Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Jak daleko Kościół Katolicki odszedł od nauk zawartych w Piśmie i głoszonych przez Jezusa?

63 070  
493   217  
Wiem, że ten temat to jak nakłuwanie balonu wypełnionego wodorem w pobliżu ognia i setki innych balonów wypełnionych wodorem. I to w ciasnym, zamkniętym pomieszczeniu, ale co mi tam. Muszę z siebie wyrzucić parę kwestii chociażby po to, by mi się lżej na wątrobie zrobiło... I zaznaczam. To są moje przemyślenia i wszelkie pomyje proszę wylewać pod moim adresem.

Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty wejdzie do Królestwa Niebieskiego. (Mt 19, 24)

Tak nauczał Jezus. Czyli Mesjasz, którego nauki są podstawą istnienia naszej wiary i całego Kościoła Katolickiego. Oj, daleko tenże kościół odszedł od tej nauki. Kościół próbuje tłumaczyć, że ta nauka nie tyczy się stanu posiadania, ale stanu ducha. Chodzi o bogatego, chciwego materialistę, który zapomina o naukach Kościoła. I trzeba rozróżniać bogatego chciwego od bogatego hojnego, który dzieli się z innymi swym bogactwem. Jezus jednak wypędzając kupców ze świątyni takich podziałów nie robił. Wypierdzielił ich wszystkich i tych, co mieli wysokie ceny i tych, którzy być może dokładali gratisy, by biednym ludziom żyło się lepiej.

W świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: «Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska!» (J 2 14-16)

A co jest dziś w Kościele? Wystarczy przejść się pod kościół w czasie spowiedzi świętej przez Wielkanocą lub świętami Bożego Narodzenia i zobaczyć, czym księża przyjeżdżają. A jest na co popatrzeć. Nowe SUV-y, nowe modele aut, które nie schodzą poniżej segmentu D. I koniecznie, by miały Hybrid w nazwie, bo to teraz modne. Czy ktoś może mi racjonalnie wytłumaczyć, po co księdzu taki Passat? Przecież rodziny nim nie wozi, a to samochód uznany za auto rodzinne. Ja rozumiem - ksiądz poruszać się musi i samochód to żaden luksus, ale czy dla jednego człowieka nie będzie o wiele lepiej i ekonomiczniej posiadać coś z segmentu A/B? Maksymalnie C, czyli jakiegoś kompaktu. Czy to wstyd jeździć takim autem? I dlaczego? Posiadam Golfa, czyli wręcz sztampowego przedstawiciela segmentu C. I pakujemy się w to auto czteroosobową rodziną i jedziemy na wycieczkę czy na krótki 4-, 5-dniowy wyjazd. I miejsca w aucie jest w sam raz. Czyli to, co dobre dla rodziny, jest za małe dla księdza? Czemu? Ktoś może odpowiedzieć na to pytanie? Im wyżej w hierarchii Kościoła, tym weselej zaczyna się robić, bo tu już w grę wchodzą tylko auta z segmentu F i to też tylko te najlepsze, wyjątkowe, luksusowe. Kościół i ubóstwo? Zapomnij.

Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz. Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie. (Mk 12, 38-44)

Chrystus pokazuje ubogą wdowę jako osobę pokorną i cichą. I sugeruje, że taka osoba będzie sowicie wynagrodzona w niebie. I wiecie co? Słyszałem (pewnie nie tylko ja) o pewnym redemptoryście z Torunia, który przyjął chyba za punkt honoru zbawić jak największą ilość takich ubogich wdów, wdowców, czy też starszych ludzi. Wpłacają mu oni datki na jego działalność i potem klepią biedę, nie mając za co kupić leków lub jedzenia. Był taki okres, że na pocztach były wypełnione druki do wpłat. Wystarczyło tylko napisać ile się wpłaca i dać druczek z kwotą pani z okienka.

Jeśli chcesz być doskonałym - rzekł mu Jezus - idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną. Usłyszawszy to młodzieniec odszedł zasmucony. Miał bowiem wielkie bogactwa. (Mt 19 21-22)

Człowiek ten ma taki dar przekonywania, że płacą mu wszyscy. I człowiek ten to wykorzystuje, zbierając pieniądze w szczytnych celach, a potem przeznaczając je na coś innego (słynna afera ze zbiórką pieniędzy na ratowanie stoczni). Bezdomni wręczają mu samochody, a nawet rząd, który można śmiało powiedzieć, że ma dług wdzięczności wobec tego człowieka, gdyż to jemu zawdzięcza wygraną w wyborach, wręczył mu wcale niemałe pieniądze. A podobno kościół jest apolityczny i nie miesza się w polityczne rozgrywki. Podobno.

Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich (Mt 18,20)

Jezus mówi, byśmy się spotykali i modlili. I że on nas widzi i szanuje. I nie wymaga wielkich gmachów i budynków, by był wśród wiernych. A tymczasem... Rozpasanie Kościoła widać też w jego megalomanii. Przykład? Świątynia Opatrzności.


Przytłaczający swym ogromem kościół, który był także sponsorowany przez rząd, tyle tylko, że poprzedni. Pieniądze na budowę świątyni płynęły szerokim strumieniem i prasa głośno rozpisywała się o kolejnych datkach. Wchodząc do tego budynku, czujesz się przytłoczony jego ogromem. Wszystko jest takie wielkie i nierealne. W imię czego? Przecież pieniądze, które poszły na budowę tego kloca, można było przeznaczyć na pomoc najbiedniejszym. Na budowę mieszkań dla nich. Z pożytkiem dla społeczeństwa. I takie przykłady można mnożyć. Ja nie neguję wielkości kościoła na Jasnej Górze, czyli miejsca pielgrzymek z całego kraju (choć i on jest maleńki w porównaniu ze świątynią przytoczoną powyżej), nie neguję wielkości Kościoła Mariackiego w Krakowie. To historyczna bazylika, kolejne miejsce pielgrzymek. Te miejsca mają swoją potężną historię i odegrały w niej znaczącą rolę. Ale budowanie w obecnych czasach takich kolosów mija się z celem. Wiecie co? Żeby nie było, żem nieczuły i niereligijny. Zwiedzałem kraj i trafiłem do małego kościółka w Gibach. Drewniany, przytulny, spokojny. I tam naprawdę odczułem obecność Boga. Ludzie pomimo powszedniego dnia byli w środku i modlili się. Także to uczyniłem. Szkoda, że nie miałem przyjemności porozmawiania z proboszczem i powiedzenia mu, że takich parafian i takiego kościoła powinien mu zazdrościć cały kraj. Serio. Naprawdę mega duchowe przeżycie spotyka każdego w tym kościele... I nie trzeba do tego wznosić budynku wysokiego na 75 metrów. Postanowienia Sejmu Czteroletniego można było wypełnić bez takiej megalomanii i rozmachu.

Zstąp na dół, bo sprzeniewierzył się lud twój, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej. Bardzo szybko odwrócili się od drogi, którą im nakazałem, i utworzyli sobie posąg cielca ulanego z metalu i oddali mu pokłon, i złożyli mu ofiary, mówiąc: "Izraelu, oto twój bóg, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej". I jeszcze powiedział Pan do Mojżesza: "Widzę, że lud ten jest ludem o twardym karku. Zostaw Mnie przeto w spokoju, aby rozpalił się gniew mój na nich. Chcę ich wyniszczyć, a ciebie uczynić wielkim ludem". (Wj 32, 7-9)

Mamy się modlić do Boga. W ciszy, skupieniu. Dlaczego więc modlimy się do wraku samolotu, wystawiamy najwyższego Jezusa na świecie i modlimy się do pomnika?


Czy we wraku samolotu albo w pomniku jest Bóg? A może jest on w kościele, w tabernakulum? Naprawdę Kościół musi robić z siebie takie pośmiewisko i tak bardzo chce pokazać swoją siłę i potęgę? Wznosząc bezsensowne posągi i każąc się do nich modlić? Gdzie poszło coś nie tak? W którym momencie? Nie wiem.

Hej, kolęda, kolęda...


Czyli wizyta duszpasterska w domach wiernych. I niestety sporo księży traktuje taką wizytę jako podreperowanie budżetu. Miałem znajomych wśród księży i takie stwierdzenia padały z ich ust, że tak właśnie jest. W niektórych parafiach wręcz ksiądz robi podsumowanie na koniec takiej wizyty, mówiąc ile pieniędzy zebrał, kto dał najwięcej, a kto nie dał nic. Takie osoby były czytane z nazwiska. Czy to nie jest chore? Nie spotkałem się osobiście z tego typu praktyką, ale znajoma mieszkająca w zapyziałej parafii gdzieś na totalnym wypiździewie mówi, że to jest coroczną praktyką i była zdziwiona, że nie wszędzie się to tak odbywa. Co ksiądz chce osiągnąć czytając z nazwiska tych, którzy nie dali w kopertę? Poczucie winy? Nie wiem. Według mnie ofiara jest dobrowolna. I taką powinna być. Ksiądz przychodzi poświęcić dom i pobłogosławić jego mieszkańców. I to powinno być celem wizyty duszpasterskiej, a nie czekająca koperta. I takie układanie planu wizyty, by do tych najbogatszych mieszkańców przychodzić w soboty, by ich na 100% zastać w domu. A właśnie o tym słyszałem od kolegów - księży.

Czy Kościół jest do cna zły?


O nie. Są w nim księża, którzy są księżmi z powołania i parafianie ich kochają. Za to, jakimi są. Opowiem Wam o takim jednym księdzu. Nie będę zdradzał jego imienia ani nazwiska, ale myślę, że gdyby w Kościele były takie osoby, to ludzie nie odchodziliby z Kościoła, tylko żarliwie się modlili i wspomagali Kościół darami. Lata 80. Nowo wybudowane blokowisko. I działka, na której miał stanąć kościół. Przyjechał pierwszy proboszcz. Przyjechał rowerem, bo o samochodzie nawet nie myślał. Zaczął rozmawiać z parafianami i bardzo szybko zjednał sobie ich sympatię. Bo to był nasz ksiądz. Osiedle borykało się z brakiem uliczek i ksiądz chodził gdzie mógł i po jego prośbach chodniki powstawały. Że było to lato, to msze odprawiały się na świeżym powietrzu. Ale na krótko, bo parafianie załatwili co trzeba i bardzo szybko wybudowali prowizoryczny kościół. Drewniany. Ale nasz, taki własny. Brałem w nim komunię i przystępowałem do bierzmowania. W lato było gorąco, w zimę zimno, ale nikomu to nie przeszkadzało, kościół zawsze pękał w szwach podczas mszy. I przychodzili do kościoła nie tylko wierni z naszej parafii. Na msze przychodzili wierni z całego miasta. Skąd o nas wiedzieli? Nasz proboszcz prowadził rekolekcje. I wszędzie tam, gdzie mówił, natychmiast zjednywał sobie sympatię. Parafianie postanowili, że trzeba coś zrobić z tą jazdą rowerem i wspólnymi siłami ze zbiórek proboszcz dostał malucha. Takiego zielonego. Jak on się cieszył z tego pojazdu... Miał gdzieś, że inni księża w tym czasie jeździli mercedesami. Jego maluch to był najwspanialszy samochód świata, bo dany z serca. W międzyczasie zaczęła się budowa kościoła docelowego. Proboszcz był strasznie podekscytowany wizją świątyni. Wystawił jej podświetloną makietę w gablocie. Mówił, że tak będzie wyglądał nasz kościół. I nadeszła chwila budowy. Kto czuł się na siłach i czuł, że może pomóc - pomagał. Ja także. Jako dzieciaki z osiedla nosiliśmy cegły, nosiliśmy jedzenie robotnikom, sprzątaliśmy. Kościół został wybudowany. Wykończenie kościoła zajęło parę lat, a proboszcz wrócił do jazdy rowerem. Czemu? Gdy zabrakło pieniędzy na stal, sprzedał on samochód, bo kościół był ważniejszy, a nie chciał ciągle błagać parafian o datki. Taki to był i nadal jest ksiądz. Po wybudowaniu świątyni o jego czynach dowiedział się biskup podczas święcenia świątyni. Dał naszemu proboszczowi w darze samochód. Peugeota 106. I samochód ten stał w garażu, a proboszcz jeździł na rowerze. Czemu? Bo, jak się nam zwierzył, nie chciał, by ludzie wzięli sobie go na języki, że za ich pieniądze kupił sobie samochód. Ale parafianie to zrozumieli. Po nitce do kłębka i znów odwiedził nas biskup mówiąc, że samochód to jego dar dla naszego proboszcza i by nikt nie pomawiał naszego księdza o marnotrawienie pieniędzy. I dopiero wtedy nasz proboszcz wyjechał swoim czerwonym Peugeotem 106. I to w najuboższej możliwej wersji. I znów na spowiedzi jego samochód wyglądał jak kopciuszek wśród innych aut, ale jego to nie interesowało. Miał czym jeździć i to wystarczało. Gdy braliśmy ślub, najpierw pytaliśmy się o cenę w parafii żony. Oczywiście był wywieszony cennik. Poszliśmy do mojej parafii. I tu miła niespodzianka. Ślub za darmo, jedynie opłata 50 zł dla pani organistki. I to wszystko. O żadnej ofierze ksiądz nie chciał słyszeć. Daliśmy sporo więcej niż za ślub w parafii żony na tacę. Bo pieniądze mieliśmy, chcieliśmy tylko sprawdzić, czy prawdą jest to, co o ślubach mówią. Potem dowiedziałem się od innych par biorących ślub, że robią tak samo. Dają hojną ofiarę na tacę. Chrzest naszego pierworodnego odbył się także w mojej byłej już parafii... Bo tak. Dziś proboszcz, a w zasadzie prałat jest już na emeryturze, ale mieszka w parafii. Parafianie nie chcieli słyszeć o oddaniu naszego proboszcza do domu spokojnej starości dla księży. Spotykam się często z tym księdzem, chodzi na spacery i rozmawia mi się z nim naprawdę świetnie.

Nie cudzołóż i nie pożądaj żony bliźniego swego (VI i IX przykazanie Boże)


Są to przykazania Boże. I tu dotykam naprawdę drażliwego problemu. Seksu wśród księży. Pomijam pedofilię, bo tu nie o tym. Ale ksiądz to chłop. I serio nie da się popędu u chłopa wyłączyć. Może u jakichś jednostek tak, ale nie u wszystkich. Czy nie zdrowiej byłoby, gdyby zniesiono celibat? Ksiądz miałby żonę, zmagałby się z problemami w małżeństwie i mógłby coś naprawdę doradzić, jak parafianin przyjdzie do niego z konkretnym problemem, a nie tylko mówić, by pokładać ufność w Bogu. I znikłyby także problemy napastowania dzieci. Bo taki ksiądz wróciłby do swojej żony, zrobił co trzeba i nie myślał o głupotach. I może łaskawiej spojrzał na antykoncepcję. Oraz in vitro. Serio, księża powinni mieć żony. Takie jest moje zdanie.

Taca, opodatkowanie i zarobki


A to kolejny drażliwy temat. Bo księża uczący religii w szkole zastrzegali się na początku, że robią to, bo mają misję, bo tak trzeba, by wychować dzieci w duchu katolickim. Misja szybko się skończyła, a księża za swoją pracę biorą normalne pensje. I dobrze. Jestem za tym, by każdy ksiądz brał normalne wynagrodzenie. Powiedzmy średnią krajową. Ale w zamian wszelkie tace i dary pieniężne powinny być opodatkowane. Co do złotówki. Bo tak naprawdę to gdy dasz na tacę, to pieniądz znika. Ląduje w szarej strefie, gdzie nie ma podatków, nie ma nad nim kontroli i może być wykorzystany do jakichkolwiek celów. Nawet na zamach stanu i obalenie rządu. A tak, to gdy pieniądze zbierane są na taki KUL, to po ich opodatkowaniu wiadomo o jaką kwotę powinno się wzbogacić konto uczelni. Czy to jest dobre rozwiązanie? Na pewno sprawiedliwe. Bo czemu jedni są łupieni drakońskimi podatkami, a inni mają pieniądze na co chcą i wydają je jak chcą? I nikt nad tym nie panuje. Niestety państwo jest za słabe, by zrobić z tym porządek i jeszcze długo będzie tak, jak jest.

I na tym zakończę moje żale. Jeśli chcesz coś dopisać - uczyń to w komentarzu. Zjechać mnie też tam możesz. Ja zwyczajnie musiałem z siebie to wyrzucić. I jest mi lepiej.

Oglądany: 63070x | Komentarzy: 217 | Okejek: 493 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.02

20.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało