Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

„Grzesznik”, „Pasażer”, „Konsument” – Kazik Staszewski we własnej osobie

44 706  
326   122  
Kazik Staszewski to niewątpliwie legenda polskiej muzyki. Urodzony 56 lat temu wokalista na scenie obecny jest od 1979 roku, kiedy to wspólnie z nieżyjącym już gitarzystą Robertem Schmidtem powołał do życia zespół Poland – niedługo później przemianowany na Novelty Poland, który rok po wybuchu stanu wojennego finalnie przekształcił się w Kult.

Kazik oprócz działalności w macierzystym zespole współtworzył niezliczoną ilość innych projektów, był bohaterem kilku książek, a nawet kilkakrotnie pojawiał się na ekranie (choć były to dość specyficzne filmy). Dziś przypominamy fakty i ciekawostki związane z tą wyjątkową dla rodzimego rockowego grania postacią.

Na płycie „Spokojnie” Kazik (który, swoją drogą, przez pewien czas sympatyzował ze Świadkami Jehowy) śpiewał o apokaliptycznych czterech „Jeźdźcach”. Tymczasem – już ponad 30 lat od premiery tego numeru – prezentujemy cztery filary, które po zsumowaniu pokazują, dlaczego twórca „12 groszy” i „Gdy nie ma dzieci” (utworów, które zna dosłownie każdy) to tak istotny dla współczesnej popkultury twórca.


Dyskografia

Kazik kojarzony jest z mnogością przedsięwzięć, w których brał udział. Sam Kult wydał już piętnaście albumów studyjnych (prywatnym zdaniem wyżej podpisanego najlepszy jest „Muj wydafca”), ale należy wyróżnić też epickie maxisingle, na których znajdowało się mnóstwo utworów (żeby wymienić chociażby „Dziewczynę bez zęba na przedzie” – i mniejsza już o to, że w większości były to kolejne wariacje głównego kawałka – jak na przykład te nazwane dość oryginalnie – „Wersja Spokoju Społecznego” i „Wersja Z Książki T.T. Jeża »O Byt«”; dodatek do ostatniej płyty – „Wstyd. Suplement 2016” – zawierał jednak kilka niepublikowanych wcześniej numerów, które nie znalazły się na właściwym krążku).

Solowa dyskografia Kazika to natomiast imponujący rozrzut stylistyczny – na początku działalności pod własną ksywą, we wczesnych latach dziewięćdziesiątych, były to głównie nawiązania do amerykańskiej kultury – „Spalam się” (1991) i „Spalaj się!” (1993) to rasowe, zarówno w kwestii podkładów (choć trzeba brać poprawkę na czas ich powstawania) i treści rapowe albumy. Utrzymane w podobnej konwencji „Oddalenie” (choć kultura hip-hopowa nad Wisłą w tym czasie była dopiero w powijakach) to pionierski w Polsce album oparty wyłącznie na samplingu, a Staszewski był jedynym muzykiem zaangażowanym w tworzenie tego materiału.


„Jeszcze Polska” – piosenka cały czas aktualna

Na „12 groszach”, które ugruntowały gwiazdorską pozycję Kazika, obok siebie znalazły się zarówno chwytliwe utwory znane z mediów (numer tytułowy, „Maciek, ja tylko żartowałem” i „Sztos”), jak i kawałki znacznie bardziej mroczne („Mój los” czy „Inwazja waranów”). Trzeba wspomnieć też o eksperymentalnym, wydanym w 2004 roku, krążku „Czterdziesty pierwszy”, który jest dość przydługi i trudny w odbiorze, jednak piosenki takie jak „Stalingrad” udowodniły, że Staszewski potrafił także wcielić się w narratora opowiadającego ciekawe historie. Rockowym podbiciem solowej twórczości był powołany także w 1991 roku Kazik Na Żywo, który również wylansował takie autorskie hity jak „Tata dilera”, „Legenda ludowa” czy „Las maquinas de la muerte”.

Można byłoby zresztą stworzyć osobny artykuł dotyczący samego płytowego dorobku, w którym maczał palce wokalista Kultu – warto przypomnieć jeszcze przebojową El Dupę (na przełomie wieków wszyscy śpiewali „Natalię w Bruklinie” czy „Prohibition”, choć późniejsze dokonania tego projektu to nieporozumienie) oraz płyty z utworami niemieckiego kompozytora Kurta Weilla (na wydanym w 2001 materiale znalazł się również cover „The mercy seat” Nicka Cave'a) i amerykańskiego barda – Toma Waitsa. Staszewski brał też na warsztat stare piosenki Silnej Grupy Pod Wezwaniem (wydawnictwo z 2008 roku było przyjęte dość chłodno – i nic dziwnego, to mocno przeciętne wydawnictwo), a wspólnie z Jerzym Mazzolem i Arhythmic Perfection w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych eksplorował yassowe klimaty na „Rozmowach s catem”.

„Bourbon mnie wypełnia” – spolszczona wersja utworu Toma Waitsa „Jockey full of bourbon”

Współpracownicy

Na przestrzeni lat Kazik (czy to w kolejnym ze swoich projektów, czy w trakcie gościnnych występów) współpracował z plejadą gwiazd polskiej sceny rockowej i postaciami, które to środowisko kreowały nieco z cienia. Do jego zasłużonych kolegów z roboty należą bez wątpienia Robert „Litza” Friedrich, który przed drugą płytą dołączył do KNŻu (kolejny z artystycznych przodowników pracy, założyciel Acid Drinkers i Flapjacka, przez lata znany jako pan z Arki Noego, dziś występujący w Luxtorpedzie) i Olaf Deriglasoff (lista kapel, w których grał, jest całkiem imponująca – Dzieci Kapitana Klossa, Apteka, Homo Twist, Kury, Püdelsi), który bardzo mocno przyłożył się do powstania „Melassy”, „Piosenek Toma Waitsa” i „Czterdziestego Pierwszego”.

Olaf to ten wysoki, łysy gość z dziarami

Przez krótki czas w Kulcie na gitarze grał Rafał Kwaśniewski – wokalista grupy PRL, a od roku 1986 basistą najbardziej znanego projektu Kazika jest Ireneusz „Jeżyk” Wereński, muzyk legendarnych (nie tylko dla polskiego punka) grup Kryzys i Brygada Kryzys. Za niepowtarzalne brzmienie waltorni odpowiadał Krzysztof Banasik, który gdy trzeba, chwytał też za gitarę – jak chociażby w świetnym coverze „Dziewczyny o perłowych włosach” Omegi. „Banan” jednak w nieciekawej atmosferze opuścił kapelę w 2008 roku – ponoć przez wiele lat sytuacja szła ku gorszemu, a finalnie poszło o... miejsce w busie (nawiązania do tego rozstania można doszukiwać się w utworze „Nowe tempa” z płyty „Hurra!” nagranej już z sekcją dętą: „Gdyby wszystko było inaczej, gdyby było odwrotnie, mógłbyś siedzieć tak jak ja teraz siedzę. Mógłbyś siedzieć przy oknie”).


W przeboju „4 pokoje” pochodzącym z solowej „Melassy” gościnnie wystąpiła Edyta Bartosiewicz, a w kultowym „Kochaj mnie, a będę twoją” Kazik obowiązki wokalne podzielił z Violettą Villas. Staszewski – który zdecydowanie nie aspirował do bycia instrumentalistą, jednak zdarzało się sięgać czasem po saksofon – wystąpił na ćwierćwieczu T.Love śpiewając „Warszawę” (to zresztą niejedyny raz, kiedy pojawił się na scenie wspólnie z grupą dowodzoną przez Muńka Staszczyka), a „kazelotowa” interpretacja utworu „Jeżeli” pojawiła się na DVD wydanym z okazji 20-lecia Armii. Kontaktem ze światem wierszy była jego współpraca z wrocławskim poetą, Romanem Kołakowskim – autorem tłumaczeń na melodiach Weilla i Waitsa.

Trzeba wyróżnić też niezbyt oczywistą kooperację na nieco innej płaszczyźnie: Zespół Filmowy Skurcz (należał do niego między innymi Bartosz Walaszek, twórca „Kapitana Bomby”, „Blok ekipy” i Braci Figo Fagot) nakręcił teledysk do utworów „Idę tam gdzie idę” i „Las machinas de la muerte”, a Kazik w rewanżu zagrał w ich „Bułgarskim pocisku”, „Sarnim żniwie” i „Wściekłych pięściach węża”. Warto też nadmienić, że jeden z liderów tej komediowej grupy – Krzysztof „Dr Yry” Radzimski – to także frontman El Dupy.


Szczerość

Staszewski zawsze znany był z tego, że mówił to, co myśli – nawet jeśli miały to być mocno niepopularne (i w gruncie rzeczy czasem wzięte nieco z kosmosu) tezy. W końcu lider Kultu wiele razy, niczym Don Kichot, starał się walczyć z piractwem – zarówno tym oldskulowym, polegającym na sprzedaży płyt na giełdach (notka „Kto kupuje płyty od złodzieja jest kutasem i niech spierdala” na „Ostatecznym krachu systemu korporacji”), jak i – już po 2000 roku – tym wirtualnym.

Ukoronowaniem dziwnych akcji była batalia z fanem, który stworzył jego nieoficjalną (choć wówczas najlepszą merytorycznie) stronę internetową (Grabaż odniósł się do tej sytuacji w utworze Strachów Na Lachy „I can get no gratisfaction” – „Kazik, postać rozstrzelana przez najwierniejszego fana”). Poszło o zamieszczenie na tej witrynie reklam bez zgody wokalisty, który autorowi projektu zagroził nawet sądowym pozwem; niedługo później na łamach „Przekroju” Staszewski zapewniał jednak, że nie chciał wojny. Kilka lat temu w wywiadzie dla Gazety Wyborczej lider Kultu przyznał też, że w kwestii radykalnego podejścia do „darmowej” sztuki znacznie wyluzował: „Nie robię już żadnych awantur o tych, co ściągają, bo kultura i sztuka nigdy nie były za darmo. I to się samo jakoś wyreguluje.”

„Mój wydawca jest złodziejem...” – na okładce albumu ucharakteryzowany Sławek Pietrzak, wydawca Kazika

Podczas festiwalu Sopot '91 Staszewski zmuszony został do grania z playbacku – dała wówczas o sobie znać jego punkowa dusza – rolę mikrofonu bezceremonialnie pełniła wówczas suszarka. Niechęć do dużych imprez przejawiała się też poprzez brak udziału w branżowych rautach – na okładce „Oddalenia” fonograficzne wyróżnienia – nagrody Popcornu i Fryderyk – leżały pod piwnicznym zlewem. Kazik z żadnym projektem nigdy nie wystąpił też na Przystanku Woodstock. Jak jednak przyznawał, spowodowane było to jego rodzinnymi planami na wakacje. Kilka lat temu blisko było do realizacji łączącego różne projekty Staszewskiego występu w Kostrzynie, jednak z pomysłu finalnie wycofali się organizatorzy.

W wywiadzie-rzece „Idę tam gdzie idę” udzielonym w 2015 roku Rafałowi Księżykowi Kazik bez oporów opowiedział również o swoim życiu prywatnym. Odniósł się do dzieciństwa, które spędził bez mieszkającego we Francji ojca, wspominał problemy zdrowotne dokuczające mu w trakcie tworzenia „12 groszy” i związane z nimi obawy – nie omieszkał nawet nawiązać do rektoskopii i wrzodów żołądka, nawiązał też do spełniania się w roli dziadka.

Kazikowi dobrze być dziadkiem, jednak utwór bardzo przeciętny

Zarówno w kontekście Kultu, jak i solowej twórczości Kazelota regularnie powtarzają się głosy dotyczące kryzysu twórczego – i rzeczywiście, od pewnego czasu teksty Staszewskiego trącą banałem, a aranżacje rażą wtórnością i nie są tak przekonujące jak te nagrane jeszcze w ubiegłym milenium. Bo Kazik wtedy naprawdę potrafił i konkretnie przylutować, i dokonać trafnej analizy – odwołując się do relacji międzyludzkich (opisujące problemy z płcią przeciwną „Dziewczyny”), komentując najbliższe podwórko (krytyka prezydenta Wałęsy obiecującego kiełbasę wyborczą w postaci stu baniek na głowę w „100 000 000”), czy odnosząc się do „wielkiej” polityki („Łysy jedzie do Moskwy” opowiadający o wizycie ówczesnego premiera Józefa Oleksego na odbywających się w Rosji obchodach jubileuszu pięćdziesiątej rocznicy zakończenia II wojny światowej).

Koncertowa wersja „Łysego” z 1997 roku

Tata

Mając odpowiednie geny artystyczne, z pewnością łatwiej odkryć jest swoje powołanie. Podobnie było w przypadku Kazika, którego ojciec, Stanisław (1925-1973), był boleśnie doświadczonym w czasie II wojnie światowej (w obozie w Ebensee trafił nawet do kostnicy, jednak cudem udało mu się przeżyć) bardem z gitarą. Pieśniarz, który z zawodu był architektem, w latach sześćdziesiątych wyjechał do Paryża – imigracja była zresztą wdzięcznym tematem utworów („Bal kreślarzy” to w dużej mierze utwór autobiograficzny, ponieważ właśnie w takim charakterze pracował we Francji Staszek).

Staszewski junior z utworami swojego ojca mierzył się na dwóch wydanych z Kultem płytach („Tata Kazika” z 1993 roku i „Tata 2” wydana trzy lata później) – to z tego repertuaru pochodzą stale grane na koncertach „Baranek” i „Celina”, czy słuchane za małolata z wypiekami na twarzy „Kurwy wędrowniczki”. Po dość długiej przerwie do twórczości ojca Kazik powrócił na wydanym w 2017 roku i nagranym już z Kwartetem ProForma albumie „Tata Kazika kontra Hedora” (pierwotny tytuł tego wydawnictwa to „Syn Staszka”), z którego pochodzą singlowe „Nie dali ojce” czy „Gdybym miał kogoś”.


Twórczość Staszewskiego seniora wiele razy była brana na warsztat przez aktorów – Zbigniew Zamachowski śpiewał prawdopodobnie najpopularniejszego w dyskografii „Taty” „Baranka” (wykonywał go też Jacek Kaczmarski), a Jacek Bończyk bardowi poświęcił cały album „Mój Staszewski”. W ramach serii „Empik prezentuje dobre piosenki” wydana została też płyta „Stanisław Staszewski zaśpiewany”, na której pojawili się zarówno Staszewski junior, finalistka The Voice of Poland – Natalia Nykiel, Mirosław Czyżykiewicz, jak i Kwartet ProForma (tym razem bez Kazika), który przedstawił swoją wersję „A gdy będę umierał” – jednego z najlepszych utworów cierpiącego na sercowe dolegliwości Stanisława – powstały, o ironio, na kilkadziesiąt godzin przed śmiercią barda.


Oglądany: 44706x | Komentarzy: 122 | Okejek: 326 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

23.01

22.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało