadomienie o zmianie mojego statusu zawodowego na „bezrobotny”. Najwyraźniej, w mojej bezdennej głupocie, zostawiłem na biurku komputer z uruchomionym Facebookiem.

* * * * *

Pracuję w systemie dzień - noc, zależy jak zmiana wypadnie. Akurat po kilku takich niedospanych nockach miałam wykład (studiuję). Był to chyba setny lektorat w tym dniu, na dodatek nudny jak flaki z olejem i stało się... odpłynęłam. Z impetem walącej się wieży pieprznęłam jak długa wprost na lukę między ławkami. Zrobił się szum i wielkie zamieszanie, a mi było tak wstyd, że udałam, iż zemdlałam. "Ocknęłam się" minutę później, żeby nie udawać za długo, bo chyba nie jestem w tym najlepsza.
Wszyscy mnie ratowali, żodyn nie wie, że walnęłam kimę, żodyn!

* * * * *

Od niedawna mieszkam sobie w domku na wsi, którym opiekuję się w czasie nieobecności mojej cioci. To, stara, drewniana, klimatyczna chata z takim pięknym piecem kaflowym i zarośniętym ogródkiem. Ten dom ma ponad 150 lat i wpisany jest na listę zabytków, a moja ciocia odziedziczyła go po swoich rodzicach, którzy z kolei dostali go od jej dziadków.
Pierwsze noce w moim tymczasowym lokum były dla mnie - wychowanego w betonowym więzieniu mieszczucha - wspaniałe. Głównie ogrzewałam się przy piecu, piłam herbatę z imbirem i czytałam stare, zakurzone książki z ciocinej szafki.

Dziś odwiedziła mnie sąsiadka. Bardzo miła staruszka. Pogadałyśmy chwilę, a na koniec poprosiła, żebym kładła mojego synka wcześniej spać, bo młody całymi wieczorami stoi w oknie na górze i gapi się przed siebie. „Wiesz...” - zaśmiała się - „Ja akurat mam okno naprzeciw i tak trochę czuję się nieswojo, gdy on tam ciągle stoi i patrzy się jak zaklęty. Przeraża mnie to”. Następnie pożegnała się i poszła do siebie.
Kiedy zamknęłam za nią drzwi, momentalnie osunęłam się na ziemię i skuliwszy się w pozycję embrionalną, zaczęłam telepać się ze strachu. Nie mam dziecka, jestem tu sama, boję się... Siedzę teraz w przedsionku. Od dwóch godzin czekam, aż przyjedzie tu mój brat i zabierze mnie do mojego betonowego więzienia w mieście...

* * * * *

Wynajmuję sama małą kawalerkę, do której klucze ma również moja mama, tak w razie czego, jakbym np. swoje zgubiła.

Byłam ostatnio na małej imprezie, troszkę się spiłam. Marzyłam tylko o tym, żeby znaleźć się w łóżku. Dotarłam do mieszkania, od razu szybko się rozebrałam, już chciałam się kłaść, patrzę na nogi, a one od stóp aż po uda całe sine. Ogarnęło mnie przerażenie, do głowy przyszły mi różne myśli. Może jakiś zakrzep, martwica, no jak nic to mój koniec.
Przestraszyłam się, że jak usnę, to już się nigdy nie obudzę. Pomyślałam o mamie, która pewnie mnie znajdzie, jak nie będę dawać oznak życia.

Moja mama lubi porządek, a ja akurat miałam trochę bałagan, w pośpiechu ostatkiem sił zaczęłam to wszystko ogarniać, żeby nie wstydzić się po śmierci. Ledwo patrząc na oczy usunęłam jeszcze nieprzyzwoite treści z telefonu i historię przeglądania. Zasnęłam z myślą, że to koniec.

Rano obudziłam się o dziwo żywa, patrzę nogi - dalej fioletowe. Kac morderca mnie męczy, ale skoro przeżyłam noc, to muszę dalej walczyć. Zadzwoniłam do mamy, czy zawiezie mnie na pogotowie, w skrócie wyjaśniłam o co chodzi. Zanim przyjechała poszłam pod prysznic.
Zaczęłam się szorować i jak zobaczyłam spływającą niebieską wodę dotarło do mnie, że to nie martwica, a nowe spodnie, które po prostu zafarbowały...
Wstąpiło we mnie nowe życie, chciałam jak najszybciej zadzwonić do mamy i odwołać alarm. Przywaliłam głową w szafkę...
Tak więc na pogotowiu i tak wylądowałam.
Przynajmniej od tego zdarzenia zawsze mam porządek w domu, a każde nowe spodnie moczę najpierw w wodzie z octem.

* * * * *

Wczoraj chciałem zrobić mojemu ojcu żart i gdy wrócił z pracy, wziąłem go na bok i z bardzo poważną miną powiedziałem mu, że parę dni wcześniej widziałem go na ulicy idącego za rękę z kobietą, która definitywnie nie była moja mamą.

Myślałem, że będzie z tego kupa radości, tymczasem mój tata wcale się nie zaśmiał, tylko uciszył mnie zasłaniając mi usta dłonią. Następnie sięgnął do kieszeni, wyjął portfel i wcisnąwszy mi do rąk 300 zł kazał, pod żadnym pozorem, nie wracać do tego tematu przy mamie…

No i teraz nie wiem, czy mój ojciec faktycznie ma kochankę, czy to ja padłem ofiarą wyrafinowanej wkręty mojego rodziciela. To najbardziej „niezręczne” 300 złotych, jakie kiedykolwiek zarobiłem.

* * * * *

Kiedyś byłem na 5-dniowym szkoleniu w Krakowie. Za nocleg płaciłem sam, więc wybrałem tani hostel na Miodowej. Łóżka były niewygodne, do tego cały dzień spędzałem przy komputerze. Rozbolały mnie plecy i w żaden sposób nie mogłem pozbyć się tego uciążliwego bólu. Codziennie wracając do hostelu mijałem saunę i pomyślałem, że wygrzeję sobie porządnie plecy i ból pleców minie. Odwiedziłem wreszcie saunę. Wytrzymałem w niej dosłownie 10 minut. Nie z powodu temperatury, choć - jak się okazało - w saunie było "gorąco".

Porządnie zaparowane pomieszczenie, głęboko i donośnie wzdychający mężczyźni. Około 12 mężczyzn. Gdy opadła para, zobaczyłem cóż tam się wyczynia i zacząłem się obawiać że wygrzeją mi co innego, nie plecy. Wybiegłem w popłochu. Przegooglowałem, że sauna Spartakus jest kultowym miejscem męskich spotkań na mapie Krakowa... bez jednej tęczowej flagi. Taka pułapka.
Gdy opowiedziałem tę historię rodzinie, szwagier Tomasz zaczął porozumiewawczo puszczać do mnie oko.

* * * * *

Sytuacja miała miejsce wczoraj wieczorem i dotyczy tzw. "Belferskiej grypy".
Z wykształcenia z zawodu jestem nauczycielem Królowej Nauk. Nie będę pisać jak wygląda praca nauczyciela - nie o tym jest historia.
Mam w rodzinie kuzynkę, która posiada dwójkę dzieci. Jedno z nich w wieku szkolnym, rozpieszczone do granic możliwości, średnio radzące sobie z nauką. Kuzynka również do wybitnych nie należy, więc często jestem proszona o pomoc w odrobieniu zadania czy wytłumaczenia bieżącego materiału. Nigdy nie było z tym problemu - aż do wczoraj.

Po sprawdzeniu setki zeszytów, kartkówek i sprawdzianów, postanowiłam odmóżdżyć się chwilkę i pobuszować w internecie. Po zalogowaniu się na najpopularniejszy portal społecznościowy wyskoczyła mi ciekawa dyskusja, jaką moja kuzynka przeprowadzała pod jednym z artykułów. Z komentarzy dowiedziałam się, że nauczyciele to c*je, p*zdy, matoły, debile i nieroby. Pisała, że jej biedny syn jest zaszczuty w szkole i nauczyciele zamiast mu pomóc, to ciągle wymagają od niego więcej. Nie ukrywajmy - w 2 klasie podstawówki dziecko ma problem z każdym możliwym przedmiotem. Zadań nie będzie odrabiał, bo NIE. Nie chce mu się i celowo wyrywa kartki z zeszytu, przy próbie zmuszenia go do nauki wydziera się, jakby go żywcem przypalali.

Zbliżała się godzina ósma - wtedy mniej więcej kuzynka odzywa się po pomoc przy zadaniu. Szybko porobiłam zrzuty ekranu i czekałam na wiadomość. Punkt ósma i jest! Na jej prośbę odpowiedziałam zdjęciem z jej wypowiedzą i delikatnie wytłumaczyłam, żeby nie srała do własnego gniazda. Za 5 minut telefon od ciotki, że tego się po mnie nie spodziewała...

PS Dzieciak ma świetnego, cierpliwego wychowawcę - prawdziwego belfra z powołania. Skąd to wiem? Bo również mnie uczył. A mojej kuzynce życzę, żeby jak najszybciej się ogarnęła i zaczęła panować nad swoim dzieckiem. Wiem, że to czytasz, K. Zamiast spędzać cały dzień w internecie pomyśl nad tym, żeby zareagować już - za 5 lat będzie za późno.

<<< W poprzednim odcinku m.in. przymusowy urlop i horror u dentysty


Oglądany: 58007x | Komentarzy: 29 | Okejek: 249 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

18.01

17.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało